Paradoksy i antynomie. „Sprzysiężenie” Stefana Kisielewskiego

Tekst można przeczytać na stronie bookznami.pl

.

.

(…) niezwykłość życia polega właśnie na tym, że pozornie nie ma w nim rzeczy niezwykłych (…)
.
Stefan Kisielewski, Sprzysiężenie, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 250.

..

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [01.05.2013]

Skandal! Pornografia! Rozrachunki z przedwojenną inteligencją i ostra krytyka kampanii wrześniowej. Debiutancka powieść Stefana Kisielewskiego, Sprzysiężenie (1946), wywołała falę oburzenia. Jakkolwiek nie wolno zapomnieć, że książce Kisiela od początku sprzyjał Czesław Miłosz, który pomógł znaleźć wydawcę i wspierał kompozytora w pracy literackiej. Trzeba przyznać, że perwersyjna ideologia (i ideologiczna perwersja) po blisko osiemdziesięciu latach prezentuje się nader… kusząco, wpisując się nie tyle w nurt literatury rozrachunkowej, ile kreacji literackiego świata w oparciu o paradoksalną i antynomiczną rzeczywistość.

Przeszłość-Teraźniejszość-Przyszłość

Pierwsza część Sprzysiężenia oscyluje wokół przeszłości. Zanurza się narrator w retrospektywnych obrazach dwudziestolecia międzywojennego, nakreśla punkt wyjścia – tytułowego spisku. Właściwie, gdyby spojrzeć wstecz wraz z Zygmuntem – głównym bohaterem powieści Kisiela, to były dwa sprzysiężenia. Oba karykaturalne, groteskowe, możliwe do zaakceptowania jedynie przez jednostki nazbyt intelektualnie rozbudzone. Jednakże o ile pierwszy spisek zdaje się do pewnego stopnia klarowny i jasny, o tyle drugi jest tajemnicą, chimerą, potwornym fantazmatem. Ale ad rem. W czasach szkolnych, wieku młodzieńczym, wyłonił się „klub geniuszy”, swobodnie rozwijała się intelektualno-artystyczna „trójprzyjaźń”, której trzonem była myśl głosząca, że twórczość to jedyny istotny cel życia. Tak stopniowo powstało sprzysiężenie przeciwko naturze trzech młodzieńców: literacko uzdolnionego Zygmunta, muzycznie utalentowanego Stefana oraz nieprzeniknionego „rzeźbiarza umysłu” Henryka. Ostatni z wymienionych, przy użyciu zręcznej dialektyki, wyłuszczył kolegom swoją ideę – przedłużenie młodości duszy, by wyrwać się spod jarzma natury (czyli schematycznego, mechanicznego działania). Utopijny pomysł o wyzwoleniu, eksperyment Henryka, doprowadził w końcu do kuriozalnej przysięgi: wyrzeczenia się kobiet w imię doskonalenia ducha twórczości i tym samym ucieczki spod podstępnego wpływu natury. Przysięga, co ciekawe, najbardziej będzie rzutować na życie Zygmunta, zatruwając niemalże każdą chwilę.

Tak na dobrą sprawę Zygmunt żyje w przeświadczeniu, że z niego zakpili. Stefan i Henryk. Że spiskowali za jego plecami, a teraz, gdy już trzydzieści lat ukończyli, zamierzają dokonać ostatecznego ciosu. Bo Zygmunt, niczym człowiek zaczarowany ideami Henryka, dotąd nie przeszedł pomyślnie inicjacji seksualnej, co zrodziło w nim frustrację. I potrzebę zakładania maski; nieustannego mistyfikowania i retuszowania własnego życiorysu. Kobiety stanowią temat drażliwy, gdyż Zygmunt jest „dzieckiem intelektu”, wychowanym bez matki, z dala od siostry, w męskim świecie, uwiązany chłopięcą przysięgą. Jakże zatem może swobodnie porozmawiać z kobietą-czarodziejką zmysłów, która za chwilę obnaży swoją nazbyt miałką inteligencję i rozwieje płonne marzenia o doskonałym spełnieniu? Dopiero Rosjanka, Tamara, przełamie falę niemocy. Pokaże drogę perwersyjnej przyjemności. Ale. Henryk pojawi się znów, by w porę przypomnieć swoją osobą o sprzysiężeniu sprzed lat (o wyrzeczeniu się kobiet), spisku stanowiącym jądro swoistej erotomanii Zygmunta. Impotencji psychicznej nie przełamią ani prostytutki, ani narzeczona Joanna, ani literatura pornograficzna, ani onanizm. Wyzwolenie przyniesie, p a r a d o k s a l n i e, wojna i wyjazd z Warszawy. Jakby to miasto zatruwało czyny Zygmunta, piętnując go mianem spiskowca przeciwko naturze. Dopiero kolejne inicjacje (seksualna, polityczno-ideologiczna, spiskowa, wojenna i inne) uwolnią bohatera od pędu ku śmierci, autodestrukcji i (auto)udręczenia. Początek wojny, p a r a d o k s a l n i e, stanie się zalążkiem prawdziwego życia Zygmunta.

