„Biegnę, więc jestem.”* Na marginesie „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” Harukiego Murakamiego

Emocjonalne rany są ceną, którą płaci się za bycie niezależnym. [s. 26]

Upubliczniona część introspektywnych podróży Harukiego Murakamiego rozpoczyna się latem 2005, a kończą jesienią 2006 roku. W dziewięciu rozdziałach książki O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu pojawiają się dwa paralelne tematy – bieganie i pisanie. Oba łączy przede wszystkim fakt, że pewnego dnia Murakami postanowił po prostu rozpocząć swoją przygodę z pisaniem i bieganiem. Japończyk doskonale pamięta (pamięta czy preparuje?) datę, gdy pojawiła się myśl, aby stworzyć książkę – pierwszego kwietnia 1978, o godzinie 13.30; natomiast chęć na bieganie przyszła jesienią 1982 roku. W O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu autor niejednokrotnie zaskakuje, zdumiewa i nieznacznie otwiera się przed czytelnikiem, tworząc jedną z oryginalniejszych form „intymistyki”.**

 Czasem, kiedy myślę o życiu, czuję się jak kawałek drewna wyrzucony przez morze na brzeg. [s. 12]

O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu tytułem nawiązuje do zbioru opowiadań jednego z ulubionych pisarzy Murakamiego, Raymonda Carvera (O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości) – Japończyk informuje czytelników o swojej inspiracji w posłowiu. Niewiele jednak literackich i muzycznych fascynacji ujawni autor odbiorcom książki. Introwertyk nie odsłania wszystkich kart, pozostawia wiele miejsc zaciemnionych, niejasnych, niedookreślonych (praktycznie w ogóle nie wspomina o żonie). Samotne wykonywanie różnych czynności (pisanie, słuchanie muzyki czy bieganie) nie nuży i nie męczy go. Owszem, gdy się ożenił i zaczął prowadzić klub jazzowy, zrozumiał, jak istotne i niebagatelne są kontakty z innymi ludźmi. Nie oznacza to, że porzucił swój intymny, wewnętrzny świat. Jego przestrzeń nabrała, jak należy podejrzewać, nieco innych kształtów i wymiarów. Poprzez to stała się pełniejsza, a Murakami dojrzalszy, bardziej świadomy.

(…) należę do ludzi, którzy lubią być sami. Podkreślę to jeszcze raz: jestem osobą, która nie cierpi z powodu samotności. (…) Mam taką skłonność od najwcześniejszych lat, kiedy – mając wybór – znacznie bardziej wolałem czytać samotnie książki albo słuchać w skupieniu muzyki, niż spotykać się z innymi. Zawsze mam mnóstwo pomysłów na to, co mogę robić sam. [s. 22]

Dla kogoś postronnego wspomnienia wypełniające O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu będą zwykłymi, niczym niewyróżniającymi się reminiscencjami, ale dla Murakamiego są niezwykle cenne – należą do niego i współtworzą go, toteż nie zawaha się napisać o spotkanych przelotnie osobach, o kolorze nieba, o deszczu… Drobiazgowość, skrupulatność opisu poszczególnych przeżyć i zjawisk – jakże znana z jego powieści – wydaje się swego rodzaju oporem przed ciemną, „anihilacyjną” stroną rzeczywistości, ucieczką przed zapomnieniem. Snując wspomnienia, Murakami często wraca do kwestii bycia niezrozumianym, czyli… bycia sobą, stworzeniem (zbudowaniem) własnego odrębnego „ja”. Umysł chłonny, acz pełen niedoskonałości i ograniczeń, wyostrzone zmysły i wrażliwość na otaczający świat – to (auto)portret Murakamiego. O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu momentami przeobraża się w intymny obraz czy raczej drobny wycinek świata wewnętrznego jednego z ciekawszych, bo przecież trudnych do przejrzenia, literackich graczy, świadomych własnych ograniczeń, słabości i granic swojego świata.

Nie odkryłem w sobie żadnego źródła. Muszę przebijać się przez skałę przecinakiem i wykopać głęboką dziurę, zanim odnajdę w sobie źródło kreatywności. Chcę napisać powieść, muszę mieć fizyczny napęd, który zabiera dużo czasu i wysiłku. Za każdym razem, gdy rozpoczynam pisanie, muszę wykopać nową głęboką dziurę. [s. 50]***

W bieganiu (chociaż warto zauważyć, że Murakami uczestniczy zarówno w maratonach, jak i w triathlonach!) istotą nie jest wygrana, ale osiągnięcie zamierzonych celów. Innymi słowy, ćwiczenie i trenowanie stanowią element pracy nad sobą, są podnoszeniem poprzeczki. Nie oznacza to jednak, że Murakami wszystkich ludzi namawia do biegania – każdy człowiek jest inny, toteż i wybiera taką formę aktywności, która odpowiada mu najbardziej. Trzy cele maratonu to, dla Murakamiego, meta (symbol wytrwania, walki z własnymi słabościami), bieg i radość.

