Wtajemniczeni(e). Recenzja „Kalahari” Wojciecha Albińskiego

Tekst można przeczytać na stronie bookznami.pl

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [01.05.2013]

 

Afrykański kontynent, symboliczne miejsce spotkania „białego” z „czarnym”, inspiruje i przyciąga w dużej mierze tych, którzy upatrują w nim źródeł atawistycznej, nienasyconej przyjemności cielesnej, krwawych rytuałów, mistycznych doznań. Żądni przygód z pogranicza grzechu i świętości, wybierają się w głąb rozżarzonego lądu. Ale oczekiwania nie zostają spełnione. Iluzja pryska. Pozostaje bieda, głód, wyzysk, gwałt i przemoc. Tak, Kalahari Wojciecha Albińskiego nie tyle odziera Afrykę z mityczności i z conradowskiego jądra ciemności, ile zmusza do rewizji naszych wyobrażeń – tak by móc spojrzeć na Czarny Ląd bez uprzedzeń i bez wielkich oczekiwań.

Za debiutancki zbiór opowiadań Kalahari (2003) polski podróżnik Wojciech Albiński otrzymał Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza, książkę nominowano również do Nagrody NIKE. Wznowiona właśnie przez Wydawnictwo W.A.B. publikacja dzieli się na cztery części. Pierwsza oscyluje wokół wydarzeń związanych z tytułowym Kalahari, druga – z miasteczkiem Baluto, trzecią wypełniają sceny z Johannesburga. Najmocniejszym punktem jest wyodrębnione w tomie opowiadanie Kto z państwa popełnił ludobójstwo? W utworach Albińskiego pojawia się pozornie dwóch narratorów – pierwszoosobowy (porte-parole autora, mężczyzna bez imienia i nazwiska, geodeta) oraz trzecioosobowy (wnikliwy obserwator, acz lakoniczny komentator otaczającej go rzeczywistości – rejestruje i przekazuje, ale unika oceniania). Zdaje się, że o zdarzeniach rozgrywających się w przestrzeni afrykańskiej tak naprawdę opowiada jedna osoba – z rzadka się ujawnia, wyłącznie wtedy, gdy staje się jednym z bohaterów wydarzeń, najczęściej jednak skrywa się za maską wszechwiedzącego opowiadacza i przybliża losy innych, mniej lub bardziej przygodnych mieszkańców Afryki, samemu przebywając w bezpiecznym cieniu zaimków.

Na pierwszą odsłonę tomu składa się pięć opowieści, prezentujących pięć perspektyw, z których można patrzeć na Afrykę: wrośnięcie „białego” w przestrzeń kontra przepytywanie miejscowych (co niby oczywiste, korzystniejszą opcją są rozmowy zamiast wywiadów), przestępczość (handel bronią i diamentami, wymuszenia, gwałty), choroby (zmagania medycyny z zabobonami i wierzeniami), wolontariaty (połączone z pseudoromantycznymi eskapadami „białych” w poszukiwaniu filmowych krajobrazów) oraz krwawe walki między plemionami. Inny – ten, który wchodzi w głąb Afryki – musi być nieustannie czujny i spostrzegawczy. W trawie, w mroku skrywa się drugi Inny (przeważnie człowiek, ale i równie dobrze zwierzę), nierzadko niebezpieczny, czyhający na moment nieuwagi. Napięcie wzrasta – rośnie tym samym wrażliwość na każdy impuls, gest, słowo. Osaczenie i permanentne skupienie doprowadzają Innego-przybysza do rozdrażnienia, irytacji. Pobyt w buszu to utrata dziecięcości ludzi z Europy, odarcie z niewinności, onirycznych olśnień dziewiczością przyrody. Tu następuje prawdziwa inicjacja w dojrzałość – wtajemniczenie w ciemność, grzeszność, pierwotność. W rzeczywistość.

