„(…) sny, których nie można odróżnić od rzeczywistości, są dowodem obłąkania.”* O „Dzieciach ze schowka” Ryū Murakamiego

To wszystko jest snem, prawda? Gdzie wracają ludzie tacy jak wy, którzy przyszli do mojego snu z innego świata-snu? Znikają jak zjawy? [s. 476]


W mieście – srebrnej poczwarce, która wnet stanie się motylem – słyszysz hipnotyczny śpiew ewokujący koszmarne obrazy przeszłości. Obłąkany bard właśnie wszedł do miasta, by głosić afirmację życia. Ale nim chęć życia wzrośnie, trzeba przejść przez nieoświetlony korytarz, zmierzyć się z przepaścią, anihilacyjną stroną osobowości. Odkrycie, że każdej chwili rzeczywistość rozpada się powoli na teatralne dekoracje, puste gesty, fałsz i obłudne uśmiechy, jest bolesny dla nieprzygotowanych dzieci – dzieci ze schowków. Porzuconych, skazanych na powolną śmierć. Czy słyszysz ten dźwięk?

(…) czy inni ludzie nie widzą tego wszystkiego, co ja widzę, a to, co oni widzą wyraźnie, ja widzę wykrzywione? [s. 474]

Ryū Murakami (1952) stworzył piekielną powieść, której osią jest dychotomiczna wizja obłędu. Oto w 1972 roku znaleziono w schowkach kilka noworodków – dwóch chłopców przeżyło. Trafili do sierocińca. Jednego nazwano Kikuyuki Sekiguchi, drugiego – Hashio Mizouchi. Małomówny, jakkolwiek uzdolniony sportowo i silny fizycznie, Kiku szybko stał się prawdziwym bratem dla eterycznego i delikatnego Hashiego: Byli jak ciało i choroba – jeśli ciało znajdzie się w niebezpiecznej sytuacji, z której nie ma wyjścia, ucieka w chorobę. [s. 9] W ich zachowaniu dostrzeżono elementy charakterystyczne dla autyzmu. Tłumaczono to porzuceniem przez matki. Poddani terapii, podczas której wsłuchiwali się w bicie serca kobiety, z czasem wyszli ze swej „aspołeczności” i zostali adoptowani. Idylla nie trwa jednak długo. Los chciał, by obaj trafili do Tokio – miasta-srebrnej poczwarki oczekującej na przebudzenie (do życia albo do ostatecznej śmierci). Kiku wybierze się w podróż z Anemoną, właścicielką żywego krokodyla. Przemierzą ciemne korytarze przestrzeni w poszukiwaniu „złotego runa” – datury, środka psychoaktywnego, który wznieca w człowieku atawistyczne odruchy, budzi przede wszystkim tyleż destrukcyjną, ile anihilacyjną stronę osobowości. Hashi podąży za dźwiękami, w których będzie nieustannie poszukiwać szczęścia. Spirala obłędu narastać będzie z każdą minutą. Granica między zdrowiem psychicznym a szaleństwem jest bowiem subtelna.

Jeśli nie możesz powstrzymać się od płaczu, pomyśl sobie, że życie to nie taka prosta sprawa, że nie wolno rozczulać się nad sobą. [s. 65]

