„Ciernisty krzak nie jest schronieniem dla feniksa.”* Zabytki chińskiej literatury – słowo o „Dziejach Trzech Królestw” Lo Kuan-czunga

Mądry ptak wybiera gałąź, na której chce usiąść, mądry sługa wybiera pana, któremu chce służyć. Korzystaj ze sposobności, która się nadarza, bo wszelki żal przychodzi zawsze za późno.**

W porównaniu do innych gatunków – jak zauważa Tadeusz Żbikowski – powieść w Chinach rozwijała się późno. Nieliczni, którzy znali pismo, skupieni byli wokół władców, toteż spisywali w pierwszej kolejności edykty czy prowadzili bieżącą dokumentację, ale także zajmowali się archiwizacją i kronikarstwem. Wpierw pojawiały się w formie pisemnej traktaty filozoficzne oraz poezja, natomiast z czasem (w okolicach początku naszej ery) – fabularyzowane utwory zapisane klasycznym językiem chińskim. Część opowieści powstałych na bazie twórczość folklorystycznej, legend przekazywanych ustnie, zaczęła być spisywana w jedenastym wieku naszej ery. Początkowo utwory prezentowano w odcinkach (opowiadając). System kolejnych rozdziałów wpłynął na późniejsze kształtowanie się powieści, pozwalając na (względnie swobodną) rozbudowę przekazywanej historii o nowe zdarzenia.***

W tekście o Małpim buncie podałam podział chińskiej powieści zaprezentowany przez Żbikowskiego. We wstępie do Dziejów Trzech Królestw polski sinolog również wyłania sześć grup tematycznych: powieść awanturnicza o szlachetnych rozbójnikach (reprezentantem są Opowieści znad brzegów), historyczna (Dzieje Trzech Królestw), obyczajowa (Kin Ping Mei – w Polsce wydane jako Kwiaty śliwy w złotym wazonie), społeczno-psychologiczna, której najwybitniejszym przykładem jest XVIII-wieczna powieść „Sen w czerwonej komnacie” [s. 7]; mitologiczno-fantastyczna (Wędrówka na Zachód; Dzieje duchów dobrych i złych) oraz satyryczna (Najbardziej znanym utworem z tej grupy jest „Nieoficjalna kronika Konfucjanistów”, wyśmiewająca warstwę feudalnej biurokracji chińskiej, wychowanej i wyszkolonej na dziełach Konfucjusza i jego następców. [s. 7]). Co istotne, chociaż wspomniane utwory (s)tworzono między XIV a XIX stuleciem, to ich struktura formalna pozostała w dużej mierze niezmienna, stanowiąc wzór dla kolejnych powieści.

Skoro człowiek żyje, musi wypełniać swe zadania, bo w przeciwnym razie byłby niczym gnijący chwast na polu.****

Najpewniej dramaturg i twórca kilku powieści Lo Kuan-czung (ok. 1330–1400) jest autorem pierwszej wersji arcydzieła chińskiej powieści historycznej, Dziejów Trzech Królestw. Zanim o dziele, jeszcze słowo o nazwisku Lo. Polska transkrypcja, którą pozostawiam w tym tekście, obowiązywała do lat 80. XX wieku, później przyjęliśmy międzynarodową romanizację chińskiego – pinyin, toteż poprawnie zapisane nazwisko autora powinno wyglądać tak: Luo Guanzhong.

W Dziejach Trzech Królestw, obok faktów (wymienionych w kronice dynastycznej tamtego okresu), pojawiają się elementy zaczerpnięte z ludowych opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Powieść prezentuje kolejno następujące wydarzenia po upadku dynastii Han (206 p.n.e. – 220 n.e.). Wykorzystując zamęt spowodowany licznymi powstaniami chłopskimi, władzę przejęli możnowładcy. W obronie prawowitego władcy i dynastii Han stają trzej zaprzysiężeni bracia, Liu Pei, Czang Fei i Kuan Jü, wzywając sobie do pomocy mędrca, stratega i czarownika w jednej osobie, Czu-ko Lianga. [s. 8] Powieść Lo, co trzeba przyznać, jest barwna, wypełniona licznymi świetnie skonstruowanymi postaciami, o wartkiej akcji, z elementami strategii wojskowej czy wreszcie z fantastycznymi i zjawiskowymi zdarzeniami, nadal pozostaje atrakcyjnym utworem historycznym.

