Elementy prawdy. „Bajarz z Marrakeszu” Joydeepa Roy-Bhattacharyi

Joydeep Roy-Bhattacharya, "Bajarz z Marrakeszu"Tekst można (było) przeczytać na stronie bookznami.pl

[Bezpośrednio na blogu od 05.03.2020]

Iluzoryczna rzeczywistość rodzi się w dobrze dobranych słowach opowieści. Zapanować nad misterną konstrukcją ze słów i snów może jedynie ten, kto jest autentycznym bajarzem, wykraczającym siłą swoich historii poza świat odbierany zmysłowo. Stworzyć kruchą przestrzeń magicznej opowieści, której nie zniszczy racjonalny głos, jest niezwykle trudno. Indyjskiemu pisarzowi w Bajarzu z Marrakeszu ta sztuka udaje się nadzwyczaj dobrze.

Kolejnego już wieczoru na placu Dżama al-Fna’ w Marrakeszu znany i ceniony bajarz Hasan wskrzesza historię o dwójce nieznajomych, którzy kilka(naście) lat wcześniej zaginęli na krętych ulicach miasta. W strumień jego opowieści włączają się głosy rzekomych świadków: osób obecnych podczas tajemniczych zdarzeń, gdy ślad zaginął po przybyszach, a brata Hasana, Mustafę, oskarżono o ich zniknięcie. W imię prawdy (i opowieści) Hasan podejmuje się rekonstrukcji wypadków. Ale – jak przystało na bajarza – jego narracja jest tak naprawdę mityzacją rzeczywistości, dążeniem ku pięknu historii o miłości, namiętności i poświęceniu.

Czas i przestrzeń opowieści – może Głosy Narratorów?

Akcja rozgrywa się podczas jednego wieczoru: seansu opowieści o nieznajomych. Stopniowo bajarz odsłania sceny z własnej przeszłości, koncentruje się na odtworzeniu scen z dzieciństwa, konstruując przy tym portrety członków swojej rodziny. Całość pozornie nie jest związana z historią dwojga przybyszów, w efekcie jednak przynosi potencjalne konfiguracje znaczeń odłamków prawdy, prezentowanych przez kolejne głosy narracyjne. Odpowiedź na pytanie o to, na ile wszystkie stworzone przez narratora i jego pomocników-świadków wizerunki są autentyczne, a na ile skonstruowane na potrzeby sztuki opowieści, zależy wyłącznie od czytelnika i jego stopnia zawierzenia w słowa narratora, gdyż jest wiele sposobów relacjonowania zdarzeń (…), ale niewiele dobrych opowieści [s. 91]. A przecież każdy słuchacz szuka czegoś innego – przeznaczonego wyłącznie dla niego.

Analogicznie w przypadku osobowości opowiadacza, każdy narrator wytwarza własną wersję, która nadzwyczaj wiele zdradza o jego fascynacjach, pożądaniach i uczuciach, ale niekoniecznie musi być prawdziwa, wiarygodna, rzetelna. Inaczej mówiąc, z jednej strony przemilczenia często więcej mówią, niżby chciał opowiadający, z drugiej zaś – słuchacz w specyficzny i sobie tylko właściwy sposób filtruje docierające do niego słowa. Bo każdy, kto relacjonuje cokolwiek, inaczej rozkłada akcenty, zauważa (czy nadpisuje) inne elementy. Dlatego też w oczach poszczególnych świadków powstaje eklektyczny i sprzeczny portret Innego (czyli dwójki nieznajomych), ale ujawnia on niezwykle wiele o opowiadających, odsłania ich prawdziwą naturę, demaskuje marzenia.

Kolejną doskonałą ilustracją subiektywnego percypowania elementów rzeczywistości i jednocześnie różnorodnego odbioru cudzej wersji opowieści jest podejście rzekomych świadków zdarzeń do przestrzeni, w której zetknęli się z przybyszami-Innymi. Dżama dla jednych będzie miejscem przywodzącym na myśl zmienną naturę kobiety, dla innych siedliskiem zła, dla kolejnych zaś – następnym przystankiem w wędrówce.

Warto zwrócić uwagę, że relacja bajarza z Marrakeszu i jego słuchaczów nadbudowana została na planie występu rwai, czyli grupy zawodowych muzyków z jednego z berberyjskich plemion. Znamienne, że kolejne odsłony historii posiadają odrębne tytuły: każda zmiana w obrębie opowieści (wkroczenie nowego bohatera, antycypacja czy retrospekcja) wymusza wprowadzenie tytułu, a wiele z nich związanych jest właśnie z występem rwai, którzy pamiętnej nocy, gdy zniknęli nieznajomi, wykonywali utwór o miłość i namiętności, jakże zbieżny z historią przyjezdnych.