Przestrzeń powieści (zarówno ta dosłowna: miejsca, jak i metaforyczna: dusza i ciało poszczególnych bohaterów) to jeden wielki schowek, z wieloma szufladkami, półkami i zakamarkami. Sasebo („miasto bez cienia”, bo wiecznie pochmurne), stara kopalnia i Yokohama – jako miejsca utraconego rodzinnego „raju”, zakazanego szczęścia, ale i pierwszych eskapad oraz inicjacji – korespondują ze zgnilizną Tokio (inicjacja seksualna i wtajemniczenie w śmierć). Pod powierzchnią tokijskich neonów i ulicznego karnawału kryje się zaraza; niczym chorobowy wyprysk koegzystuje z wieżowcami Trujmiasto – zatrute, skażone miejsce, przyciągające psychiczno-emocjonalne wraki, wydrążonych i odartych z godności ludzi, gotowych do oddania ciała za chwilę zapomnienia. To tam Hashi i Kiku zadecydują o swoim dalszym losie. Obłędna datura i podskórne pragnienie zniszczenia świata, zabicia czy wręcz eksterminacji ludzi doprowadzi Kiku do więzienia, ale jego podróż tam się nie zakończy. Hashi, by zostać kochanym piosenkarzem, sprzeda nie tylko swoje ciało, ale przede wszystkim duszę i umysł. Wyhoduje w sobie autonomiczną istotę, która idealnie wpasuje się w medialny bełkot, w iluzje i marzenia żądnych sensacji widzów współczesnych igrzysk. Symboliczne odcięcie koniuszka języka będzie kontraktem z anihilacyjną stroną przestrzeni, którą „uosabia” mucha z ludzką głową (Hashi ma wrażenie, że pewnego dnia połknął muchę z ludzką głową i ona przejęła kontrolę nad jego nie-świadomością). Zapach kwiatów bugenwilli, rozrzuconych przez matkę Hashiego w schowku, oraz dźwięk bicia serca kobiety w ciąży odurzą i uśpią zmysły piosenkarza. Androgeniczny Hashi-marionetka (swoista lalka na sznurku przerażona własnym odbiciem w lustrze) trafi do szpitala psychiatrycznego, gdzie – paradoksalnie – czeka go odrodzenie. Nie mniej ciekawą postacią jest Anemona – córka bogatych i liberalnych rodziców, decydujących się na jawny rozpad małżeństwa i życie z kochankami. Krokodyl Aneomony i jego późniejsze losy odczytywać można w kontekście dorastania, porzucania dziewczęcych i naiwnych marzeń – krokodyl stanowi element rytualnego przejścia. Analogicznie z białymi ubraniami, szytymi przez Nivę, menedżerkę Hashiego. Anielskie stroje korespondują z suknią ślubną, w której Kiku pierwszy raz zobaczył Anemonę. Biel (a zatem, co jasne, niewinność, czystość, nieskazitelność, ideał [dopisek 25.01.2012: datura to, oczywiście, bieluń; biel jest także kolorem żałoby]) permanentnie zderzana jest z czerwienią (krwią konotującą zarówno śmierć, zabójstwo, skaleczenie, jak i dziewictwo).**

Dlaczego starałem się, żeby mnie wszyscy lubili? Czy nie mogłem żyć, nie mając przy sobie kogoś, kto by się o mnie troszczył? Czego chciałem od czasu, gdy porzucono mnie w schowku? Czegoś chciałem, czegoś pragnąłem, czy to właśnie był tamten dźwięk? Niczego nie zdobyłem, nie zmieniłem się, nadal jestem w schowku, zamknięty w pudle, z gnijącą skórą (…) [s. 443]

Wizja obłędu jako obsesyjnego, maniakalnego poszukiwania szczęścia (czyli spełnienia) w przekraczaniu granic (cielesnych i „dźwiękowych”, ale także moralnych, etycznych, fizyczno-psychicznych, duchowych i innych), każe pytać o szaleństwo dzisiejszego świata. Innymi słowy, czy to Kiku i Hashi są obłąkani, czy może ludzie, których ich otaczają i popychają w określonym kierunku, by zrealizować swoje nie zawsze zwerbalizowane fantazje i perwersyjne pomysły (choćby Aneomona czy Mister D – „odkrywca” talentu Hashiego)?

Dzieci ze schowka (1980) to surrealistyczna, obłędna podróż po przestrzeni koszmaru. Struktura przerażającego sny podporządkowana została błędnemu kołu. Bohaterowie mogą przerwać zaklęty krąg (wyjść ze schowka) tylko wtedy, gdy przezwyciężą własną słabość. Rzeczywistość rozszczepiona została na drobne kawałeczki, z których każdy bohater układa swoją opowieść. Przerażająca samotność i ciągłe, nieustanne odrzucenie, porzucenie (ale kto kogo porzuca?!), zmarginalizowanie wypełniają każdy kąt powieściowego schowka. Ostatecznego rozstrzygnięcia nie ma. Istnieje wiele dróg. Czy bard pobudzi do życia ludzi, czy może za pomocą datury przywoła demony uśpione w sercach, by zainaugurować apokalipsę?

Jedna z najlepszych współczesnych (japońskich) powieści.