Polskie wydanie powieści jest wyborem możliwie najbardziej charakterystycznych (trzydziestu) rozdziałów spośród 1500 stron druku.***** Publikacja zaopatrzona została w świetny wstęp sinologa Tadeusza Żbikowskiego; nie zabrakło również kilku oryginalnych ilustracji. Warto zagłębić się w epokę Trzech Królestw – w wersji książkowej, nie tylko filmowej, zważywszy, że utwór Lo jest arcydziełem chińskiej powieści historycznej.

——————
* Lo Kuan-czung, Dzieje Trzech Królestw, przeł. z ang. Natalia Billi, wstęp, oprac. i wybór il. z oryg. chińskiego Tadeusz Żbikowski, Czytelnik, Warszawa 1972, s. 32.
** Tamże, s. 51.
*** Ten i kolejne akapity w oparciu o: Tadeusz Żbikowski, Wstęp, [do:] Lo Kuan-czung, dz. cyt., s. 5-9.
**** Lo Kuan-czung, dz. cyt., s. 243.
***** W wersji angielskiej całość (120 rozdziałów) dostępna jest na stronie Threekingdoms.

Autor: Luiza Stachura

Advertisements

16 thoughts on “„Ciernisty krzak nie jest schronieniem dla feniksa.”* Zabytki chińskiej literatury – słowo o „Dziejach Trzech Królestw” Lo Kuan-czunga

  1. Wydanie z 1972 roku – 40 lat temu! Szkoda, że nie było dotąd wznowienia i trzeba jej będzie szukać na portalach aukcyjnych… Chyba, że jest w wersji elektronicznej gdzieś w necie – muszę poszukać ;-)

  2. ten brak wznowień… kłania się właściwie to, o czym rozmawiamy gdzie indziej ;-(
    literatura pędzi, jest niczym pociąg pośpieszny, nigdzie się nie zatrzymuje i ciągle gna do przodu
    pęd jest treścią, w pewnym sensie
    a wracając do rzeczy, jak zwykle ciekawie piszesz o chińskiej literaturze. Jeszcze kilka postów i można sobie będzie ułożyć dość wnikliwy obraz chińskiej kultury piśmienniczej ;-)

    1. Zresztą, jak zauważam, sporo czytelników ubolewa nad brakiem wznowień. Na szczęście, co jakiś czas, niektóre wydawnictwa biorą to pod uwagę ; )

      Hehe, cała przyjemność po (na) mojej stronie ; )

  3. A może problem wznowień spowodowany jest faktem, że tak naprawdę tylko dość zamknięta grupa sięga po klasykę lit. chińskiej… Nawet jeśli chwilę pomyśleć nad wspomnianymi przez Ciebie „Kwiatami śliwy…” to choć tytuł opowiada dość „pociągającą” historię, która mogłaby zainteresować wielu współczesnych czytelników, nie sądzę, aby wielu osobom chciało się ją czytać i wytrwać z tym opasłym tomem do końca… Poza tym przeciętny współczesny czytelnik nie doceni w dostateczny sposób klasyki lit. chińskiej bowiem nie posiada odpowiedniej wiedzy, która znowu niesie za sobą pewną wrażliwość potrzebną do obcowania z tym tekstami. No, ale może kiedyś jakieś wydawnictwo podejmie się tych wznowień. Poza tym przy całej modzie na Państwo Środka to chyba wciąż nie ma czegoś takiego, jak moda na czytanie chińskich klasyków… No, ale może to tylko moje odczucie.

    1. Idąc tym tokiem rozumowania, nie powinno się wznawiać klasyki – nawet polskiej, bo i tak czytają ją głównie uczeni ; ) Jeśli książka jest zaopatrzona w dobry wstęp/dobre posłowie i/albo rzetelne przypisy, to nic nie stoi na przeszkodzie, by czytelnik, który nie zna dogłębnie kultury X, mógł docenić walory artystyczne dzieła. Tak sądzę ; ) Chyba że szuka taniej sensacji, to wtedy i tak nie sięgnie po taką literaturę.

