Monodram pisarza. „W jednej osobie” Johna Irvinga

John Irving, "W jednej osobie"Tekst można przeczytać na stronie bookznami.pl

Advertisements

19 thoughts on “Monodram pisarza. „W jednej osobie” Johna Irvinga

  1. Wspanialy jest ten koncowy cytat. Powinnam go sobie gdzies zapisac, zapamietac i wyglosic co niektorym… ;)

    Chodzi mi ten Irving po glowie, ale jakos do tej pory sie za niego nie zabralam. Co bys polecila na poczatek? Ta powiesc brzmi calkiem ciekawie, ale nie lubie tak zaczynac od najnowszej. Zwlaszcza jesli mam taki duzy wybor :).

    1. Aż musiałam sprawdzić, jaki jest ostatni cytat – dawno temu to pisałam. Tak. Te słowa są kluczowe. Chyba dla – paradoksalnie – każdego.
      Nie znam nic innego Irvinga, chociaż też za mną chodził. Nie wiem, czy jego wcześniejsze powieści nie są lepsze. Ta mnie trochę rozczarowała – w końcu po „takim” nazwisku spodziewałam się czegoś, co mnie bardziej porwie.

  2. utknąłem kiedyś przy „Hotelu New Hempshire” – niby pochłonęły mnie jakieś obowiązki, ale jak minęły, to i ochota na Irvinga również. Specyficzny twórca, dla mnie – mimo wszystko – dość banalny. Abym nie był zrozumiany źle: pisze o rzeczach ważnych, ma dar obserwacji, ale zarazem brakuje mu tego czegoś (moim zdaniem), co by do niego przywiązało. Może przesadą będzie powiedzenie, że Irvinga czyta się „bo wypada” lub „bo trzeba”, ale ja nie dostrzegłem w jego prozie niczego prawdziwie wielkiego. Dodam jeszcze, że wobec twórców z tej półki stosuję inne parametry ocen niż wobec twórców popularnych, co pewnie dla Irvinga nie jest sprawiedliwe ;-)

    1. Oj, tak, wydaje się dosyć banalny po W jednej osobie, dlatego też chciałabym kiedyś sięgnąć po coś wcześniejszego.
      Zgadzam się – czyta się obecnie Irvinga, „bo wypada”/”trzeba”. A skoro tak, to jednak można sobie darować ; ) I pewnie dlatego to była moja pierwsza książka tego pisarza.
      Hm, w zasadzie podobnie mam z np. P. Rothem – spodziewałam się po jego prozie dużo więcej, niż otrzymałam.

        1. Zdaje się, że Kompleks… to jego najlepsza książka. Reszta (tak mi się wydaje) jest powtórzeniem, ale nie na tyle twórczym, by zagłębiać to wnikliwie. Nie sądzę, by dostał Nobla. To tak jak Murakami – niby sporo osób czyta i ceni. No ale to jednak nie jest „noblowskie” pisanie; ba! popularność wcale nie jest wyznacznikiem „noblowskości”.

          1. To zależy dla kogo i w jakim czasie. Jasne, że sporo nagród jest zawłaszczanych, przyznawanych ze wzgl. polit. czy innych. Ale często bywają jedyną okazją do promocji danego pisarza.
            Odrzucając jednak kryteria itp., dryfujemy po relatywnym morzu – nic dobrego to nie wróży ; )

          2. to fakt, wchodzimy na grząskie piaski ;-). Nie krytykuję Nobla w czambuł – ale sam fakt, że spekulacje co do przyszłych noblistów są prowadzone pod kątem wydarzeń na świecie i statystyki jest cokolwiek dla tej nagrody… złe ;-)

          3. A tam, spekulacje dot. przyszłych laureatów nagrody x są dość powszechne – nie można zabronić tego ludziom ; ) Ale to prawda – są złe. Dla chyba każdej nagrody.

  3. Nobla nie dostali m.in. Joyce, Proust, Tołstoj, Nabokov, Borges, Bernhard, Schulz, Calvino, Ionesco, nasz Lem czy Virginia Woolf. A to tak z głowy tylko kilka nazwisk, więc o jakiej „noblowskości” tutaj rozmawiać?:) Gdyby sięgnąć głębiej, jestem w stanie wymienić trzy razy tyle nazwisk, a jednocześnie wymienić nazwiska nagrodzone, które nijak się mają do poziomu literackiego wyżej zaprezentowanych. Ale po co? Nie jestem przeciwnikiem Nobla ani żadnej innej nagrody literackiej, niemniej jednak mitologizowanie literackiej Nagrody Nobla jest w moim przekonaniu błędem, zwłaszcza w naszych czasach.

