Miniatura świata. Na marginesie[1] „Muzeum Ciszy” Yōko Ogawy

W miejscu, gdzie się naucza milczenia, słowa są zbyteczne.*

Jeśli sądzisz, że w otaczającej cię przestrzeni nie znajduje się nic takiego, co mogłoby stanowić po tobie pamiątkę, gdy któregoś dnia odejdziesz, to bardzo się mylisz. Zawsze jest „to”, co będzie w ciszy świadczyło o twoim istnieniu. Dlatego ważne, by znalazł się ktoś, kto przechowa tę bezcenną rzecz. Najlepiej, by zawiózł ją do Muzeum Ciszy, które znajduje się w jednej z odległych wiosek – wiosce o kształcie liścia klonu, położonej w niecce, z trzech stron otoczonej górami. Niczym mannowska „czarodziejska góra”, miejscowość z Muzeum Ciszy jest przestrzenią, z której nie ma ucieczki. Kto raz dostąpi zaszczytu wtajemniczenia, inicjacji w ciszę, uczestnicząc w rytuale (wy)słuchania opowieści kryjącej się w pamiątce po zmarłym, nigdy nie opuści wioski. Magnetyczna siła przeszłości i wspomnień zatrzyma go jako kolejnego strażnika pamięci. I ciszy. Kto wypełni zadanie, ten odchodzi. [s. 293] Nic więc dziwnego, że połączeni sercem, umysłem i ciałem z Muzeum Ciszy strażnicy nieświadomie dążą do od-tworzenia, re-konstrukcji mitycznego prawdziwego muzeum, gdzie trafiają zaginione rzeczy [s. 259] – rzeczy, o których nikt nie pamięta, bo zniknęły nagle. A może odchodziły powoli, gasnąc i zamierając w ciszy?

Wszystko na świecie dąży do rozkładu. Nie ma nic, co by się nie zmieniało. [s. 78]

Doskonale skonstruowana została czasoprzestrzeń w Muzeum Ciszy. W skali „makro” japońska pisarka kontrastuje świat, który nie układa się w żadną całość [s. 14], czyli wioskę (przestrzeń à rebours, świat na opak, oniryczno-baśniowy), ze światem precyzyjnym i pięknym [s. 36], czyli tym, który widać pod mikroskopem. Przejdźmy do „mikrostruktury”. Sesje wysłuchiwania (przesłuchiwania?) pamiątek,[2] podczas których Starucha mówi, Muzealnik zapisuje, a Dziewczynka przepisuje, odbywają się w pałacu-labiryncie o niezliczonej ilości pokoi (znamienne, że pierwszym poznanym przez Muzealnika pomieszczeniem jest biblioteka, co rozmaicie można interpretować, zestawiając z kalendarzem Staruchy) – zbyt wielkich, by móc w skupieniu, bez rozpraszania (się) wy-słowić opowieść przedmiotu. Niegdysiejsza stajnia przeznaczona została na Muzeum Ciszy, które będzie miejscem wytchnienia dla starzejącego się świata. [s. 47] Do czasu przyjazdu Muzealnika „zbiory” znajdują się w składzie – wilgotnym i nazbyt oświetlonym, co niekorzystnie wpływa na stan pamiątek. Mężczyzna, przyszły strażnik, mieszka w domu ogrodnika – z daleka od pałacu i stajni, stanowiących swego rodzaju sacrum i dostępnych w pełni dopiero po przejściu inicjacji. Jeszcze słowo o czasie. Mityczna wioska podlega cykliczności pór roku, czas mierzony bywa przy pomocy zmian zachodzących w przyrodzie. Innymi słowy, życie mieszkańców podporządkowane zostaje cyklowi natury. Jest pora na siew, jest pora na żęcie.

