Samotna podróż przez czas. I przestrzeń. Kilka myśli o „Czterech życiach wierzby” Shan Sy

Może walczyłem we śnie, o sen? Bo przecież świat, zobojętniały, dalej trwa.*

Cztery życia wierzby francuskiej pisarki i malarki chińskiego pochodzenia Yan Ni, publikującej pod pseudonimem Shan Sa (1972), to tyleż zbiorek czterech autonomicznych opowiadań, ile jedna opowieść rozpisana (czy raczej rozrysowana) na cztery szkice, miniaturki połączone tytułową wierzbą. Innymi słowy, każda kolejna odsłona utworu Shan Sy prezentuje następne wcielenie wierzby. A że literacka roślina posiada bliźniacze rodzeństwo, sprawa komplikuje się znacznie, bo autorka tym samym dość swobodnie może wprowadzić nie tylko motyw bliźniąt (nie wspominając o rozbudowanej symbolice wierzby w kulturze zarówno chińskiej, jak i europejskiej**), ale przede wszystkim wątek połączenia dwóch przeznaczonych sobie istot, przerywający ograniczenia czasoprzestrzenne. Może i brzmi nieco trywialnie czy nawet patetycznie, jakkolwiek w całości prezentuje się interesująco i zaskakująco dobrze.

Lekko, przezroczyście (okładka polskiego wydania utrzymana w tonacji biało-niebieskiej jest dobrym wyborem – głównie takie, deszczowe kolory ewokuje opowieść francuskiej pisarki), z drobnym odcieniem poetyckiej ascetyczności, szkicuje Shan Sa powiastkę o Czong Yangu, który jako dziecko zasadził niedaleko swojego domu wierzby. Później został zmuszony je porzucić, lecz one nie zapomniały o swoim dobroczyńcy. Nie jest jednak tak, że to od czynu Czong Yanga rozpoczęła się cała historia – opowieść o nim stanowi jedynie fragmencik całego zwoju i promieniować będzie na kolejne odsłony wierzbowej historii. W drugim szkicu bowiem pojawią się syjamskie bliźnięta, jakkolwiek różnej płci, Chunning i Chunyi; w trzecim przeniesiemy się do Chin połowy lat 60. XX wieku, gdy w środku kampanii przeciwko wrogom szesnastoletni Wen zakocha się w dziewczynie o „burżuazyjnym” imieniu Wierzba. Naszą podróż przez wycinek wierzbowej czasoprzestrzeń zakończy miniaturka o produkującej wyroby kosmetyczne Ajing, mieszkance współczesnego Pekinu. Kobieta we śnie ujrzy fragmencik jednego ze swoich poprzednich wcieleń.

Marzenie spełnione to marzenie, którego już nie ma.***

Warto zwrócić uwagę na symetryczności pojawiające się w obrębie narracji, w strukturze następujących po sobie odsłon opowieści o wierzbach. Podążmy za kilkoma z nich. O ile w pierwszej i ostatniej miniaturce pojawia się narrator trzecioosobowy (co znamienne i dla zamierzchłych czasów, kiedy opowiadacz prezentował niezwykłe, mityczno-baśniowe opowieści; i dla współczesności, w której brak czasu oraz miejsca na autorefleksyjną narrację, zastępowaną nieustannie cudzym monologiem-bełkotem), o tyle w dwóch pozostałych obrazkach mamy kolejno narratorkę i narratora (yin i yang?). Wątki baśniowe, mityczne i magiczne zjawiają się właściwie najpełniej jedynie w pierwszym szkicu, w ostatnim zaś – pod postacią snu (co charakterystyczne i typowe dla współczesności – jedyną magiczność dostrzegamy tylko we śnie, rzadziej w literaturze, o pozostałych przejawach artystycznego zmysłu nie wspominając). Natomiast bohaterowie drugiej i trzeciej odsłony opowieści próbują uciec od magiczności, dryfując między strachem przed posądzeniem o wiarę w zabobony a autentycznym, pierwotnym poddaniem się fascynującym i kuszącym swoją niezwykłością opowiastkom-snom.

Co ciekawe, w pierwszych dwóch odsłonach historii wierzby są rodzeństwem, w trzecim szkicu – kochankami, w czwartym zaś – wierzba dryfuje samotnie w zunifikowanym świecie osamotnionych jednostek. Zawsze jednak wierzby zostają rozdzielone przez coś bądź kogoś; nie dane im wspólne życie i radość. Szybko przynoszą cierpienie i śmierć, a w efekcie odrodzenie w innym czasie i pozornie innej przestrzeni (pozornie, bo pod względem geograficznym i fizycznym to wciąż Chiny; w sensie pozazmysłowym – przestrzeń będzie, co zrozumiałe, zmienna i nietrwała). We wszystkich obrazkach, wyimkach z wielkiego zwoju zaprezentowanego przez Shan Sę, dominuje motyw podróży. Już sama decyzja o wyprawie uruchamia lawinę wypadków, prowadzących do nie tyle objawienia, ile ujawnienia, odsłonięcia pewnych fragmentów przeszłego życia bohaterów. Wiedza nie przynosi wyzwolenia, bo przychodzi za późno. Cyklu nie można zatrzymać (tak szybko i tak łatwo).

