„Są na świecie różni ludzie i różne Koty.”[1] O „Kafce nad morzem” Harukiego Murakamiego parę myśli

Odpowiedzialność rodzi się w snach.
[s. 178; cytat pożyczony od Yeatsa]

Kolejny powołany przez Murakamiego do istnienia literacki świat zainauguruje rozmowa niespełna piętnastoletniego Kafki Tamury (prawdziwego imienia chłopca nie poznamy, gdyż imię łatwo zmienić. […] Szczególnie kiedy ktoś chce się ukryć [s. 47]) z „chłopcem zwanym Kawką” (osobliwym cieniem, alter ego Tamury). Matka naszego bohatera oraz jego siostra odeszły, gdy miał cztery lata. Chłopiec planuje na swoje piętnaste urodziny… ucieczkę tyleż od ojca, ile od jego okrutnej przepowiedni. Ojciec Kafki, Kōichi Tamura, to sławny rzeźbiarz i, co istotne w kontekście całego utworu oraz decyzji chłopca o rejteradzie, tematem przez niego podejmowanym w sztuce jest konkretyzacja ludzkiej podświadomości. Kto wie, na ile owo zainteresowanie ludzką psychiką ukonstytuuje przyszłość jego syna… To pierwsza historia, którą otrzymujemy w Kafce nad morzem.

Drugą opowieścią są losy Satoru Nakaty – w dzieciństwie, które przypadło na lata 40. XX wieku, z nieznanych przyczyn stracił przytomność na szkolnej wyprawie do lasu. Po przebudzeniu okazało się, że niczego nie pamięta, amnezja objęła także umiejętność czytania. Niegdyś zdolny i utalentowany, po wypadku[2] stał się zakałą rodziny. Obecnie (gdy rozgrywa się akcja powieści) jako starszy pan pobiera rentę inwalidzką, a dorabia szukaniem zaginionych kotów. Dodatkowe zajęcie jest dla niego jedyną rozrywką i przychodzi mu z łatwością, ponieważ mężczyzna potrafi… rozmawiać z kotami. Nowe zadanie przysporzy mu jednak sporo kłopotów – wpierw trafi na trop karykaturalnego, groteskowego osobnika (który przedstawi się jako Johnnie Walker[3]), kolekcjonującego kocie dusze. Następnie uda się w nieoczekiwaną ekspedycję po wyspie Shikoku, w trakcie której dołączy do niego poczciwy chłopak, Hoshino, stając się dobrym duchem, wspomagającym i podtrzymującym w drodze towarzyszem. Wybory życiowe, kolejne decyzje obu bohaterów (Tamury i Nakaty) zaczną oddziaływać na siebie, zakrzywiając czasoprzestrzeń i wywołując lawinę kuriozalnych zdarzeń… ~Możliwe spoilery~

Zauważmy, iż osoby napotkane przez chłopca (dziewczyna o imieniu Sakura, tajemniczy pan Ōshima z biblioteki Kōmura, dyrektorka tejże biblioteki – pani Saeki) poprowadzą Kafkę nie tylko do końca mrocznego labiryntu, do wylotu tunelu (gdzie będzie czekać albo światło i blask, albo ciemność i grzech), ale także znacząco wpłyną na jego kolejne kroki. Od chłopca jednak zależy, czy skorzysta z okazji, z wyciągniętej ręki, czy też przepadnie na zawsze w wodzie z rzeki Lete. Bywają bowiem takie momenty, gdy świadomość piętnastolatka oddziela się od jego ciała. Dryfuje wówczas po czasoprzestrzeni w poszukiwaniu odpowiedniego ciała – takiego, które umożliwi wypełnienie przepowiedni, dokonanie zbrodni na odległość. Sny same w sobie nie wystarczą. Musi być ktoś, kto będzie śnił ten sam sen, ba! kto znajdzie się w tym samym śnie i wykona zadanie. Czyżby idealnym naczyniem dla jaźni Tamury był… Nakata? Oniryczna przestrzeń, w której (nie)świadomość dokonuje targów i pieczętuje przyszłość, stanowi jeden z ciekawszych punktów w wielu powieściach Harukiego Murakamiego. Osobliwa gra snów, z jednej strony nawiązująca do psychoanalizy (różne elementy powieści odczytywać można, paradoksalnie, w kontekście psychoanalizy i freudowskiej, i jungowskiej, i lacanowskiej), z drugiej zaś odwołująca się do motywu życia snem, dość często przez Murakamiego traktowana bywa jako dekoracja. Szkoda, że podobnie dzieje się w Kafce nad morzem, gdzie wątek świata snów gubi się w trakcie podróży bohaterów po Shikoku.