Moim celem jest muzeum, które przekracza granice ludzkiego istnienia. [s. 14]

W tę strukturę (czaso)przestrzeni wmontowani zostali bohaterowie bezpośrednio związani z powstaniem Muzeum Ciszy. Nikt z nich, co znamienne, nie posiada imienia. Są strażnikami ciszy pamiątek – imiona im niepotrzebne, jedynie ich „role” zostały dookreślone: Muzealnik (wymiennie nazywany Kustoszem), Starucha (znamienne, że takiego słowa używa tłumaczka – „starucha” – baśniowo?), adoptowana przez nią Dziewczynka, Ogrodnik oraz Służąca.[3] Pamiątki-eksponaty stanowią oś, centrum. One są najistotniejsze. Reszta zdaje się dodatkiem, dekoracją. Potrzeba stworzyć dla wybranych rzeczy muzeum-miniaturę świata, muzeum życia i śmierci, gdzie pamięć zostanie przechowana w formie możliwie jak najbardziej nienaruszonej. Pamiątki, jak stwierdza Muzealnik, to lustra, w których odbija się przyszłość. [s. 105] Mężczyzna przechowuje bowiem książkę po zmarłej matce – jedyny przedmiot, którego istnienie uspokaja jego wewnętrzny lęk, niejako oswajając śmierć i pozwalając zasnąć, gdy nadchodzi zwątpienie. Tym samym, zaglądając do książki, widzi przyszłość – życie i śmierć, które jak światło i mrok nie dzieli zbyt wiele… Muzealnik posiada jeszcze jedną cenną rzecz – mikroskop brata. Mikroskop staje się substytutem obecności brata (listy Muzealnika do brata pozostają bez odpowiedzi), przedmiotem magicznym, bo umożliwiającym wgląd we własne wspomnienia (spojrzenie na mikroskop wyzwala nagłą falę reminiscencyjnych obrazów) oraz nauczycielem życia (żywe komórki organizmów widziane pod mikroskopem uczą tego, czym jest istota życia).[4]

Ogawa komplikuje obraz, wpisując w powyżej (skrótowo) zaprezentowaną (czaso)przestrzeń klasztor kontemplacyjny, w którym mnisi wyrzekają się mowy. Klasztorna cisza przywodzi na myśl ciszę „wytwarzaną” przez pamiątki po zmarłych. Osobliwym „pomostem” między sferą sakralnej ciszy (czyli ciszy wewnętrznej, wypływającej z zaglądania do wnętrza i jednoczesnego nieufania zewnętrzności) a przestrzenią mowy, staje się Nowicjusz, który z czasem wyrzeknie się słów, by stać się „nauczycielem ciszy”. Wpierw jednak oprowadzi Muzealnika i Dziewczynkę po klasztornej „miniaturze świata” – wprowadzając ich w przestrzeń mistycznej ciszy, ciszy dobrowolnej, przekraczającej pojęcia takie jak „życie” i „śmierć”.[5] Czas w klasztorze wyznaczają, jak się zdaje, przede wszystkim dwa punkty: (cykliczne) przejście drogi inicjacyjnej nowicjusz-nauczyciel ciszy (od życia „doczesnego” – symbolizuje go mowa – do mistycznej ciszy) oraz śmierć bizonów (których skóry noszą na sobie mnisi).

Każda rzecz, która się nam przytrafia, ma jakiś sens. Nawet wybuch bomby. Wszystko na świecie ma swoją przyczynę, znaczenie i wartość. Tak jak pamiątki po zmarłych. [s. 126-127]

Uszy. Istotny motyw. Nie tylko ze względu na „ciszoprzestrzeń” („ciszoprzestrzenność”?). Uszy zarówno w Miłości na marginesie, jak i w Muzeum Ciszy zestawione bywają z małymi zwierzątkami.[6] Miejsce za uszami to przestrzeń zapomniana. Jak zapomniany dźwięk, wyparte wspomnienie czy porzucony przedmiot. Nie bez znaczenia pozostaje ciągłe, nieustanne napięcie między (szeroko pojętymi) hałasem i ciszą – choćby cisza w uszach zderzona z nagłą wrzawą czynioną przez staruchę; cisza pamiątek zestawiona z „ożywczym”, „witalnym”, bo świadczącym o życiu, hałasem mieszkańców wioski. Jeden z ciekawszych tropów we współczesnej literaturze światowej.

