Taniec z Tanatosem. Na marginesach „45 pomysłów na powieść: stron B singli 1992-1996. Bildungsroman” Krzysztofa Vargi

Krzysztof Varga, "45 pomysłów na powieść: strony B singlii 1992-1996. Bildungsroman"Tekst można (było) przeczytać na stronie PapieroweMyśli.pl

[Bezpośrednio na blogu od 06.03.2020]

Nic dziwnego, że pierwsze zdanie jest najtrudniejsze. W jaki bowiem sposób przyciągnąć czyjąś uwagę, jakich użyć słów, by zainteresować potencjalnego odbiorcę-słuchacza, nie jest bagatelnym zagadnieniem. Zmagają się z nim nie tylko przecież literaci czy naukowcy, ale mierzy się z tym każdy, mijając na co dzień kolejnych kandydatów na słuchaczy. Pierwsze zdanie będzie wstępną grą w teatrze interakcji. Co jednak dalej, gdy już zafascynowaliśmy naszego odbiorcę? Jak sprawić, by nie odszedł rozczarowany, lecz pozostał?

Każdy z 45 pomysłów Krzysztofa Vargi na powieść skazany jest na zagładę. Ale to nie dlatego, że początek rodzi koniec (chociaż może to koniec inauguruje początek?). Kres nadchodzi nie tylko w tematyce, ale także w strukturze utworów i częściowo w języku. Nierzadko wielokrotnie złożone konstrukcje ze słów są paradoksalną zapowiedzią wymazywania, zwijania języka – języka porażonego współczesnym bełkotem, nowomową „dziś”. Jeden z „pomysłów” zaczyna się: „Jesień i niedziela. Ciemno i zimno. Cóż można powiedzieć więcej? I któż może tego dokonać? No chyba że tylko On – Telewizor. Mówi do mnie wykrzywionymi ustami Miłosza Biedrzyckiego: poezja to społeczne zwierzę języka. Jakie społeczeństwo, jakie zwierzę, jaki język, pytam się. Społeczeństwo jest zamknięte, zwierze oszalałe ze strachu, a język rozdwojony. Czyje mają być te języki zwierząt, bełkotliwe języki społeczeństw?”. [s. 139] Im więcej z siebie wyrzuca narrator, tym mniej zostaje na oddech. Co więcej, preferuje czas teraźniejszy. W praesens historicum zamyka opowieści-anegdoty, kamufluje przeszłość, nadając jej pozór wiecznego „tu i teraz”, obłędnie powtarzalnego przedstawienia.

Wyróżnione Nagrodą Fundacji Kultury w 1998 roku „45 pomysłów na powieść” złożone jest z literackich obrazków chwil, za-pisywania umykającej młodości, więdnącego życia, powolnego, acz nieodwracalnego wkraczania w okres zamierania i coraz silniejszego odoru rozkładu. Na przerażający kres, zmierzch wszystkiego co „dziś” istnieje nakłada się dramatyczna świadomość tego, że do znanego i pewnego-bezpiecznego świata (z dzieciństwa, wczesnej młodości, czyli świata możliwości) już nie można powrócić, bo tego świata nie ma (nigdy nie było?). W „pomysłach” trudno odnaleźć momenty afirmacji, zachwytu nad mijającą chwilą, namysłu nad przemijalnością i stopniowym znikaniem. Zamiast tego jest bezlitosne, brutalne dostrzeganie zalążków śmierci we wszystkim, co istnieje. Wśród postaci-cieni przeszłości pojawia się co jakiś czas nieuchwytny morderca. Swego rodzaju tyleż uosobienie Śmierci, ile jej pionek, wykonawca zlecenia, zapraszający do tańca.

