Palimpsestowe miasto. O „Harukim Murakamim i jego Tokio. Przewodniku nie tylko literackim” Anny Zielińskiej-Elliott

W Harukim Murakamim i jego Tokio. Przewodniku nie tylko literackim Annie Zielińskiej-Elliott, japonistce, tłumaczce między innymi utworów Murakamiego, w zasadzie udaje się to, czego brakuje w wielu książkach „okołojapońskich”, a mianowicie próba uchwycenia klimatu wybranych elementów tokijskiej przestrzeni bez posługiwania się kategoriami takimi jak: „gaijin”, „dziwactwo”, „egzotyka”. Oczywiście, nie pozostaje bez wpływu wybór formy publikacji – przewodnik stwarza inne możliwości niż reportaż czy subiektywne wrażenia z pobytu w innym kraju albo quasi-eseje. Tokio wyłaniające się z przewodnika Zielińskiej-Elliott jest miastem palimsestowym, zapisywanym i nadpisywanym przez Japończyków. Przy czym owo nadbudowywanie (charakterystyczne przecież dla wszystkich miejsc na świecie) przeprowadzane jest dynamicznie, energicznie. Innymi słowy, o ile na przykład w europejskich metropoliach zmiany zachodzą stopniowo, wręcz leniwie, o tyle w Tokio nieustannie przestawiane są poszczególne elementy, co sprawia wrażenie chaosu niekontrolowanego i tworzy ze stolicy Kraju Wschodzącego Słońca miasto eklektyczne.*

Tytuł Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki odsłania przed czytelnikiem zamysł publikacji. W kilku jedynie słowach wstępu pisze Zielińska-Elliott o genezie pomysłu na książkę. Ponownie tak silnie zaznaczona postać autorki pojawi się w epilogu (dlaczego wybrano wyraz „epilog”, pozostaje zagadką) – słowie zamykającym dziesięć wypraw po różnych rejonach i dzielnicach Tokio. Przewodnikiem wędrówko-włóczęgi po stolicy Japonii jest bowiem obserwatorka, podróżniczko-spacerowiczka, eksploratorka przestrzeni, a nie gaijinka poszukująca sensacji. Anna Zielińska-Elliott zwiedza miejsca związane z Murakamim oraz jego bohaterami na takich samych prawach, jak dociekliwi czytelnicy poszukują mniej lub bardziej charakterystycznych elementów topograficznych miasta związanych na przykład z Lalką Bolesława Prusa (Warszawa) czy Ulissesem Jamesa Joyce’a (Dublin) – by pospacerować (nie tylko literackim) szlakiem wytyczonym przez twórców i spojrzeć na ich dzieła z innej perspektywy. Co jasne, na obrzeżach wyprawy pozostaje chęć zagłębienia się w prywatnych wspomnieniach, przyjrzenia się minionym wydarzeniom z życia osobistego (do czego japonistka przyznaje się w epilogu), aby wskrzesić chociaż na moment atmosferę tamtego czasu. Ot, trochę nostalgicznie. Jak w prozie Murakamiego.

W przewodniku Zielińskiej-Elliott nie mogło zabraknąć adresów (w tym i internetowych), godzin otwarcia oraz (ewentualnych) cen biletów wstępu do konkretnych muzeów, klubów, kawiarni, restauracji, parków czy ogrodów. Całkiem przyjemna, lekka i niespieszna narracja, uzupełniona została cytatami z utworów Murakamiego (literaturą i fikcjonalną, i autobiograficzną – także tą nieprzetłumaczoną na język polski, eseistyczno-wspomnieniową) oraz interesującymi zdjęciami (szkoda, że ich nie podpisano; część z nich powstała chyba w 2007 roku, bo takie daty pojawiają się na szyldach-reklamach; a na kilku fotografiach można zobaczyć odbicie autorki zdjęć w szybie sklepu). Zielińska-Elliott umiejętnie wplotła w swoją opowieść informacje dotyczące nie tylko życia i twórczości Murakamiego, ale także wybranych wydarzeń historycznych, subtelnie kierując uwagę odbiorcy na inne, „pozamurakamiowe” ścieżki (w) Tokio.

Każdy z dziesięciu rozdziałów-spacerów kończy jedno pytanie czytelnika skierowane do Murakamiego oraz minifelieton(ik) poświęcony wybranemu aspektowi Tokio (kolejno będą to: ulice i adresy; pociągi, metro, autobusy; makaron; sklepy całodobowe; kawiarnie; restauracje; automaty; domy towarowe; stojaki na parasole, kapcie, toalety; pasaż handlowy). Książkę zamyka bibliografia dzieł cytowanych przez Annę Zielińską-Elliott. Warto zwrócić uwagę na wewnętrzną stronę tylnej okładki** – rozrysowano tam linię Yamanote (linia pociągowa) oraz linie metra; a na skrzydełku znajduje się ranking (czyjego autorstwa – tego nie podano) dziesięciu związanych z Murakamim miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć, przebywając w Tokio.

Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki – swego rodzaju dopowiedzenie do literackiego świata japońskiego pisarza (całkiem przyjemne i użyteczne uzupełnienie powieści oraz opowiadań Murakamiego) – jest publikacją właściwie nie tylko dla czytelników zafascynowanych twórczością autora Przygody z owcą, ale i dla osób zainteresowanych tokijską przestrzenią uchwyconą wczoraj, przed kolejnymi zmianami, które nastąpią jutro. Niewątpliwie ciekawym eksperymentem byłoby wybranie się na spacery za rok, zgodnie z trasami wyznaczonymi przez autorkę.

——————
* Anna Zielińska-Elliott wspomina na przykład o planowanym otwarciu najwyższej wieży na świecie, Tokyo SkyTree, i rzeczywiście, już od dwudziestego drugiego maja 2012 można ją podziwiać. Zob.: http://www.tokyo-skytree.jp/en/.
** Ksiązka jest pięknie wydana (nie będę wytykać literówek) – na kredowym papierze, z licznymi fotografiami dobrej jakości (pomijam „artystyczność” niektórych ujęć), cytatami wyróżnionymi innym (niż narracja autorki) kolorem. A, i muszę wyrazić swój zachwyt okładką – śliczna jest, o!

Anna Zielińska-Elliott, Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki, Muza, Warszawa 2012.

Autor: Luiza Stachura

Advertisements

22 thoughts on “Palimpsestowe miasto. O „Harukim Murakamim i jego Tokio. Przewodniku nie tylko literackim” Anny Zielińskiej-Elliott

  1. Miałam w rękach ten tytuł, ale jeszcze nie zdążyłam go przeczytać. Pozycja wydaje mi się być ciekawa, ale „osądzę” ją tuż po lekturze. PozdrawiaM

      1. Na pewno na BSJC wrzucę komentarz. W tym momencie jestem na „Bajkach chińskich, czyli 108 opowieści dziwnej treści dla dorosłych”, ale tego nie da się czytać ciągiem, wiec jeszcze lektura trochę potrwa oraz piszę komentarz do „Opowieści o dwóch siostrach”, który chcę wreszcie napisać. Swoją drogą widziałaś ten film?

        1. Świetnie.
          Oooo, zainteresowały mnie wspomniane przez Ciebie „Bajki chińskie”. Przegapiłam tę książkę – ale poszukam.
          Tak, oglądałam ten film, jednakże… poczekam, aż napiszesz komentarz/recenzję i wtedy się wypowiem xD”’

          1. Owe „Bajki chińskie…” to z mojego punktu widzenia bardzo ciekawy tytuł. Ciekawy chociażby z tego względu, że wiele z tych opowieści pamiętam z dzieciństwa i w trakcie ich lektury staram się wyłowić z pamięci okoliczności, w jakich je poznawałam. Tylko tak, jak wcześniej napisałam, czytam to powoli, partiami, żeby „coś wynieść” z tych historii.
            A komentarz do „Opowieści o dwóch siostrach” niebawem więc z chęcią dowiem się jak zapatrujesz się na ten tytuł;-)

  2. Ja się obawiałam, że jak książka się ukaże na polskim rynku, na wszystkich blogach zobaczę peany i wulkany zachwytów. Dlatego zainteresowanie książką odłożyłam na dalekie potem. Zresztą niedawno zauważyłam, że moja sympatia do pana M. nieco osłabła. Dobrze, że u Ciebie nie znalazłam tych pisków, achów i ochów, bo kompletnie zwątpiłabym w sens kupowania tej książki. A tak, kusi ona, choćby obejrzeniem fotek i podczytaniem w księgarni. :)

    1. Też się tego obawiałam, ale – szczerze mówiąc – jakoś wysypu „recenzji” tego przewodnika na blogach nie widzę. Czyżby zmęczenie Murakamim? ; )
      Tak, czytałam u Ciebie o Przygodzie z owcą. Hm, ciekawa jestem, jak byś odebrała jego autobiograficzne szkice, eseje itd. (co prawda, po polsku tylko jedna książka jest… szkoda) i czy one by nie utwierdziły Cię w przekonaniu, że Murakami jest pisarzem dla Ciebie/nie jest pisarzem dla Ciebie, na takim etapie życia, na jakim obecnie jesteś.
      Przewodnik pani Zielińskiej-Elliott to bardzo przyjemna publikacja. Sądzę, że każdy odbierze ją w zależności od nastawienia albo bardzo krytycznie (bo tego czy tamtego brakuje), albo pozytywnie (bo jest to jednak jakaś cząstka o Tokio – zwykłym mieście zwykłych ludzi, a w tej „zwykłości” kryje się często niezwykłość na co dzień niezauważana).
      Hehe, przyjemnego podczytywania i podglądania.