Druga odsłona powieści to teraźniejszość, gdzie powoli wcielany w życie jest drugi spisek Henryka, tym razem na tyle ezoteryczny i niejasny, że Zygmunt go nie przeniknie. I właściwie nigdy nie dowie się prawdy. Opisywane kolejno przez Kisiela w tej części Sprzysiężenia osobowości (choćby sylwetki redaktora pisma, w którym pracuje Zygmunt, narzeczonego jego siostry Irki czy wreszcie – nie mniej demonicznego niż Henryk – kolejnego „uwodziciela dusz” Konstantego Lewandowskiego) oraz ich tyrady, monologi zbudowane na zasadzie paradoksów, a niejednokrotnie i sylogizmów czy sofizmatów, współkształtują wielopłaszczyznowość powieści Kisiela, przenosząc akcenty z walki przeciwko naturze (za pomocą wyrzeczenia się przyjemności) na sprawy polityki, społecznego zaangażowania, potencjału i efektu synergicznego. Intelektualne oracje, dobrze retorycznie zbudowane wypowiedzi bohaterów stanowią swego rodzaju opium – uwodzą i zaczadzają umysły nazbyt słabe, by były w stanie samodzielnie podjąć decyzję. Sprzysiężenie to osobliwa polifonia, ale nie kakofonia.

Trzecia część powieści jest przyszłością – ostrą krytyką kampanii wrześniowej (To już przecież nie było wojsko, to bałagan kierowany przez durniów i leniów [s. 468]), obnażeniem karykaturalności i groteskowości wojny (poprzez skontrastowanie przedwojennego patosu, zachłyśnięcia się projektowanym zwycięstwem z realnym zagrożeniem), Polski-domu wariatów, gdzie panuje zamęt, dezorientacja, pustka: Walka, heroizm, życie okopowe, marsze, dyscyplina, awanse, koleżeństwo, rozkoszne urlopy z frontu – wszystko to było najwidoczniej jakąś konwencjonalną bajką wobec tej, odartej z cienia uroku, wrogiej pustki, jaka oto prezentowała się uparcie oczom Zygmunta [s. 393]. Spora część inteligencji – z rządem na czele – ucieka, dezerteruje w obliczu niebezpieczeństwa. Tchórzliwość nie ominie i Zygmunta, chociaż uprzednio pragnął zasłużyć się w wojnie, by – p a r a d o k s a l n i e – zmazać z siebie piętno impotenta, bowiem męka psychiczna spowodowana wypadkami zewnętrznymi, choćby najtragiczniejszymi, mniej jest dotkliwa od męki psychicznej, którą powodują tylko nasze własne myśli i wyobrażenia [s. 350]. Kuriozalna motywacja Zygmunta idzie w parze z nie mniej zawiłymi i osobliwymi motywacjami pozostałych agitatorów na rzecz walki zbrojnej.

