Obrazki z życia zwykłych ludzi. Kilka słów o wyborze literackich miniatur „W cieniu świątyni Wielkiego Miłosierdzia” Lao Sze*

W świetnym posłowiu Teresy Lechowskiej do książki W cieniu świątyni Wielkiego Miłosierdzia przeczytamy, że Lao Sze (właściwie Szu Cing-czun,** urodzony w 1899 roku w Pekinie) to jeden z najwybitniejszych dwudziestowiecznych chińskich prozaików i dramatopisarzy. Do swojej literackiej twórczości wprowadził język zbliżony do kolokwialnego, wypełniony wyrażeniami typowymi dla pekińskiego dialektu. W połowie lat 20. XX stulecia Lao wyjechał do Londynu, gdzie nie tylko pracował jako lektor języka chińskiego na uniwersytecie (aż do 1929 roku), ale i rozpoczął swoją przygodę z pisaniem. Silnie zaangażowany w chińskie sprawy społeczne, po wybuchu wojny aktywnie uczestniczył w działalności antyjapońskiej. Zmianie uległa wówczas jego twórczość – Lao wybrał ballady, poematy oraz dramaty (szybciej reagujące na wydarzenia niż powieści oraz dostępniejsze dla szerszych gron odbiorców). W czasach rewolucji kulturalnej napiętnowany mianem „kontrrewolucjonisty”, poniżany i znieważany, popełnił samobójstwo w 1966 roku.

Rok przed śmiercią Lao ukazał się w Polsce, opatrzony bardzo dobrymi przypisami, wybór krótkich form prozatorskich chińskiego pisarza – W cieniu świątyni Wielkiego Miłosierdzia.*** Zbiorek inauguruje tytułowy utwór. Narratora i zarazem jednego z bohaterów nowelki spotykamy, gdy odwiedza grób zmarłego przed wielu laty nauczyciela Huanga. Przypadkowo jego droga przetnie się z drogą szkolnego kolegi Tinga. Obie okazje będą tyleż impulsem, ile pretekstem do rozmyślań narratora (porte-parole autora) o kondycji współczesnego człowieka – tak moralności, jak i godności. Twierdzenie, że dobre i złe uczynki wracają do nas, ciekawie dopełnia Lao z tym, co nazywać można prawem serii. Doskonały portret psychologiczny nauczyciela zespolony z niemniej fascynującym opisem zmian w zachowaniu Ting Kenga stanowią o sile nowelki.

Drugi utwór, Nasze podwórko, to literacki wycinek (z) życia ludzi z nizin społecznych. Asumptem do rozważań narratora-wróżbity o zajadłości, niechęci i okrucieństwie dzisiejszego człowieka staje się tragiczna śmierć kobiety – jednej z jego sąsiadek. Pogłębione portrety psychologiczne, skonstruowane na potrzeby Naszego podwórka, są w istocie wstrząsającymi wizerunkami ludzkiej natury. Przejmujący monolog wróżbity odsłania przede wszystkim stosunki rodzinne i sąsiedzkie w ówczesnych Chinach, uwypuklając zwłaszcza sprawę bicia i upokarzania kobiet wchodzących do rodziny.

Gorzko-ironiczne opowiadanie Dobry interes oscyluje wokół biznesowego przedsięwzięcia narratora, Wanga oraz Cina, którzy postanowili otworzyć… szpitalik. Ich celem nie jest jednak, wbrew pozorom, ratowanie życia biednych ludzi. Poszukują optymalnego rozwiązania, pozwalającego im zarobić, ale się specjalnie nie narobić. Cynicznie wybierają nazwę „Szpital Ludowy”, kierując się zasadą, w imię której w dzisiejszych czasach, zakładając jakiekolwiek intratne przedsiębiorstwo, nie wolno zapominać o ludzie. Na kim ma się zarabiać, jeśli nie na nim? To przecież najoczywistsza prawda! Naturalnie w ogłoszeniach nie zostało to w ten sposób ujęte, lud bowiem prawdy nie lubi. Napisaliśmy: „Poświęcamy się dla dobra szerokich mas! Pragniemy szczęścia rodaków! Leczymy naukowo! Czerpiemy z doświadczeń medycyny chińskiej i europejskiej! Wszystko dla ludu! Nie czynimy różnic klasowych!”**** Trafna i chłodna ocenia mentalności człowieka żądnego zysków.

Spotkanie po latach dwóch szkolnych kolegów, Paj Żen-lu oraz narratora obrazka Przyjaciel z dzieciństwa, jest pretekstem do nakreślenia panującej wśród ludzi tendencji do maskarady. Hipokryzja spotykanych przez Paj Żen-lu osób przyczynia się do niemożności pogodzenia się ze światem i zaniku umiejętności współistnienia z innymi. Życie nie jest rzeczą prostą. [s. 82] Mężczyzna percypuje rzeczywistość w odmienny, niż większość osób, sposób – dostrzega to, co na pozór niewidoczne, czyli grę pozorów, fałsz i obłudę.

Przedostatnia odsłona literackich miniatur Lao to przewrotna opowieść o okularach. Student Sung Siu-szen jest krótkowidzem, kierującym się powszechnie znaną zasadą, że im więcej używa się szkieł, tym bardziej psuje się wzrok. [s. 85] Pewnego dnia gubi swoje drogocenne okulary. Znajduje je rikszarz, ale zamiast oddać studentowi zgubę, postanawia zarobić… Tragikomiczny obrazek, doskonały obraz ludzkiej nieustępliwości i hipokryzji.

