„Twój Petang-Tse”. O „Listach do żony (1936-1939)” Stanisława Ignacego Witkiewicza

Stanisław Ignacy Witkiewicz, "Listy do żony (1936–1939)"Tekst można przeczytać na stronie PapieroweMyśli.pl

Advertisements

12 thoughts on “„Twój Petang-Tse”. O „Listach do żony (1936-1939)” Stanisława Ignacego Witkiewicza

  1. Chyba z „Wielkiej Trójki” (Witkacy, Schulz, Gombrowicz) Witkiewicz jest najbardziej zapomniany? A może się mylę?
    A tak na marginesie, mieć takiego męża to nie lada wyczyn ;)

    1. Hm, też sądzę, że jest najbardziej zapominany (może nie: zapomniany) i pomijany. Gombrowicz ma się nieźle, Schulz także, ale Witkacy najczęściej jest zbywany, odsuwany. Taki hermetyczny?
      Ano, mieć takiego męża to życie życiem, które jest sztuką; artystyczno-codzienna ekwilibrystyka? ; )

  2. Ekwilibrystyka? Pewnie tak. Jakby nie patrzeć – nietuzinkowe, a wręcz zaraźliwe umysły wsparte tytaniczną pracą, to „pożywka” dla kolejnych pokoleń i to taka, która z każdym rokiem życia smakuje coraz lepiej :)

    Ps. Na stronach Polskiego Radia audycja dot. opisywanego wydawnictwa :) Warto posłuchać jakie to trudności Witkacy sprawia wprawionym badaczom jego twórczości.

    1. Ale też trzeba – co jasne – być kimś, kogo takie umysły zarażają, coś z nim robią. Większość jednak odbiorców pozostaje bierna, oporna, ale nie przekorna.
      Zauważam z każdym rokiem (życia), że tego typu twórcy i ich spuścizna najlepiej „smakują” w zaciszu własnego świata, niekoniecznie na forum wymiany myśli i słów.

      O, dziękuję za informację!

  3. Awangarda nie jest przestrzenią w której każdy może się odnaleźć – tak jak mówisz – trzeba wsiąkać w ten świat powoli, potrzeba cierpliwości, co tu dużo mówić, już na wstępie nieodzowny też jest pewien stanu umysłu :)
    Nie są popularni (i nigdy nie będą), może dlatego na forum… Nieeee, w sumie Luzio powiem Ci, że jest grono ludzi, którzy chcą się zmagać z twórczością G/S/W. Listopadowy Wrocław „krążył kulturalnie” wokół Schulza i jednak drobny, nieśmiały nauczyciel rysunku wzbudza ciekawość.
    Jedyną „krzywdą”, zarówno dla nich jako pisarzy, jak i dla dzieciaków, jest funkcjonowanie w kanonie lektur (Witkacego chyba nie ma?). Ale to też temat na osobną dyskusję (dla których wspomniane forum chyba jest niezbędne ;)

    1. Oj, tak – pewien stan umysłu. Czy w ogóle pewne cechy osobowości. Jak i w przypadku wielu innych „odmian”/odłamów sztuki.

      A jakże – ludzi próbujących zmagać się z Gombrowiczem, Schulzem i Witkacym nie brakuje. To i dobrze, i źle. Co jakiś czas odbywają się spotkania/imprezy/in. kulturalne związane z Schulzem – jakby na nowo stawał się, hm, modny, popularny. A jednak na ile zrozumiany?

      Hm, to Wrocław się ukulturalnia schulzowsko albo… schulzowsko zaraża potencjalnych odbiorców. W Krk pod tym względem gorzej…

      Witkacy jest w kanonie (tym „rozszerzonym”, dla tzw. „humanistów”) – Szewcy są. Zgadzam się – to jedyna „krzywda” dla nich i dla nastoletnich odbiorców.
      Artystów trzeba samodzielnie poznawać – dla siebie, ze względu na własne poszukiwania w obrębie sztuki (nie tylko literatury) nie dla snobizmu czy mody.