Analogicznie, według Japończyka, rzecz się ma z pisaniem, gdyż pisarz kieruje się zazwyczaj cicha wewnętrzną motywacją i nie szuka potwierdzenia w tym, co widać na zewnątrz. [s. 16] Pisanie jest niczym wspinaczka na stromą górę, jest pokonywaniem własnych ograniczeń i słabości, ba! pisanie to wybieranie z nieskończonej ilości możliwości i potencjalności, z niezmierzonego morza słów japońskich, wyrażeń, wypowiedzeń. Nic więc dziwnego, że publiczne mówienie w języku japońskim jest dla Murakamiego trudniejsze niż wygłaszanie przemówień po angielsku. Mówienie bowiem we własnym języku to konieczność wyboru najstosowniejszego określenia, cyzelowania słów, gruntownej rewizji, co rodzi – w obliczu mówienia, a nie pisania – dezorientację. W połowie wypowiedzi zmieniamy strukturę pod naporem słów – tych odpowiednich, tych „lepiej” pasujących do sytuacji, tych niezbędnych. Słowa się rozbiegają, utrudniając wy-słowienie, selekcję, wybór…

Nasza świadomość jest labiryntem i podobnie rzecz się ma z naszymi ciałami. Ciemno, gdziekolwiek spojrzysz, wszystko poza polem widzenia. Wszędzie pojawiają się jakieś niejasne wskazówki i wszędzie czyhają niespodzianki. [s. 142]

O czym zatem mówi Murakami, gdy mówi o bieganiu? Kompleksowa, całościowa odpowiedź jest niemożliwa. Pustka (poniekąd zbliżona do buddyjskiej) jest bieganiem i bieganie jest pustką. Dla zaciekawionych wewnętrznym światem pisarza O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu będzie sposobnością na lepsze tyleż zrozumienie, ile wyczucie-odczucie Murakamiego. Nieprzekonanych jednak, niestety, nie przekona.

Nieważne, ile mam lat, póki żyję, zawsze będę odkrywał w sobie coś nowego. Nieważne, jak długo człowiek przegląda się nagi w lustrze, nigdy nie dojrzy tego, co kryje się w środku. [s. 172]

——————
* Haruki Murakami, O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu, przeł. Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010, s. 123. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego wydania i zostały umiejscowione bezpośrednio w tekście.
** Dlaczego zatem, skoro niby Murakami pisze o bieganiu, ale jednak najwięcej o sobie, jedno z haseł przedmiotowych tej książki w katalogu Biblioteki Narodowej to… „biegi”? Wbrew pozorom nie jest to poradnik dla biegaczy ani publikacja „naukowa” z zakresu lekkoatletyki. W NUKAT (Narodowy Uniwersalny Katalog Centralny) jest jeszcze lepiej – „bieg (lekkoatletyka)”…
*** Bohaterowie w jego utworach niezmiernie często schodzą albo do studni, albo w głąb ziemi, przemierzając tunele. Być może tu kryje się właściwa interpretacja tego stanu – szukają nowego źródła do kreacji świata, bo stare już się wyczerpało…

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

8 thoughts on “„Biegnę, więc jestem.”* Na marginesie „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” Harukiego Murakamiego

  1. Jeden z cytatów przeczytałam tak: „Muszę przebijać się przez skałę przecinkiem i wykopać głęboką dziurę, zanim odnajdę w sobie źródło kreatywności”. Przez chwilę się zastanawiałam, jak się kopie głębokie dziury przecinkiem, ale przeczytałam zdanie jeszcze raz i wszystko się rozjaśniło :)

  2. Myślę, że gdyby zapytać wielu ludzi o Murakamiego – to chyba przed tym, że jest on pisarzem wielu powiedziałoby, że on właśnie biega – bo bardzo często o tym wspomina.

    Koniecznie, ale już po świętach, muszę zakupić sobie tą pozycję!:)

      1. Wielu pisarzy, jak i każdy z nas mniej lub więcej, steruje własnym wizerunkiem. Jestem ciekawa tylko jak bardzo tutaj tworzy siebie… Też lubię biegać więc z chęcią sobie go poczytam;D
        A ja właśnie zaczęłam czytać „Śniadanie z kangurami. Australijskie przygody” Billy’ego Brysona, i już po kilkunastu stronach śmieję się jak nie powiem co….;) Po całym dniu pracy dobra lektura na rozluźnienie i poznanie wielu ciekawostek o Australii.

        Także przesyłam życzenia świąteczne! Wesołych Świąt!:))

  3. @Alice:
    Oczywiście, każdy z nas kreuje własny wizerunek (tak, mniej lub więcej). Ale mam wrażenie, że tylko nieliczni potrafią robić to konsekwentnie i spójnie. A w przypadku Japończyków dochodzi jeszcze ten poziom samokontroli. Chyba nie do końca możliwy na dużą skalę w Ameryce czy Europie. Tak mi się tylko zdaje.

    Hehe, skoro też lubisz biegać, to się powinnaś dogadać z Murakamim xD”’

    Już sam tytuł jest dobry – „Śniadanie z kangurami” xDD Aż się chyba kiedyś skuszę xD

    Wszystkiego dobrego!^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s