——————
* Ryū Murakami, Dzieci ze schowka, z jap. przeł. Małgorzata Dutka, Świat Książki, Warszawa 2009, s. 474. Wszystkie kolejne cytaty pochodzą z tego wydania i zostały umiejscowione bezpośrednio w tekście.
** Dzieci ze schowka doskonałe są do szczegółowych interpretacji. Niemalże każda postać, niemal wszystkie elementy, detale, słowa i miejsca stanowią świetne źródło do rozważań nad kondycją współczesnego człowieka czy nad istotą moralności, amoralności i niemoralności. Gdzie jest granica, po której przekroczeniu stajesz się kimś innym – kimś, kim nigdy nie chciałbyś być, czytelniku?

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

34 thoughts on “„(…) sny, których nie można odróżnić od rzeczywistości, są dowodem obłąkania.”* O „Dzieciach ze schowka” Ryū Murakamiego

  1. ooo rany, wielkie dzięki za przypomnienie o tej książce..
    Kiedys, kiedys bardzo chciałam ją przeczytać, później w natłoku innych zapomniałam o tym tytule.
    A recenzja cholernie smakowita….. uwielbiam takie pokręcony swiaty..

  2. nie po raz pierwszy, czytając recenzję prozy japońskiej, nie mogę powstrzymać się od szukania w pamięci skojarzeń z artefaktami kultury europejskiej (czynię to z racji większej o nich wiedzy, nie zaś z powodów rasistowskich czy okolicznych). I jak zwykle jestem przekonany, że już gdzieś, kiedyś taką historię czytałem, ale oczywiście nie mogę sobie przypomnieć. Może to jedynie złudzenie? Może japońska proza ma w sobie ten okruch atawistycznego autentyzmu, którym podszyte jest życie na każdej szerokości geograficznej? Cóż, jeszcze pomyślę, ale pewnie nic sobie nie przypomnę ;-(

    1. W pierwszej fazie czytania literatury Dalekiego Wschodu również często szukałam powiązań z tym, co bliższe – europejską kulturą, więc nie posądziłabym Cię o powody rasistowskie czy inne. Doskonale to rozumiem.
      Jakkolwiek wciąż w świadomości pozostaje myśl, że takie nasze pojęcia jak „grzech” czy „moralność” nijak (nijak? średnio?) się mają do dalekowschodniego „zachowania twarzy”, „dumy”, „godności” itd.
      Innymi słowy, my patrzymy na świat niby inaczej niż np. Japończycy. Ale czy naprawdę inaczej? Może po prostu inaczej formułujemy nasze spostrzeżenia nt. świata?

      Może Jung miał rację z nieświadomością zbiorową. Może wszyscy śnimy ten sam sen albo nasze sny się przenikają (inne światy-sny).

      „Atawistyczny autentyzm” – dobrze pasuje do (japońskiej) literatury spod znaku Kenzaburō Ōego czy Jun’ichirō Tanizakiego i podejrzewam, że do twórczości tego Murakamiego także.

      Jeśli sobie przypomnisz, gdzie czytałaś podobną historię, to napisz – jestem niezmiernie ciekawa, bo to od dłuższego czasu pierwsza książka, która we mnie wzbudziła tylko lekkie, eteryczne wrażenie „czegoś znanego”.

      Pozdrawiam!^^

      1. jeśli sobie przypomnę, to z pewnością podzielę się tą wiedzą, przy czym podkreślam, że może to mój umysł płata figle. Nie pierwszy i nie ostatni raz ;-)

        zauważyłem, że ludzie pasjonujący się kulturą (w rozumieniu szerszym niż po prostu jako słuchanie muzyki z radia) mają swoje ulubione nacje. Mnie zawsze ciągnęło do Wielkiej Brytanii, ale Japonia i Chiny (oczywiście obu krajów nie zamierzam zestawiać, to tak jakby upakować obok siebie Flamandię i Walonię…) zawsze mnie fascynowały odmiennym podejściem do humanizmu. To trochę jak z Galapagos czy Madagaskarem, gdzie przyroda odizolowana od reszty świata mogła wykształcić inne taktyki przetrwania owocujące innymi gatunkami. Japończycy są w pewnym sensie innym gatunkiem. Nawet Chiny przejęły ileś europejskich norm, tych samych, które promieniowały na cały świat. Mam wrażenie, że Japonia równie dobrze mogła być inną planetą, a jej mieszkańców można potraktować jako swego rodzaju eksperyment, jak wyglądałaby ewolucja równoległa w innym świecie ;-).

