W kraju paradoksów. O „Made in Japan” Rafała Tomańskiego

Tsunami i trzęsienie ziemi 11 marca 2011 roku w Japonii – zwane w medialnym dyskursie „wydarzeniami z 11 marca 2011 roku” – omawiane były w naszym kraju całkiem długo, acz niezbyt dokładnie i precyzyjnie. Ot, z typową przewagą spekulacji, a nierzadko z pominięciem faktów. Dziennikarze zapraszali do mało wnoszących dywagacji głównie Polaków-którzy-byli-w-Japonii, niekoniecznie japonistów i specjalistów. Rafał Tomański, "Made in Japan"Niby-analizowano i niby-prognozowano, w efekcie jednak przygodnie i powierzchownie komentowano. Wszystko odbywało się w typowej atmosferze niezdrowego zainteresowania. Wśród zaproszonych gości sporadycznie pojawiał się japonista i ekonomista Rafał Tomański, o którym spora część zarówno świadomych, jak i przypadkowo-przygodnych odbiorców książek-o-Japonii dowiedziała się, gdy parę tygodni wcześniej, na początku 2011 roku wydawnictwo Muza opublikowało jego Tatami kontra krzesła. Po przeszło dwóch latach Tomański prezentuje następną książkę, tym razem wydaną w wydawnictwie Helion – Made in Japan. I – przyznaję – mam mieszane odczucia po jej przeczytaniu (i obejrzeniu).

Tytułowe „made in Japan” odnosi się do stopniowej zmiany w jakości japońskich produktów, czyli przejścia od wysokiego standardu (wszakże japońskie przedsiębiorstwa do niedawna stanowiły wzór dla krajów Zachodu) do prowizorki, pomyłek i błędów produkcyjnych, wynikających z mentalności Japończyków, ich hermetyczności, zamknięcia się na rynki zewnętrzne, koncentracji na konsumencie wewnątrz kraju. I by udowodnić rzeczywisty spadek japońskiej solidności, który doprowadził między innymi do wybuchu elektrowni w Fukushimie, Tomański sięga po liczne przykłady przedsiębiorstw Kraju Wschodzącego Słońca i obowiązujących w nich standardów. Próbuje dokonać kompleksowej oceny, stara się spojrzeć komparatystycznie. Ale całość (mimo iż autor w wielu przypadkach słusznie zauważa i podkreśla niedostatki japońskiej produkcji) rozsypuje się pod wpływem słabej redakcji. Każdy rozdział przypomina odrębny minifelieton czy wpis na blogu, tym samym książka sprawia wrażenie zbioru luźnych tekstów, które powstawały w różnym czasie (niekiedy Tomański powtarza te same informacje w kilku miejscach…). Brakuje bibliografii i przypisów, mimo iż autor sięga po skomplikowaną tematykę. Porzuca czytelnika w morzu domysłów i faktów – zrzuca na odbiorcę konieczność samodzielnego filtrowania coraz to nowych informacji i oddzielania ich od spekulacji, osobistego zdania autora.