    „Kompleks Portnoya” jest genialny. Z najnowszych książek Rotha czytałem „Upokorzenie”:
    http://experymentt.wordpress.com/2011/10/27/philip-roth-upokorzenie-recenzja/

    Fakt, po latach zdarza mu się mielić swoje sztandarowe wątki, ale Roth to bardzo ważny pisarz, a jeśli chodzi o środowisko amerykańskich Żydów lat powojennych, to chyba nawet najważniejszy.

    Pozdrawiam serdecznie, składając spóźnione życzenia noworoczne:)

    Rafał

    1. Rafale,

      ależ to jasne – ilu pisarzy wartych uwagi nie dostało nagrody X czy Y. Nie mitologizuję żadnej nagrody. Chodzi mi tylko o „siłę rażenia” nagrody X czy Y na czytelników ogólnie (nie chcę mówić „czytelnika masowego”) – nie tych „wyspecjalizowanych”, nie tych mniej czy bardziej „profesjonalnych”, nie tych poszukujących dzieł wybitnych/ambitnych/oryginalnych/itd. A że po noblistów lubią sięgać czytelnicy różni, to i sporo się pojawia ekscytacji, spekulacji itd. I takie momenty są świetnym punktem do rozmowy o kanonie na przykład. Bo nagrody – czy chcemy, czy nie chcemy – wyznaczają jednak jakiś/czyjś kanon.

      Czy taki genialny? To chyba kwestia indywidualnych preferencji czytelniczych.
      Ot, dla jednych Joyce jest genialny, dla innych – to grafoman.

      Dziękuję i również życzę wszystkiego dobrego (a przede wszystkich świetnych literackich podróży) w nowym roku!

  4. Mam koleżankę, która jest jego wielką fanką i ciągle mi coś poleca, ciągle nie chwali, to mało powiedziane, ale wychwala. Powiem Ci, że dawno dawno temu czytałam coś jego… ale właśnie „coś”… bo kurczę nawet jakbyś mnie teraz za uszy ciągnęła nie powiem co to było… aż sama z siebie się śmieję, bo nie mogę sobie przypomnieć.. A ja widocznie nie jestem „modna” bo żyję w innych literackich światach i ta „moda” w ogóle mnie jakoś kusi. PozdrawiaM

  5. Skończyłam *W jednej osobie*. Była to moja pierwsza książka Irvinga. Podoba mi się „rozwiązanie” wątku Kittredge’a, duch (którego nie widzi Bill) czy wyjazd Elaine z matką Kittredge’a. Czyli ogółem to, co niedopowiedziane. Wiadomo, czytelnik sobie sam wypełni i będzie dumny.
    Reszta była męcząca i nie przyniosła na koniec satysfakcji.

  6. Moja przygoda z tym pisarzem zaczęła się tak: tata podsunął mi kiedyś „Świat według Garpa”, książka mi się spodobała i obiecałam sobie, że jeśli kiedykolwiek natknę się na inną powieść autorstwa Irvinga, na pewno ją przeczytam. Całkiem niedawno w szpitalnej bibliotece dostrzegłam „Hotel New Hampshire” i „Ostatnią noc w Twisted River”, przeczytałam. I chyba się zakrztusiłam. Irving ciągle przerabia podobne motywy – ale efekt nie zawsze jest zadowalający. Nie jestem pewna, czy da się czytać jego książki jedna po drugiej (być może to tylko moje odczucie, nie wiem). Bardzo często pojawiają się bohaterowie-pisarze i groteskowe wypadki/urazy.
    Jedno mogę powiedzieć na pewno: Irving jest wielkim miłośnikiem zapasów i niedźwiedzi. ;)

    I tak bardziej prywatnie: bardzo się cieszę, że ktoś mnie jeszcze pamięta! Wszystko się pozmieniało. Między jednym a drugim opowiadaniem Schulza sprawdzam, czy są jakieś nowości w serwisie, nowe blogi, wyzwania, myślę, czy aby nie zmienić szablonu. :) Ale dosyć o mnie. Jak ty się miewasz?

    1. O, dobry wieczór xD

      Dziękuję Ci za te uwagi o prozie Irvinga – bardzo cenne!

      Ależ oczywiście, że pamiętam – jakże mogłabym zapomnieć. Mam nadzieję, że u Ciebie będzie coraz lepiej. I słoneczniej.
      Schulza czytasz – fantastyczny wybór.
      Tak, nowości i zmian dużo – sama nie nadążam za tym, a kolejne obowiązki zajmują mi sporo czasu, więc i mniej czytam.
      Pozdrawiam ciepło!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s