        aha, z Japonią najwięcej miałem do czynienia a propos… kultury biznesu ;-). Nie wiem czy znasz coś takiego jak „Siedem kultur kapitalizmu” – dzisiaj już nieaktualne dzieło (Japonia jednak się zmieniła i to mocno w ciągu ostatnich dwóch dekad), ale fajnie wpisuje się w temat analizowania różnic kulturowych ;-)

  3. Cieszę się, że skusiłaś się w końcu na Ryū Murakamiego i jego Dzieci ze schowka; bardzo dobra powieść, prawda? Taka inna, pokazująca Japonię, jakby to ująć, lepką, brudną, inną. Od wewnątrz. Jeśli przełamiesz niechęć to czytania po angielsku, polecam In the Miso Soup, sama zaś z pewnością sięgnę po pozostałe jego powieści. Szkoda, że ten Murakami przeszedł w Polsce jakoś tak niezauważony, niedoceniony. Ma fantastyczny styl.

    Pozdrawiam ciepło!:)

    PS. W tekście jest kilka literówek, ale to tylko tak, dla Twojej wiadomości. Sam tekst jest bardzo dobry.

    1. Rewelacyjna książka!
      Tak, szkoda że w Polsce pozostał w cieniu Harukiego. No ale Ryū Murakami jest wymagającym pisarzem, ba! jest światowym pisarzem (dzieląc pisarzy na tych bardziej narodowych i światowych ; )).

      Znam Twoją recenzję In the Miso Soup xD i kiedyś przeczytam, bo moja niechęć (niemoc?) do czytania po angielsku w drugiej połowie zeszłego roku się skończyła.

      Pozdrawiam serdecznie!^^

      P.S. Hehe, zdaję sobie sprawę, bo na kompie nie lubię poprawiać tekstów (połowy błędów nie widzę) – musiałabym wydrukować. Jeśli pamiętasz, w których miejscach, to – proszę xD’ – powiedz. Dziękuję!

  4. @Onibe:
    Ale coś może być na rzeczy – jakieś inspiracje, wrażenia… Może sobie kiedyś przypomnisz ; )

    „zauważyłem, że ludzie pasjonujący się kulturą (w rozumieniu szerszym niż po prostu jako słuchanie muzyki z radia) mają swoje ulubione nacje. Mnie zawsze ciągnęło do Wielkiej Brytanii (…)”
    Takie poszukiwanie swojego świata w innej przestrzeni. Bardzo inspirujące i rozwijające (doświadczanie). Wielka Brytania – dobrze wiedzieć ; )

    Interesujące spostrzeżenia nt. Japonii (albo odczucia?). Tak, też mi się zdaje, że np. Chiny czy Korea są mniej hermetyczne niż Japonia – pod wieloma względami.
    To odmienne podejście w dużej mierze „zawdzięczają” konfucjanizmowi (chyba między innymi to masz na myśli – nie wiem), który – sam w sobie – wydaje się dla nas, Europejczyków, pociągający, bo inny, alternatywny, podważający schematy itd. Ciekawe doświadczenie.

    „Mam wrażenie, że Japonia równie dobrze mogła być inną planetą, a jej mieszkańców można potraktować jako swego rodzaju eksperyment, jak wyglądałaby ewolucja równoległa w innym świecie ;-) .”
    Wiesz, że często mam podobne wrażenie. Dlatego tak pasjonujące jest śledzenie przemian zachodzących w Japonii – zwłaszcza tych od ery Meiji (od 1868 roku). Im więcej człowiek się dowiaduje, tym więcej pytań i wątpliwości ; )

    Kultura biznesu? Na studiach?
    Ciekawa rzecz.
    Nie znam tej książki, ale może kiedyś się to zmieni ; )