Kolejne dwie części – Droga do Baluto oraz Światła Johannesburga – przynoszą świetne portrety przyjezdnych, najczęściej białych. Partykularne interesy wiodą prym, rzekoma pomoc w modernizacji i rozwoju Afryki jest jedynie pretekstem, doskonałym usprawiedliwieniem obecności na Czarnym Lądzie. Narrator wyznacza ostrą granicę między miastem a buszem. Miasto jest światłem, hotelami (luksusowymi dla „białych”, wytwarzającymi złudne poczucie bezpieczeństwa), niekiedy kakofonicznym karnawałem ulicy z ponętnymi kobietami na czele – wszystko to stanowi substytut „normalności” w europejsko-amerykańskim pojęciu. Miasto musi być odgrodzone od dziczy nie tylko świetlistą linią, ale i ogrodzeniem z siatki. Mrok czai się w buszu, czyli w nieznanym, zamazanym, niewyraźnym. Stąd się ucieka, nie oglądając się za siebie. Ten kontrast wykorzystuje Albiński do zbudowania (literacko wyśmienitych) paralelnych portretów „białych” i „czarnych” uwikłanych we wspólne interesy. Nierzadko bowiem dwóch tubylców postanawia skorzystać z oferty biznesowej dwóch przyjezdnych przedstawicieli jaśnie oświeconej Europy – obie pary niczym debel, tyleż tenisowy, ile szachowy, zwodzą się nawzajem, karmiąc iluzjami. Analogicznie ze światem kobiet (i „białych”, i „czarnych”), prezentowanym przez narratora-obserwatora w kilku opowieściach – tu jednak gra jest bardziej wyrafinowana, a ułuda im piękniejsza, tym zdradliwsza.

Kto z państwa popełnił ludobójstwo? – finałowe opowiadanie (i zarazem odrębna część zbioru) – bezwzględnie pyta o istotę człowieczeństwa. Lekarz Pierre wraz z żoną Klarysą (Afrykanką) powracają do miejscowości Lobo, gdzie niedawno miała miejsce rzeź Wabu dokonana przez plemię Xabu. Konfrontacja z przeszłością dla obojga okaże się przymusową redefinicją siebie, swojej tożsamości i przynależności. Hipokryzja i poprawność polityczna „białych”, którzy w mieście Lobo zjawiają się już po masakrze, by osądzić morderców (uprzednio bowiem uciekali w popłochu do Europy i Ameryki), boli chyba najbardziej. Jest niezagojoną raną. Mentalność dwóch stron – tubylców i przyjezdnych – wzajemnie się uzupełnia w tych miejscach, gdzie to konieczne, by zaistniały skuteczne mechanizmy wyparcia. Jeśli winowajca „uczciwie” przyznaje się do morderstw, ale znacznie zaniży liczbę ofiar (wszak one już się nie mogą bronić, nikt o nich nie pamięta, bo ich imiona wymazano z afrykańskiej ziemi, a bezpośredni świadkowie są [sic!] nierzadko stronniczy), to należy mu się względnie lżejszy wymiar kary niż gdyby zaklinał się, że nie zabił nikogo. Zwłaszcza w tym opowiadaniu uderza chłód narratora, jego dystans, niechęć do oceny i moralizowania.

Większość utworów z tomu Kalahari Wojciecha Albińskiego wywołuje u odbiorcy wrażenie, że czyta reportaże ubrane w kostium opowiadań, scenek i kadrów z życia – bez wyraźnego początku, przerwanych w połowie, jakby ukradkiem, niedyskretnie podejrzanych i podsłuchanych. Niepostrzeżenie czytelnik zaczyna się zastanawiać, na ile przedstawione wydarzenia są autentycznym zapisem, nieco tylko literacko uformowanym, a na ile w całości fikcjonalną kreacją przestrzeni afrykańskiej. Udany debiut. A literacki talent Albińskiego potwierdzają kolejne jego zbiory opowiadań, choćby Soweto – my love.

Wojciech Albiński, Kalahari, W.A.B., Warszawa 2012.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

18 thoughts on “Wtajemniczeni(e). Recenzja „Kalahari” Wojciecha Albińskiego

  1. Tę książkę na pewno przeczytam, bo po pierwsze kiedyś zajmowałam się tematem Afryki w literaturze, po drugie jestem najzwyczajniej w świecie ciekawa, bo z pewnością to opowieść o innym kontynencie, o innej kulturze – a to mnie fascynuje.

    Uściski!

