„Witajcie w piekle.”* „Kołysanka” Chucka Palahniuka

Wiemy tylko tyle, że nic nie wiemy. [s. 44]

Dziennikarz Carl Streator kompletuje materiały do cyklu artykułów poświęconych śmierci łóżeczkowej niemowląt. Tym, co zdaje się punktem wspólnym wszystkich zbadanych przez bohatera tragedii, jest książka Wiersze i rymowanki ze wszystkich stron świata, a konkretnie jedna kołysanka, którą rodzice czytają dzieciom na dobranoc. Właścicielka agencji nieruchomości Helen Hoover Boyle sprzedaje domy, w których… straszy. Robi to z całą świadomością i premedytacją. Dwie paralelne historie dość szybko się łączą, prowadząc do złowieszczego finału Kołysanki (2002).

Palahniuk – (prawie) mistrz współczesnej ironii (literackiej), kpiny i satyry na społeczeństwo – doskonale operuje trikami reżyserskimi – trzyma w napięciu aż do końca przedstawienia, piętrzy kuriozalne obrazy, podsuwa odbiorcy niemożliwie absurdalną historię, żywcem wyjętą z powieści i filmów spiskowych oraz thrillerów. Gra paradoksami i antynomiami, żongluje schematami fabularnymi powieści szpiegowskiej, detektywistycznej, opowieści o duchach i zjawach, ale sięga także po powieść… dydaktyczną [sic!]; z łatwością wykorzystuje ograne motywy, tworząc przerażająco nową-starą jakość. Transgresyjną kołysankę.

Władza, pieniądze, jedzenie, seks, miłość. Czy kiedykolwiek nam tego wystarczy, czy zawsze będziemy pragnęli więcej i więcej? [s. 255] Czytaj dalej