Życie literackich postaci – statystów w teatrze nawet nie tyle historii i polityki, ile pamięci (indywidualnej i kulturowo-społecznej) – uzależnione jest od słów narratora. On powołuje ich do życia, przechadzając się po ogrodzie własnej pamięci. Od obrazu pokoju przechodzi do obrazu miasta, dokonując przy tym obrysu świata (po)znanego, zatem na swój sposób pewnego, ale mimo wszystko niestałego: „W pewnym momencie kończy się droga. Za nią jest spokojne nic, więc nikt tam się nie zapuszcza. Jeśli nie ma drogi, to znaczy, że nie ma też potrzeby, aby się tam udawać.”. [s. 49] Wznosi gmachy, buduje ulice nieistniejących miast, konstruuje plan miasta, odwzorowuje i koduje w literackim tworze znane sobie miejsca, musi „zakreślać kręgi, określać nimi miasto” [s. 22], by zachować wspomnienia. Pisze rzeczywistość, pisze (a może przepisuje, kopiuje, może reinterpretuje średniowieczne motywy?) świat przeznaczony na zniszczenie. Kruchy, delikatny i niedoskonały jak człowiek. Oprawę muzyczną (tytuły „pomysłów”, swego rodzaju punkty wyjścia, wentyle bezpieczeństwa świata) stanowią utwory z czasów młodości-potencjalności, przypominające to, co skazane jest na śmierć. Architektura miasta ze wspomnień narratora – labiryntu mikroświata – podporządkowana jest prawidłom sztuki fotografowania i filmowania. Innymi słowy, odcyfrować świat zakodowany w „45 pomysłach na powieść” można przy pomocy fotograficzno-filmowej techniki – „archiwistyki cudzych śmierci”. Na fotografiach i filmach sprzed lat oglądamy – jak powie wprost narrator – trupy. Wszędzie są wyłącznie trupy, rozkładające się ciała, zwłoki, wydrążone skorupy. Świat jawi się jako osobliwe theatrum mundi, w którym ludzie są pojmowani jako marionetki chwilowego kaprysu tego, kto przywołuje wspomnienia – są po prostu zombie. Co istotne, elementy miasta, detale rzeczywistości to w zasadzie dekoracje, scenografia do przedstawienia cyklicznie nadchodzącego kresu, do „gry ulicznej” à rebours (polegającej na jak odnalezieniu jak największej ilości rozkładających się ciał). Kim jest jednak lalkarz?

Reminiscencje, wspomnienia z młodości (przypomnijmy, że autor jest polsko-węgierskim pisarzem), dostrzeganie potencjalności i możliwości pojawią się w bardzo autobiograficznym „Bildungsroman” (1997). Jak tytuł wskazuje, powieści o dorastaniu, dojrzewaniu, pierwszych inicjacjach, spośród których najważniejszą, centralną będzie wtajemniczenie w śmierć. Narrator niczym kubistyczny malarz może „patrzeć na świat z kilku miejsc”. [s. 170] Chodzi po labiryncie uliczek, wysłuchuje cudzych opowieści i wspomnień (wplata między innymi monologi wewnętrzne), rozpoznaje znaki przeszłości, odszyfrowuje ich znaczenie, ale jednocześnie koduje je w formie literacko-onirycznej – gorzkiej, ironicznej: „Trzeba się śpieszyć, by zapamiętywać jak najwięcej, by nie zapominać kształtów, ich konfiguracji, które muszą zostać w pamięci, zestawienia kolorów. Trzeba zapamiętywać, bo ponoć jedynymi zaświatami są nasze myśli, energia naszych wspomnień. Trzeba się zmuszać do zapamiętywania. No bo kto zapamięta, jak nie my, uważni czytacze gazet?”. [s. 290] Buduje historię z klocków, detali rzeczywistości i drobiazgów odnalezionych w pamięci. Sięga między innymi po strumienie pytań retorycznych, trawestacje czy parafrazy, by oddać potencjalność wybranych chwil w przeszłości, powtarzalność gestów i losów, a zarazem ich jednostkowość, wyjątkowość. W wielu przypadkach dobrze zna dalsze losy wspominanych osób i miejsc. Przeszłość odtwarzana w pamięci jest jak film – ot, wieczne życie gnijących ciał. Głowa jest projektorem, na którym wyświetlane są klisze-myśli, a na kliszach wyłącznie zmarli. „Ta historia – stwierdzi narrator – zaczyna się nigdzie i tam też się kończy. Między trzecią a czwartą w nocy na wymuszonym spacerze wszystko staje się nieważne. (…) To jest gdzieś tu, na pograniczu snu i nagle przerażająco trzeźwej wizji, narkotycznego zwidu i tego zwidu realnego. Niesmak w ustach, trupi odór ziemi, złowieszczy powiew wiatru.”. [s. 304-305] „Bildungsroman” zda się quasi-przewodnikiem po (nie)istniejącym realnie miejscu. Jest snem, dygresyjnym poematem o przeszłości, oniryczną podróżą po krainie umarłych.

 „45 pomysłów na powieść” można spróbować przeczytać poprzez filozofię Martina Heideggera. Sądzę, że warto.

——————

Krzysztof Varga, 45 pomysłów na powieść: strony B singli 1992-1996. Bildungsroman, Czarne, Wołowiec 2014.

Autor: Luiza Stachura

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s