„Piszemy dobrze, pomyślmy tylko, jak się korzystnie sprzedać, bo sztuka nie może być kobietą prywatną!” – odsłona druga „Pism i felietonów muzycznych” Stefana Kisielewskiego

Tekst można przeczytać na stronie bookznami.pl

.

.

(…) jak mówił Irzykowski, autorzy nie potrzebują krytyki – potrzebują pochlebnych a ogólnikowych recenzji.

.

Stefan Kisielewski, Pisma i felietony muzyczne. Tom 2, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 80.

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [01.05.2013]

 

O ile pierwszy tom Pism i felietonów muzycznych Stefana Kisielewskiego zbierał eseje i recenzje powstałe (z małymi wyjątkami) do lat 60. XX wieku, o tyle druga odsłona muzycznych szkiców kompozytora, pisarza i posła na Sejm prezentuje późniejsze artykuły, dopełniając panoramę kisielowych tekstów poświęconych sztuce asemantycznej. Tom drugi podzielono na pięć części, spośród których trzy (Z muzycznej międzyepoki, Muzyka i mózg oraz Bufet kulturalny) stanowią zbiory artykułów na tematy muzyczne i około muzyczne, natomiast dwie kolejne to esej poświęcony wybitnej artystce (Grażyna Bacewicz i jej czasy) oraz ministudium Poematy symfoniczne Ryszarda Straussa.

Tematy ważkie dla Kisielewskiego, ujawnione już w szkicach przedwojennych i pisanych w początkach lat 50. XX stulecia, znajdują swoje rozwinięcia albo dopowiedzenia w większości artykułów z lat kolejnych – tym samym oba tomy pism muzycznych ukazują ewolucję myśli Kisiela. Napięcie między trzema punktami twórca-sztuka-odbiorca, prowadzi krytyka do zasadniczo do dwóch tematów: rozważań nad formą (czym jest forma i czy odbiera ją słuchacz) oraz śledzenia ewentualnych zalążków nowej sztuki, analizowania awangardowych poczynań twórców i mało wyrafinowanych kuglarskich sztuczek odtwórców. Te dwie kwestie stanowią punkt wyjścia i zarazem dojścia tekstów, ze swej natury bardziej syntetycznych niźli analitycznych.

Z muzycznej międzyepoki, wydany w formie książkowej tylko raz (1966 rok), w zamierzeniu jako dokument muzycznych czasów, zbiera wywiady (Kisiel przeprowadził między innymi cykl rozmów z wybitnymi polskimi muzykami), szkice i rozważania „ogólnoestetyczne”. Nie brakuje felietonów lekkich, zabawnych, dowcipnych, a także tekstów nostalgiczno-wspomieniowych. Dekada 1956-1965 to okres, z perspektywy Kisiela, wyjątkowy w muzyce, mówiąc za Wańkowiczem: „międzyepoka”, czyli czas przejściowy, w którym powinno dojść tyleż do wygaszenia, ile zawieszenia tendencji wcześniejszych. Kisielewski wyraźnie czeka na kontrpropozycje, nową sztukę, silniej i efektywniej oddziałującą na odbiorcę, ba! będącą w stanie przetrwać dłużej niż chwilę. Marzy się pisarzowi artystyczna rewolucja (jej namiastką był dla niego jazz), obejmująca zarówno kompozytorów, jak i odbiorców. Tymczasem ze smutkiem odnotowuje kryzys na linii twórca-słuchacz. A przecież, jak uważa Kisiel, nie istnieje sztuka sama dla siebie.