Przeniesiona do Bajarza z Marrakeszu i nieco zmodyfikowana struktura powieści szkatułkowej – opowieści w opowieści(-ach), niekończącego się labiryntu historii – wespół z zaburzoną chronologią wydarzeń wskazują na specyficzny czas „tu i teraz”, mityczny czas oraz otwartą przestrzeń opowieści, poematu, wyobraźni. Istotna jest wyłącznie chwila mówienia i słuchania, układania oraz odbierania słów „tu i teraz”, w sposób właściwy dla tej konkretnej, ulotnej i niepowtarzalnej chwili. Tym samym każda opowieść o przybyszach jest tyleż wariantem, wersją, ile inną, odrębną, autonomiczną historią; bajarz sięga po coraz to nowsze środki wyrazu, by tylko przyciągnąć słuchacza i ofiarować mu przestrzeń zrodzoną ze snów i wyobraźni. Wtargnięcie kolejnego człowieka – potencjalnego świadka, nowego przybysza czy/i sceptyka – może zmodyfikować opowieść na różnych jej płaszczyznach (narracyjnym, fabularnym, czasowym) i równocześnie wytworzyć zupełnie nową historię. Innymi słowy, książka indyjskiego pisarza jest płynną, umykającą klasyfikacjom opowieścią o sile słów i snów.

Bajarz

Już na początku bajarz z Marrakeszu wyznaje, że jest w stanie ofiarować słuchaczowi magię wyobraźni w zamian za prawdę – czy raczej: prawdą będzie to, co historia uzna za prawdopodobne i potencjalne. Neguje Hasan jedną prawdę, bo stoi ona w sprzeczności z istotą opowieści: iluzją, którą wyzwolić może jedynie mistrz słowa. Wiele określeń pojawia się na opisanie narratora-Hasana, jest między innymi: nauczycielem życia, władcą pamięci i wspomnień, ale nade wszystko mitotwórcą. Stosując szereg literackich zabiegów –  retardacje, antycypacje, dygresje, zabiegi erystyczne, wprowadzenie głosów rzekomych świadków, zdradzanie tajników rzemiosła opowiadacza (element autotematyzmu i meta fikcji) czy szereg asocjacji wytwarzających kolejne odsłony opowieści – bajarz z Marrakeszu odtwarza (w nieskończoność) i udoskonala, szlifuje historię, która być może w ogóle się nie zdarzyła. Innymi słowy, przyjazd nieznajomych mógł być jedynie drobiazgiem, epizodem z życia Dżama, a Hasan – wierny uczeń swojego ojca, po którym odziedziczył tytuł bajarza z Marrakeszu – wykorzystał go do skomponowania pasjonującej i wyjątkowej historii.

Nie tłumaczy to w pełni zachowania narratora. Hasan zapatrzony jest w opowieść o pięknych nieznajomych – ale tyleż autentyczną, ile właśnie mityczną, projektowaną, wiecznie tworzoną, niedokończoną, fragmentaryczną, bajeczną, pełną niedopowiedzeń. Romantyczna opowieść zaślepia i usypia jego racjonalną stronę: nie jest w stanie i nie chce poddać się rzeczowemu głosowi fakiha, który wypomina opowiadaczowi piętrzenie kłamstw. Nic zatem dziwnego, że bajarz z Marrakeszu każe odejść zarówno jemu, jak i tym, którzy wątpią w magię historii, podważają legendarną opowieść. A tymczasem – jak dodaje ironicznie kontrgłos narracyjny – warto zastanowić się spokojnie nad czynnikami, które każda rozsądna osoba bierze pod uwagę, oceniając, czy warto w daną historię uwierzyć, czy też nie [s. 236]. Siła historii, magia wyobraźni zdają się przejmować kontrolę nad narratorem. Poddaje się nurtowi imaginacji, zanurza w strumieniu słów, bawi i gra (z) motywami, żongluje elementami czasoprzestrzeni, wprowadza szereg symboli (zwłaszcza snów), zaburza chronologię, zrywa z linearnością opowieści, wtrąca słuchacza w oniryczny, wyśniony świat, gdzie prawd jest tyle, ile punktów widzenia.

