„Śnieżne kwiaty znów zaczęły tańczyć na wietrze.” Trzecia odsłona twórczości Hiromi Kawakami – „Pan Nakano i kobiety”

Tekst można przeczytać na stronie bookznami.pl

.

.

Znów spojrzałam chyłkiem na twarz Takeo. Zwykle to on posyłał mi takie spojrzenia, a teraz robię to ja. Szybko przestał się śmiać. Jego twarz nagle przybrała chłodny wyraz. A ja stałam i stałam, i nie byłam w stanie wykrztusić słowa. My dwoje różniliśmy się od samego początku, różniliśmy się zasadniczo, dlatego w ogóle nie powinno było do tego dojść (…)

.

Hiromi Kawakami, Pan Nakano i kobiety, przeł. Anna Zalewska, W.A.B., Warszawa 2012, s. 142.

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [27.04.2013]

Historie zapisane w pojedynczych, konkretnych rzeczach wytwarzają specyficzną aurę, nierzadko wywołują wrażenie czegoś znajomego, wyciągają z mroku niepamięci ledwo uchwytne odczucia. Gdyby w jednym miejscu zgromadzić przedmioty porzucone przez pierwotnych właścicieli, ukonstytuowałyby one nowe odgałęzienie przestrzeni. W dodatku zdestabilizowałyby strukturę czasu, zaburzyły odbiór teraźniejszości, wciąż przywołując minione chwile. I tak postępuje japońska pisarka Hiromi Kawakami – zbiera rozrzucone po mieście rzeczy. Składuje je w Sklepie Nakano.

Haruo Nakano gromadzi starocie. Nie antyki, lecz stare, mniej lub bardziej użytkowe przedmioty (dość powiedzieć, że znajdzie się u niego miejsce i dla piecyków kotatsu, i dla naturalnej wielkości zdjęcia piosenkarki Seiko Matsudy). Selekcja, której dokonuje mężczyzna, wydaje się nie dość wyrazista i jednoznaczna dla Hitomi Suganumy, niedawno zatrudnionej w sklepie sprzedawczyni, naszej narratorki. Jej wątpliwości nie rozwieje ani Takeo Kiryū (pracownik sklepu), ani siostra właściciela składowiska (nie)potrzebnych gratów – Masayo, niespełniona artystka, eksperymentatorka i eksploratorka różnych form sztuki współczesnej. Wręcz przeciwnie – uwikłanie w ich opowieści i perypetie zdestabilizuje prosty i praktyczny świat Hitomi. Pobyt w pozornie spokojnym Sklepie Nakano odmieni postrzeganie rzeczywistości przez narratorkę, wyostrzy zmysły młodej kobiety.

Sklep Nakano niepostrzeżenie stanie się centrum przestrzeni stworzonej przez opowieść Hitomi. Oto z początku przejrzysta narracja stopniowo się skomplikuje. Opowiadaczka skolekcjonuje coraz więcej detali składających się na rzeczywistość, a ich konfiguracja, deformując percepcję Hitomi, zdecyduje o toku historii. Innymi słowy, konkretne rzeczy podporządkują sobie strukturę opowieści. Przedmioty, występujące w tytułach rozdziałów (swoiste emblematy kolejnych odsłon powieści), będą pretekstem dla poprowadzenia dwutorowej narracji. Z jednej strony Hitomi, jako obserwatorka rejestrująca najdrobniejsze szczegóły otoczenia, przytoczy historie zasłyszane od klientów Sklepu Nakano, z drugiej zaś – stopniowo odsłoni przed odbiorcą swoje uczucia, własny wewnętrzny świat, w którym powoli wykrystalizuje się miejsce na miłość. Pojawi się w jej narracji coraz więcej przybliżeń i oddaleń w opisywaniu elementów świata, wywołując w odbiorcy wrażenie pospiesznego montowania, sklejania odłamków rzeczywistości. Prostą, krystaliczną opowieść zaczną wykrzywiać paralelne myśli: Hitomi snuje jednocześnie rozważania o swojej miłości oraz o tym, co dzieje się „tu i teraz”. Narracja przekształci się w swego rodzaju obrazowanie, kadrowanie świata, toteż dominować będą spowolnienia i liczne przerwy w akcji, wypełnione przez krótkie dygresje, zapiski ulotnych wrażeń. Subtelny humor, lekka ironia zespolone z sensualnością i (nie)śmiałym erotyzmem, a także niepokojącą ciszą, wytworzą specyficzny mikroklimat utworu.

