Autoterapia (w) Innym. Audiobook „Rekin z parku Yoyogi” Joanny Bator, czyta: Anna Dereszowska

Joanna Bator, "Rekin z parku Yoyogi"Tekst można (było) przeczytać na stronie dziennikaJaponia-Online

Od 13 stycznia 2022 bezpośrednio na blogu:

Drugą (ale trzecią) książkę Joanny Bator o Japonii można streścić: (ja), Haruki Murakami, (ja), Inny, (ja), otaku, (ja) Haruki Murakami, (ja), otaku, (ja), „lolitki, androidki, kosmitki”, (ja), otaku. Otaku. Takashi Murakami i neopop, (ja).

W 2001 roku ukazał się „Japoński wachlarz” Joanny Bator. Dekadę później wznowiono publikację, nieco dokładając, nieco modyfikując, wygładzając radykalność niektórych sądów. Całość jednak utrzymywała się w stylu feministycznym i genderowym. Nieco inaczej jest w „Rekinie z parku Yoyogi”, bo trzeba przyznać, że autorka tym razem odrobiła lekcję, jej analizy nie są już aż tak upraszczające jak w pierwszej książce o Japonii, ale Bator nadal próbuje przekładać i nakładać europejsko-amerykańskiego percypowanie świata na japońską przestrzeń i w sobie znanych kategoriach opisywać kulturę Innego. Dominują zatem dwa kierunki: freudowskie interpretowanie zjawisk, zachowań i przekształceń powojennych w Japonii oraz dyskurs postkolonialny. I przy takim doborze metodologii trochę dziwi, a trochę bawi stwierdzenie autorki, że jej pierwsza książka o Kraju Wschodzącego Słońca była „zapisem oczarowania i namiętności”, kolejna zaś – to „efekt zagęszczenia opisu”. „Oczarowanie” i „namiętność” wiązały się zapewne z łatwością manipulacji kategoriami europejsko-amerykańskiego opisu społeczeństwa (szczególnie „zdobyczami” gender studies). „Zagęszczenie opisu” zaś jest w gruncie rzeczy monotematyzmem – otakingiem otaku.

Publikacja podzielona została na trzy części odpowiadające trzem ścieżkom w drodze Bator-podróżniczki. Pierwszą jest ścieżka niesamowitości (w zamierzeniu kierująca do filozoficznego dziwienia się), drugą – alegorii (skłaniającą autorkę do licznych porównań, zestawień kultury japońskiej i rodzimej, z korzyścią dla tej pierwszej), trzecią zaś – heterotopii (wychodzącej od foucaultowskiego rozumienia tego słowa; autorka definiuje ją jako „dziwne miejsce, inne i niesamowite, w którym to, co zwykłe, odbija się jak w krzywym zwierciadle, ukazując nową, zaskakującą twarz”). Słowo „heterotopia” to też część prywatnej historii bezdomności i wyobcowania Joanny Bator. Ma zatem silne konotacje emocjonalne. „Ścieżka heterotopii – jak stwierdza autorka – prowadzi tam, gdzie niesamowitość daje o sobie znać” – ot, na przykład pojawienie się wypatroszonego rekina w parku Yoyogi w lutym 2012 roku. To wyłącznie pretekst do wejścia w japońską przestrzeń – niezwykłą, niesamowitą, zdumiewającą. Ale… Japonię autentyczną czy Japonię Bator?

Pierwsze dwie części zdominował bezsprzecznie zachwyt autorki nad Harukim Murakamim, porównywanym między innymi do Alberta Camusa, Lewisa Carrolla czy Umberto Eco, nazywanym „wybitnym pisarzem”. Mnie najbardziej zdumiały dwa sformułowania – jedno odnosiło się do krytycznego stosunku Kenzaburō Ōego do prozy Murakamiego (Bator, jakby w odwecie, stwierdziła, że Ōe nigdy nie będzie miał takich czytelników jak Murakami), drugie dotyczyło Yukio Mishimy (szybką sprzedaż „1Q84” w Japonii autorka podsumowała w sposób kuriozalny: „Gdyby Yukio Mishima był świadkiem sukcesu Murakamiego, przynajmniej byłoby wiadomo, dlaczego popełnił samobójstwo”). Pochwalne eseje, szkice, interpretacje wybranych fragmentów jego utworów (a także „Groteski” Natsuo Kirino) przeplatają się z fascynacją przemijaniem i ulotnością, wędrówkami po lesie samobójców (Aokigahara), zagłębianiem haikyō (urban exploration, zwiedzanie ruin), śledzeniem mężczyzn przebranych za lolitki („lolitki” to jedno z ulubionych słów Bator), próbą zrozumienia fascynacji białą skórą i krzywymi zębami, uczestniczeniem w Święcie Stalowego Penisa czy wreszcie podsumowaniem życia seksualnego Japończyków.