Muzeum Ciszy potwierdza literacki talent Yōko Ogawy. Autorka w sposób oszczędny, a zarazem subtelny prowadzi czytelnika w głąb namiętności i zmysłowości. Stopniowo odkrywa zasłony, za którymi skrywają się niekoniecznie czyste pragnienia, a wręcz przeciwne. Dzieło japońskiej pisarki zmusza do poszukiwań (o jakże wielu elementach „układanki” Muzeum Ciszy nie napisałam!), dociekań, sprzeciwu (świat jako muzeum – czy świat-muzeum jest możliwy do pomyślenia oraz obronienia jako idea, myśl i jako rzeczywistość?). Mnóstwo słownych „eksponatów” i znaków sprawia, że książka samą już strukturą przywodzi na myśl (metaforyczne) muzeum (książka-muzeum? książka-miniatura świata? a koncepcja artysty, kreatora, kimże jest kustosz, jeśli nie swoistym demiurgiem?…). Czytelnicy powinni – zgodnie z własnymi potrzebami i ochotą – uaktywnić odpowiednie dla siebie konteksty i podążyć wyznaczonym przez pamiątki labiryntem znaczeń.

Inspirującą i niezwykle cenną podróż zaproponowała Yōko Ogawa. Na czytelniczą uwagę i (interpretacyjny) namysł zasługuje jednak przede wszystkim „wielowymiarowość” ciszy. Oto przed odbiorcą otwiera się (ukazuje?, zjawia?, ob-jawia?) cisza zmarłych, cisza pamiątek, cisza żyjących, cisza wewnętrzna, cisza zewnętrzna, cisza w uszach, cisza przyrody, cisza umysłu, cisza serca, cisza samotności, cisza kontemplacji, cisza wspomnień, cisza, w której można „zanurzyć wzrok”** i wiele innych. Ale… czy idealny tekst o Muzeum Ciszy powinien składać się z jakichkolwiek słów? Wszak wygnańcy gwiazd, strażnicy ciszy nie potrzebują ich.