Bo rzecz w tym, że człowiek (nie każdy zresztą) posiada jeszcze i mózg (…) [s. 391]

Muzyka i mózg – trzeci w kolejności wybór szkiców i esejów drukowanych uprzednio w prasie (przypomnę, że w pierwszym tomie Pism i felietonów muzycznych znajduje się Z muzyką przez lata, zaś drugi chronologicznie książkowy wybór muzycznych artykułów Kisiela to Z muzycznej międzyepoki) – składa się z prac recenzenckich, teoretycznych, „etiud krytycznych” poświęconych przede wszystkim dwóm kwestiom: awangarda muzyczna oraz napięcie między formą a treścią sztuki asemnatycznej. Często zarzucano Kisielowi bliżej niedookreślony „formalizm”, tymczasem pisarz zaznacza jasno i wyraźnie: jako formę traktujemy wszystko, co w utworze dźwiękowe (a więc w ogóle wszystko), treści natomiast szukamy w psychice odbiorcy [s. 428]. Kisielewski w jednym ze szkiców pokusił się nawet o skonstruowanie projektu ewentualnego badania „muzyki czystej”.

Nie brakuje w Muzyce i mózgu artykułów okolicznościowych. Zdecydowanie ciekawsze są jednak rozważania Kisielewskiego na temat rozwoju techniki (nowe możliwości nagrywania, modyfikowania i odtworzenia-odtwarzania dźwięków), który przyczynia się, według pisarza, do zniszczenia „mikroklimatów”, czyli pewnych wspólnot ludzi żywo zainteresowanych konkretnymi muzycznymi tradycjami. Innymi słowy, egalitaryzm dźwięków (wytworzony przez technikę) wpływa na zmianę nie tylko roli kompozytora (czy możliwe, pyta Kisiel, są jeszcze takie koncertowe wykonania, jak niegdyś, przed wojną), ale i w ogóle formy (muzycznej) czy wręcz przyczynia się do jej unicestwienia. Dostrzegalny jest w wieku tekstach rewizyjny gest Kisiela – kompozytor nawiązuje do wcześniej wygłoszonych (i nierzadko spisanych) poglądów, a następnie albo odnosi się do nich nieco krytycznie, albo rozwija poszczególne, sporne, nie dość dobrze wyłożone i wyjaśnione punkty.

Dwie kolejne części publikacji stanowią doskonałą ilustrację kisielowych esejów biograficznych. Jak w przypadku szkicu o Zbigniewie Drzewieckim (który znajduje się w pierwszym tomie Pism i felietonów muzycznych), Kisielewski, pisząc o Grażynie Bacewicz, prowadzi równolegle dwie opowieści: perspektywa historyczna, życie prywatne Bacewicz przeplata się z jej muzycznymi dokonaniami, artystycznymi działaniami. Tekst o kompozytorce stanowi dla Kisiela także doskonały moment (jako że jego stanowisko zbieżne jest z poglądami Bacewicz) do przypomnienia zasadniczej idei sztuki asemantycznej: (…) muzyka jest przede wszystkich organizacją dźwięku, a emocje, wywoływane w nas poprzez doskonałość tej organizacji, są emocjami osobistymi, bezinteresownymi i trudnymi do ujęcia w słowa [s. 492].

Zasadniczą część Poematów symfonicznych Ryszarda Starussa poprzedza wstęp o kompozytorze, również pisany z dwóch perspektyw – osobistego życia (Staruss-człowiek) oraz dokonań muzycznych (Strauss-artysta). Kisiel decyduje się na zaprezentowanie poematów symfonicznych w kolejności chronologicznej; dokonuje skrótowej analizy w oparciu o fragmenty partytur, uzupełniając muzyczne rozważania informacjami o recepcji poszczególnych utworów. Cele swojej pracy Kisielewski wyjaśnia na końcu: pierwsze wprowadzenie słuchacza w pasjonujący do dzisiaj świat Straussowskiego „teatru symfonicznego”, o wyjaśnienie najogólniejszych założeń straussowskiej symboliki muzycznej, wreszcie o zainteresowanie tym wielkim (…) kompozytorem [s. 580-581].