Alegoryczna ścieżka prowadzi do interpretacji Godzilli jako symptomu, jako nieprzepracowanej traumy powojennej. Autorka porównuje zachowania Japończyków podczas katastrof (na przykładzie Fukushimy) z reakcją innych narodowości na podobne wypadki. W tej części książki Bator wchodzi jeszcze głębiej do swojego labiryntu – dokonuje prób konfrontacji z przeszłością. Japońskie zdjęcia stanowią pretekst do rozważań nad własną pamięcią i umiejętnościami budowania tożsamości w oparciu o dziedzictwo przeszłości. Eksploratorka przestrzeni pisze także o ulotnym pięknie kwitnących śliw (tak, śliw, nie tylko wiśni), o ceremonii parzenia herbaty, o gejszach i prostytutkach. Nie pominie jednak popkultury: pojawi się Hello Kitty poza Japonią, opisane zostanie Boże Narodzenie w Kraju Kwitnącej Wiśni, analizie poddane będą również nietrafione prezenty. Autorka uchwyci ekspansję sushi(o)podobnych produktów w Warszawie, w dalszej zaś części publikacji prześledzi japoński styl (kategorię „Iki”), wpływ „japońskości” na szeroko rozumiany Zachód. Dostrzeże wpływ gadżetów i e-maili, czyli form współczesnej komunikacji i stopniowego przechodzenia człowieka do świata cyfrowego, elektronicznego, a zatem (nie)świadomego wyboru substytutów: humanoidalnych tworów w wyimaginowanym, łatwym do manipulacji świecie. Będzie to wstęp do tego, co w trzeciej części – opisu życia w hipperrzeczywistości.

W latach 2010-2011 pisarka przebywała na stypendium w Japonii i prowadziła badania dotyczące subkultury otaku. To wyjaśnia, dlaczego znamienita część książki poświęcona jest otaku. Ahihabara stanie się centrum pielgrzymek Bator. Przybliży kategorię moe (pojawi się wzmianka na przykład o AKB48); zainteresują ją nie tylko sami otaku, ale i obiekty ich adoracji: lolitki, lalki (na marginesie opowie autorka o marionetkach w „Ghost in the Shell. Movie 2”, ale także o Święcie Lalek, kōkoeshi czy wreszcie bunraku). Dlatego też, by zagłębić, poznać świat otaku, sięgnie po anime (Bator dokona nawet szczątkowej interpretacji „Neon Genesis Evangelion” – całkiem ciekawej, jakkolwiek trudno mi uwierzyć, że obejrzała serię NGE co najmniej pięć razy …). Dostrzeże zjawisko otaku wśród kobiet (nadmieni kilka słów o yaoi i shōnen-ai). Autorka przypomni o punkcie zwrotnym w odbiorze otaku w Japonii – o morderstwach z lat 1988-1989 dokonanych przez Tsutomu Miyazakiego. Zasygnalizuje na marginesie problem hikikomori. Analizy polskiej pisarki okażą się jednak wyłącznie przepływaniem po powierzchni, próbami dojścia do głębi, do sedna, zatrzymywanym przez ciągłe, nieuchronne o(d)bijanie się o ściany klatki otaku. Sama zresztą stwierdzi w pewnym momencie, że coś istotnego traci sprzed oczu, nie jest w stanie uchwycić, zrozumieć i opisać tego „czegoś”.

Publikacja kończy się… nie, tym razem nie peanem na cześć Harukiego Murakamiego, ale esejem o neopopie made in Japan, szczególnie zaś twórczości Takashiego Murakamiego. Ten kolejny rozdział w japońskiej sztuce wizualnej jest dla autorki swoistym podsumowaniem dzisiejszej Japonii i być może dobrym preludium do przyszłości Kraju Wschodzącego Słońca.

Podział książki odtwarzam na podstawie tego, co wysłuchałam, a nie przeczytałam. Lektorka, która zabiera słuchaczy do japońskiej przestrzeni przefiltrowanej przez aparat badawczy i osobiste nastawienie Joanny Bator, to Anna Dereszowska. Walorem jest nienarzucający się i całkiem przyjemny dla ucha głos aktorki. Niejednokrotnie jednak – w moim odczuciu – sposób odczytywania (tempo, zawieszanie głosu, akcentowanie fraz) przez Dereszowską pewnych fragmentów nie jest odpowiedni do treści. Najbardziej jednak mnie rozbawiło nieumiejętne sylabizowanie nazwisk i nazw japońskich (wcale nie tych długich!), przez co cała wypowiedź brzmi tak, jakby aktorka była niepewna tego, co właśnie widzi zapisane na kartce. Dziwi mnie, że nie przygotowano lektorki też do odczytywania na przykład japońskiego „shi” czy „chi”. Bo o ile „Hiroszima” czy „gejsza” u nas funkcjonuje, to jak usłyszałam „Jamanaszi”, „szaku haczi”, musaszikojama”, „miyo-czan”, „czitose-cza”, czy „biiszodżo” (nie mówię już o czytaniu nazwisk takich jak Baudrillard czy Deleuze…), nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Sporo zamieszania wprowadza również kwestia kolejności członów nazwisk japońskich. O ile Bator stara się utrzymać porządek rodzimy (imię znajduje się przed nazwiskiem), o tyle zdarzają się wyjątki i pojawia się dalekowschodni szyk (często pojawiające się nazwisko jednej z bohaterek EVA – Ayanami Rei; ale – dla porównania – gdy autorka mówi o Sailor Moon, to wybiera: Usagi Tsukino, nie zaś: Tsukino Usagi) – trudno ocenić, na ile celowo, a na ile przypadkowo.