Paradoksy i antynomie

Wydanie Sprzysiężenia z 2012 roku zaopatrzone zostało we wstęp Michała Komara oraz posłowie autorstwa Ludwika Bohdana Grzeniewskiego. W obu tekstach czytelnik odnajdzie informacje o recepcji powieści Kisiela – fragmenty recenzji, felietonów, zapisków dziennikowych oraz… wiersz Gałczyńskiego poświęcony Sprzysiężeniu. Wśród wyimków pojawia się także fragment Rozrachunków inteligenckich Kazimierza Wyki, w którym padają znamienne słowa o paradoksach i antynomiach Sprzysiężenia.

Zasadniczo oba logiczne rozumowania można dostrzec na płaszczyznach: ideologii, sztuki, społecznych zachowań oraz czasoprzestrzenności (nie wspominając o kreacji bohaterów i aranżacji świata literackiego). Znamienne, że w polu artystycznym Kisiel sięgnie po dwa bieguny – sztuki semantycznej (ją reprezentować będzie właściwie tylko literatura) i asemantycznej (muzyka). Na płaszczyźnie czasoprzestrzenności dość ciekawie zaprezentuje się rozróżnienie między czasem literackim a czasem „rzeczywistego” życia. Paradoksy i antynomie w perspektywie społecznych zachowań i uwarunkowań rozpatrywać można począwszy od relacji między kobietami i mężczyznami, poprzez rozwarstwienie społeczne, skończywszy na ideologii i polityce. Mniej bądź bardziej ideologicznie ścierają się ze sobą stanowiska inteligenckie, komunistyczne, żydowskie, antysemickie, patriotyczne, nacjonalistyczne, konserwatywne, liberalne, antyniemieckie, proniemieckie – a i to nie wyczerpuje długiej listy postaw i światopoglądów. Niemalże każdy punkt widzenia otrzyma swojego piewcę oraz komplet argumentów.

Zygmunt całkiem słusznie zauważy, że polski patriotyzm, ów instynkt uczuć, na dobrą sprawę zasadza się w słowie, a nie w czynie i energii społecznej; stwierdzi: Co za dziwaczny, paradoksalny kraj, gdzie wszyscy w imię najdroższych haseł gonią za jałowymi złudzeniami i w dodatku wydaje im się, że tak jest w porządku; paradoks – lecz paradoks smutny [s. 225]. Analogicznie z polską tożsamością, ze zmaganiem się z polskością, bo być Polakiem, to znaczy nieustannie chcieć być czymś innym, niż się jest, dać się owiać wszystkim wiatrom z dalekich stron, nie przywiązywać się, pomimo pozorów nostalgii i tęsknoty, do zewnętrznych akcesoriów własnego życia: do ziemi, mienia, otoczenia materialnego – lecz właśnie gonić za chimerą, zniszczyć przeszłość (…) Polak – to taki, co skrycie marzy, aby nie być Polakiem – i przez to marzenie właśnie jest Polakiem na pewno i nigdy nim być nie przestanie [s. 283-284]. Trzonem Sprzysiężenia zdaje się jednak walka jednostki przeciwko masie (a i masa ustawia się w kontrze do jednostki, pragnąc ją pacyfikować poprzez akcesję… Niepostrzeżenie zbliżamy się do toku rozumowania Henryka, który w masie widziałby oręż natury). Nieustannie Kisiel konfrontuje poprzez Zygmunta „ja” z innymi i innych z „ja”. Ale „ja” jest innym, Niemiec jest innym, Polak, Żyd, katolik, ateista – to też inni. W wielości i różnorodności nie trudno o antynomiczność i paradoksalność. Ale to jest polskość, to przed czym uciekamy i czego zaakceptować nie potrafimy.