    1. kultura biznesu była u nas przejazdem, ale ja studiowałem stosunki międzynarodowe (nie gospodarcze) więc pośród wielu różnych przedmiotów miałem m.in. kulturę Bliskiego Wschodu (z możliwością rozwinięcia do pełnowymiarowej nauki arabskiego), a i ogólnie sporo rzeczy kulturnych ;-). Nie wiedzieli czego nas chcą nauczyć, więc uczyli wszystkiego co pod rękę wpadło ;-)

      niezwykłość Japonii polega na unikatowej relacji skłonności izolacjonistycznych i pędu do rozwoju. Wiele kultur zamknęło się przed obcymi, ale żadna nie poradziła sobie tak dobrze jak Japonia, która prędko nadrobiła braki technologiczne i to do tego stopnia, że w czasie drugiej wojny światowej była w stanie skutecznie wiązać ogromne zasoby USA – kraju, z którego pochodził legendarny komodor Perry. Aby nie szukać daleko – Chiny przecież też zamknęły drzwi przed obcym światem, ale rychło stały się kolosem na glinianych nogach, który rozpadł się na dobre po delikatnym szturchnięciu (zadanym przez tak lubianych przeze mnie Brytoli, hehe). Inkowie, Majowie, Aztecy i inni nie mieli nawet takiego szczęścia – w ich przypadku ewolucja równoległa skończyła się z hukiem przy pierwszym zetknięciu z potężniejszym przeciwnikiem. W tym ujęciu Japonia to naprawdę coś jak Mars ;-).

      a tak w ogóle, od jakiegoś czasu zabieram się do zrecenzowania „Siedmiu Samurajów” Kurosawy. Może w końcu uda mi się zebrać do kupy ;-)

      1. Tak, pamiętam – pisałeś, że stosunki międzynarodowe, dlatego tak o tę kulturę biznesu zapytałam. Hehe, różnorodnie – przynajmniej nie chcieli, byście zostali specjalistami w wąskiej dziedzinie ; ) Do pewnego stopnia poszerza to horyzonty ; )

        Japonia jak Mars – dobre xD A tak na poważnie – tak, Japończykom izolacjonizm udaje się do dzisiaj, ale wiele na tym tracą; tzn. wiadomo – za wszystko się płaci. To, co my widzimy i czasami podziwiamy, to bardzo często pozory, powierzchnia, „zachowanie twarzy”. Wewnątrz nie jest tak kolorowo. Tak – tyleż inna planeta, ile inny wymiar istnienia i działania.
        Zresztą Japończycy podbili sporo chińskich terenów, nie mówiąc o Korei. Jest w Japończykach jakaś siła, pęd, by w imię wyższych racji (jakkolwiek byśmy je oceniali) poświęcić wszystko.
        Chińczycy są bardziej otwarci, bardziej… sensualni, mniej zasadniczy – przynajmniej takie wrażenie sprawiają – m.in. dzięki temu Wielka Brytania doprowadziła do choćby wojen opiumowych ; )

        O, Siedmiu Samurajów to jeden z najlepszych filmów Kurosawy. Zbierz się, zbierz, bo chcę przeczytać Twoją recenzję, nyo~! xD

      2. napiszę, napiszę… ale na ucztę się nie szykuj, wbrew pozorom, które udaje mi się od czasu do czasu sprawiać, ekspertem w tym temacie nie jestem ;-). Będzie to zatem recenzja amatora ;-)

  5. Moim zdaniem autorem powieści równie dobrze mógłby być Kowalski czy Smith… Jest japońska, europejska, amerykańska… Postmodernizm (lub postpostpodernizm) :)
    Tak, opowieść „każe pytać o szaleństwo dzisiejszego świata”.

      1. No właśnie… wyznaczenie granicy pomiędzy postmodernizmem a postpostmodernizmem jest bardzo trudne (chociażby dla mnie).
        Ale czy taka granica jest potrzebna? Może nie.

        Pozdrowienia!

  6. @Paweł:
    Postpostmodernizm i inne postpost- nie istnieją, jak dla mnie. Za np. 20 lat albo 50 czy 100 grupa filozofów, filologów, historyków sztuki i innych zbierze się, by nadać nazwę artystycznej epoce między postmodernizmem a sztuką z (np.) II połowy XXI wieku (czy z XXII wieku) ; )
    Nam taka granica chyba nie jest potrzebna.

    1. „Nam taka granica chyba nie jest potrzebna.” – Ja jestem domorosłym filozofem! ;D (ale Ty nie miałaś zapewne na myśli „domorosłych”)
      Podzielam Twoje zdanie. Ale jeśli chcę wyrazić myśl dotyczącą wspominanej powieści, używając małej ilości słów, te wszystkie „posty” (jako zbiory pewnych cech) bywają przydatne (stąd jednoczesna obecność „postmodernizmu” i „postpostmodernizmu” w moim komentarzu).