      Nie zamykajmy dostępu do arcydzieł światowej literatury, tylko dlatego że są zbyt „trudne” albo wymagają odpowiedniej „wrażliwości” (hm, nie wiem, czy ktoś może się podjąć oceny, którzy czytelnicy posiadają odpowiednią „wrażliwość”, by czytać polską klasykę, a co dopiero angielską, chińską, japońską, francuską, rosyjską…). Jeśli zamkniemy te książki tylko dla tzw. „intelektualnej elity”, to czyż nie zabijemy ich mimowolnie – książki nieczytane znikną z obrębu świadomości czytelniczej, pozostaną tylko dla zdeterminowanych i majętnych ; ) Obecnie większość (może mniejszość? – nie wiem) z niewznawianych książek dostępna jest albo w antykwariatach, albo w nielicznych bibliotekach. Nawet uczeni mają utrudniony dostęp do dzieł.

      Mody na klasykę nie ma – ani chińską, ani jakąkolwiek. Po prostu kiedyś wydawano literaturę wybitną, bo i większość czytelników była wymagająca, spragniona wiedzy i intelektualnej rozrywki. Dziś – różnie z tym bywa ; )

      Ależ, Alicjo, nie bądź tak okrutna dla czytelników – ilość stron nie jest tak istotna (romanse, kryminały, poradniki, książki wspomnieniowe – najpopularniejsze w Polsce/na świecie – nierzadko stron mają mnóstwo).

  4. Luizo,
    Ja nie mówię, że klasyka chińska czy jakakolwiek inna nie powinna być wznawiana. Jestem zwolenniczką wznowień, ogólnie im więcej książek tym lepiej dla nas czytelników. Tylko starając się zrozumieć prawidła rządzące się rynkiem księgarskim można dojść do takich wniosków. Nie oszukujmy się, po klasykę chińską sięga niewielki procent Polaków, w większości jest to środowisko akademickie, jest część miłośników Chin i tamtejszej literatury oraz osoby, które jakimś tropem trafiają do danego dzieła. Oczywiście wiedza czy aparat naukowy nie jest potrzebny do czytania literatury, czasem to wręcz przeszkadza i wsadza nas w pewne ramy odczytywania, ale lit. chińską, przyznaj sama, trudno w pełni docenić czy zrozumieć jeśli nie ma się przynajmniej podstawowej wiedzy czy rozeznania w historii, literaturze czy kulturze.
    Poza tym ten kto chce znaleźć stary tytuł to znajdzie. Duża liczba antykwariatów czy aukcje internetowe, na których często za śmieszne pieniądze można nabyć wartościowe tytuły sprawiają, że dostęp jest przystępny do nich. Poza tym rozwijają się biblioteki internetowe do czytania online.
    I nie jestem okrutna. Myślę realnie. Ilość stron jest ważna jeśli mówimy o współczesnym czytelniku, który pochłania tylko popkulturowe wytwory, najczęściej amerykańskie. Poza tym czym innym jest przeczytanie 600 stron napisanych przez S. Meyer i jej sagę o Belli i Edwardzie, a czym innym jest czytanie np. „Braci Karmazow” Dostojewskiego. Nawet widziałam kiedyś artykuł jak jakiś autor z jednego tomu Meyer podsumował różnorodność słów tej autorki i okazało się, że są one na poziomie naszej szkoły podstawowej i liceum. Coś co czytasz na jednym wdechu, bez myślenia, przetwarzania nawet jak i ma 1000 stron to nie to, co czytanie wirtuozów słowa. Poza tym wg badań książki powyżej chyba 300 stron już przez sam fakt gabarytu są najrzadziej wybierane przez czytelników. Poradniki i romanse zawsze były w modzie i w cenie, ale te pierwsze mają być nam użyteczne i dawać wskazówki, a te drugie to po prostu romanse, do których od „zawsze” ludzi ciągnęło.
    A co do mody na klasykę. To jest wina prawideł rynku księgarskiego i dobrej „reklamy”. Bo wielu klasyków każdy z nas może bez problemu czytać. Tylko, że ludzie nie wiedzą, że te książki z wyższej półki mogą być tak fascynujące, pociągające i ciekawe.

    1. A to oczywiste – wydaje się przede wszystkim to, co się sprzedaje. Ale tą drogą idąc, nie publikowałoby się książek naukowych bardzo „niszowych”. Skoro publikuje się bardzo wąskospecjalistyczne książki, to czemu nie literaturę piękną/klasykę? ; )

      Nie tylko literaturę chińską – polską także. Bez głębokiego rozeznania w polskiej kulturze też jest to niemożliwe. I to wcale nie takie oczywiste, że jeśli Polak, to już ma rozeznanie w rodzimej kulturze. Nie.