  3. Pewnie wysypu recenzji nie ma, bo wszyscy podchodzą z bliżej niesprecyzowanym dystansem. Jak np. ja. Chociaż nie mogę powiedzieć, dlaczego, bo akurat panią Zielińską-Elliott lubię.
    Czyli polecasz?

    1. Hm, gdyby się nastawiać na książkę o Tokio, to każdy się rozczaruje. Bo publikacja pani Zielińskiej-Elliott to przewodnik po wybranych miejscach związanych z Murakamim. I tytuł całkiem dobrze oddaje zawartość. Szczerze mówiąc, mnie w wielu momentach ta publikacja za-czarowała, przyciągnęła – to zwykłe Tokio, bez sensacji, bez cosplayerów, bez m&a, a takie magnetyczne, ze specyficznym klimatem (trudnym dla mnie do wyrażenia w słowach).
      Polecam tym, którzy lubią/cenią twórczość Murakamiego (ale świadomie, czyli nie na zasadzie „wszyscy czytają, to ja też”/”wszyscy lubią, to ja też”). W dalszej kolejność – osobom zainteresowanym Japonią (jako ciekawostkę, dopisek, dodatek, uzupełnienie itd.). Ale nie jest to książka dla ktoś, kogo Japonia ani ziębi, ani grzeje. Przede wszystkim dlatego, że nie jest to książka podróżnicza, eseistyczna, wspomnieniowa (i pewnie to jest składową wspomnianego przez Ciebie „bliżej niesprecyzowanego dystansu”).

      1. Ja osobiście uważam, że Murakami ma świetny marketing, bo właściwie jego książki nie są aż tak porywające jak np. „Kobieta z wydm”. Przeczytałam większość, bo wypada, ale tylko „Przygoda z owcą” mi się podobała. Reszta to taka łatwa rozrywka na lato, czy coś. Ale moja opinia w tym zakresie nie musi być wyznacznikiem. I chyba stąd ten „dystans”.
        W sumie do Tokio raczej nie pojadę, bo za drogo i za daleko od naszego domu… I tegoroczne odwiedziny u rodzinki skończą się najdalej na północnym Kansai. Jakoś mnie nie ciągnie na północ – może tu popełniam błąd, ale mentalność tokijczyków jest jakaś inna.

        1. Murakami ma dobrą promocję, to prawda. I chyba nawet wypłynął na fali powracającej mody na Japonię. Tak mi się zdaje, chociaż nie jestem w stanie uchwycić tego momentu, kiedy w Europie czy w Polsce tak gwałtownie wzrosła jego popularność. O Japonii nie mówię. Zresztą on jest pisarzem popularnym (w znaczeniu: tworzy literaturę popularną, nie wybitną), a na przykład Abe już niekoniecznie – jego literatura jest ambitniejsza, stawia więcej wyzwań czytelnikom (przynajmniej tak jest w przypadku tego, co czytałam jego autorstwa), ale też powstawała w innych czasach, z innych inspiracji i motywacji. Hm.
          Rozrywka (nie tylko na lato, w ziemie też się go dobrze czyta xD) – otóż to. I ten przewodnik też jest takim przyjemnym akcentem, nostalgicznymi spacerami po Tokio zwyczajno-magicznymi.
          A, rozumiem xD Nie, nie sądzę, byś popełniała błąd. W każdym chyba państwie mentalność mieszkańców poszczególnych rejonów, miast, miejscowości, wsi różni się często znacząco – jedna jest zbieżna z naszą, inna nie. Jeśli jednak kiedyś staniesz się (dobrowolnie czy nie) „turystką w Tokio”, to będzie zapewne zupełnie inne doświadczenie, które albo Cię utwierdzi w obecnym przekonaniu, albo zminimalizuje „dystans”. Ciekawe.

  4. Boom się zaczął na Norweegian Wood, który bił rekordy na światowych listach bestsellerów i to dlatego u nas miał super promocję i rzeczywiście to był strzał w 10. Bo nie była to smętna podróż przez tradycyjną Japonię, których jest całkiem sporo.

    No i jasne, że literatura popularna, ale chodzą bardzo głośne słuchy, że będzie pan Murakami nominowany do Nobla, a to już lekka przesada. No ale jak sama nazwa wskazuje – lit. popularna, to popularna. A u nas Japonia się dobrze sprzedaje, więc wiele osób z tego korzysta. Przewodnik naukowy po Japonii nie będzie się cieszyć nawet uznaniem, poza wąskim gronem odbiorców, ale humorystyczne przygody z podróży bądź życia w Japonii już tak.

