Pęknięta przestrzeń. O „Soweto – my love” Wojciecha Albińskiego

Tekst można przeczytać na stronie bookznami.pl

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [01.05.2013]

 

Przekraczając granicę przestrzeni wyznaczonej przez kolor skóry, porzucamy ideologiczne wykręty i teoretyczną „tolerancyjność”. Wchodzimy bowiem na tereny niepewne – rządzi nimi Inny. Ale my też jesteśmy Innym. Wojciech Albiński uzmysławia, że proste pojęcia i podziały w odniesieniu do odrębnej kultury i innego systemu wartości stają się sferą nieporozumienia oraz nieustannego niezrozumienia. Inaczej mówiąc – pozostają poza płaszczyzną komunikacji, dopóki obie strony nie zechcą porzucić klasyfikowania i kategoryzowania. Piętnaście literackich szkiców przestrzeni Johannesburga to pole, gdzie ściera się mentalność „białych” i „czarnych”. A w wyniku swoistej symbiozy biało-czarnej i czarno-białej rodzi się nowa jakość. (Nowa) Inność.

Wojciech Albiński, podróżnik i pisarz, zdaje się słabiej znany polskim czytelnikom. Jego proza, jakkolwiek nagradzana, pozostaje na obrzeżach, poza mainstreamem. W zbiorze opowiadań czy raczej ulotnych literackich mikroscen zabiera Albiński czytelnika do Johannesburga. Starannie nakreślona przestrzeń ma swoje centrum w tytułowym Soweto (akronim od South Western Township) – niegdyś autonomicznym mieście, z czasem dzielnicy-widmie, bo zdekonstruowanej na potrzeby „chwili”, wiecznie rozbudowywanej, nigdy niedokończonej. Dwie spośród trzech dróg terenowych na przedmieściach Johannesburga, jak pisze w jednym z opowiadań Albiński, okrążają Soweto – terytorium czarnych, gdzie prawa wyznaczają przede wszystkim tsotsi (w slangu bantu, czyli grupy języków południowoafrykańskich, tsotsi jest synonimem złodzieja, bandyty, gangstera). W piątek wieczorem lepiej nie wyjeżdżać na labiryntowe ulice Soweto, zwłaszcza jeśli jest się białym – nawet czarni towarzysze nie obronią. Role, można rzec, odwracają się – prześladowcy i wyzyskiwacze z bogatych, ekskluzywnych dzielnic nocą stają się ofiarami. Oczywiście, tylko jeśli przekroczą niepisane prawa Innego – o co, rzecz jasna, nietrudno. Swoistymi peryferiami narracyjnymi są dzielnice zamożnych białych (podział apartamentów na lepsze i gorsze gorzko-ironiczne współbrzmi z opisami Soweto). Prawdziwe życie, ruch, dynamika i inspiracja znajdują się w przestrzeni czarnych. Rytm ich życia znacząco, acz podskórnie, nie wprost, oddziałuje na rozkład dnia białych.

W większości opowiadań pojawia się postać geodety o imieniu Albert – czasami jest on narratorem, innym razem pozostaje w tle jako jeden z bohaterów. Wnikliwy, ale zdystansowany obserwator Albert, swoiste alter ego Albińskiego, przygląda się przestrzeni Innego, wchodzi z Innym w interakcje, żyje oraz umiera w i poprzez Innego, czego najlepszymi egzemplifikacjami Niebezpieczne sny oraz finale opowiadanie Węże spadają z nieba. W pierwszym z nich bohater rozszczepiony zostaje na dwoje – w obrębie jego percepcji pojawia się sobowtór (odbiorca zdecyduje, czy jest wytworem umysłowego zawirowania, czy naprawdę istnieje), konstytuujący los Alberta w dualistycznej przestrzeni (biało-czarnej, czarno-białej). Istnienie geodety w tak wykreowanym świecie przypieczętowane zostaje w zamykającym zbiór utworze, swoistej codzie, gdzie rzeczywistość z fikcyjnością i mitycznością scalają się w jedno. Opowieści Albińskiego zaś zyskują szerszą perspektywę interpretacyjną – wycinek RPA to swego rodzaju pars pro toto świata, w którym biel dookreśla czerń i czerń dookreśla biel.

Niewiele utworów odzwierciedla poapartheidową rzeczywistość, bo Albiński skupia się głównie na (najprawdopodobniej) latach 60. XX wieku. Sposób przedstawiania przez autora czasów apartheidu, teorii i praktyki wprowadzenia Immorality Act (czyli zakazu związków seksualnych w obrębie różnych ras), obnaża iluzoryczność ideologii. Wszelkie zakazy działają w dwie strony: kodeks „jednej rasy” ściera się z niepisanym prawem „drugiej rasy”. Dualizm przestrzeni, jej pęknięcie na dwie części, jest wynikiem działania dyskursów ideologicznych. Mimo iż jeden z bohaterów powie Albertowi, że czarni sami sobie nie (po)radzą, to niemal w każdym opowiadaniu odsłania się ścisłe połączenie białego i czarnego, konieczność, niezbędność współistnienia oraz współtworzenia rzeczywistości przez oba „pierwiastki” (niczym yin i yang?). Wzajemnie okazywana niechęć i pogarda, ciągłe utarczki, konstruowanie mitów, balansowanie na granicy życia i śmierci w efekcie wytwarzają niejednoznaczny, skomplikowany mikroświat zależności, subtelnych, często niedostrzegalnych w pierwszym odruchu, okruchów i niuansów przestrzeni.

