Lunarny sen. O „Salome” i „Tragedii florenckiej”* Oscara Wilde’a słów parę

Masz rozmarzone oczy. To niedobrze, to źle. Marzą jedynie chorzy.**

Pierwszy, z dwóch zaprezentowanych przez Antoniego Liberę w książce Dwie sceny miłosne, utwór teatralny Oscara Wilde’a to Salome. Tragedia w jednym akcie. Oto u Heroda odbywa się uczta. Salome, znudzona i poirytowana gnuśnym towarzystwem, wychodzi na zewnątrz, gdzie przyciąga uwagę dowódcy gwardii – Młodego Syryjczyka. Urzeczony młodzieniec, niepomny na przestrogi Pazia Herodiady, patrzy jak zaklęty na czarującą kobietę. Przeszywający głos proroka Jokanaana dobywa się z dna studni, w której więzi go Herod. Zahipnotyzowana wołaniem proroka, Salome żąda, by go wciągnięto. Pragnienie dziewczyny zakończy się, co jasne, krwawo.

A ty się wciąż na nią patrzysz. Za długo, za intensywnie. Patrzyć w ten sposób na ludzi – to bywa niebezpieczne. Jeszcze sprowadzisz nieszczęście.***

Ciekawy jest sposób prezentowania Salome – wpierw odbiorca widzi (odczytuje) taki jej wizerunek, jaki odmalowuje zauroczony Młody Syryjczyk (w kontraście do niego pojawiają się uwagi Pazia o księżycu – o księżycu czy o Salome?), dopiero z czasem czytelnik (widz) dostrzega jej zręczną grę i manipulację. Zaiste inny zdaje się to portret Salome od tego z opowieści biblijnej i dzięki temu niezwykle intrygujący, elektryzujący. Wilde, przy pomocy nie tyle tańca dziewczyny czy jej gestów, ile słów, odtwarza mroczny, krwawy erotyzm, lunarną zmysłowość – Eros i Tanatos. A motyw księżyca (w tym lunarne „transpozycje”, warianty i przekształcenia) jest jednym z najważniejszych w utworze i nadbudowujących kolejne znaczenia.

Jak zaznacza w Słowie wstępnym Antoni Libera, w Salome Wilde’a odnaleźć można nawiązania nie tylko literackie (na przykład do Flauberta czy Maeterlincka, którego – skądinąd – polecam), ale przede wszystkim muzyczne (szeroko pojęte: od naśladownictwa rytmiki biblijnego języka, poprzez kontrapunkt, refren, echo, aż po crescendo). Wilde’owska wersja opowieści o Salome zainspirowała Richarda Straussa do stworzenia opery. Zachwycające.

Tragedia florencka jest natomiast błyskotliwym i zaskakującym pojedynkiem trzech aktorów oraz udanym zmierzeniem się Wilde’a z Szekspirem. Guido Bardi, syn księcia Florencji, zjawia się u (u)kochanej Bianki pod nieobecność jej męża – kupca Szymona. Gdy małżonek nadchodzi, rozpoczyna się iście szachowa rozgrywka. Motyw maski, skrywania prawdziwych intencji, przeciągania gry, by zadać ostateczne pchnięcie – pasjonująca miniatura, której (wbrew pozorom) nie zakończy pat.

Jestem zazdrosny o wszystko, co widzisz. Nawet w fantazji.****

O miłości nienasyconej. Oscar Wilde okazuje się być nie tylko mistrzem dramatycznych miniatur, ale także odważnym i oryginalnym reinterpretatorem wątków zaczerpniętych z Biblii. Świetne.

——————
* Oscar Wilde, Dwie sceny miłosne: Salome; Tragedia florencka, przeł. Antoni Libera, rys. Aubrey Beardsley, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2003.
** Oscar Wilde, Salome. Tragedia w jednym akcie, [w:] tegoż, dz. cyt., s. 61.
*** Tamże, s. 16-17.
**** Oscar Wilde, Tragedia florencka, [w:] tegoż, dz. cyt., s. 123.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

6 thoughts on “Lunarny sen. O „Salome” i „Tragedii florenckiej”* Oscara Wilde’a słów parę

  1. a są w tym wydaniu rysunki Beardsleya?
    „Salome” znana, „Tragedia” nie, interesujące wydanie, nowy przekład – ciekawe czy na korzyść jest to różnica?
    bardzo napaliliśmy się na „Upiora” o którym pisałaś chwilę temu, już pierwsza rundka po księgarniach zakończona, na razie bez efektów, ale… nie poddajemy się ;-)

    1. Są, są, ale skanów nie robiłam ; )
      Na pewno na korzyść (tzn. cenię Libery głównie tłumaczenia dzieł Samuela Becketta, stąd moje przekonanie, że na korzyść ; )).
      Hehe. W księgarniach może być rzeczywiście ciężko, ale mam nadzieję, że gdzieś się znajdzie jakiś jeden egzemplarz xD”’

      Pozdrawiam!

      1. mamy mały… bardzo mały egzemplarz Salome – rozmiar, na oko, 5 x 4 cm ;-). Ale są właśnie obrazki pana B., cudo ;-).

        nazwisko Libery kojarzy mi się i chyba pozytywnie, acz w tym momencie nie wiem z czym konkretnie ;-)

  2. Nie tak dawno miałem okazję wysłuchać „Salome” (słuchowisko radiowe) i powiem szczerze, że zrobił na mnie na tyle duże wrażenie, że mam również ochotę sięgnąć po właściwy tekst. Estetyzm Wilde’a jest niezrównany, żaden inny pisarz nie potrafi tak sprawnie operować symboliką. Uniwersalizm zachęca wręcz do inscenizacji, a mam jakieś nieodparte wrażenie, że teatry nie śpieszą się do wystawiania tego dramatu.

    1. O, co za miła niespodzianka xD
      Zapewne ta szeroko pojęta muzyczność Salome w słuchowisku radiowym była łatwiejsza do odebrania (niż gdy się czyta tekst „po cichu”). Ba! Tragedia florencka też wymaga odczytania na głos – niesamowite wrażenie (ja sobie je musiałam tylko wyobrazić…).
      A nie wiesz może przypadkiem, czy słuchowisko zostało gdzieś zarchiwizowane i jest do niego jakikolwiek dostęp? Bo mnie zaintrygowałeś.

      Odważna teza. Ja bym dodała tu na przykład Maurice’a Maeterlincka czy poniekąd Augusta Strindberga i Henrika Ibsena. Ale zgadzam się – estetyzm Wilde’a jest niezrównany. Jak każdego wielkiego twórcy.

      W teatrach albo Szekspira się wystawia (bądź profanuje – w zależności od wrażeń odbiorców), albo Moliera, sięga się też po… fragmenty prozy (np. kolejny raz na afiszach widzę Biesy Dostojewskiego), Wilde’a jednak nie widziałam. Nie wnikam w powody. Pewnie jest ich nazbyt wiele ; )

      Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s