    W Japonii jest bardzo popularny, bo pisze o prostym człowieku, prostym językiem, w sposób bardzo otwarty jak na japońskie standardy. I tak np. kuzyn Japończyka się zaczytuje we wszystkich powieściach i uważa, że naprawdę przemawiają do jego wyobraźni. Wiesz, jakby Ci pół życia kazali czytać smęty jak: „Nadobna Paskwalina”, czy „Nad Niemnem”, to potem taki przeskok to niemal mistyczne uczucie. Pewnie nie dotyczy to wszystkich Japończyków, ale znaczącej części. :D

    1. Tak, o tym wpływie Norwegian Wood na światową recepcję Murakamiego (i chyba japońską poniekąd też) wiem. Ale w Polsce? W latach 90. XX wieku pojawiła się Przygoda z owcą w ramach „Biblioteki Japońskiej” (później wydano w tej serii też samo Koniec Świata), a w 2003 roku pojawiły się ponownie jego książki (przy czym dużo słabsze na tle pozostałych jego utworów – Sputnik… i Na południe…). Norwegian… wydano dopiero w 2006 roku w Polsce. I to mnie zastanawia. Szczerze mówiąc – pamiętam dość dobrą kampanię reklamową Wszystkie boże dzieci tańczą też z 2006 roku, ale nie Norwegian… (może to kwestia tego, na jakim etapie życia byłam, więc pewnie było tak, jak piszesz).

      Wiem, że chodzą takie słuchy, ale mam nadzieję, że Nobla nie dostanie (chociaż… różnie bywa z nagrodami, nie tylko literackimi…). U nas nie tylko Japonia się dobrze sprzedaje – od jakiegoś czasu Chiny również. Mniej Korea, ale już prawie dobija do poziomu sprzedaży Chin.
      Przewodniki naukowe zawsze będą dla niszowego odbiorcy (i chyba dobrze), dlatego większość wydawców i autorów przechodzi na poziom „masowy” i produkuje wspomnieniowe, (niekoniecznie) żartobliwe historyki z własnego życia w „egzotycznym” kraju. O dziwo, to się świetnie sprzedaje. Bo, z całym szacunkiem, ale cudze życie (osoby mi nieznanej w rzeczywistości) w innym kraju średnio mnie interesuje (żeby nie powiedzieć – w ogóle). No cóż.

      A kuzyn Japończyka jest w jakim wieku? – że się tak niedyskretnie zapytam, jeśli pozwolisz.
      Haha, piękne porównanie xD Podoba mi się xD
      Ciekawa jestem, czy w Japonii literaturoznawcy prowadzą badania w zakresie odbioru twórczości Murakamiego – pewnie tak, ale czy wyniki gdzieś (o)publikowali…

      Jest co najmniej jeden znaczący plus tej popularności Murakamiego w Polsce – wreszcie pojawiają się kolejne książki innych japońskich pisarzy, tłumaczone bezpośrednio z japońskiego (Kawakami, Ogawa, Ryū Murakami, Tawada – gdyby nie moda na Harukiego Murakamiego, to ich książek moglibyśmy nie mieć w polskiej wersji, tak mi się zdaje); a PWN wznowił Dziesięć tysięcy liści – świat się kończy ; ) To jeszcze Kojiki może ponownie się ukaże xD

  5. Zacząłem ją czytać, ale stwierdziłem, że już mało pamiętam, kto z bohaterów książek Murakamiego gdzie bywał… Dawno temu czytałem te książki i chyba powinienem odświeżyć je sobie zanim zabiorę się za „Tokio”.

    1. Miałam podobnie z przede wszystkim Tańcz, tańcz, tańcz, ale – o dziwo – przewodnik pani Zielińskiej-Elliott jest na tyle dobrze skonstruowany (mam tu na myśli m.in. odpowiednie cytaty z książek Murakamiego), że dość szybko sobie parę miejsc przypomniałam. Jakkolwiek najlepiej orientują się w tym, co zaprezentowane i w przewodniku, i w książkach Murakamiego osoby, które były w Tokio (Ty byłeś?).
      A jak już przespacerujesz się po Tokio Murakamiego (i nie tylko Murakamiego), to czy podzielisz się wrażeniami?

      1. Nie, nie byłem nigdy w Tokio. A postanowiłem odłożyć lekturę książki na później, bo… przyszła do mnie Pani Kawakami. Nie osobiście, a w postaci opowieści o sklepie Nakano :-) Oczywiście podzielę się wrażeniami, jak skończę.

        1. Ale może kiedyś pojedziesz – czego Ci życzę xD
          Rozumiem, rozumiem, bo postąpiłabym tak samo. Super! Z chęcią się dowiem, czy ten utwór Kawakami Cię oczaruje/zaczaruje/przyciągnie czy odrzuci.
          Pozdrowienia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s