Język krystaliczny, bez zbędnych ozdobników, obnażający metafory codzienności – głęboko zakorzenione w naszym „lingwistycznym” przyzwyczajeniu – współgra z doskonale skonstruowanymi suspensami. Poszczególne kadry i sceny z życia mieszkańców Soweto oraz okolicznych terenów urywają się w punkcie granicznym, na rozstaju dróg, gdzie niedopowiedzenie i mnogość potencjalnych rozwiązań najsilniej oddziałują na odbiorcę.

Soweto – my love to miłość okrutna, gorzko-słodka, której nie można zapomnieć, bo zostawia po sobie głębokie blizny i piętno.

Wojciech Albiński, Soweto – my love, W.A.B., Warszawa 2012.

 

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

8 thoughts on “Pęknięta przestrzeń. O „Soweto – my love” Wojciecha Albińskiego

  1. Do Afryki literacko (i filmowo) podchodziłam raz, w ramach jakiegoś wyzwania czytelniczego. I padłam. Dwie powieści, reportaż, dwa-trzy filmy. I tyle, więcej nie mogłam i zdaje się, że nawet nie ukończyłam wyzwania. Wtedy Afryka mnie nie oczarowałą na tyle, by zostać w niej dłużej. Przyznam jednak, że gdzieś tam w głowie siedzi nadal i czasem się ta chęć poznania literatury (z i na temat) tegoż kontynentu we mnie odzywa.

    Receznję Twoją przeczytałam. A tak w skrócie, polecasz? Oczarował cię Albiński, poruszył?

    1. Hehe, a jednak – wyzwania czytelnicze robią swoje ; )
      A na pierwszy ogień poszło wtedy u Ciebie Pożegnanie z Afryką?

      Hm, Afryka jest trudna. Fascynująco-odpychająca bym powiedziała. No ale mnie Afryka w ogóle słabo przyciąga. Ameryka Południowa i Łacińska – tak, Daleki Wschód – jasne, Rosja, Finlandia – oczywiście. Chyba żaden wycinek, element Afryki na razie (na dziś) nie zatrzymał mnie na dłużej.
      Chociaż nie… mityczna, pierwotna Afryka ma w sobie „coś” magicznego ; ) I jeszcze wizja conradowska Afryki jest wciągająca.

      Tak. Albiński mnie poruszył. Zachwycające opowiadania. Tę książkę mogę śmiało polecić. Zwłaszcza, że literacko jest świetna. Nawet jeśli kogoś (Ciebie na przykład ; )) nie interesuje aż tak bardzo Afryka, to i tak warto, bo Albiński dąży do uniwersalizacji. Innymi słowy, opowiadania nie są „afrykańskie” – są o spotkaniu dwóch światów.

      Pozdrawiam serdecznie!^^

  2. Hehe, nie, nie „Pożegnanie z Afryką” xD W życiu po tę książkę nie sięgnęłam i nie wiem, czy kiedyś sięgnę. Przynajmniej nie jest na mojej liście najbliższych lektur. Chociaż… Karen Blixen, sama w sobie, zwróciła moją uwagę swego czasu, nawet chyba mam gdzieś z nią (o niej?) film dokumentalny;) W ramach tamtego wyzwania na pierwszy rzut poszła powieść „Chmury i łzy” Jamesa Ngugiego, a później „Fioletowy hibiskus” Chimamandy Ngozi Adichie – wrażenia z lektury obu książek są na moim profilu webook (o, tu link główny do wszystkich tekstów, gdybyś chciała zerknąć: http://www.webook.pl/recenzje_ksiazek.php?id_akt=1206 – ale wiesz, to takie teksty sprzed lat, nyo).

    Ale w ogóle pierwszą książką o Afryce, po jaką sięgnęłam, była powieść Henninga Mankella „Das Geheimnis des Feuers” (Tajemnica ognia). I powiem ci, że ta mnie zachwyciła. Ale to było dawno, 10 lat temu (kiedy to wymawiam, dociera do mnie, jak szybko czas zleciał…).

    Albiński właśnie wokół mnie krąży, że tak powiem, i gdy zobaczyłam Twoją recenzję, stwierdziłam, że kto jak kto, ale Ty mi coś na temat jego książki doradzisz. No, a skoro polecasz, sięgnę. :)

    Pozdrawiam również!

    1. A jednak nie Pożegnanie… xD”
      Interesująca mapa literackich podróży po Afryce – różnorodna. Dziękuję za link! xD Zapoznam się chętnie z tym, co pisałaś xD Tak, jasne – z każdym dniem zmienia się nasz sposób odbierania literatury i pisania o niej.
      Tajemnica ognia mówisz… poszukam xD (10 lat – oj tak, czas biegnie zbyt szybko)
      O, cieszę się. Sądzę, że książką Albińskiego się nie zawiedziesz.

