Opiumowe sny. Kilka słów o „Czerwonych makach” Alaia

Uśmiech głupca zawsze jest pełen znaczenia i tajemnicy.*

Czyż nie oczywistym i trywialnym wyda się dziś stwierdzenie, że nierzadko pod maską głupoty ukryta jest głęboka mądrość? Literackie portrety idiotów, okazujących się w efekcie jeśli nie wieszczami, to istotami widzącymi więcej niż inni, są niejednoznaczne, pełne niedopowiedzeń. Często bowiem głupcy są zaiste głupcami, którym zdarza się (przed/nad)powiedzieć przyszłe zdarzenia. Zastanawiające jest, na ile są to przypadkowe wizje, a na ile autentyczne umiejętności spoglądania na to, co koniecznie i niezbędne. Profetyczne zdolności, jako swoiste dziedzictwo Kasandry, przyczyniają się do wzbudzenia u postronnych strachu, który z kolei wywołuje odruch odrzucenia i ucieczki. Alaiowski idiota niewiele zbieżnych cech ma choćby z księciem Myszkinem, jakkolwiek stanowi interesujący literacki portret głupca-wieszcza.

Podobno ojczyzną papieru, tak jak opium, były Chiny. [s. 202]

Tybetański pisarz Alai (urodzony w roku 1959) w opublikowanej dopiero pod koniec XX wieku (uprzednio książkę odrzucano ze względów cenzuralnych) powieści Czerwone maki prezentuje ostatnie dziesięciolecia rządzonego przez naczelników Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (dzisiejszy północny Sichuan), zanim Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza anektuje go do Chin (1949 rok). Dzieło Alaia odznacza się językiem giętkim, żywym, liryczność niejednokrotnie skontrastowana zostaje ze śmiałymi opisami seksualnych ekscesów i wojennych wypraw. Narratorem jest idiota. Gdy czytelnik go poznaje, nasz przewodnik po literackim świecie ma trzynaście lat – jakby jego samoświadomość dopiero wtedy się przebudziła – i niedwuznacznie swawoli ze służącą swej matki. Jego ojcem jest naczelnik Maichi (Tybetańczyk), matka zaś – Chinką, pochodząca z ubogiej rodziny. Bezimienny narrator (przydomek idiota zastępuje mu nazwisko) ma starszego przyrodniego brata, który kształcony jest na przyszłego naczelnika. Nic nie wskazuje na to, by idiota przejął całą schedę po ojcu…

Przeznaczenie chce, by do prowincji Maichi przyjechał chiński emisariusz, przywożąc ze sobą tajemnicze nasiona. Po zasadzeniu i wydaniu owoców mają okazać się substytutem tak pożądanego przez wszystkich srebra. Zachęcony naczelnik przyjmuje z ciekawością niezwykły prezent. Nie wie jeszcze, że z maków, które zakwitną pewnego roku, wydobędzie się narkotyczny zapach, zniewalający umysły, wyostrzający atawistyczne odruchy. Tak, w rzeczy samej – naczelnik obudzi się któregoś dnia, mając wokół swojej rezydencji opiumowe morze.

Tego pierwszego lata, gdy maki zakorzeniły się w naszej ziemi, rozkwitając pięknym kwieciem, stało się coś dziwnego – seksualne apetyty zarówno mojego ojca, jak i brata wzrosły niepomiernie, silniejsze niż kiedykolwiek. Moje własne żądze, rozbudzone tej wiosny, teraz eksplodowały, karmione czerwonymi kwiatami lata. [s. 62]

Maki z powieści Alaia stanowią tyleż katalizator, ile „akcelerator” nieuniknionych procesów i przemian społecznych, gdyż piękne kwiaty kryją w sobie moc zdolną obudzić szaleństwo dotąd uśpione w ludzkich umysłach [s. 65]. Gdy tylko maki zakwitną, do pozornej krainy szczęśliwości zakradną się zabójstwo i śmierć. Odtąd krew będzie płynąć równie obficie, co roślina wzrastać. Pożądanie opiumowego królestwa doprowadzi do wybuchu Wojny Makowej – przedsmaku zagłady względnie stabilnego i przewidywalnego świata naczelników. Idiota zobaczy mgliste przebłyski i odpryski przyszłości – jego słowa pozostaną jednakże równie nieczytelne jak wizje. Czerwień maków obłędnie współgrać będzie nie tylko z krwią, ale przede wszystkim z „Czerwonymi Chińczykami”. W ostatnich rozdziałach powieści to, co uprzednio było tłem, stanie się centrum – komuniści wygrywają z „Białymi Chińczykami” i wprowadzają nowe zasady. Kończy się era naczelników (nota bene mianowanych przez chińskich cesarzy!) i ich służących.