Krąg bohaterów jest mocno ograniczony, ba!, zdaje się, że większość postaci – poza Hasanem – to duchy opowieści, cienie prawdziwych ludzi, zjawy przywołane tylko, by uwiarygodnić i oczarować czytelnika-słuchacza. Momentami słuchacz odnosi wrażenie, że nawet sam Hasan jest wyimaginowaną postacią, nominalnym narratorem, lalką, za którą skrywa się właściwy Opowiadacz. Z drugiej jednak strony trudno oprzeć się kuszącej myśli, że to wyłącznie Hasan, usiłując przepracować traumę, snuje historię dwójki zaginionych. Głosy rzekomych świadków będą swoistym kontrapunktem do narracji Hasana – może wytworzonym przez zbłąkany czy uśpiony marzeniami umysł bajarza? Sam jest wszakże przyjezdnym-Innym – pochodzi z małej wioski w górach, gdzie opowiadać było mu łatwiej, trzeba było tylko odróżnić słowa od towarzyszących im dźwięków – brzęczenia owadów, szmeru strumieni, szeptu wiatru – a cała reszta przychodziła sama. Historie wyłaniały się z sennych marzeń na jawie [s. 59]. Do Marrakeszu przybył po przeżyciu wstrząsającego wydarzenia. Dlatego też przechodzenie z opowieści w opowieść staje się dla niego formą eskapizmu. W historii o dwójce obcych kochanków wskrzesza niespełnione fascynacje…

Tropy interpretacyjne

Joydeep Roy-Bhattacharya wprowadza w Bajarzu z Marrakeszu liczne tropy filozoficzne, artystyczne i literackie. Kieruje odbiorcę ku poszczególnym symbolom (ukrytym w snach), znakom (choćby krwawy księżyc w noc zniknięcia nieznajomych czy kamienny lew), problemom (Wschód jako miejsce pieczołowitego przechowania wartości i Zachód jako przestrzeń, gdzie sacrum przestaje odgrywać istotną rolę; nie wspominając o motywie Innego, obcego), rozrzuca ślady obecności pozornie drugoplanowych, lecz tak naprawdę kluczowych bohaterów dla zrozumienia historii (między innymi pisarzy-kuglarzy słowa). Zdaje sobie świetnie sprawę, że czasami, kiedy napotykamy rzeczy, których nie rozumiemy, postrzegamy je niezgodnie z ich właściwym znaczeniem [s. 41]. Wprowadza odbiorcę do labiryntu znaczeń, nie ofiarując jednoznacznego kodu do odcyfrowania zdarzeń. Inaczej mówiąc, pozwala czytelnikowi-słuchaczowi wydobyć tyle z opowieści, na ile pozwala mu wyobraźnia i pragnienie zmierzenia się ze światem iluzji. Celem samym w sobie jest prawo opowieści do snucia się i umykania [s. 156]. Nie istnieją łatwe i jednoznaczne rozwiązania.

Bajarz z Marrakeszu – trzecia (po Domu w Fezie i Błękitnym Manuskrypcie) książka Lambook z serii „Kolory Wschodu” – to wskrzeszenie czarodziejskiego ducha opowieści. Nie tyle przywodzi na myśl Baśnie z tysiąca i jednej nocy czy Rękopis znaleziony w Saragossie Jana Potockiego, ile… Rashōmon Akiry Kurosawy (powstały na kanwie opowiadania Ryūnosukego Akutagawy). Odłamki prawdy dryfują między wyimaginowanymi, nadpisanymi zdarzeniami, które mają uniezwyklić opowieść – stać się literaturą, inną przestrzenią, do której podążają zmęczeni i znużeni codziennością czciciele piękna i miłości, mistyki i wzniosłości. Prawda jest po stronie piękna, a nie faktów – mówi Roy-Bhattacharya. I każdy poszukujący czarującej, magicznej historii czytelnik zgodzi się z nim ponad wszelką wątpliwość. Może tylko jeden wątek dzieli nas od prawdy, a może cały zwój tkaniny, ale będziemy mogli to ocenić, tylko patrząc na cały materiał [s. 180].

——————

Joydeep Roy-Bhattacharya, Bajarz z Marrakeszu, przeł. Anna Żarnecka, Lambook, Kraków 2013.

Autor: Luiza Stachura

5 uwag do wpisu “Elementy prawdy. „Bajarz z Marrakeszu” Joydeepa Roy-Bhattacharyi

  1. słuchacz w specyficzny i sobie tylko właściwy sposób filtruje docierające do niego słowa – See more at: http://bookznami.pl/?p=3738#sthash.uRSy634x.dpuf

    prawdziwe jak cholera! A mnie Twoje zdanie natchnęło do odrobiny szybowania myślowego i przypomniałem sobie pewne banalne w sumie zdarzenie. Oto kiedyś, ze znajomymi, próbowaliśmy zsynchronizować wnioski o pewnej dopiero co przeczytanej książce – była to chyba jakaś fantastyka, ale mniejsza o to. Ku zdziwieniu wszystkich, każdy z nas zupełnie inaczej zapamiętał nawet głównych bohaterów, a różnice dotyczyły wzrostu (!), koloru włosów (!!) i szeregu innych jednoznacznych cech. To tyle w temacie filtrowania ;-).

    1. A bo tak jest zawsze i wszędzie. Cokolwiek ktokolwiek powie – każdy rozumie to inaczej. Czyli – w gruncie rzeczy – jesteśmy w stanie rozmawiać wyłącznie sami ze sobą ; )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s