  4. No z tą modą czy popularność w przypadku takich autorów, to za dużo powiedziane. Jak to Pan Ficowski (pierwszy Schulzolog) kiedyś ładnie powiedział, że nie czuje się znawcą Schulza, a WYZNAWCĄ. I jest w tym coś na wskroś prawdziwego w swym demonicznym ujęciu…

    Tiaaa, Wrocław ma miano „jakieś tam” Stolicy Kultury, ale jednak bardziej „muzycznie stoi”. Kraków to jednak duże tradycje literackie i wiadomo – targi, festiwale (też duże). We Wrocławiu z około-książkowymi „imprezami” gorzej. Takim sukcesem na skale ponad regionalną jest chyba jedynie Pan Krajewski. Poza tym miałko ;)

    1. Bo są i wyznawcy (tak, tak, doskonałe stwierdzenie), i ci, którzy podążają za trendami. Czasami zdarza się (nie wiem, jak to się dzieje, nie odkryłam tego mechanizmu), że po pewnym czasie „niebytu” w przestrzeni masowego odbiorcy pojawia się ktoś taki jak Schulz czy Witkacy. I na krótko jest w wielu miejscach, niejednokrotnie profanowany… Ale jest. Widzę go i słyszę o nim często.

      Może to subiektywne wrażenie, ale nie odczuwam tej wielkiej tradycji literackiej. Tzn. na pewnych ulicach, w pewnych rejonach Krakowa, przy nielicznych osobach – tak, można przez moment odczuć to. Zdecydowanie jednak dominują (bardzo subiektywnie patrząc) samozwańczy „artyści”, młodzi odtwórcy, epigoni, mierni naśladowcy. Tacy… zblazowani, snobistyczni.
      A widzisz, mnie się zdawało, że we Wrocławiu więcej się (literacko) dzieje. Czyli potwierdza się, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma ; )
      Pan Krajewski robi dobrą reklamę – chociaż ostatnio, jak podczytuję recenzje, obniża loty ; )

  5. Luzio, dzisiaj w ramach kultury funkcjonuje dużo rozrywek i tak zwane „trendy” to po prostu obowiązujący i dominujący (jeden z wielu) model uczestniczenia. Grunt, że są obecni, a jak są odbierani to oddzielna sprawa, bo jak sama pewnie widzisz, byli to artyści totalni i siłą rzeczy ich twórczości nie można zamknąć w jednym wymiarze. Właśnie to jest piękne, fakt, że będą odkrywani na „nowo” przez następne pokolenia :)

    Kraków. Z perspektywy 2 wizyt turystycznych i 2 wizyt sportowych bardzo miło wspominam, Raptem kilka dni, ale dla mnie jest miejscem klimatycznym (w przeciwieństwie do Warszawy). Zapewne jesteś związana z Krakowem od początku, rozumiem, masz inne podejście/patrzenie. Ja natomiast pochodzę z terenów wiejskich więc dla mnie większość miast ma coś „przyciągającego”.

    Z artystami to wątek na osobną, dłuuugą rozmowę :)

    Potwierdza się, że warto zwiedzać nasze miasta. Na pewno nie gorsze niż światowe stolice i miasta.
    Krajewski zrobił dużo dobrego i cokolwiek złego zrobi/napisze nie przekreśli to zasług Eberharda Mocka dla Wrocławia i polskiej literatury kryminalnej :)

    1. Reinterpretowani. Tak. Piękne. I przerażające jednocześnie.

      Sportowych wizyt? Ciekawe. Nadzwyczaj. A nie kulturalnych? ; )

      Nie znam Warszawy, ale słyszałam takie opinie.
      Rozumiem. Tak, znaczący jest punkt widzenia (przebywania), jeśli chodzi o ocenę. I jest też dobrym punktem wyjście do dyskusji nad kształtem i organizacją przestrzeni.
      Mnie zaś od pewnego czasu przyciągają tereny wiejskie – zwłaszcza tam, gdzie jest duża przestrzeń.

      Oczywiście – nie gorsze niż światowe, no ale Polacy lubią narzekać na to, co ich własne ; )

      Hehe, otóż to. Doskonała promocja Wrocławia.

      A czy Ty coś piszesz (literackiego czy okołoliterackiego)?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s