      Oj, szukałam wielu starych tytułów (i szukam nadal), ale jakoś ich znaleźć nie mogę. Nie mówię o japońskiej czy chińskiej literaturze.
      Duża liczba antykwariatów? Ale mówisz o tych internetowych, bo ich liczba w rzeczywistości maleje. Allegro i inne aukcje – a i owszem, czasami okazjonalnie się kupi książkę, ale nie zawsze, nie wszystkie. I nie za „śmieszne” pieniądze, bo sądzę, że dla każdego znaczy to coś innego ; ) Ot, dla mnie 300 złotych za pierwsze wydanie Dziesięciu tysięcy liści to zawrotna cena. Mało tego – stare książki długo nie przetrwają, wydane na takim pięknym kwaśnym papierze ; )
      Digitalizacja zbiorów i udostępnianie dzieł w wersjach elektronicznych w Internecie związane jest ściśle z wygaśnięciem praw autorskich, w przeciwnym wypadku nie można. Ale digitalizowane są w pierwszej kolejności książki polskie.
      Zresztą nie lubię i nie mogę czytać na komputerze – wolę prawdziwą książkę wydrukowaną. I wielu czytelników też tak woli. Wiem, wiem, czytniki takie teraz dają możliwości, że „ho ho ho”. Ja jestem nieprzekonana. I taką pozostanę ; )

      Dostojewskiego wznawiają. Ciekawe, dlaczego? Ludzie kupują, bo postawią sobie na półeczce, kurz się zbiera, ale goście widzą, że tu „intelektualiści” mieszkają – czyż nie? A tak na poważnie – nie wiem, na jakiej podstawie mówisz, że ilość stron odgrywa aż tak wielką rolę w Polsce (Ameryka czy inne kraje mnie w tym momencie nie interesują). Niektórzy moi znajomi „męczą” książkę mającą nawet ok. 100 stron (duża czcionka, wielkie marginesy). Wszystko zależy od chęci czytania i czasu. Ale chyba przede wszystkim o zainteresowania konkretną książką.

      Nie wiem, czy klasyków może czytać każdy. Chyba nie. Nie każdy. Ale każdy może w literackiej przestrzeni odnaleźć książki dla siebie ; )

      A, ja też jestem dzieckiem popkultury, współczesną czytelniczką. Ty też jesteś współczesną czytelniczką. Współczesny czytelnik nie „pochłania tylko popkulturowych wytworów”. Współczesnych czytelników łączy tylko to, że żyją „tu i teraz”. Tak mi się zdaje, co nie znaczy, że to prawda ; )

  5. Pewnie nie ma tak często wznowień lit. pięknej bo nie ma chętnych do robienia tych wznowień…
    Jasne, czytając nawet rodzimych klasyków pewne osoby mogą nie mieć rozeznania we własnej kulturze.
    Wygląda na to, że mam szczęście do szukania starych tytułów i w ogóle do kupowania dobrej literatury po okazjonalnej cenie (swoją drogą zakupiłam dziś powieść jednego z amerykańskich klasyków za jedyne 1zł, cena rynkowa to 40zł, zaoszczędzone 39 zł, stan książki idealny). Wiesz liczba antykwariatów maleje. Choć w Warszawie to ostatnio zauważyłam, że zamykany jest jeden, a w innym miejscu otwierany inny. Co do internetowych, nie wiem jaki jest stan na dziś dzień, bo zazwyczaj korzystam z jednego oraz licytuję na allegro. Co do cen. Jak we wszystkim i wszędzie. Czasem uda się kupić świetnie zachowaną książkę za grosze, a czasem nie. Kwestia I wydań to inna bajka dla mnie. Ja lubię mieć własne wydania książek więc często nawet na to nie zwracam uwagi. Zbyt dużo czytam, aby pozwalać sobie na tylko takowe wydania, choć przyznaję, że tych co najbardziej lubię czytać, i do których wracam za jakiś czas mam zamiar skompletować z właśnie I wydań. Wychowałam się na prowincji więc dla mnie dzisiejsze możliwości zakupów książek są o wiele, wiele większe niż kiedyś. Jedna księgarnia na całą okolicę. Jak coś lepsze czytasz to trzeba sprowadzać z „daleka” i czekać miesiąc lub więcej. Luizo, ja też kocham papierowe wydania ksiażek i na pewno będę im wierna do końca. Niemniej digitalizacja to trochę plusów dla nas czytelników. Np. jakiś czas temu pilnie potrzebowałam dotrzeć do tytułu „Chinese Ghouls and Goblins” G. Willoughby-Meade’a (to pozycja wydana w Londynie w 1928 roku) – to taki chiński folklor w stylu Braci Grimm. I dzięki digitalizacji udało mi się to przeczytać.
    A co do osób, które kupują znane i wielkie nazwiska i mają w domach piękne biblioteczki na pokaz, to dla mnie inna strona medalu.
    Ilość stron zawsze grała kluczowe znaczenie. Wiele wydawnictw nie chce dopuszczać do druku (szczególnie młodszych autorów lub nie tak uznanych) powieści zbyt „opasłych” bo a- dużo stron – większa cena, b-przeciętny czytelnik najbardziej preferuje ilośc stron lekko ponad 120. Poszukam tych badań czy statystyk, to Ci podeślę. Bo kiedyś czytałam o tym;) Oczywiście, to o czym piszesz to sprawa kluczowa – zainteresowanie i chęci są najważniejsze. Bez tego nie ruszy się do przodu w żadnej działce!
    Jakby nie patrzeć. Polski rynek książkowy jest młody. Jeszcze wiele przed nim wyzwań i zmian.