Widać, tak to na starość bywa, że człowiek płycieje, nie stać go na tzw. głębszy, nie kieliszek oczywiście, lecz wysiłek artystyczny, nawet w sensie odbiorczym, chciałbym sobie natomiast jak najdłużej i bez wysiłku, z biologiczną radością – podrygiwać [s. 585]

Bufet kulturalny, zamykający drugi tom Pism i felietonów muzycznych, prezentuje teksty Kisiela dotyczące szeroko pojętej kultury muzycznej, jakkolwiek słowo „bufet” już wskazuje konkretny kierunek – dla każdego coś miłego. Skupia się zatem Kisiel przede wszystkim na stopniowym wypieraniu kultury elitarnej przez masową, stwierdzając, że idzie epoka masowego uniwersalizmu [s. 595]. W innym miejscu postuluje: nowa sztuka musi być użytkowa i UŻYTECZNA, opowiadam się za wzorcem masowym, nie indywidualistycznym [podkr. Kisiela, s. 598]. Otwarcie przyznaje, że im starszy, tym częściej wybiera utwory (także literackie) o niższych walorach artystycznych, ale przynoszące po prostu rozrywkę. Pisze zatem o big-beacie i Czerwono-Czarnych, o Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu czy o Karin Stanek. Nie brak doskonałego miniszkicu poświęconego Ewie Demarczyk – indywidualności artystycznej, która, co zaskakujące dla Kisiela, porywa masowego odbiorcę. W Bufecie kulturalnym pojawiają się również polemiki i liczne zastrzeżenia kierowane w stronę krytyków (nie tylko) muzycznych. W ostatniej odsłonie tekstów muzycznych nie mogło zabraknąć esejów wspomnieniowych (oscylujących wokół dźwiękowych inicjacji i inspiracji), a także wywiadów z kompozytorem (ostatni z nich przeprowadzony został na parę godzin przed śmiercią pisarza).

Jest Kisielewski krytykiem i towarzyszącym (nieustannie śledzi przemiany w muzyce krajowej oraz zagranicznej, żywo reaguje na wszelkie nowości), i projektującym. We właściwie każdej z wyżej omówionych części dokonuje rekapitulacji tego, co o muzyce się mówi i pisze. Na bieżąco komentuje i odpowiada na recenzje muzyczne i teksty krytyczne, pojawiające się w prasie. Namiętnie, niekiedy złośliwie krytykuje… krytyków muzycznych, muzykologów, teoretyków – wykazując między innymi ich całkowitą ignorancję wobec odbiorców „nieprofesjonalnych”. Sprawa recepcji muzyki (muzyki en bloc) i rozwoju kultury masowej stanowić będą zasadniczy człon wielu szkiców Kisiela, zwłaszcza tych z drugiej połowy lat 70. i początku lat 80. XX wieku, wchodzą w interesujący dwugłos z kwestiami formy i awangardy muzycznej.

A w ogóle odbieranie, konsumowanie sztuki nie jest przecież żadnym obowiązkiem, lecz winno być emocjonującą przygodą (…) [s. 154]

Stefan Kisielewski pisze ze swadą, pięknie komponuje swoje teksty, zwłaszcza eseje biograficzno-muzyczne. Nie unika jednak uszczypliwych uwag, jakkolwiek o muzycznych oponentach wyraża się taktownie, z kulturą, będącą dziś w odwrocie. Intelektualne zaplecze, szeroka wiedza nie tylko muzyczna (Kisiel ukończył konserwatorium), ale także literacka czy filozoficzna (przez krótki czas studiował polonistykę i filozofię), wpływają na jakość szkiców. Siła tekstów Kisielewskiego tkwi w jego pasji – zachwycająco prezentuje swoje przygody pośród dźwięków – zarówno tych arcydzielnych, jak i o niższych walorach artystycznych. Nade wszystko jest jednak doskonałym tłumaczem niuansów muzycznych, przybliża w sposób przystępny, ale z poszanowaniem intelektu odbiorcy, pozornie hermetyczne dzieła. Eseje i szkice Kisiela to fascynująca wyprawa w świat muzyki.

Stefan Kisielewski, Pisma i felietony muzyczne. Tom 2, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s