Przechadzka po ogrodzie cieni. O „Pamiętnikach” Władysława Mickiewicza

Władysław Mickiewicz, "Pamiętniki"Tekst można przeczytać na stronie PapieroweMyśli.pl

Reklamy

24 thoughts on “Przechadzka po ogrodzie cieni. O „Pamiętnikach” Władysława Mickiewicza

  1. wow, widzę, że doceniłaś ;-)
    Mickiewicza co prawda – w dowolnej formie – mam dosyć po szkolnym przesycie, ale warto pamiętać o takiej pozycji (mnie wcześniej absolutnie nie znana)

    1. Tak, doceniam (ale nie dla zasady, tylko z czytelniczego wyboru).
      A tam, po szkole to mnie Mickiewicz był obojętny. Ale dopiero głębsze poznawanie przyczyniło się do czytelniczego uznania ; )
      Może kiedyś sięgniesz po „Pamiętniki”. Warto.

      1. nie wykluczam. W praktyce, im więcej banału przechodzi przez moje oczy, tym bardziej rośnie apetyt na coś konkretniejszego. Z drugiej strony, z biegiem lat coraz mniej siły na owe konkretne rzeczy… Tak sobie myślę, że chyba nie lubię Mickiewicza. Wiem, że to dziwna konstatacja jak na niedzielny wieczór, ale taki wniosek mi właśnie przyszedł do głowy ;-).

          1. mhh… ale rzecz jest o Mickiewiczu ;-). Źle napisałem, że go nie lubię. Raczej kwestia tego, że jest mi obojętny. Ciekawe, czy gdyby nie szkoła, podszedłbym do tematu inaczej. Może tak… bo wiem, że jestem subiektywny w tym temacie ;-)

          2. Nie o Mickiewiczu, ale o czasach, w których żył Władysław Mickiewicz. Syn wieszcza pisze głównie o innych, o wydarzeniach bieżących (politycznych, społecznych, kulturalnych itd.), a nie o swoim ojcu ; )
            Aj, widzę, żeś miał niezbyt dobrych nauczycieli od języka polskiego. Szkoda.

          3. nauczycieli miałem akurat bardzo dobrych, powaga. Umocnili mnie w miłości do książek. Ale z Mickiewiczem i romantyzmem polskim nawet oni sobie nie poradzili. Może to kwestia mnie: ja po prostu nie lubię tego okresu… ;-)

    1. O dwóch – w środkowej części wypowiedzi o Adamie, we wstępie i w drugiej (tej odnośnie „Pamiętników”) o synu ; )
      Takie skróty myślowe – skondensowane. Chyba za bardzo.

  2. Tak pytam, bo patrzenie na syna przez pryzmat Ojca jest dla mnie zwodniczy. Sytuacja odwrotna już dla samego Adama Mickiewicza mogłaby formą ucieczki od posągowej roli „wieszcza”. Dużo miejsca Władysław poświęca Ojcu?

    1. Oczywiście, że zwodniczy. Dla mnie to jest dwutorowa wymiana zdań – jedno o ojcu, jedno o synu.
      Powiedziałabym, że umiarkowanie. Sądziłam, że będzie dużo więcej, ale on pisze wiele o innych, o otaczających go i ojca, osobach. Mnóstwo o wydarzeniach bieżących. A o ojcu… umiarkowanie.
      Ojciec z wielkiej litery. Hm, przypadek to nie jest.
      A jaki jest Twój stosunek do artystycznej spuścizny Adama Mickiewicza?

  3. Na pewno nieuprzedzony szkolnymi latami. Mickiewiczowi nic już nie można odebrać, jest – wbrew wielu krytykom (i dyplomowanym, i samozwańczym) nieodłącznym elementem literatury wykraczający jednoznacznie poza swój walor literacki. Jest częścią kultury, tożsamości, historii… ubranej w ludyczności… Coś trzeba więcej dodawać?

    W powyższym kontekście publikacja Iskier jest nieoceniona. Nasi wieszczowie, mówiąc dzisiejszym językiem, mają kiepski wizerunek. Na pewno niedźwiedzią zasługą są lata szkolne, co nie zmienia faktu, że mieli życie ciekawe, dalekie od potocznych wyobrażeń. Takie publikacje są potrzebne, choć pewnie będą miały niewielką liczbę czytelników, ale właśnie na przykładzie Mickiewicza – nie można się zniechęcać ;) Iskry okładką pięknie nawiązały do przedwojennej stylistyki :)

    1. Zgadzam się w zupełności.
      Powiem jeszcze, że do czytania jego utworów trzeba wiedzy wielkiej, a przede wszystkim chłonnego i otwartego umysłu.