Wybuch elektrowni w Fukushimie jest dla Rafała Tomańskiego tyleż punktem wyjścia do rozważań nad stanem kondycji japońskiego społeczeństwa, a głównie trzech kluczowych dla rozwoju kraju aspektów: ekonomicznego, gospodarczego i politycznego, ile tematem wokół którego autor natrętnie krąży. Innymi słowy, zamiast poświęcić kilka końcowych, podsumowujących rozdziałów nieudolnym próbom rządu i służb japońskich, by zapobiec ogromnym zniszczeniom w wyniku trzęsienia ziemi (wówczas udowodniłoby to tezę, że wybuch elektrowni był całkowicie „made in Japan”), Tomański w niemalże każdym rozdziale swojej książki powraca (choćby jednym zdaniem!) do marca 2011 roku. Tym samym pozwala się złapać w szereg pułapek: począwszy od koncepcji publikacji (o czym jest Made in Japan? – o marcu 2011 roku, o japońskiej gospodarce i polityce, o jakości japońskich produktów czy…), poprzez kompozycję, aż po dobór zdjęć – niekiedy przypadkowych, nijak ilustrujących, dopełniających konkretny rozdział. Czytelnik albo się zagubi w labiryncie wątków (mnoży bowiem autor nazwiska, teorie, pomysły mniej bądź bardziej kreatywnych ludzi na biznesowe sukcesy), albo się znudzi meandrami dyskursu Tomańskiego, natrętnym powracaniem do wybranych wątków, przerywaniem w niespodziewanym momencie wywodu czy nagłą zmianą tematu. Niby pisze Tomański o Japonii, ale pojawiają się rozdziały, w których poświęca jej wyłącznie jeden skromny, nazbyt lakoniczny, ogólnikowy akapit. I, owszem, można powiedzieć, że rozwijając myśl o europejsko-amerykańskich rozwiązaniach biznesowych, prezentuje szerszy kontekst. Ale tak nie jest – ów kontekst przesłania nierzadko główny temat, marginalizuje go.

Made in Japan niewolne jest od mankamentów, które wybaczyć można było w przypadku pierwszej książki autora – całkiem przygodnej i skierowanej do bardzo szerokiego grona odbiorców. Tym razem jednak publikacja japonisty i ekonomisty przeznaczona powinna być dla czytelników głębiej zainteresowanych „japońskością”, a przypomina niestety tytułowe „made in Japan” – prowizorkę, zbiór przemyśleń i przypuszczeń Tomańskiego, czyli… główny nurt współczesnego polskiego dziennikarstwa telewizyjno-gazetowego. Próby pisania o gospodarce i polityce Japonii (czy innego kraju!) wymagają doskonałego warsztatu – rzetelności, ostrożności i wyważenia w formułowaniu sądów. A tymczasem Tomański w każdym rozdziale usilnie podkreśla swoją wyjściową tezę (abstrahuję w tym momencie, czy słuszną, czy mylną), obnaża błędy Japończyków, zbyt słabo wchodząc w głąb japońskiego społeczeństwa, nazbyt powierzchownie i w sposób uproszczony, skrótowy przybliżając mentalność mieszkańców Archipelagu Japońskiego. Wybór tematów, mglistość wywodu (spowodowana przede wszystkim licznymi dygresjami), słaba kompozycja, chwytliwe (ale koszmarne!) tytuły rozdziałów ułatwiają mu taki zabieg. I o ile pierwsze rozdziały w jakiś sposób wciągają czytelnika, pozwalają mu spojrzeć na Japonię z innej perspektywy (jeśli nie był jej wcześniej świadomy), o tyle od połowy Made in Japan zaczyna coraz bardziej zawodzić – jakby pisane w pośpiechu, by wypełnić limit słów.

Najnowsza publikacja Rafała Tomańskiego mogła być interesującym i rzetelnym spojrzeniem na japońskie społeczeństwo XXI wieku, gdyby autor poskromił tendencję do multiplikowania problemów, a skupił się na dwóch czy trzech kwestiach i omówił je nie w formie felietonowo-odcinkowej, lecz w porządnie skonstruowanych rozdziałach, z niezbędnym aparatem bibliograficznym (zwłaszcza brakuje porządnej bibliografii – całość przywodzi na myśl zbiór informacji z internetowych dzienników – i przypisów, których substytutem stają się parentezy). Dla czytelników przyzwyczajonych do krótkich internetowych form komunikacji będzie to na pewno książka zajmująca (atrakcyjne wydanie: piękny papier, liczne kolorowe fotografie i rysunki*, kilka ciekawych rozdziałów, zwłaszcza początkowych); dla odbiorców zainteresowanych przemianami wewnętrznymi w Japonii Made in Japan pozostanie zbiorem faktów przemieszanych ze spekulacjami i domysłami. Co – podkreślam – nie znaczy, że książka jest słaba. Po prostu została skierowana jednak nie do odbiorcy zainteresowanego pogłębianiem swojej wiedzy na temat Japonii, ale do czytelnika słabo zorientowanego w bieżącej sytuacji Japończyków, potrzebującego kogoś, kto odsłoni przed nim kulisty i wskaże źródła coraz gorszej jakości produktów Kraju Kwitnącej Wiśni.