      No to jeszcze raz (nie zaszkodzi): pozdrawiam! :)

      1. Miałam na myśli wszystkich xD’
        Hm, chodziło Ci o małą ilość słów? Ja bym wybrała właśnie takie słowa jak „światowa” czy „uniwersalna”. „Postmodernistyczny” nadaje się do książek Eco, Pamuka czy – coby pozostać przy japońskiej literaturze – Harukiego Murakamiego.

        Hehe, dziękuję! Miłego dnia!

  7. Uważam, że książki obu słynnych Murakamich są postmodernistyczne (jak i prace pozostałych wspomnianych przez Ciebie pisarzy). Moim zdaniem wiele łączy prozy, literackie światy obu Murakamich.

    Według mnie nawet Twój tekst poświęcony „Dzieciom…” potwierdza postmodernistyczny charakter powieści :)

    Pa (serdeczne) :)

    1. Hm, nie należę do zwolenniczek nazywania wszystkich książek, które powstały po +/- 1960 roku, literaturą postmodernistyczną ; ) W Dzieciach ze schowka nie znajdują aż tylu postmodernistycznych tendencji (odróżniając postmodernizm od postmoderny/ponowoczesności). No ale może moje spojrzenie jest zbyt „świeże”, muszę trochę odczekać, przemyśleć i albo się z Tobą zgodzić, albo nadal polemizować ; )

      Ależ blogi same w sobie – gdyby bliżej im było do sztuki – można nazwać „postmodernistycznymi” (ach, co za nadużycie z mojej strony ; )).

      Przyjemnego wieczoru.^^’

      1. „Hm, nie należę do zwolenniczek nazywania wszystkich książek, które powstały po +/- 1960 roku, literaturą postmodernistyczną” – A ja nie należę do zwolenników…

        Twoje spojrzenie jest TWOJE. Dla czytelników bloga jest ono niezwykle cenne (bezcenne?).
        :)

  8. @Paweł:
    Powiedz mi, proszę, jakie elementy postmodernistyczne odnajdujesz w Dzieciach ze schowka. Bo nadal nie wiem ; )

    Cała przyjemność po mojej stronie. Chociaż czy takie cenne jest, to nie byłabym pewna ; ) Lepsze chyba zderzanie interpretacji, czytelniczych stanowisk. Kto wie.

    1. Uczepiliśmy się tej ponowoczesności :)
      Odnalazłem między innymi przetworzone motywy, obecne w tradycyjnych podaniach i często wykorzystywane w tzw. kulturze popularnej (rytualne oczyszczenie/zbrukanie – narodziny/śmierć – zaśmięcie/przebudzenie; wędrówka, poszukiwanie… itd.). Odnalazłem sieć utkaną z nawiązań do nawiązań… ;) już na początku historii braci.
      Bracia są niczym dziewczyna, która schodzi po schodach, wkracza do podziemnego pałacu. Są podobni Alicji, Dorotce…
      Historia braci rozpoczyna się w latach 70. Ta i następne dekady (z ich „rewolucyjnością”) były dla mnie kluczem, pryzmatem (być może zbyt oczywistym), przez który patrzyłem na powieść.
      Nie chcę narzucać swojego spojrzenia (moim zdaniem – bardzo podobnego do Twojego spojrzenia). Nie zapominam, że każdy czytelnik ma prawo do własnej powieści/do własnego odczytywania powieści.
      Żółwik, Luizo! Pa.

      1. Jednym słowem – intertekstualność ; )
        Nie, pytałam tylko, bo mnie zaciekawiło.
        Pod tym kątem może i być postmodernistyczna. Wszak granice są płynne.
        Nawiązania do nawiązań… Joyce jest postmodernistyczny czy modernistyczny? ; )

        Hm, lata 70. i 80. XX wieku w Dzieciach ze schowka to (niejako) pokłosie 1968, tak… No ale powieść tego Murakamiego świetna jest do interpretacji – dziękuję za podzielenie się uwagami!

        Pozdrawiam!

      2. Tak, intertekstualność – wszechobecna w (płynnej) ponowoczesności / współczesności.

        „Joyce jest postmodernistyczny czy modernistyczny?” – wg mnie Joyce jest tatą literatury, którą możemy (nie musimy) nazywać postmodernistyczną; myślę, że jest modernistyczny i postmodernistyczny (ale Joyce nie jest przecież Murakamim – wiem, wiem że o tym wiesz :)). „Literatura postmodernistyczna” ma, zapewne, wielu tatusiów i wiele mam.