Zbiorek zamyka opowiadanie Śmiercionośna włócznia o Sza Cy-lungu, niegdysiejszym mistrzu, zwanym „Cudowną Włócznią”, który w czasach przewartościowań zostaje odsunięty na plan dalszy, mogąc jedynie w zaciszu nocy, przy blasku księżyca, zaprezentować swoje wielkie umiejętności. Jego uczniowie, żądni przygód, mityzują postać Szy, tworząc z niego „eksponat” do podziwiania. Ich radość jest niezwykle wielka, gdy jednego dnia zjawia się starzec Sun, który pragnie zmierzyć się z „Cudowną Włócznią”. Sza Cy-lung ma jednak inne plany…

Nowelki, opowiadania, opowieści, historyjki, satyryczne obrazki, facecje, anegdotki – najwłaściwszym w moim odczuciu słowem będzie literacka miniaturka. Pojawiają się, co jasne, elementy nienachalnego dydaktyzmu (tłumaczka używa pięknego sformułowania: „dyskretne pouczenie”), ale krótkie formy prozatorskie Lao Sze to przede wszystkim interesująco opowiedziane historie zwykłych ludzi. Autor bez ostrzeżenia wchodzi w literacki świat poszczególnych bohaterów. Przez chwilę pozwala im poopowiadać o swoich dokonaniach, życiu i bolączkach, by w nieoczekiwanym momencie, często w połowie wykonywanego przez postacie gestu, wyjść.

Wyraziste i dobrze skonstruowane miniaturki.

——————
* Jest drobny problem z zapisem imienia Lao. W niegdysiejszej polskiej latynizacji zapisywano je jako „Sze”. Obecnie, gdy funkcjonuje zapis międzynarodowy, powinno być „She” (właściwie: Lǎo Shě). W tekście zachowuję jednak pisownię zaproponowaną przez tłumaczkę.
** Właściwie: Shū Qìngchūn.
*** Polskie wydanie uświetniają ilustracje z ludowych chińskich wycinanek.
**** Lao Sze, W cieniu świątyni Wielkiego Miłosierdzia, przeł. z chińskiego i posłowiem opatrzyła Teresa Lechowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1965, s. 53-54. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego wydania i zostały umiejscowione bezpośrednio w tekście.

Spis utworów:
1. W cieniu świątyni Wielkiego Miłosierdzia (1933)
2. Nasze podwórko (1933)
3. Dobry interes (1933)
4. Przyjaciel z dzieciństwa (1933)
5. Okulary (1934)
6. Śmiercionośna włócznia (1935)

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

16 thoughts on “Obrazki z życia zwykłych ludzi. Kilka słów o wyborze literackich miniatur „W cieniu świątyni Wielkiego Miłosierdzia” Lao Sze*

  1. Ciekawe, wczoraj myślałam o wszelakich miniaturkach i doszłam do wniosku, że świat jest wielki, więc piękno musi być małe :) Bardzo lubię takie literackie krótkie formy.

    1. Koincydencja?
      Coś w tym jest.
      Chyba że odwrócimy – świat jest mały, piękno zaś… ; )

      To polecam W cieniu…, bo miniaturki Lao, chociaż nie o pięknej odsłonie świata, to jednak zachwycają.

      1. Koincydencja? Przypadek? Nie wiem. Czasem zastanawiają mnie takie zbiegi okoliczności, przecięcia myśli. Niby nic niezwykłego. Przecież mogło się zdarzyć. Jednak przychodzi też wrażenie, że niektóre przypadki kryją w sobie zbyt dużo nieprzypadkowości, jakiegoś zamysłu, planu, jakiejś konstrukcji. Dziwne.

        Dziękuję, jeśli trafi się okazja, to sięgnę po miniaturki :)

      2. Jednak przychodzi też wrażenie, że niektóre przypadki kryją w sobie zbyt dużo nieprzypadkowości, jakiegoś zamysłu, planu, jakiejś konstrukcji.
        Dokładnie tak!

        Przypadek czy przeznaczenie? – elektryzujące pytanie, na które nie ma – chyba – odpowiedzi.

        A może nie tyle wszyscy śnimy jeden sen, ile nasze sny się przenikają?

      1. eh, onibe od dwóch miesięcy pisze recenzję „Siedmiu samurajów” i chyba za chwilę będziemy musieli film od nowa obejrzeć, bo już sami nie wiemy o czym chcieliśmy pisać. Ale… jak się trafi takie coś jak tutaj, to z pewnością się z tym zmierzymy ;-)

  2. Przypadek czy przeznaczenie? To dobrze postawione pytanie. I chyba nie ma odpowiedzi, jak mówisz. Ewentualnie sami możemy zmusić się do odpowiedzi – to, co (chcemy, by było) znaczące, uznamy za przeznaczenie, a to, co (chcemy, by było) mniej ważne, uznamy za przypadek.

    Przenikanie snów… Ale dlaczego sny niektórych się przenikają, a inni śnią „prostymi równoległymi”, które nigdy się nie przetną? Dużo zagadek…

    1. I chyba najczęściej się tak dzieje – wydarzenia dla nas znaczące/ważne, spotkanie konkretnej osoby/konkretnych osób uznajemy za przeznaczenie, reszta to przypadek ; )

      Śnią „prostymi równoległymi”… tak, racja. Dużo – i to jedna z najbardziej ekscytujących stron (stron? – aspektów?) życia.

    1. Bardzo ciekawa xD
      Literackie miniaturki są trudną sztuką. Nie każdemu udaje się skonstruować „coś” dobrego czy interesującego. Lao się powiodło.
      A Ty próbowałaś stworzyć „miniaturkę”?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s