——————
[1] Na marginesie, więc nie będę streszczać książki (to dla mnie zawsze najgorsza część do napisania – natomiast zestawianie fragmentów interpretacji czy choćby zapisywanie kilku luźnych uwag, które kierują w [nie]określonych kierunkach interpretacyjnych, jest inspirujące i zajmujące, jakkolwiek zwykle potrzeba więcej czasu i namysłu, by stworzyć je lepiej, niż to zazwyczaj wychodzi [mi] na blogu). Bardzo dobre znajduje się bowiem na odwrocie powieści i na stronie wydawnictwa (mam tylko zastrzeżenie do fetyszyzacji, muzealnik nie jest fetyszystą par excellence; w odniesieniu do niego wahałabym się nawet zastosować to stwierdzenie w użyciu przenośnym, jak to zwykło się mówić na co dzień). A że książkę kupiłam, to nie ma presji recenzowania, co mnie cieszy niezmiernie. Nie zamierzam jednak spoilerować przesadnie. Kto będzie chciał, to i tak przeczyta (książkę… i ewentualnie mój tekst, za co dziękuję), a później być może podzieli się swoimi spostrzeżeniami.
[2] Podczas czytania zastanawiało mnie zwłaszcza jedno – na ile Ogawa zaczerpnęła ten pomysł z pamiątkami z kwaidanów? Mam na myśli to, że pamiątki gromadzone przez Staruchę musiały być ściśle związane ze zmarłym. To nie mogło być cokolwiek. Dlatego też zachowały się w nich (w przedmiotach? – pamiątka to jednak [naj]lepsze słowo) emocje, które podskórnie odbiera Muzealnik, gdy pierwszy raz trafia do składu. Przy czym u Ogawy te pamiątki po prostu „emitują” uczucia, emocje, wrażenia, ale nie czynią niczego (nie są „krwiożercze”, jak to bywa w wielu anime/mangach i japońskich filmach, gdzie „przedmioty” po zmarłych wyzwalają negatywną, destrukcyjną siłę).
[3] Wielkie litery to mój wybór – role przypisane postaciom stają się osobliwymi emblematami. W książce zapisano małymi literami: muzealnik/kustosz, dziewczynka, starucha, ogrodnik, służąca, nowicjusz.
[4] A jeśli któregoś dnia Muzealnik odejdzie, to czy taką pamiątką po nim będzie ozdoba z jajka, którą wybrała do niego Dziewczynka? Jajko występuje w powieści Ogawy głównie jako symbol życia. Ale odczytania mogą swobodnie pójść w innych kierunkach. Czy ozdoba z jajka (wydmuszka, pisanka) nie jest tyleż symbolem, ile namiastką, substytutem życia? Aniołek na jajku jawi się jako ambiwalentny symbol – strażnik, dusza czy… upadły, przeklęty? W wersji odbijającej („negatywowej”) ozdoba z jajka będzie symbolem zniewolenia przez wioskę i Muzeum Ciszy – gdyby Muzealnik jej nie przyjął, to czy mógłby wyjechać z miejscowości? A może potrzebował tego wyjazdu, by pocieszenie i od-rodzenie mogło się dokonać? Innymi słowy, by spojrzeć prawdzie w oczy i pogodzić się z rzeczywistością, wyjazd zdawał się koniecznością. Przestrzeń ciszy spokojnie i delikatnie przyjęła Muzealnika.
[5] Do osobnych rozważań pozostaje między innymi paralela między ciszą bizonów, przebywających przy klasztorze, a ciszą mnichów. Intrygująca jest także kara za złamanie milczenia – trzymanie języka na tafli lodu. Ukarane, martwe słowa [s. 171] pozostają odbite w lodzie jako osobliwe pamiątki.
[6] Nie podejmuję się na razie rozważań, dlaczego takie porównanie u Ogawy. Co ciekawe, w obu książkach pojawiają się jeszcze inne podobne motywy – na przykład stenograf-zapisywacz historii (spisana historia jest porządkowaniem i zarazem zabezpieczaniem, przechowywaniem), dźwięki w uszach czy iluzje i złudzenia narratorów (w Miłości na marginesie narratorką jest ona, dwudziestoczteroletnia, bezimienna, wytwarzająca iluzorycznego Y; w Muzeum Ciszy – muzealnik, też bezimienny, też wytwarzający…). Podobieństw jest, co jasne, więcej.

* Yōko Ogawa, Muzeum Ciszy, przeł. z jap. Anna Horikoshi, WAB, Warszawa 2012, s. 94. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego wydania i zostały umiejscowione bezpośrednio w tekście.
Japońska pisarka, więc na wszelki wypadek napiszę, że Ogawa to nazwisko.
** Por. tamże, s. 31.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

15 thoughts on “Miniatura świata. Na marginesie[1] „Muzeum Ciszy” Yōko Ogawy

      1. :)


        Wiesz, tutaj porusza mnie wiele rzeczy. Chyba je noszę w sobie, dlatego. Na przykład:

        „(…) Wszystko na świecie dąży do rozkładu. Nie ma nic, co by się nie zmieniało. [s. 78] (…)”

        „(…) Każda rzecz, która się nam przytrafia, ma jakiś sens. Nawet wybuch bomby. Wszystko na świecie ma swoją przyczynę, znaczenie i wartość. Tak jak pamiątki po zmarłych. [s. 126-127] (…)”

        „(…) [5] Do osobnych rozważań pozostaje między innymi paralela między ciszą bizonów, przebywających przy klasztorze, a ciszą mnichów. Intrygująca jest także kara za złamanie milczenia – trzymanie języka na tafli lodu. Ukarane, martwe słowa [s. 171] pozostają odbite w lodzie jako osobliwe pamiątki. (…)

        A teraz zamilknę na chwilę. Cisza to cisza.
        K.