        Powieść „każe pytać o szaleństwo dzisiejszego świata” (bardzo dobrze), ale… znudziła mnie :(
        Brak zachwytu nad konceptem, stylem… Niestety :(

        Pozdrawiam.

    1. „Intertekstualność wszechobecna… od wieków ; )” – Tak. Staram się zawężać odpowiedzi do przeszłości nam najbliższej, współczesności, bo to w niej, jak sądzę, powstała powieść Murakamiego.
      Być może „Dzieci…” nie są powieścią ponowoczesną, ale ja odbieram ją jako ponowoczesną.

      Tak, znudziły mnie „Dzieci ze schowka”.
      Pisząc swój pierwszy komentarz, dotyczący tej książki, nie chciałem się tym dzielić. Chciałem jedynie zasygnalizować: przeczytałem, mam podobne odczucia (może właśnie tak powinien wyglądać mój wpis? może „Postmodernizm” w komentarzu jest zbędny).

      Miłego popołudnia :)

      1. Hm, nie wiem, ale nie sądzę, by istniała jedna słuszna odpowiedź na pytanie, czy Dzieci… są ponowoczesną powieścią – dla jednych tak, dla innych nie. Jak niemalże z każdą książką (truizm – wiem ; )). Dlatego tak Cię o to wypytywałam, bo chciałam poznać dokładnie(j) Twoje stanowisko.

        „Brak zachwytu nad konceptem, stylem…” – że nad stylem się nie zachwycasz, to mnie nie dziwi bardzo, bo mamy przekład. Niestety nie znam japońskiego ; ) Ale koncept? Nawet jeśli to postmodernistyczna układanka, palimpsest czy innego typy wy-twór współczesności?

        Dziękuję i życzę udanego popołudnia.^^’

      2. Mam opory przed/kłopoty z (?) dokładnym wyrażaniem stanowisk w Internecie (i tym razem wyszło jak zawsze ;)), ale Twój blog kusi (stąd moje komentarze).

        Proza Ryu Murakamiego nie jest dla mnie.

        Na marginesie: Nie nudzi (zachwyca!) mnie pierwszy tom „Dzieł zebranych” Tymoteusza Karpowicza i proza Fleur Jaeggy – mała i piękna (są to moje ostatnie, póki co, lektury)! :)

        Dzięki. Zmykam :)

  9. @Paweł:
    Ależ… dokładne wyrażanie jest możliwe, jeśli napisze się całą rozprawę, a i wtedy zawsze znajdą się jakieś wątpliwości ; ) Dlatego zwykle dopytuję – chcę lepiej zrozumieć cudze stanowisko.
    Rozumiem jednak opór – ja taki mam w niemalże każdej przestrzeni publicznej.
    To dobrze, że owari nai yume kusi do wyrażania opinii przynajmniej jedną osobę ; ) – ciszę się! xD

    Tak, wiem doskonale, że nie każdego proza Ryū Murakamiego zachwyci czy zainteresuje.

    Wspaniale! Cieszy mnie, że czytasz Karpowicza!^^
    Fleur Jaeggy – nie znam.^^””’

    Przyjemnego wieczoru i nie mniej przyjemnej lektury!

    1. „Fleur Jaeggy – nie znam.^^””’” – Myślę, że warto poznać twórczość tej pisarki. Polecam! (próz Jaeggy nie uważam za przykład literatury postmodernistycznej ;D).
      :)

  10. Kolejny raz podziwiam Twoją wielką zdolność do interpretacji, doszukiwania się różnych kontekstów, wnikliwego badania symboliki, rozważania wszystkiego z wielu odmiennych punktów widzenia. Fantastyczna recenzja, a książkę koniecznie muszę przeczytać. Już u Litery czytałam o niej swego czasu, a Ty jeszcze podsyciłaś pragnienie, by zapoznać się z tą powieścią. Dziękuję :)

    1. Oj, koniecznie, koniecznie. Też z tego względu, że sporo jego utworów ukazało się w angielskim tłumaczeniu.
      Dziękuję! *^^*
      Tak, u Litery czytałam jeszcze recenzję In the Miso Soup xD

      Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s