Cztery życia wierzby Shan Sy przypominają kalejdoskopowy obrazek – czarujący, ale ulotny i kruchy. Jak liść na wietrze albo stary, pożółkły szkic wykonany cieniutkim piórkiem.**** Interesująca próbka pisarstwa francuskiej artystki – podążanie za wierzbą przyniosło mi więcej czytelniczej satysfakcji niż przemierzanie drogi nagiej cytry.

——————
* Shan Sa, Cztery życia wierzby, przeł. Krystyna Sławińska, Muza, Warszawa 2004, s. 125.
** Ot, na przykład w Słowniku symboli Władysława Kopalińskiego czytamy, że wierzba symbolizuje między innymi porzuconą kochankę, rozczarowanie, tęsknotę czy śmierć. Zob. W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 2001, s. 464-466. Zainteresowani motywem bliźniąt czy samej wierzby odnajdą potrzebne dla siebie (podczas lektury i po jej zakończeniu) konteksty. A czy z zamysłem, czy nieświadomie Shan Sa wprowadza takie wątki, trudno ocenić jednoznacznie.
*** Shan Sa, dz. cyt., s. 26.
**** Pozostając w konwencji – aż by się chciało dodać, że ów szkic jest w gruncie rzeczy… palimpsestem. Ale nie. Lepiej tego nie dopowiadać.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

10 thoughts on “Samotna podróż przez czas. I przestrzeń. Kilka myśli o „Czterech życiach wierzby” Shan Sy

  1. Po powrocie z Japonii zamknę się w pokoju i będę przez 3 miesiące nadrabiała czytelnicze zaległości :P. A, no i przy okazji zbankrutuję. Brzmi bardzo ciekawie, chciałabym przeczytać… :)

    1. Hehe, 3 miesiące sobie dajesz? xD
      Chyba że trafisz na bibliotekę/biblioteki, w której/których dostępne będę poszukiwane przez Ciebie książki – wtedy bankructwo przeciągnie się w czasie ; )
      Mam nadzieję, że kiedyś przeczytasz (i się podzielisz wrażeniami, o!).

  2. czytając powyżej o wierzbach (bardzo ciekawy motyw, skądinąd) przyszło mi do głowy skojarzenie z pewną powieścią, którą zaliczyłem dawno temu, a mianowicie z „Latami ryżu i soli”. Rzecz to była bardziej fabularna, ale opowieść rozciągnięta była na setki lat a bohaterami były kolejne inkarnacje tych samych postaci, złączone na wieczność więzami przeznaczenia. Odradzali się w różnych konfiguracjach (tzn. relacjach wróg-przyjaciel) i w różnych konfiguracjach kończyli dane wcielenia. Wiem, że to nie ten kaliber, ale nie mogę powstrzymać tego skojarzenia ;-)

    1. Tak, motyw wierzb jest interesujący. Aż by się chciało przeczytać książkę, w której został świetnie wykorzystany potencjał tego motywu.
      Ciekawe skojarzenie. Nie znam tej książki, ale google mi mówią, że to raczej SF – czy tak?

      1. coś w tym stylu, aczkolwiek jest to kategoryzacja wtórna w tym przypadku, bo wszelkie historie alternatywne są zaliczane do science fiction i tak jak „Lata ryżu i soli” nie muszą spełniać już innych kryteriów gatunku. Moim zdaniem najlepiej uznać, że jest to po prostu wariacja na temat historii, w której Europa nie odegrała swojej roli. Na Gildii wisi nawet gdzieś nasza recka, gdybyś była ciekawa… acz sam już nie pamiętam, jakie tam głupoty popisaliśmy ;-).

  3. Mam wszystkie jej książki po polsku. Ale jakoś mnie chyba nie rzucają na kolana. I przez tę też ledwo przebrnęłam, a czytając Twoją recenzję, to się nawet ciekawa wydaje :P

    1. Oooo, znasz jej inne książki wydane po polsku. Ciekawie.

      Cztery życia wierzby czytało mi się nawet dobrze, ale to dlatego, że po rozczarowaniu Nagą cytrą obniżyłam wymagania i oczekiwania wobec książek Shan Sy ; )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s