Riad Zany. Recenzja „Domu w Fezie” Suzanny Clarke

Tekst można przeczytać na stronie bookznami.pl

 

Maroko kojarzy się przede wszystkim z jednym miastem – Casablanką – i świetnym filmem Michaela Curtiza z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman. Suzanna Clarke, australijska fotografka, pisarka i reporterka, zbiera czytelników w podróż do centrum Maroka – Fezu. Tam wraz z mężem, pisarzem i dziennikarzem Sandym McCutcheonem, zakupiła zrujnowany dom, by go odrestaurować. Zmagania z marokańską przestrzenią opisała w książce, która niedawno trafiła do rąk polskich czytelników.

Dom w Fezie. Nowe życie w sercu marokańskiej medyny Suzanny Clarke otwiera serię „Kolorów Wschodu” krakowskiego wydawnictwa Lambook, poświęconą krajom Bliskiego Wschodu oraz regionu północno-zachodniej Afryki (Maghrebowi). Tym, co wyróżnia publikacje Lambook, jest wybór przewodników – ludzi Zachodu, którzy stykają się z arabskimi mieszkańcami. Spotkanie Innego przyczynia się nie tylko do zachwytu kolorami, smakami i zapachami wybranych rejonów Orientu, ale także do rewizji swoich przedsądów o arabskiej przestrzeni.

Fascynują przygodę po Bliskim Wschodzie i Maghrebie inauguruje wyprawa do Fezu – modelowego przykładu muzułmańskiego miasta [s. 24] – a dokładniej w głąb starej dzielnicy (czyli medyny). Ale Suzanna Clarke nie jedzie tam, by podjąć rolę turystki robiącej zdjęcia i opisującej egzotyczne miejscowe zwyczaje czy wyłapującej sensacyjne przyzwyczajenia mieszkańców. Moim celem – przyzna – było znalezienie domu, który zdołał się oprzeć postępującej modernizacji. [s. 26] W Fezie rozróżnia się zasadniczo dwa typy budynków mieszkalnych: dary oraz raidy. Oba wznoszone są wokół dziedzińców, ale raidy są znacznie większe od darów. [s. 21-22] Obecnie większość mieszkańców przebudowuje domy na styl nowoczesny. Wynika to nie tylko z komfortu życia (nota bene, Clarke snuje ciekawe rozważania na temat prawa do modernizacji a kwestii zachowania i restaurowania zabytków), ale także rozwoju turystyki. Ze smutkiem autorka konstatuje, że przyjazdy turystów niszczą piękno kulturowe Maroka – mieszkańcy zamiast skupić się na kultywowaniu tradycji, robią wszystko, by przyciągnąć przyjezdnych i wyciągnąć od nich pieniądze.

Pisarka zapragnęła – wbrew tendencjom do przebudowy zabytkowych konstrukcji – odtworzyć oryginalny wygląd budynku. W książce opisuje długą drogę do odnowy raidu – począwszy od myśli, by kupić dom w Fezie, poprzez żmudne, długie i uciążliwe prace nad renowacją, skończywszy na tradycyjnym błogosławieństwie Raidu Zany (w dzieciństwie wołano na Clarke „Zany”). Przez całe dziesięciolecia – stwierdzi Clarke – nie przeprowadzano w raidzie żadnego poważnego remontu. Teraz miało się to zmienić. [s. 175] Dom krył wiele niespodzianek – między innymi… kocią czaszkę pod podłogą, swego rodzaju „amulet”. Narracja koncentruje się głównie na zmaganiach z rekonstrukcją raidu; autorka opisuje perypetie z sąsiadami, nieustanne poszukanie odpowiednich pracowników, długotrwałe batalie z biurokracją. Mnóstwo anegdot i historii (osobistych, rodzinnych, intymnych) stanowi punkt wyjścia do rozważań o marokańskim społeczeństwie.

Nie brakuje w publikacji fotografii prezentujących postępy w remoncie oraz portretów kilku pracowników i pomocników przy rekonstrukcji oryginalnego kształtu raidu. Terminy marokańskie wyjaśnia Suzanna Clarke w przypisach. Całość napisana jest bardzo dobrze. Autorka snuje opowieść powoli, smakuje każde zdarzenie, pozwala czytelnikom odczuć atmosferę medyny – miejsca dźwięków i kolorowych bazarów. Co istotne, w obrębie narracji Clarke sięga nie tylko po styl pamiętnikarsko-dziennikowy czy reportażowy, ale także iście powieściowy czy eseistyczny. Prezentuje w przystępny sposób, wykorzystując elementy eseju podróżniczego, między innymi wyimki z historii Fezu, rozwój islamu, ramadan, kwestię Żydów, dzieje marokańskich niewolników. Pojawi się także relacja ze Światowego Festiwalu Muzyki Sakralnej w Fezie czy wzmianka o reakcji Marokańczyków na inwazję amerykańską na Irak w 2003 roku. Clarke podczas eksploracji marokańskiej przestrzeni dowie się również o duchach (dżinnach i maridach); podzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat losu zwierząt (w tym szczególnie kameleonów) w Maroku i opowie o swojej nauce… języka francuskiego oraz daridży.