    1. Mary,

      takie odczucie mi towarzyszyło w pewnych momentach. Oczywiście zbieżność z Czarodziejską górą może być wynikiem tego, że potrzebuję tę powieść Manna ocalić dla siebie (nie ukrywam, że wiele rozwiązań Manna mnie nie zachwyciło tak, jak tego oczekiwałam). A zatem nie dla każdego to zestawienie będzie w ogóle do przyjęcia ; )

      Pozdrawiam!

  1. Karolu,

    książki Ogawy (mówię tylko o tych dwóch wydanych w Polsce, mam nadzieję, że pojawi się ich więcej) ewokują osobiste, intymne obrazy, pragnienia, przeżycia… Ba! zdają się lustrem, odbijającym wewnętrzny świat czytelnika. To introspektywne zanurzenie. Często bolesne. Oczywiście, żeby w pełni to odczuć, trzeba się wyciszyć i wejść w świat Ogawy (czy raczej w swój prywatny świat).

    Cisza zobowiązuje.

    Pozdrawiam!

  2. Czy w książce zostało zawarte nazwisko autora okładkowej fotografii?
    Fotografia przypadła mi do gustu (nie czytałem powieści) :)

  3. Pięknie napisana recenzja! „Muzeum ciszy” czytałem też jakoś w połowie marca, czyli pewnie mniej więcej wtedy co ty ;-) I nawet nie zwróciłem uwagi, że główni bohaterowie nie mają imion, hehe.

    Bardzo szybko dałem się wciągnąć w atmosferę powieści, pewnie też dlatego, że sam wychowywałem się w miejscu z trzech stron otoczonym górami (koniec miasteczka) i w dodatku miałem mikroskop :-) Książka spowodowała u mnie głębszą zadumę nad przedmiotami, które pozostają po zmarłych. Czy zawierają one „cząstkę” osobowości swojego właściciela? Czy w ogóle przedmioty mogą „pamiętać” uczucia czy emocje? W kulturze wschodu wierzy się, że tak (np. wojownicy nie rozstawali się ze swoimi mieczami, które z czasem „dopasowywały” się do właściciela i w walce stanowiły z nim „jedność”).

    Rzeczywiście książka daje wiele do myślenia i chyba stawia więcej pytań niż odpowiedzi. Na przykład trochę nie do końca rozumiem w książce rolę „nauczycieli ciszy”. Z Muzeum raczej nie mają nic wspólnego… Albo relacja staruchy i dziewczynki… Albo co znaczy wątek morderstw (albo wybuchu bomby)… Może to przenikanie prawdziwego (rzeczywistego) życia do świata zmarłych? Jak to możliwe, że poprzedni kandydaci na kustosza jednak wrócili do swojego świata? No i w ogóle dlaczego nasz główny bohater się tam znalazł, tzn. dlaczego akurat on?

    W każdym razie książka bardzo mi się podobała i pewnie do niej jeszcze kiedyś wrócę :-)

    Aha – i muszę kupić tą drugą książkę Pani Ogawy.

    1. Dziękuję. Hehe, czasami się nie zwraca uwagi na to, czy pojawiają się imiona, czy nie ; )
      Bardzo dobre pytania.
      „Nauczycieli ciszy” można rozmaicie interpretować – oni uczą ciszy idealnej, czyli niemożliwej, taką idealną ciszę kryją w sobie tylko przedmioty. Ale to taki urywek mojej interpretacji ; )
      To dobrze, że Ogawa zmusza do stawiania pytań i ciągłego zastanawiania się – to cenny prezent od pisarza.
      Oj, na pewno za drugim razem przeczytasz książkę inaczej. Kto wie, może wtedy znajdziesz część odpowiedź, a zapewne pojawią się też nowe pytania xD
      Druga książka jest inna. Mam nadzieję, że też Ci się spodoba.

      Dziękuję za interesujące pytania! Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s