——————

* Nadmiar i przypadkowość fotografii oraz rysunków sprawia momentami wrażenie kiczowatego bloga. Brakuje tylko odsyłaczy, miejsca na komentarze i link do fejsbukowego „lubię to!”…

Rafał Tomański, Made in Japan, Helion, Gliwice 2013.

Autor: Luiza Stachura

Advertisements

17 thoughts on “W kraju paradoksów. O „Made in Japan” Rafała Tomańskiego

  1. Zacznę od okładki (nie wiedzieć czemu, ale te poświęcone książką o orientalnej proweniencji lub po prostu orientalnej tematyce są zaskakująco ciekawe): świetny i wymowny minimalizm. Super logo.

    Co do treści… dziwi mnie to, co napisał Tomański, ale może nie aż tak jakby mogło zdziwić. Wysoka jakość japońskich produktów to zjawisko ciągle stosunkowo nowe. Warto pamiętać, że po drugiej wojnie światowej, jeszcze chyba do lat 70tych (nie pamiętam cezury) japońskie produkty były synonimem tandety (dzisiaj takim synonimem są wyroby made in China). Zmiana została nijako narzucona dzięki wewnętrznej rewolucji, w której palce maczała przede wszystkim Toyota i jej nowatorskie koncepcje zarządzania (podpatrzone na zachodzie). Do tego doszły kulturowe zobowiązania, które przełożyły się na jedyne w swoim rodzaju relacje przedsiębiorstw z pracownikami (np. dożywotnie zatrudnienie czy dopasowywanie stanowiska do pracownika). Ale przecież od tego czasu wiele się zmieniło. Naście lat temu Japończycy po raz pierwszy poznali co to bezrobocie i to zapoczątkowało falę samobójstw oraz stopniowe psucie gospodarki. Sytuacja jest więc raczej płynna… co nie zmienia faktu, iż twierdzenia Tomańskiego wydają mi się nazbyt mocne…

    1. Okładka jest dobra, nie zapowiada feerii obrazków, rys. i fotografii wewnątrz ; )

      Zauważ, że w odbiorze społecznym „made in Japan” to nadal produkty wysokiej jakości, nierzadko ekskluzywne. Taki stereotyp. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z sytuacji gospodarczej i ekonomicznej Japonii.
      Fali samobójstw nie łączyłabym z bezrobociem – w Japonii inaczej pojmują kategorie życia i śmierci niż w np. Europie.
      Mocne? Mnie się nie zdają mocne, po prostu są próbą diagnozy. Ale Tomański nie wskazuje czytelnikowi literatury na ten temat – ot, prezentuje swoje przeczucia czy obserwacje, czy skądś wyczytane informacje. Trudno jest powiedzieć, na czym opiera swoje tezy – brakuje bibliografii, stosownych przypisów, może jakiś aneksów (przydatny byłby także indeks)…

      1. podobno samobójstwa były właśnie odpowiedzią na niemożność odnalezienia się w nowym świecie i świadomość klęski. To chyba trochę inne samobójstwa niż rytualne otwarcie brzucha… ale głowy nie dam.