Tematem naczelnym Pana Nakano i kobiet jest miłość we współczesnym świecie, sprawnie przez autorkę przedstawiona jako nieustanne napięcie między być-obok-siebie (odzwierciedlone przede wszystkim w braku wspólnych tematów Hitomi i wybranka jej serca, nieumiejętności prowadzenia konwersacji, czego nie przełamuje nawet bliskość fizyczna) a być-ze-sobą. Zastanawiające jest, jaki wpływ na niemożność przekroczenia bariery obcości między dwojgiem młodych ludzi ma określona sceneria (miejsce spotkania, przebywania, wymiany słów i gestów), odpowiednia autokreacja i dekoracje (choćby ubranie, makijaż, fryzura, stanowisko w strukturze społeczeństwa). Innymi słowy, niezmiernie interesującą kwestią w powieści staje się zagadnienie, na ile wpisanie się w rolę społeczną, powielanie zachowań przypisanych dla kobiety i dla mężczyzny, determinuje możliwość prowadzenia rozmowy i ewentualnego bycia-ze-sobą we współczesnym świecie.

Istotny jest język (w) powieści. Specyficzna terminologia (chociaż na pozór nic niezwykłego się w niej nie kryje: „no bo wiesz”, „transakcja”, „przeprowadzka rzeczy”, „targi” czy „idę do banku”), wytworzona w mikroświecie Sklepu Nakano, staje się szyfrem umożliwiającym zaistnienie chwilowej wspólnoty między „wtajemniczonymi”. Na co dzień bowiem jedynie pan Nakano i Masayo potrafią snuć opowieści, a młodzi Hitomi i Takeo nie są w stanie wykrztusić z siebie więcej niż kilka mruknięć albo oficjalnych, nieco teatralnych powitań (ot, choćby Takeo zwraca się do Hitomi per „pani”). Trudności z mówieniem, zwłaszcza komunikowaniem werbalnym o swoich uczuciach, wyrażaniem siebie w słowach, wykrystalizują inny sposób porozumiewania się – ciałem, gestami, monosylabami, spojrzeniami. A także rysunkami – w sklepowym zeszycie bohaterowie kodują różnego rodzaju wiadomości, niekoniecznie przeznaczone do deszyfracji; często stanowiące ulotne szkice chwili, niepowtarzalnej myśli.

Polski tytuł powieści wprowadza trochę zamętu – jak to w ogóle bywa z tytułami książek – ustawia bowiem bardzo konkretnie recepcję dzieła. Odbiorca mimowolnie kieruje się w stronę pana Haruo Nakano i kobiet znajdujących się w jego pobliżu, ze szczególnym akcentem na jego kochance pani Sakiko oraz trzeciej żonie, w powieści właściwie obecnej nie inaczej jak tylko w cudzych słowach i opowieściach; bezwiednie zaś omija Masayo oraz Hitomi. Wystarczyłoby właściwie pozostawić tytuł „Sklep Nakano”, bo Sklep Nakano to inna mikroprzestrzeń, inny mikroświat podporządkowujący sobie bohaterów, wytyczający ich ścieżki, zakreślający możliwości interpersonalne. Jakaś siła niepojęta w nim tkwi, co doskonale widać w ostatniej odsłonie powieści, kiedy bohaterowie dokonują rekonfiguracji, zmieniają miejsca i jednocześnie przestawiają swoje życie.

Nie jestem pewna, ilu czytelników zauważy, że tłumaczka zdecydowała się na dalekowschodni zapis nazwisk, w którym nazwisko poprzedza imię (stąd na przykład pod swoimi pocztówkami właściciel sklepu podpisuje się: Nakano Haruo, a nie: Haruo Nakano). Intrygujące dla mnie jest pozostawienie jednego japońskiego honoryfikatora – „-chan” (nie pojawia się na przykład „-san”), bez wyjaśnienia tłumaczki, w odniesieniu do kogo i w jakich okolicznościach się go używa. Natomiast ciekawym zabiegiem staje się wprowadzenie długich samogłosek, dzięki którym wypowiedzi bohaterów są odpowiednio nacechowane emocjonalnie (choćby „ooo” czy „aa”). Zresztą przekład pani Anny Zalewskiej jest bardzo dobry – książka Kawakami brzmi w języku polsku znakomicie, zachowując jednocześnie lekko uchwytny klimat specyfiki japońskiego języka (składni, intonacji).

Pan Nakano i kobiety Hiromi Kawakami to w polskiej przestrzeni czytelniczej trzecia odsłona twórczości jednej z najciekawszych współczesnych japońskich pisarek, ale odmienna od Nadepnęłam na węża i Manazuru. Pozostaje praktycznie nienaruszony świat intymny, pełen niepokoju skrytego pod powierzchnią opanowania i stateczności; jest miejsce dla subtelności i zmysłowości, które zmierzają ku elektryzującej erotyce. Zmianie natomiast ulega optyka – od magiczności, zjawiskowości i psychodeliczności do niezwykłości ukrytej w pojedynczym przedmiocie-pretekście czy przedmiocie-kluczu otwierającym wewnętrzną przestrzeń, w której rodzi się uczucie. Ale czy miłość?