Czerwone maki Alaia to przede wszystkim doskonale skreślony wizerunek ówczesnych tybetańskich zarządców. Uchwycone przez autora apogeum i schyłek tybetańskiej arystokracji, która pod pozorami dostojeństwa nierzadko skrywa lubieżne rozpasanie, perwersje i pijackie zapędy, dopełniają niezwykle żywe i barwne portrety służby (kat rodziny Maichi i jego syn Aryi, służąca Dolma, Sonam Tserang i wielu innych) oraz podróżnych-przygodnych gości. Interesującą postacią – wieloznaczną, wpisującą się w model quasi-wieszcza – jest Wangpo Yeshi, który przybywa na tereny Maichi, by założyć nową sektę, a w efekcie staje się kronikarzem.

Właśnie dlatego jestem idiotą, że wiem, co myślą inni. [s. 394]

Przestrzeni, ludziom i ich prawom przyglądamy się z perspektywy idioty. Percypowany świat jest zatem przefiltrowany przez umysł na pozór niezdrowy, chorobliwy, podsycony opiumowym dymem, a tak naprawdę – trzeźwy i nadzwyczaj szczery. Pełna niedopowiedzeń i dwuznaczności postać narratora-idioty, tyleż biernego obserwatora, ile quasi-siły sprawczej i decydenta, ujmuje swoją względną otwartością. Jego słowa, gesty i czyny zdają się dalekie od pozy – chociaż niejednokrotnie usiłuje on grać. Ale… czy to autentyczna szczerość, czy może iluzja, zręczna gra inteligentnego i przebiegłego narratora-mistyfikatora?

Czerwone maki odczytywać można w szerszej perspektywie – jako quasi-przypowieść o zagładzie świata starych wartości i norm, w miejsce którego przychodzi nowa, inna (niekoniecznie lepsza, ale i niekonieczne gorsza) rzeczywistość. Budowanie na gruzach jest jednak ryzykowne. Łatwo o pomyłkę. A skutki mogą okazać się nieodwracalne…

——————
* Alai, Czerwone maki, przeł. Katarzyna Petecka-Jurek, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań cop. 2005, s. 286. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego wydania i zostały umiejscowione bezpośrednio w tekście.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

8 thoughts on “Opiumowe sny. Kilka słów o „Czerwonych makach” Alaia

  1. Podoba mi się pierwszy cytat. Jest w zasadzie potwierdzeniem tego, o czym piszesz dalej – paradoksalnego związku głupoty i mądrości.
    Ciekawa interpretacja roli maków w powieści :)

  2. z tego co kojarzę: klasyka. Głowę bym dał, że czytałem, ale po lekturze recenzji mam wątpliwości. Albo skleroza mnie bierze albo tylko napatrzyłem się na okładkę ;-).

    1. Klasyka? Hm, znaczeniu: kanon chińskiej literatury?
      Hehe, pewnie się na okładkę napatrzyłeś ; )
      Na okładce przeczytałam, że „chińska literatura nie wydała dotąd powieści na miarę Czerwonych maków. To prawdziwe arcydzieło” – i muszę polemizować. Arcydziełem nie jest – jak dla mnie – ale całkiem dobrą powieścią. Lepsze w moim odczuciu są dwie książki wydane po polsku Mo Yana. No ale wszystko kwestia czytelniczych preferencji ; )

  3. Okazuje się, że nie wszyscy tybetańczycy byli aż tak święci, jak ich obecnie opisuje prasa! W każdym razie zachęciłaś mnie do przeczytania :-)

    Wg mnie są różne rodzaje „głupoty” ;-) Są tacy spotykani często „debile” (często są to wykształceni ludzie z wysokim IQ), którzy zachowują się na co dzień bezmyślnie, głupio i często chamsko wobec innych. A są też „głupcy pozorni”, często niewykształceni, bez podstawowej wiedzy „szkolnej”, za to sympatyczni i mądrzy życiowo, widzący więcej i „głębiej” niż inni, mający ponadprzeciętną intuicję i potrafiący przewidzieć przyszłe wydarzenia. Wydaje mi się, że właśnie ci ostatni często bywali „błaznami” królów.

    1. Oj, bardzo hulaszczy tryb życia opisuje Alai ; )
      Tak, oczywiście – są różne rodzaje głupoty. Mnie chodziło o tych głupców, którzy mają zdolności wieszcze, a przynajmniej zdaje się, iż potrafią przewidzieć pewne zdarzenia bądź całkiem trzeźwo i trafnie ocenić konkretną sytuację. Taka głupota jest raczej artystyczna, niegdyś też i dworska (jeśli mogę tak uprościć), obecnie w życiu codziennym to ja takich ludzi nie znajduję, bo podlegają oni częściowo zaprezentowanym przez Ciebie kategoriom.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s