Dom w Fezie to podróż smakowita, momentami zabawna i niezwykle ciepła. Pięknie i z sympatią Suzanna Clarke pisze o Maroku. Kusi, by pojechać. Ale nie jako standardowy turysta z aparatem fotograficznym. Jako nienasycony eksplorator nowych przestrzeni.

Suzanna Clarke, Dom w Fezie. Nowe życie w sercu marokańskiej medyny, Wydawnictwo Lambook, Kraków 2012.

Liczba stron: 302.

Luiza Stachura

Reklamy

6 uwag do wpisu “Riad Zany. Recenzja „Domu w Fezie” Suzanny Clarke

  1. Może kiedyś się skuszę, ale jakoś mocno mnie ten tytuł nie zainteresował. Polecam Ci w wolnym czasie poczytać Edwarda Kajdańskiego, którego zresztą już Ci chyba polecałam. Jego reportaże to kopalnia wiedzy o Państwie Środka. Nie dość, że ma taką wiedzę, że tylko można pozazdrościć, to opisuje tyle niesamowitych historii, że nie można się od tego oderwać. PozdrawiaM

  2. Czyżbyś przerzuciła się, dla kontrastu, na Bliski Wschód? :)
    Ja bym z chęcią przeczytała już za samą okładkę ;). Tak, wiem, nie powinno się, ale… A może to po prostu mój obecny kryzysowy niedobór książek, przez który mam ochotę pochłonąć wszystko, co choć trochę mnie zaciekawi.
    Nie wiem o Bliskim Wschodzie nic, więc wszystkie pozycje dotyczące tamtego rejonu brzmią dla mnie tak egzotycznie…! A jeśli czegoś nie wiem, to od razu ciekawość mnie bierze, kiedy pojawia się szansa, żeby się dowiedzieć…
    Tylko ta kolejka innych książek do przeczytania, uch! Nie wiem, czy i kiedy znajdę czas na tę :).

    1. Hehe, nie… to przypadek. Chociaż… Bliski Wschód jest magiczny. Przyciąga. No, tak jak Daleki Wschód. Na swój sposób.^^’
      Oj, tak – okładka jest b. ładna. Przyciąga wzrok. Ładnie wydana książka.
      To chcesz mi powiedzieć, że w Dżapanlandii nie ma książek? xD’
      Znajdziesz czas, znajdziesz – na emeryturze może xD Może ; )

      1. Są, oczywiście, że są. Ale jestem jeszcze na nie za cienka. Tj., niby jestem w stanie je czytać, ale idzie mi to tak wolnooo… Zniechęcam się w połowie. No i to zupełnie co innego – czytać książkę, która przypadkiem wpadła Ci w ręce, a taką, na którą naprawdę masz ochotę… Chodzi mi po głowie kupno czytnika e-booków; z tego, co widziałam na stronie empiku, nowości ukazują się już przeważnie również w cyfrowych formatach, do tego nieraz są 10-20 zł. tańsze niż wersje papierowe. Powstrzymuje mnie głównie obawa, że jeśli naprawdę sobie taki czytnik zamówię, to przestanę robić w tej Japonii cokolwiek poza czytaniem :P. Ale ciągle się zastanawiam, nie mówię ostatecznego nie… ;)
        Mnie Daleki Wschód już nie przyciąga :P. Za to Bliski… Jak najbardziej.
        Tylko przypadek? Ale ciekawie się to zestawia: lodowata Skandynawia, a z drugiej strony tak upalne klimaty. Myślałam, że to tak dla równowagi ;).

        1. Wiem, wiem.^^’ Ale to zabrzmiało, jakby nic tam nie było xD’
          Czytnik, mówisz? Haha, to może po powrocie z Japonii? xD Chociaż… co Ty będziesz wtedy w Polsce robić poza czytaniem?
          Nie dziwię się, że już Cię nie przyciąga, zwłaszcza, że go oglądasz od, hm, środka. To na pewno wiele zmienia. Ale to z drugiej strony dobrze – wiesz, co będziesz robić po tych studiach. Zajmiesz się, o! arabistyką xD
          A widzisz, nawet nie zauważyłam, że tak się to układa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s