      Pozdrawiam!^^

  3. Luizo,
    Dziękuję Ci za ten wpis!:) Zastanawiałam się co kupić w prezencie siostrze ciotecznej jak ją niedługo odwiedzę, a Ty mi tutaj pomysł podsunęłaś;) Na pewno ucieszy się, zainteresuje i będzie mogła odnieść się do tego tytułu, ponieważ ok. 3 lata mieszkała w Johannesburgu.
    Ja również chwycę za lekturę tego tytułu jak uda mi się go zakupić. Temat Innego w odniesieniu do Afryki to przede wszystkim w Polsce Ryszard Kapuściński więc każda pozycja innego autora, tym bardziej spoza mainstreamu, godna jest uwagi.
    Mnie Afryka fascynowała od dziecka. Fascynowała, ponieważ to kontynent kontrastów na każdej płaszczyźnie. Z jednej strony bogactwo, magia i piękno, a z drugiej liczne problemy i bieda. Obejrzałam tysiące programów przyrodniczych, setki filmów dokumentalnych i tyle samo filmów z Afryką w tle. Powieści może nie było za wiele, ponieważ zdecydowanie o Afryce wolę czytać w formie reportaży. Ok. 2 lat temu czytałam trochę poezji z Afryki. Wynikało to raczej z czystek ciekawości. Sądzę, że jak chce się poznać duszę tego kontynentu warto poczytać właśnie poetów. Ja po kilku wersach od razu czułam jak ci ludzie, ich życie, to o czym i jak piszą – jak wszystko tam jest inne. Do dziś pamiętam utwór „Hańba” Conceicao Limy kończący się słowami „… Rwanda wciąż liczy czaszki swoich dzieci”. A tutaj w pigułce spis pisarzy afrykańskich: http://www.zgapa.pl/zgapedia/Pisarze_afryka%C5%84scy.html
    Ach, temat rzeka.
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Alicjo,
      cała przyjemność po mojej stronie! ; ) Jestem ciekawa, jakie wrażenia będą Twojej siostry ciotecznej – będzie miała możliwość skonfrontowania tego, co widzi na co dzień, z tym, co w książce.
      Kapuściński ma specyficzne podejście do Afryki. Jego wizja Afryki jest momentami kontrowersyjna, czasami nie do końca przekonująca.
      Poezja z Afryki?! Ooooo, a napisałabyś coś na blogu na jej temat? Temat mnie zainteresował.
      Dziękuję za link!
      Tak, wiem – zwłaszcza dla pasjonatów temat rzeka. Ale liczę na to, że kiedyś u Ciebie poczytam o Afryce (Twojej Afryce?).

      Pozdrawiam!^^

      1. Luizo,
        Johannesburg jak i RPA to w ogóle taka Afryka i nie Afryka. Obecnie mieści się tam wiele wielkich korporacji, a co za tym idzie masa ludzi przyjechała tam do pracy i tworzą potężną część społeczeństwa. Kraj jest bogaty. Rzeczywiście bogaci (czytaj – najczęściej ci, którzy przyjechali zza granicy) żyją za murami swoich posiadłości i najczęściej zawierają przyjaźnie z innymi, ale tak samo przyjezdnymi jak oni. No i oczywiście masa pięknych miejsc, ale to inna bajka w ogóle. Dużo mogę tutaj od siebie pisać, a siostra na pewno jeszcze jeszcze więcej mogłaby dodać. Ale może będzie okazja, abym sama coś napisała jeszcze o RPA.
        Odnośnie Kapuścińskiego – wiele nazwisk, z którymi się zetknęłam, a zajmowali się tym samym co Kapuściński, zarzucało mu to, że aby napisać wiarygodny reportaż trzeba mieszkać w miejscu, o którym się pisze, trzeba się z nim zżyć a nie być jedynie przyjezdnym. Jakby nie patrzeć na jego dorobek to ważne nazwisko bo moi znajomi dosłownie z końca świata go znają.
        Tak mnie dziś zainspirowałaś tą Afryką, że jak wspomniałam u Ciebie ten utwór „Hańba” Limy to szybciutko wrzuciłam jego tekst z info o autorce u mnie: http://boswiatjestciekawy.wordpress.com/2012/04/17/hanba-lima-conceicao/ Uwielbiam poezję więc nie mogło czekać;) A może kogoś zainspiruje do własnych poszukiwań. A o mojej Afryce na pewno jeszcze coś skrobnę, jak zawsze mam dużo do powiedzenia, ale ile można być przyssaną do klawiatury i monitora;D Serdecznie pozdrawiam

      2. Alicjo,
        liczę na to, że kiedyś rzeczywiście o tym napiszesz (może wspólnie z siostrą – taki dwugłos czy dialog?), bo chętnie bym o tym przeczytała – zresztą nie tylko ja.

        Oooo, super! Dziękuję serdecznie!

        Haha, aj, klawiatura to jeszcze nic, gorzej z monitorem – świeci po oczach, że aż boli ; )

        Pozdrawiam ciepło!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s