„Rekin z parku Yoyogi” to autoterapeutyczna książka Joanny Bator. Ma na celu przepracowanie „polskości”. Jest swego rodzaju pomocą w powrocie do ojczyzny, w której nie chce i nie potrafi mieszkać. Światopogląd autorki, jej ideologia, sposób interpretowania zjawisk społeczno-kulturowych wypełniają „Rekina z parku Yoyogi”. Zamiast inspirować do własnych, czytelniczych peregrynacji w głąb kultury Innego, Bator zawodzi i nudzi, prowadzi po meandrach osobistego labiryntu fascynacji i demonów. Rozrzuca tropy, próbuje uchwycić zbyt wiele, gubiąc przy tym kierunek. Szkoda.

——————

Joanna Bator, Rekin z parku Yoyogi, czyta Anna Dereszowska, Biblioteka Akustyczna, Warszawa 2014.

Autor: Luiza Stachura

8 uwag do wpisu “Autoterapia (w) Innym. Audiobook „Rekin z parku Yoyogi” Joanny Bator, czyta: Anna Dereszowska

  1. szkoda, bo dobór tematów interesujący. Lubię odrobinę krytycyzmu w opisie zjawisk obcych, ale przegięć już niekoniecznie. Tym niemniej, chętnie bym przeczytał, nawet aby się nie zachwycić, może by poznać taki trochę nietrafiony, subiektywny głos w dyskusji i tym łatwiej zbudować własny pogląd (?).

    1. Jeśli się chce o Japonii napisać, to tematów jest mnóstwo – co jeden, to ciekawszy dla Europejczyka, wszak inna kultura, ale człowiek wszędzie jest taki sam ; ) Dlatego wydaje się, że książka Bator będzie interesującą publikacją, niekoniecznie obiektywną. Ale miałam wrażenie galopowania przez tematy, a później zaplątania się w otakizmie. Otaku w polskim środowisku m&a ma dwa prawie skrajne znaczenia. Ciekawie byłoby przeczytać wnikliwą publikację o tym zjawisku w Japonii. I skoro Bator dostała stypendium na to właśnie, to czemu ofiaruje nam takie szczątki, impresje, zestawienia różnych faktów czy elementów? Niewiele z tego wynika.

      Hm, ja też bym wolała przeczytać, bo wolę książkę od audiobooka, chociaż moje oczy niekoniecznie ; )

      Znasz „Japoński wachlarz”? Warto zacząć od niego i prześledzić drogę Bator w Japonii (bo jest b. duża różnica między „Japońskim…” a „Rekinem…”).

      1. nie, nie znam Wachlarza. W ogóle mam skrajnie mało doświadczeń literackich z tym tematem – to raczej ciągle coś na przyszłość, wyraz tęsknoty z mojej strony, bo Japonia mnie szalenie fascynuje ;-). A skoro Bator występuje w roli naukowca/badacza, to faktycznie takie coś nie przystoi by nie powiedzieć dosadniej…

        1. To ja polecam głównie literaturę piękną i publikacje japonistów, zwłaszcza W. Kotańskiego i M. Melanowicza. Dopiero później można z większą świadomością sięgać po publikacje takie jak J. Bator. Zresztą kategorie estetyczne Japonii, Japonię w ogóle, trzeba (wy)czu(wa)ć. Tak samo z kulturą arabską i innymi ; )
          Bator zaznacza w pewnym momencie, że otrzymała stypendium i dlatego pisze o otaku, więc wymagam od takiej osoby dużo więcej niż od przygodnego turysty.

  2. Gdyby Yukio Mishima był świadkiem sukcesu Murakamiego, przynajmniej byłoby wiadomo, dlaczego popełnił samobójstwo – dla mnie to zdanie świadczyło, że Joanna Bator de facto Japonii nie rozumie. Świetne to „ja” w recenzji – lepiej tej książki nie można ująć :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s