    1. Chętni do robienia wznowień by się pewnie znaleźli, ale teraz wszystko jest nastawione na szybki zysk finansowy.
      I dlatego korzystam z bibliotek – nie mogę sobie pozwolić na zakup tych książek, które bym chciała. W antykwariatach (tych poza Internetem) ceny są autentycznie antykwaryczne – zgodne z wartością książki, a nie na poziomie cen w allegro.
      Digitalizacja jest wspaniałym rozwiązaniem, ale i tak nie zastąpi, o czym wiesz, kontaktu z książką wydrukowaną ; )
      Ilość stron ogrywa rolę przy debiutach, to prawda. Ale później? Jeśli pisarz ma na nazwisko Pamuk czy Murakami, to optyka się zmienia ; )

      Polski rynek książkowy jest młody.

      W jakim sensie?

      1. A chociażby w takim sensie, że np. e-książki u nas dopiero raczkuję, kiedy np. w USA to już znacząca część rynku i dochodów pisarzy. Niezależnie czy się je lubi, czy też nie jest to alternatywa dla papierowej książki, często niestety drogiej.
        Pozdrawiam;)

        1. A, o e-booki Ci chodzi. Bo to zabrzmiało jakby cały polski rynek książki był „młody” i „niedoświadczony”, czyli jakby na tle rynku książki w innych krajach, polski dopiero się rozwijał. A Tobie chodzi tylko o sektor elektroniczny, czy tak? To jasne, bo i mamy inne uwarunkowania społeczne i gospodarcze.
          Dla mnie jak na razie książka elektroniczna jest bardzo droga (czytnik + e-booki).

          1. Tak, miałam na myśli przede wszystkim sektor rynku e-książki. Póki co ebooki rzeczywiście w PL nie są jeszcze tanią alternatywą, choć ja np. sporo ebooków debiutantów kupuję bo są bardzo tanie. Z drugiej strony ten rynek u nas raczkuje więc trzeba trochę poczekać, na pewno za jakiś czas autorzy będą na nich więcej zarabiali, a my więcej po nie sięgali bo stanieją. Czytniki też tanieją. Kupujesz raz, a potem masz go do jego zgonu. To jest wielka alternatywa i szansa dla książek. Na pewno nie ma co oczekiwać czegoś takiego jak w USA, ale… zobaczymy.

          2. A tam. Nie warto porównywać (nie tylko) pod tym względem Polski do USA. Inne zarobki, inne życie, inne światy ; )

            Rynek e-booków, jak widzę, się rozwija. Nie jest aż tak źle ; )

          3. To prawda, że USA to inny świat, ale myśląc rozwojowo warto tamten rynek podglądać i czerpać z jego pozytywnych rzeczy inspirację!
            Nie jest źle, ale mogłoby by lepiej!
            PozdrawiaM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s