Sprzysiężenie zbudowane jest z wędrówek myśli (nie)poskromionych. Świat oglądany oczami Zygmunta nie jest monochromatyczny – wręcz przeciwnie, jego otwarty i dopiero się kształtujący umysł stanowi dobrą przestrzeń do ścierania się różnych światopoglądów. Przestrzeń Zygmunta to nie tylko środowisko inteligenckie, artystyczne i polityczne, oscyluje on także w orbitach przestrzeni żydowskiej oraz robotniczej. Wszystkie grupy są wewnętrznie sprzeczne, paradoksalnie zbudowane, posługują się specyficznym językiem i do pewnego stopnia oddziałują na bohatera. Zresztą na czytelniczą uwagę zasługuje konstrukcja Zygmunta (może i narratora?, wszak dominuje mowa pozornie zależna, brak wyrazistego narratora trzecioosobowego, wszystkowiedzącego) – jego nieco neurotyczna osobowość. Prześladuje go nieustanne wrażenie, że wszyscy czyhają tylko na jego pomyłkę, by obnażyć najczarniejsze sekrety duszy. Permanentnie musi grać, przybierać pozy, reżyserować, ale i być aktorem we własnym teatrze fantazji. Nawet związek z Joanną nie przynosi ukojenia – oboje mają odmienne gusty artystyczne, toteż w sferze sztuki nie odnajdują wspólnego języka, to zaś przyczynia się do pogłębienia rozczarowania Zygmunta. Kisiel wyposaży swojego bohatera w marzenia o niezniszczalności i – co się z tym wiąże – rojenia o zerwaniu absolutnej władzy czasu nad ludźmi. Bycie poza czasem umożliwi zatrzymanie nieustannego koła przemiany przyszłości w przeszłość, ofiarując upragnione „tu i teraz”, czyli teraźniejszość, w której chwycić można chwilę, by kontemplować ją, przyglądać się ze wszystkich stron. Dygresyjność (właściwie nieprzerwany strumień dygresji), liczne retrospekcje i reminiscencje aranżują czasoprzestrzeń centralnego bohatera. Zygmunt żyje w przeszłości i przyszłości. Nigdy nie udaje mu się być w teraźniejszości. Chociaż nie, może ten jeden moment, gdy dostępuje zaszczytu wtajemniczenia. Ale to już należy do innej opowieści.

Stefan Kisielewski w Sprzysiężeniu jest tyle literacko-powieściowym, ile eseistycznym, felietonowym i nieco muzycznym komentatorem rzeczywistości. Mnogość dookreśleń poszczególnych elementów rzeczywistości oraz uczuć głównego bohatera (porte-parole Kisiela), a jednocześnie zgrabnie skonstruowany wątek szpiegowsko-spiskowy, jakże świetnie wpisujący się w rewizję tradycji romantycznej (iście kordianowej), wielokrotnie złożone wypowiedzenia, czynią ze Sprzysiężenia intrygujący poemat (symfoniczny).

Stefan Kisielewski, Sprzysiężenie, wstęp M. Komar, posłowie L. Bohdan Grzeniewski, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

10 thoughts on “Paradoksy i antynomie. „Sprzysiężenie” Stefana Kisielewskiego

  1. przeczytałem recenzję z zapartym tchem – sam jestem zaskoczony, że aż tak mnie Kisiel zaciekawia. Zapewne jest to winą Recenzentki ;-). Ale współwinny i sam autor, bowiem cytaty z dzieła bardzo konkretnie ukazują jaka to jest książka. Chyba: niezwykle ciekawa, bardzo mądrze napisana.

    1. Kisiel autentycznie zaciekawia, ba! kusi. Czy raczej może zaciekawić/skusić. Zwłaszcza bardzo współczesnego czytelnika, takie odbiorcę najnowszej literatury.
      /Chociaż na polonistyce się go nie czyta ; ) Haha/
      Nie, nie – to wina autora, nie recenzentki-czytelniczki-interpretatorki (ale dziękuję!) xD
      Ciekawie i mądrze, bo można się z Kisielem spierać intelektualnie, toczyć boje słowno-ideologiczne, ale przy zachowaniu wielkiego szacunku.
      Zaskoczyła mnie ta książka. Momentami Kisiel jest w Sprzysiężeniu taki… witkacowski ; )

      1. witkacowski? Hmm… przyznam, że i mnie ta myśl krążyła między uszami, ale nie śmiałem jej artykułować tylko na podstawie recenzji ;-).

        Kisiel zaciekawia, ale nie wszystkie jego dokonania mnie tak zaintrygowały jak powyższe…

          1. dzięki za polecenie tego pana, kiedyś się pochwalimy naszym jego odbiorem… ale to za dłuższą chwilkę, podejrzewam ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s