Mikroportret samotności. Słów kilka o „Ostatecznym wyjściu” Natsuo Kirino

Rzecz w tym, że człowiek tak naprawdę nie zna swoich możliwości, dopóki kogoś nie zabije (…)*

W głębi snu potwora powtarza się nieustannie i szaleńczo jedna scena. Moment spełnienia, gdy życie i śmierć się przecięły, odsłaniając Nienazwane. Otulone szeptem zawrotne, odurzające uczucie. Obraz przeszłości spływa w ciszy krwią. Zdeformowana w czerwonej kliszy rzeczywistość Natsuo Kirino, "Ostateczne wyjście"wykracza poza zmysłowość. Zgodnie z przeznaczeniem muszą spotkać się drogi dwóch podobnych dusz. A wtedy… wtedy nastąpi koniec snu. Witaj w prawdziwym świecie.

Yayoi Yamamoto pracuje na nocną zmianę w zakładzie produkcji gotowych zestawów obiadowych. Wspólnie z przedsiębiorczą i skrytą Masako Katori, wdową Yoshie Azumą oraz krzykliwą i leniwą Kuniko Jonouchi tworzą w pracy zgrany zespół. Jednakże każda z nich w życiu prywatnym samotnie przeżywa swój dramat. Masako zmaga się nie tylko z przeszłością, która odcisnęła piętno na jej relacjach z innymi ludźmi oraz poczuciu własnej wartości, ale również ze zmianami w zachowaniu męża i syna – zwłaszcza ich stopniowym odizolowaniu się od niej. Yoshie nie dość, że opiekuje się zniedołężniałą i zgryźliwą teściową, to w dodatku próbuje sprostać nastoletnim żądaniom młodszej córki. Kuniko żyje na kredyt, nie potrafi bowiem odmówić sobie „luksusowych” gadżetów, choćby nawet miały być marnymi imitacjami. Zachłannie szuka podziwu, miłości i wygody. Natomiast młoda matka dwóch synów, Yayoi, dzielnie znosi upokorzenia ze strony męża Kenjiego – alkoholika i hazardzisty. Pewnego wieczoru jednak nie wytrzymuje i zaciska pas na jego szyi. Ale… co powinna zrobić z ciałem?

Ostateczne wyjście jest kryminałem à rebours. To czytelnik wie najwięcej, on stopniowo odkrywa mroczne sekrety postaci wykreowanych przez Kirino. Natomiast oni sami (w tym policja) żyją w niedoinformowaniu, potykają się, po omacku chodzą po labiryncie japońskiej pisarki. Często porzucają słuszne przeczucia, by podjąć mylny trop. Z powodu nieznajomości zasad gry, którą niebacznie zainaugurowali, ranią siebie i innych. Nie potrafią zdobyć się na szczerość. Pełne niedomówień gesty nie pozwalają im na wyzwolenie. Zbrodnia Yayoi jest tylko katalizatorem, paradoksalnie wyłącznie drobnym impulsem do działania, budzącym z uśpienia i marazmu codzienności. Wytrąca z automatyzmu, ale jednocześnie stanowi swego rodzaju wyzwanie – będzie decydującym sprawdzianem moralnym, wymagającym jednoznacznego stanowiska (co ciekawe, w przypadku postaci z Ostatecznego wyjścia przeważy relatywizm). Morderstwo odsłania bowiem prawdziwe pragnienia, wyzwala instynkty, demaskuje.

Na przykładzie bohaterów Ostatecznego wyjścia w zdumiewająco przenikliwy sposób Kirino odtwarza przerażający w gruncie rzeczy mechanizm wpływu decyzji jednego człowieka na życie innego, niejednokrotnie obcego, nieznanego. Wybór Yayoi, a później decyzja Masako zaważą na działaniach kolejnych osób, nakręcając spiralę dramatycznych wydarzeń. Przed moralnym problemem postawieni zostaną ludzie obdarzeni różnymi osobowościami i, co jasne, odmiennym zmysłem etycznym. Nikt z nich nie decyduje się na wyznanie prawdy bez „zapłaty” (ale, co znamienne, nie policji!) – pieniądze, ciekawość czy nienasycone pragnienie balansowania na subtelnej granicy stanowią ich motywację. Zdaje się, że jedynie ci, którzy do Tokio przybyli w poszukiwaniu lepszego życia oraz realizacji marzeń, gaijini, obcy – jak Kazuo Miyamori (poczciwy, dobroduszny Brazylijczyk japońskiego pochodzenia) i Anna z Szanghaju (luksusowa kobieta do towarzystwa, gwiazda klubu Mitsuyoshiego Satakego) – zachowują najwięcej godności i przyzwoitości. Ale to dlatego, że nie chcą wejść do prawdziwego świata. Nie można jednak powiedzieć, że przebywają w sferze iluzorycznej, bo całkiem szybko uczą się nowej przestrzeni i dowiadują się, jak wygląda ów prawdziwy świat. W przeciwieństwie jednak do bliźniaczych, „negatywowych” dusz jak Masako i brutalny gangster Mitsuyoshi Satake, nie w zbrodni, nie w spływającej krwi, nie w zadawaniu (sobie) bólu upatrują wyjścia z błędnego koła codzienności.

