„W stosunkach między ludźmi zawsze jest pole do nieporozumień i złudzeń.” Recenzja „Gorzkiego spotkania” Eileen Chang

Recenzję można przeczytać na stronie bookznami.pl

.

.

Przekładanie doświadczeń na słowa (…) sprawiało jej trudność. Denerwowało ją, że mówiąc, nie potrafi dobrze przekazać myśli, dlatego nie lubiła się zwierzać. Za każdym razem, gdy zrobiła wyjątek, żałowała – zwierzenia nie przynosiły jej ani zadowolenia, ani pocieszenia.

.

Eileen Chang, Gorzkie spotkanie, przeł. Katarzyna Kulpa, W.A.B., Warszawa 2011, s. 155.

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [27.04.2013]

 

Autobiograficzne wątki w powieściach elektryzują większość czytelników. Z nieukrywaną ciekawością odbiorcy literatury tropią poszczególne elementy życiorysu pisarza. Dzieje się tak zapewne dlatego, że kieruje nami niepohamowana chęć poznania… wad literata. Odkrycie w artyście człowieka z krwi i kości, popełniającego błędy, mylącego się, raniącego innych, przybliża i ułatwia bardziej bezpośredni kontakt na linii autor – czytelnik. Intymna relacja zrodzona z fragmentów słów i pojedynczych wspomnień jest jednak złudna i ulotna niczym obrazek nakreślony delikatnym piórkiem. Takie zdaje się też Gorzkie spotkanie, częściowo autobiograficzna powieść jednej z najbardziej znanych i cenionych współczesnych chińskich autorek – Eileen Chang.

Bohaterkę Gorzkiego spotkania, pisarkę Julię Sheng (pierwowzorem postaci jest Eileen Chang), poznajemy z urywków wspomnień, reminiscencyjnych obrazów utrwalonych w jej prywatnych notatkach. Powieść, zbudowana na zasadzie retrospektywnych podróży, w obrębie których autorka stosuje niekiedy antycypacje, przybiera kształt labiryntowego dzieła, niejednoznacznego, pełnego niedomówień. Pierwsze wspomnienia Julii to czasy studenckie w Hongkongu przerwane atakiem Japończyków i wybuchem drugiej wojny chińsko-japońskiej (1937-1945). Początkowo mglista wizja życia dziewczyny – zarówno przed burzliwymi latami 40. XX wieku, jak i w czasie powojennym – połowicznie rozjaśnia się w trakcie lektury. Julia nie opowiada nam o sobie wprost, nie jest skłonna do zwierzeń, bo one nigdy nie przynoszą oczekiwanego skutku. Zamiast narracji pierwszoosobowej Eileen Chang wprowadza trudnego do uchwycenia opowiadacza historii – do złudzenia przypomina on Julię, zupełnie jakby dziewczyna w trzeciej osobie mówiła o sobie. Zabieg to o tyle ciekawy, że bohaterka nie lubi wspominać, gdyż każde wspomnienie przynosi melancholię, zaś prostych wzruszeń nie szuka, wystarczą jej te codzienne, przypadkowe i konieczne, których uniknąć nie sposób. Czyżby zatem wspominało alter ego Julii?

Narrator(ka) doskonale zna przeszłość dziewczyny, toteż pewne detale celowo zaciemnia, o innych wspomina mimochodem; penetruje skryte myśli i uczucia Julii, odsłania przed czytelnikiem nieopuszczające młodej pisarki pragnienie ucieczki oraz marzenie o pięknej, wzniosłej, romantycznej miłości. Tym samym angielskie imię bohaterki powieści, skądinąd przywodzące na myśl szekspirowską postać, wydaje się nieprzypadkowe… Im więcej narrator(ka) odczyta zapisków Julii, a później przekształci w krótkie opowieści i anegdotki, tym więcej poznamy faktów, a dostępne dla nas elementy, przywodzące na myśl puzzle, trafią na swoje miejsce. W narracji pozostaje jednak sporo miejsc niedookreślonych, zasygnalizowanych, nierozwiniętych, co poniekąd jest wynikiem tego, że Chang nie zdążyła przed śmiercią dokończyć redakcji swojej książki.