      1. Tą Afryką reportażową, ale w sumie w sztuce – polecam obejrzeć fotografie Arkady’ego Fiedlera z Madagaskaru – chyba są nawet zebrane w jedno miejsce w Internecie. Coś cudownego. Choć w Afryce-Afryce nie miałam okazji być, odwiedziłam tylko Egipt, to Kenia to takie moje mini-marzenie.

        1. A, rozumiem. Dziękuję! Chyba są te zdjęcia w wirtualnym muzeum Fiedlera, może też w innym miejscu. No tak, Egipt z naszej perspektywy to nie taka „Afryka-Afryka” (afrykańska Afryka? ; )). Ciekawy wybór – Kenia. Mam nadzieję, że kiedyś tam pojedziesz xD

  2. mnie Afryka jakoś umyka z kręgu fascynacji
    gdybym miał zwiedzać Czarny Ląd, to bezsprzecznie zacząłbym od RPA – i zgodzę się, że Egipt to żadna Afryka ;-)

    1. Onibe, zgadzam się, RPA na początek jest idealne; dużo do zobaczenia, świetny klimat, słońce no i dobre przygotowanie przed podróżą do „prawdziwej” Afryki, w głąb lądu

      1. tak więc kiedyś trzeba będzie zobaczyć z bliska Górę Stołową a i podobno w okolicznych wodach jest sporo rekinów tygrysich, więc dla nurka też frajda ;-)

    2. Mnie Afryka odpycha i przyciąga, odpycha i przyciąga. Nie wiem, bliżej moim fascynacjom do Dalekiego Wschodu, no ale każdy szuka czegoś innego – i bardzo dobrze.
      Czemu od RPA?
      Haha, radykalnie – „żadna Afryka”

      1. Egipt się spauperyzował – zrobił się z niego aneks turystyczny dla Europy. Pamiętam jak byłem tam pierwszy raz, w Dahab, wcale nie tak dawno, bo pewnie z 5-6 lat temu. Na nurkowania, do miasta, na zakupy itd wożono nas zdezelowanymi dżipami, a zdrowo postrzeleni kierowcy (pewnie bez prawa jazdy) ścigali się po pustyni, parokrotnie niemal doprowadzając do wypadków. Nigdy nie bawiłem się tak dobrze. A każdy kolejny wypad do Egiptu to już klimatyzowany busik i obowiązkowy polar, aby nie zmarznąć (!!!) i nie przeziębić się (!!!) w autobusach i hotelach. Ostatnio powiedziałem sobie, że mam tego dosyć i dopóki mnie zew nurkowania nie przyciśnie, nie ruszam się tam ;-). Stąd właśnie: „żadna Afryka”.

  3. Luizo,
    To już chyba druga recenzja na blogu książki Wojciecha Albińskiego?
    Ja ciągle, notorycznie, zdecydowanie i prawie wyłącznie sięgam po reportaże jeśli chodzi o Afrykę. Ten tytuł Albińskiego przyznam, że naprawdę w Twojej recenzji to zapowiedź dobrej książki. Kusisz Luizo, kusisz:;) W tym momencie akurat skupiłam się na Australii i Chinach więc czasu nie mam za wiele na co innego, ale nazwisko mam w pamięci i na pewno sięgnę.

    1. Tak, druga, Alicjo.
      Ale Albiński jest momentami bardzo „reportażowy”. Polecam! (jeśli będziesz miała czas i okazję)
      Czytałaś Stanisławską? Jestem ciekawa, co sądzisz o jej reportażach.
      Australia? No właśnie, czy ja coś z ich literatury czytałam? Haha ; )

      1. Na pewno sięgnę po Albińskiego. A co do Stanisławskiej, od września będę rozbudowywała dział literatura na BSJC więc jak chcesz mogę tam zamieścić komentarz np. do „Rondo de Gaulle’a.
        A o Australii to polecam poczytać miejscowe opowieści o ich czarnych bohaterach, naprawdę ciekawe historie.

          1. Nie, nie mitologia. Proponuję Ci poczytać np. o sławnych australijskich bushrangersach, czyli takich rozbójnikach, czarnych charakterach, którzy z różnych powodów zapisali się na kartach australijskiej historii. W ogóle wiele znanych australijskich historii to coś na granicy grozy i śmiechu.
            Dwugłos? Co masz na myśli….?;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s