        1. Hm, to trochę uproszczające stwierdzenia. Trzeba by było wejść głębiej i dokładniej zaprezentować japońską mentalność, a to trudno zrobić w dwóch-trzech zdaniach. Dlatego liczyłam, że Tomański to zrobi…
          Nie, nie miałam na myśli seppuku ; )

          1. przyznaję, że do głębszej dyskusji nie mam mocy ;-). Japonia mnie fascynuje, ale wiedzę mam raczej na przeciętnym poziomie, może co najwyżej wspartą nieco podbudową historyczną i ekonomiczną, ale to za mało ;-)

          2. Ja sama nie wiem, czy chciałabym wejść aż tak głęboko w dyskusję o japońskiej mentalności. Nie wiem, czy to nawet byłoby możliwe, a jeśli tak, to jakie by przyniosło skutki.

            Niemniej jednak liczyłam, że Tomański nie będzie pływał po powierzchni (że tak wrócę do Made in Japan)…

          3. odczytałem, że pod tym względem Cię rozczarował. Faktycznie, mógłby być bardziej detaliczny – choć, z drugiej strony – nie wiadomo czy nie przyniosłoby to złego rezultatu. Japońska mentalność jest po prostu dziwna… (by użyć tego słowa).

  2. Dobór zdjęć w książkach często jest, jak zauważyłam, przypadkowy. Czytam teraz książkę Nałkowskiej (skądinąd bardzo ładnie wydaną i poprzedzoną niezłym wstępem): tekst o psach, a obok zdjęcie Hanny, siostry artystki. ;)
    A może to (czyli wspomniana forma felietonowo-odcinkowa i brak aparatu bibliograficznego) była świadoma decyzja przyciągnięcia nowych czytelników? Blogowanie – a wraz z nim pewien sposób pisania – zdobywa coraz większą popularność.
    Tak sobie gdybam, rzecz jasna, bo opisywanej publikacji nie miałam nigdy w rękach.
    Pozdrawiam ciepło!

    1. Tak, bardzo przypadkowy (a to zaskakujące – tekst o psie, a obok zdjęcie siostry pisarki).
      Przy Made in Japan początkowe rozdziały i zdjęcia jeszcze jakoś korespondują ze sobą, ale im dalej, tym więcej „przypadków” i „wypadków”.

      Temat, który podejmuje Tomański, wyznacza krąg odbiorców na dużo węższy. Ile osób jest zainteresowanych sytuacją gospodarczą i ekonomiczną Japonii? Ile osób pamięta cokolwiek z 11 marca 2011 roku? A nawet gdyby to była książka dla odbiorcy masowego, to tym bardziej należałoby zaopatrzyć ją w bibliografię, przypisy, a nie same spekulacje i „fakty” zaczerpnięte z…, no właśnie, z jakich źródeł? Wiarygodnych czy prasy brukowej?
      Blogowanie powinno zostać – moim zdaniem – w Internecie, a nie przechodzić do wersji książkowej ; )

      Pozdrawiam serdecznie!

  3. Kiedy zobaczyłam okładkę, spodziewałam się czegoś bardziej wartościowego wewnątrz. Bo okładka wygląda poważnie, bardzo mi się podoba jej minimalizm. Szkoda, że treść jest tak niedopracowana, bo z przyjemnością dowiedziałabym się czegoś nowego. Wprawdzie nie jestem znawcą Japonii i moja wiedza na temat aktualnej sytuacji jest dosyć pobieżna, ale nie zgadzam się na bylejakość w książkach. A bylejakość w książce o bylejakości wygląda ironicznie:)

    1. Dla czytelników, którzy nie zwracają uwagi na źródła informacji, książka zda się rzetelną i bardzo interesującą publikacją. Nie jest to zła czy słaba książka, ale jednak podjęty przez autora temat wymaga większego nakładu czasu i pracy, by przygotować solidną publikację – bez zbędnych domysłów i sugestii, a z faktami i rzetelnie opracowanymi materiałami.
      Oj, tak – bardzo ironicznie ; )

  4. na zachodzie ludzie podchodza do nowego z otwartoscia i chca zrozumiec. u nas wszyscy zrobiliby to lepiej… polecam ksiazke wszystki, ktorzy chieliby jednak zoaczyc inny niz swoj wlasny punkt widzenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s