Relacje z rodzicami – pokoleniem „przejściowym”, które zawieszone jest między chińskimi tradycjami a nowoczesnością, wyzwoleniem i nonszalancją – zasadniczo wpływają na późniejsze decyzje Julii. Matka dziewczyny, Rachel, zawsze niedostępna, wyniosła, wiecznie w podróży, uwielbia być adorowana przez mężczyzn, toteż nie ma czasu dla dzieci – Julii i jej młodszego brata Juliana. Dla dorastającej dziewczyny nie do pomyślenia jest kontakt fizyczny z matką – raz jedyny, gdy Rachel chwyciła ją za rękę, przechodząc z nią przez ulicę, stanowi wszystko. Każda inna intymna sytuacja stałaby się nie do zniesienia dla Julii. Jakkolwiek dziewczyna mimowolnie śledzi w pamięci urywki słów, liczne niedopowiedzenia matki, próbując tyleż ją zrozumieć, ile zbudować na własny użytek portret Rachel. Zetknięcie się z matką (czy we wspomnieniach, czy w rzeczywistości) staje się „gorzkim spotkaniem” dwóch obcych sobie kobiet. Ned, ojciec, pogrążony w opiumowym dymie, uzależniony od morfiny, nie stroni od towarzystwa kobiet. Oboje, Rachel i Ned, tworzą dwa, samoistne domy – a Julia, jak zabawka, lalka, przekazywana między rodzicami, przygląda się w obu miejscach teatrowi dorosłych, wzajemnej grze pozorów, złudnym trikom i kuglarskim sztuczkom. Relacje międzyludzkie to permanentna gra. Teatralizacja gestów, mimiki, ścisła kontrola wypowiadanych słów, posyłanych uśmiechów i spojrzeń czyni świat dorosłych światem wielowymiarowej intrygi. Co krok następuje zgrzyt między tym, co komunikowane, a tym, co czynione. Wszyscy wszystkich oszukują i dręczą się wzajemnie w niedopasowanych związkach. Interakcje są chwilowe, „punktowe” – odbywają się tu i teraz, dziś są, jutro nie ma po nich śladu poza opiumowym kacem. Obraz komplikują jednak familijne koligacje, urazy, niechęci, miłostki, relacje i zależności. Rodzinne mity, legendy oraz chińskie tradycje skontrastowane zostają z nowoczesnością, wyobrażeniem zachodniego stylu życia – Zachód jawi się jako mglista, niedostępna kraina. Substytutem przebywania w rajskim, upragnionym świecie będzie między innymi tendencja do zamiany chińskich imion na europejsko-amerykańskie (chińskich imion Julii czy Rachel nie poznamy) – co samo w sobie stanowi kolejny poziom gry aktorskiej. Imię staje się pseudonimem, maską, za którą skrywają się poszczególne osoby dramatu.

Azylem dla dziewczyny będzie ulotny, subtelny świat wzniosłych uczuć i idei – literatura. Być może ona spotęguje wrażenie wyobcowania i nieprzystawalności do hongkońsko-szanghajskiej rzeczywistości, w dalszej zaś perspektywie zrodzi także myśl, że życie jest snem, nic nie dzieje się naprawdę i jutro Julia obudzi się jako Angielka czy Amerykanka. Na swoje nieszczęście młoda kobieta, tęskniąca za piękną miłością, pozna Shao Zhiyonga (prototypem postaci jest Hu Lancheng, mąż Eileen Chang w latach 1943-1947). Mężczyzna oczaruje i uzależni ją od siebie do tego stopnia, że dziewczyna porzuci dla niego wszystko, będzie w stanie przez długi czas usprawiedliwiać jego intymne związki z wieloma kobietami (dwa małżeństwa i liczne romanse). Szybko wyjdzie na jaw, że Shao Zhiyong kolaboruje z Japończykami. Uznany za zdrajcę po japońskiej kapitulacji zmuszony zostanie do wyjazdu na wieś, ale… bez Julii. Stopniowo narastający dystans między kochankami-prawie małżonkami, nieukojony żal i ból kobiety zakończą się rozpadem więzi i emocjonalnym wydrążeniem pisarki. Czekanie bowiem na iście teatralne „spotkanie trzech piękności” (czyli kobiet Shao Zhiyonga), owo „gorzkie spotkanie”, jest najbardziej złowrogą chwilą, momentem wiecznej goryczy i bólu ponad siły Julii.

Song Yilang, wykonawca literackiego testamentu chińskiej pisarki, w posłowiu do powieści zamieszcza fragmenty korespondencji swoich rodziców (redaktorów dzieł pisarki) z Eileen Chang, tłumacząc, dlaczego nie spalił rękopisu Gorzkiego spotkania zgodnie z życzeniem autorki. Z listów czytelnik dowie się, jak bardzo trudne było pisanie tej powieści i jakie przeszkody stanęły na drodze publikacji. Zastanawiać może tylko, na ile ów wątek autobiograficzny wpłynie na recepcję (skądinąd niełatwej) powieści Eileen Chang i zaważy na czytelniczej ocenie…

Gorzkie spotkanie to piękna, subtelna, eteryczna opowieść nie tylko o nieszczęśliwej miłości, zdradzie, bólu, lecz także o życiu w cieniu wojny, niekończącej się niepewności i przerwanych, zaprzepaszczonych szansach. Osobista, intymna, autowiwisekcyjna quasi-spowiedź pisarki stanowi gorzki portret Chin pierwszej połowy XX wieku.

Eileen Chang, Gorzkie spotkanie, przeł. Katarzyna Kulpa, W.A.B., Warszawa 2011.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

2 thoughts on “„W stosunkach między ludźmi zawsze jest pole do nieporozumień i złudzeń.” Recenzja „Gorzkiego spotkania” Eileen Chang

  1. Piękna książka, która ogromnie podobała mi się również z uwagi na niezwykle interesujące i wyczerpujące posłowie. Ciekawe są słowa Song Yilanga, który tłumaczy się z nie dotrzymania woli autorki, by zniszczyć rękopis. Fantastyczne są przytoczone fragmenty korespondencji pomiędzy Eileen Chang a Song Qi i Kuang Wenmei, które doskonale ukazują jak rodzi się literackie dzieło i jak swoją cegiełkę przy jego powstawaniu mogą dołożyć osoby postronne.

    Twoją recenzję, jak zawsze, przeczytałem z równie wielką przyjemnością :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s