      Wieszczom jak wieszczom – głównie Mickiewiczowi i Słowackiemu. Krasiński pozostaje w cieniu, zapomnieniu. Mylony z Krasickim. A przecież Krasiński był obdarzony chyba najciekawszą osobowością z nich trzech.
      Takie publikacje to perełki. I trzeba je chronić. Bo inaczej pochłonie nas literaturopodobna masa.

  4. A można być wielkiej wiedzy bez chłonnego i otwartego umysłu? ;)
    My Luizo mamy podobne patrzenie, grunt żeby garstka czytelników Twojej recenzji sięgnęła po książkę, a myślę, że tym tekstem zachęciłaś choć część z nich.

    Pociesze Cię w niepocieszeniu, że z biegiem lat literacka masa przeniesie się do czytników, one podobno wiele pomieszczą ;)

    1. Można ; )

      Mam nadzieję. Chociaż… wyznaję zasadę, że nic na siłę. Czasami potrzeba lat, miesięcy albo tylko dni, by móc sięgnąć po tego typu książkę. Chyba (prawie) każda książka wybiera swoich czytelników – to nie przypadek i nie czytelnik decydują ; )

      Haha, racja. Pocieszające.
      Czytniki pewnie zniosą i pomieszczą więcej niż papier. Ciekawe tylko, czy dłużej przetrwają ; )

  5. Hehe, nie ma co się dołować ;) Tiaaaa, otóż to, bez prądu czytniki staja się bezużyteczne. Książki staną się bezużyteczne dopiero bez słońca – czyli niejako bez nas ;)

    I tak już Luizo mówiłem Ci wiele razy, że w czytaniu to masz tempo geparda ;) Ale to dobrze – dla książek.

    1. No ba.
      Bez słońca – oj, nie kracz ; )
      A dziękuję. Ale nie byłabym tego taka pewna – na czytanie mam ostatnio mało czasu. I na pisanie też.

      Czytasz teraz jakąś pasjonującą książkę?

  6. Tak, właśnie widzę :) Przeszło tysiąc stron zapisków :))))

    Przeczytałem „W syberyjskich lasach”, słusznie chwalona, teraz czytam „Harjunpaa i kapłan zła” – jako niby z tych „lekkich” lektur (Finowie wyróżniają się na tle skandynawskich narodów), no i powoli – na wiosnę – przymierzam się do Ulissesa :)))

    Może wcześniej sprawdzę Twojego Vesaasa.

    Jak na to, że jestem zaganiany. to i tak niezłe tempo :)

    1. Hahaha, ano, ano ; )
      A widzisz, nie znam – skoro słusznie chwalona, to i może ja po nią sięgnę. Ja się wciąż zmagam z fińską literaturą – szukam czegoś dla siebie.
      O, Joyce – doskonały wybór.
      Sądziłam, że znasz Vesaasa – ciekawi mnie, jak odbierzesz jego książki, więc czytaj, czytaj.
      Pewnie, że niezłe, nawet b. dobre – bym powiedziała.

  7. No, to Troszyński wtoczył kolejnego edytorskiego kolosa na półki bibliotek. Dopsie, dopsie. U nas Krzysiek się nad tym pochyla, zobaczymy, co napisze. Mnie też do tego ciągnie, ale – jak można odgadnąć – głównie z powodu oprawy wizualnej (Iskry i wszystko jasne;)) Aczkolwiek ten krój pisma taki leciutki, nie wiem, czy dobrze się czytało?

    1. Tak, widziałam, że Krzysztof ma napisać rec. – jestem jej bardzo ciekawa.
      A tak właśnie mnie ciekawiło, czy Cię strona wizualna przypadkiem nie zainteresowała xD Dobrze się czytało – chociaż początkowo też miałam takie obawy jak Ty.

  8. 1012 stron… opasłe tomisko… kto wie, być może skuszę się, ale najpierw zamierzam powrócić do mojego maratonu z amerykańskimi klasykami, który zaniedbałam, a sprawę trzeba doprowadzić do końca. Chciałabym jeszcze dodać takie moje spostrzeżenie…, że nazwiska, które maglowane były w szkole, albo takie, które gdzieś tam pojawiły się w szkole budzą często naszą niechęć. I w wielu przypadkach nie ma to nic wspólnego z tym jak to pisał, czy był naprawdę interesującą postacią, a od tzw. szkolnego jednokierunkowego interpretowania literatury i ukazywania autorów, co zniechęca człowieka do danych nazwisk czy dzieł… Oj by się pogadało na ten temat… jak zwykle temat rzeka i na długąąąą rozmowę…;)

    1. Bo to pamiętniki – stąd tyle stron ; )
      A koniecznie, koniecznie – jestem ciekawa rezultatów Twojego zmierzenia się z amerykańskimi klasykami.
      Pewnie, że tak – szkolna lektura potrafi zabrać to, co (chyba) najcenniejsze, czyli pasję i czytelniczą dociekliwość. No ale – jak wspomniałaś – o tym można wiele rozmawiać…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s