Hiromi Kawakami, Pan Nakano i kobiety, przeł. Anna Zalewska, W.A.B., Warszawa 2012.

Autor: Luiza Stachura

Advertisements

25 thoughts on “„Śnieżne kwiaty znów zaczęły tańczyć na wietrze.” Trzecia odsłona twórczości Hiromi Kawakami – „Pan Nakano i kobiety”

    1. Nie dziwię się, bo Kawakami jest świetną pisarką. Mam nadzieję, że ten utwór Ci się spodoba i że coś o nim napiszesz xD
      Cieszy mnie, że W.A.B. planuje opublikować kolejną książkę Kawakami.

    1. A dziękuję (nie używam już tak często słowa „recenzja”, odkąd przyglądam się głębiej i szerzej blogom poświęconym m.in. literaturze).
      Z zapisem nazwisk dalekowschodnich jest w Polsce spory bałagan. O ile w przypadku nazwisk koreańskich przeważnie jest to nazwisko + imię, o tyle w przypadku nazwisk japońskich panuje chaos. Z chińskimi jest pośrednio – zwykle nazwiska osób chińskiego pochodzenia (ale nie określanych jako „Chińczycy”, tylko np. Amerykanie itd.) zapisywane są zgodnie z naszymi normami: imię + nazwisko. No ale… bywa różnie. Szkoda, że wydawcy nie informują o tym na początku bądź końcu książki.

      1. „recenzja” to bardzo szerokie określenie, myślę, że można używać go swobodnie bez wyrzutów sumienia. Ja przynajmniej tak robię ;-)

        „chaos” w kwestii nazwisk to, jak mi się zdaje, dobre sformułowanie ;-)

        1. Ano szerokie. Jak właściwie większość pojęć we współczesnym świecie. Dlatego tyle wieloznaczności. Brak ostrych granic. Taki stan często (paradoksalnie) utrudnia posługiwanie się nimi.

          Lekki „chaosik” panuje też w odmianie ; ) No ale wszystkiego mieć nie można ; )

  1. Luizo, co do możliwości komunikacyjnych postaci ukazanych w powieści, może bohaterowie w swoich relacjach odwzorowują współczesną tendencję do skrótowości, obrazkowości przekazu… Zamiast wymiany myśli wymiana energii cielesnej (taki model dzisiaj dominuje?)? ;-) Sama nie wiem. Ale mnie zaciekawiłaś. I kwestią zapisu nazwisk, bardzo ciekawe spostrzeżenia, a pewnie kwestia ta umyka czytelnikom, raczej nie przywiązują do tego wagi. W ogóle — bardzo dobra recenzja.

    1. Też się nad tą skrótowością dzisiejszą zastanawiałam, ale… nie do końca mnie to przekonuje (co nie znaczy, że tak rzeczywiście nie jest). Sądzę, że to raczej typ osobowości – bym powiedziała, że introspektywny. A taki typ osobowości ma trudności z mówieniem w ogóle (lepiej się wyraża w gestach, choć… niekoniecznie ; )). „Zamiast wymiany myśli wymiana energii cielesnej” – ciekawe wyrażenie. Czy taki model dziś dominuje? Hm, pewnie tak. Jakbyśmy wracali do początków, gdzie istotniejszy był kontakt fizyczny (ciepło, poczucie bezpieczeństwa itd.), a jakiś „wyższy” poziom nie istniał (hm, taka jest miłość m.in. w japońskiej współczesnej literaturze, która została przetłumaczona na język polski). Chociaż to zależy od wielu czynników – typu osobowości, środowiska, wieku, potrzeb, osoby, z którą się rozmawia (czy z którą chce się porozmawiać) itd.
      Jakoś odruchowo patrzę na dalekowschodnie nazwiska.^^’
      Dziękuję.^^’

  2. Ciekawe czy ten tytuł przypadłby mi do gustu… Dobrze, że tak mocno w tekście zaakcentowałaś sprawę tłumaczenia. Dobre tłumaczenie jest na wagę złota!

      1. Niestety szybko się nie przekonam co do odbioru tego tytułu, plany czytelnicze mam do końca lata, a teraz też i czasu na czytanie nie ma za wiele.