Natsuo Kirino skonstruowała świetny portret psychologiczny człowieka w momencie granicznym. Każdy z jej bohaterów – nie tylko czwórka koleżanek z pracy, ale i gangster Mitsuyoshi Satake, Kazuo Miyamori, hochsztapler Akira Yamada vel. Jumonji bądź epizodycznie pojawiające się postacie jak Anna, mąż oraz syn Masako – jest samotny i poszukuje wyjścia. Dociera do punktu, w którym nie ma już odwrotu. Nie chodzi jednak o prosty eskapizm, o rezygnację z życia, autodestrukcję czy choćby pospieszną rejteradę z kraju, ale o żmudne budowanie swojej nowej drogi, drogi, która powinna doprowadzić do satysfakcji i względnego szczęścia.

Ale. Zastanawiające, na ile bohaterowie prozy Kirino są przekonani o bezwzględności przeznaczenia, które – jak powie jedna z postaci Ostatecznego wyjścia – „jest tym, co przydarza się nam mimo wszystkich planów”**, a na ile wierzą w wolną wolę, własny świadomy wybór. Inaczej formułując pytanie – czy potrafią wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, czy też, szukając usprawiedliwienia, będą powtarzać jak mantrę: „I tak stanie się to, co ma się stać.”***?

——————

* Natsuo Kirino, Ostateczne wyjście, z ang. przeł. Marek Fedyszak, Sonia Draga, Katowice 2012, s. 59.

** Tamże, s. 283.

*** Tamże, s. 521.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

10 thoughts on “Mikroportret samotności. Słów kilka o „Ostatecznym wyjściu” Natsuo Kirino

  1. Lubię tą pisarkę, nie czytałam tej powieści, ale czytałam „Groteskę” i „Prawdziwy świat”. Jej bohaterowie są tak zagubieni i zaplątani w otaczającą rzeczywistość i swój świat wewnętrzny, że nie potrafią się wyzwolić…Jej powieści są bardzo przygnębiające ale jednocześnie wciągają.

    1. Dziękuję za to dopowiedzenie!
      Hm, nie wiem, czy przygnębiające, czy po prostu pokazujące prawdziwy świat, ten ukryty za pięknem medialnym, „eksportowym”. To godna uwagi proza. Tylko przydałaby się lepsza redakcja polskiej wersji językowej tych książek…

  2. Kilka lat temu pochłonęła mnie książka „Prawdziwy świat” tej autorki – i za razem niezwykle wstrząsnęła… emocjonalnie. Od tamtej chwili, co jakiś czas poszukiwałam innych powieści Natsuo Kirino, ale niestety – z negatywnym efektem. Pamiętam, że było to moje pierwsze spotkanie z literaturą azjatycką… Recenzja „Ostatecznego wyjścia” przypomniała mi po części nastrój jaki ogarnął mnie po przeczytaniu „Prawdziwego świata”, a… za razem zachęciła do ponownych poszukiwań obecności dzieł Natsuo Kirino w bliskich mi bibliotekach. Dziękuję:)

    1. Też zaczęłam swoją znajomość z literackością Kirino od „Prawdziwego świata” – obyś znalazła kolejne jej książki i odnalazła w nich może nie dokładnie to samo, co w „Prawdziwym świecie”, ale coś równie (albo bardziej) poruszającego.

  3. może i kryminał na odwrót, ale zawsze kryminał ;-). Z opisu wnioskuję, że niegłupi, a i warstwa kryminalna jest chyba głównie pretekstem do sięgnięcia dalej. Brzmi to bardzo smakowicie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s