  3. Lektura Twojego tekstu wzmogła mój czytelniczy apetyt.
    „Chaosik”… Widziałem oficjalną reklamę „Pan NAKAMO i kobiety” :)
    Przynajmniej można uśmiechnąć się.

  4. Książka już zamówiona :-) Podoba mi się proza Kawakami, więc i w tym przypadku liczę na to, że się nie zawiodę – co wstępnie potwierdza Twoja recenzja :-)

    Ja uważam, że nazwiska powinniśmy zapisywać w kolejności przyjętej w naszym kręgu kulturowym – chociażby z tego powodu, że wtedy jest jasność, które to imię, a które nazwisko.

    A z tym „-chan” i -san” to nie tak jest prosto. Bo np. czasem „-san” znaczy „Pan/Pani”, a czasem nie. W ogóle język „honorykatywny” jest trudny do tłumaczenia.

    1. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz – chociaż… zależy, czego będziesz oczekiwał od tego utworu. Jest inny niż dwa wcześniej wydane w Polsce.

      Hm, zachowanie oryginalnej kolejności ma swój sens, ale! wpierw trzeba o tym poinformować czytelnika – teraz właściwie wydawcy tego nie robią ; )

      Tak, japońskie honoryfikatory są problematyczne. I albo się z nich rezygnuje w ogóle (wtedy nie ma kłopotu z tłumaczeniem polskim odbiorcom zastosowania itd.), albo się zostawia wszystkie (ale wówczas niezbędne jest wyjaśnienie czytelnikom – do kogo, kto, kiedy itd.). Pozostawienie samego „-chan” czy „-san” wpływa później na mylne wnioskowanie, że to cząstka imienia/nazwiska bohatera.

      1. Hej! Przeczytałem i nie zawiodłem się. Ale oczekiwałem trochę więcej od Pani Kawakami ;-)

        Z jednej strony podobał mi się sposób opowiadania – z punktu widzenia młodej kobiety, otwartej na otaczający świat. A z drugiej trochę niewyraźnie przedstawieni zostali bohaterowie męscy, np. Takeo – prawie nic o nim nie wiemy!

        Przyjemne wrażenia wywołuje sposób opowiadania zwłaszcza w pierwszej połowie powieści (do romansu z Takeo), bo kojarzy mi się z taoistycznym podejściem do życia: dostrzegaj i podziwiaj szczegóły życia codziennego, niczego nie planuj, żyj chwilą obecną, ciesz się życiem, pozwól, aby los decydował o twojej przyszłości.

        A potem wszystko się komplikuje ;-)

        No i te honoryfikatory to wg mnie niepotrzebne były w ogóle. Wystarczyło -san przetłumaczyć jako Pan/Pani, a -chan pominąć i wszystko było by jasne :-)

        1. Właśnie – też się spodziewałam „trochę więcej”, chociaż trudno byłoby mi to sprecyzować. Nie wiem, czy Ty byś potrafił sprecyzować swoje „trochę więcej”.
          Niemniej jednak to bardzo dobra książka.
          Ciekawe spostrzeżenia – taoistyczne podejście do życia. Dziękuję za to dopowiedzenie!
          Mężczyźni, tak, są jakby na drugim czy nawet trzecim planie. Ale – szczerze mówiąc – zamiast Takeo, wolałabym lepiej poznać pana Nakano, bo wydaje się intrygującym człowiekiem. Takeo przywodzi mi na myśl współczesnych mężczyzn w wieku około 20-24 lat. Może to mylne wrażenie, ale dość silne.

  5. Mam takie same wyobrażenie o Takeo – młodzieniec, który wkracza w dorosłe życie (pod koniec stał się salarymanem). I też się zgodzę, że Nakano jest ciekawszą postacią…

    Moje „trochę więcej” to, tak sobie myślę, chyba zbyt słabo zaznaczony rozwój (osobowości) głównych bohaterów na przestrzeni czasu. Chodzi mi przede wszystkim o główną bohaterkę, która na pewno zmieniła się jakoś pod wpływem tych wszystkich wydarzeń (przecież przybyło jej kilka lat) – a jakoś tego nie zauważyłem. Z drugiej strony przyzwyczajony jestem do niestandardowych „japońskich zakończeń” książek czy filmów ;-)

    1. Otóż to – salaryman. Bardzo dobre określenie.

      Aha. Rozumiem.
      Chociaż mnie się zdaje, że zmiana w jej zachowaniu/charakterze została uchwycona – ale tak subtelnie, delikatnie (wcześniej rejestrowała rzeczy, gesty i słowa raczej obojętnie, chłodno; z czasem czuć u niej większe zaangażowanie w rzeczywistość).
      Hehe, tak, „niestandardowe” są xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s