Warto zwrócić uwagę na literackie przestrzenie w powieści Japończyka. Punktami zwrotnymi na drodze bohaterów staną się biblioteka Kōmura (miejsce inicjacji) oraz górska chata w Kōchi[4] (miejsce przejścia, ale również miejsce mityczne, legendarne, gdzie następuje połączenie ciemności duszy i ciemności świata). Co ciekawe, Tamura uważa, iż przestrzeń wokół niego przypomina do złudzenia maszynerię z Kolonii karnej Franza Kafki – zarówno motyw świata-maszyny, jak i aluzja do utworu Kafki[5] to świetne ilustracje licznych tropów Murakamiego, które w gruncie rzeczy nie prowadzą nigdzie, a w najlepszym wypadku przeobrażają się w literackie ozdobniki. Analogicznie z quasi-egipskimi plagami (ryby i pijawki spadające z nieba) – ich rola w powieści jest wątpliwa, sprowadza się do „dekoracyjności”, mniej bądź bardziej wyszukanej ornamentalistyki, uatrakcyjniającej formę przekazu, ale czy wzbogacającej treść? Być może to zabieg celowy – nagromadzenie aluzji, kryptocytatów, nawiązań o różnym stopniu czytelności (w zależności od tyleż erudycji odbiorcy, ile znajomości kodu, czyli kręgu tekstów kultury, które zna i przetwarza Murakami), multiplikowanie tropów, znaków, symboli – całość ma sprawiać wrażenie dzieła eklektycznego, przemawiającego różnymi językami, prowadzącego w różnorodnych kierunkach (czytelnicza potrzeba i chęć przyczynią się do wyboru kierunków podróży po świecie zaproponowanym przez Murakamiego; ostateczne wypełnienie „białych plam” będzie zależeć od odbiorcy, niczym w grze interaktywnej), stając się potwierdzeniem tezy, że nic nowego powiedzieć już nie można, należy jedynie nadbudowywać historie raz opowiedziane, komponować z już istniejących elementów swoje, prywatno-publiczne światy.

Kontekstami literackimi (poza muzycznymi, filmowymi czy malarskimi) dla Kafki nad morzem powinny być przede wszystkim: antyczne tragedie, twórczość Szekspira, literackie przestrzenie Kafki oraz japońska literatura klasyczna. Nie zamyka to jednak listy. Interesująca (zwłaszcza w kontekście powyższych rozważań) jest próba wskrzeszenia mitu o Edypie i połączenie go z reinterpretacją motywu „duchów żyjących”, zaczerpniętego między innymi z Opowieści o księciu Genjim. Kiedyś, w dawnych wiekach – o czym przypomina japoński pisarz – mrok, który kryje się w ludzkich sercach, łączył się z ciemnością przestrzeni. Możliwa wówczas była „wędrówka” świadomości. Inaczej mówiąc, duch żyjącego potrafił znaleźć się w innym miejscu niż ciało, ba! był nawet w stanie dokonać zbrodni.[6] Odkąd rozpowszechniono sztuczne światło, ludzie oddzielili starannie wewnętrzną ciemność (mrok w sercu) od zewnętrznego cienia (nocna przestrzeń). Przemieszczanie się świadomości zostało zatamowane przez dopływ substytutu słońca.

Fantastyczne wydarzenia, których świadkami są czytelnicy, rozbijają dość klarowny szkielet powieści. Z dwóch paralelnych historii Kafka nad morzem przeobraża się w literackie dryfowanie po poszczególnych mitach, legendach i opowieściach niesamowitych. Dla niektórych będzie to kolejny dowód na (świadomie!) postmodernistyczną żonglerkę motywami,[7] dla pozostałych – atrakcyjną formą, w której umieszczą własne oczekiwania. Nie oznacza to jednak, że Kafka nad morzem jest powieścią słabą – wręcz przeciwnie, obok Końca Świata i Hard-boiled Wonterland, Tańcz, tańcz, tańcz, Kroniki ptaka nakręcacza czy 1Q84 stanowi niezmiernie inspirującą podróż w zakamarki ludzkiego umysłu.

——————
[1] Haruki Murakami, Kafka nad morzem, przeł. Anna Zielińska-Elliott, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2007, s. 70. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego wydania i zostały umiejscowione bezpośrednio w tekście.
[2] W 1944 roku po przelocie tajemniczego samolotu nad wzgórzem zwanym Miską dzieci nagle tracą przytomność. Wszystkie, poza Satoru Nakatą, po pewnym czasie odzyskują świadomość. Chłopiec przez bardzo długi czas pozostaje nieprzytomny. Po przebudzeniu okazuje się, że nic nie pamięta. Zaginęła też… połowa jego cienia.
[3] Postać łudząco podobna do wielu bohaterów mang i anime… Ot, konstrukt popkultury sprawnie przez Murakamiego przetworzony.
[4] Ciekawe, że u Murakamiego musi pojawić się miejsce, w którym bohater samotnie będzie zastanawiał się nad kolejnymi decyzjami i gdzie dokona rekapitulacji.
[5] Tytuł powieści Murakamiego z jednej strony zdaje się quasi-hołdem złożonym Kafce, z drugiej zaś każe pytać o klucz interpretacyjny. Kafkowski świat nie jest światem zbieżnym z literackimi przestrzeniami kreowanymi przez Murakamiego. Kafka nad morzem, w pewnych momentach niezwykle krwawa, przeobraża się w makabryczną reinterpretację mitów. Dodatkowo Japończyk wprowadza do powieści tekst piosenki o wymownym tytule Kafka nad morzem. Autorką owego utworu jest pani Saeki, którą w młodości zainspirował pewien obraz… Oto tekst:

Ty jesteś hen na krańcu świata
Ja przy kraterze wygasłego wulkanu
W cieniu drzwi stoją słowa
Potraciły litery

Księżyc oświetla śpiącą jaszczurkę
Z nieba spadają rybki
Za oknem są żołnierze
O skamieniałych sercach

(refren)
Na krześle nad morzem siedzi Kafka
Myśli o wahadle poruszającym świat
Kiedy zamyka się krąg serca
Cień nieruchomego Sfinksa
Staje się nożem
I przebija twoje sny

Palce topielicy szukają kamienia
Który otwiera wejście
Podnosząc rąbek błękitnej szaty
Patrzy na Kafkę nad morzem

Cyt. za: Haruki Murakami, dz. cyt., s. 305-306.

[6] Oczywiście, zbrodnia jest tylko jedynym z przykładów. Bardzo często taki „duch żyjącego” dotrzymywał obietnicy, gdy konkretna osoba fizycznie nie mogła tego uczynić. Zob. na przykład: Akinari Ueda, Po deszczu przy księżycu.
[7] Por. (…) w Japonii, nie wiem, czy to źle, czy dobrze, bóg jest wyjątkowo elastycznym pojęciem. Dowodem na to jest fakt, że kiedy cesarz, który przed wojną był bogiem, dostał polecenie od dowódcy amerykańskich sił okupacyjnych, generała Douglasa MacArthura rozkaz: „Przestań być bogiem”, odpowiedział: „Dobrze, już jestem zwykłym człowiekiem”, i od 1946 roku nie jest bogiem. Dlatego japońskimi bogami można sobie dyrygować. Zmieniają się nawet na polecenie amerykańskiego żołnierza w okularach przeciwsłonecznych i z tanią fajeczką. Są aż tak postmodernistyczni. Jeśli myśli, że istnieją, istnieją. A jeżeli myślisz, że ich nie ma, to ich nie ma. Nie ma potrzeby się ciągle kimś takim przejmować. Cyt. za: Haruki Murakami, dz. cyt., s. 383-384.

Autor: Luiza Stachura

Advertisements

10 thoughts on “„Są na świecie różni ludzie i różne Koty.”[1] O „Kafce nad morzem” Harukiego Murakamiego parę myśli

  1. Powieść przeczytałem w 2007 roku. Od tego czasu nie zapomniałem o panu Nakacie i kotce Mimi.
    Zainteresowanie ich losami to jedyny powód ukończenia (przeze mnie) lektury książki.
    Dla mnie (obecnie) „Kafka…”, będąca tworem popkulturowym, jest wspaniałą krytyką popkultury.
    Męcząca, dłużąca się… scenariusz gry komputerowej.
    Gdyby Murakami powrócił w przyszłości do postaci Nakaty i Mimi… cieszyłbym się :)

    1. Murakami jest świetnym popkulturowym pisarzem – za to go przede wszystkim lubię. I w kilku moich ulubionych jego powieściach (oraz opowiadaniach) w sposób popkulturowo piękny eksploruje świat samotności.

      Tak, jak gra komputerowa albo długie anime. Jako popkulturowe dziecko przyznaję, że mnie ta książka nie zmęczyła, wręcz przeciwnie – uważam Kafkę nad morzem za jeden z ciekawszych wariantów świata Murakamiego (jakkolwiek koniec mnie rozczarował).

      Pozdrawiam serdecznie!^^

  2. Skończyłam ją czytać dosłownie przed godziną i nie mam pojęcia, co mam o niej napisać. Niesamowicie różni się od innych książek Murakamiego, które czytałam. Oczywiście po raz kolejny stworzył bardzo interesujący świat, ale jest to książka, która mi osobiście nie podeszła. Troszkę za dużo tego żonglowania wątkami, kilka niezrozumiałych sytuacji. Muszę kiedyś tę książkę przeczytać po angielsku i sprawdzić niektóre sformułowania ;)

    1. Pewnie dlatego, że bardzo przypomina współczesne anime (^_-) A nie wiem, czy Ty oglądasz anime/czytasz mangi – chyba nie.
      Nie wiem, czy wersja angielska nie zaciemni jeszcze bardziej obrazu xD Ja bym chciała kiedyś po japońsku przeczytać (jak się już języka nauczę (^_-)).

      Pozdrawiam serdecznie! xD

  3. Ad. [6] patrz ikiryō, czyli duchy osób żyjących, choćby w: Mitologia japońska Agnieszka Kozyra – gdzie zresztą Kafka… Murakamiego jak najbardziej jest wzmiankowana. Ot, tak mi się od razu skojarzyło;) Podział duchów/demonów to jeden z moich ulubionych tematów z mitologii Nipponu.

    Pozdrawiam ciepło!:)

  4. Luizo,
    po przeczytaniu „Kafki…” (co zrobiłem dopiero co podczas mojego szpitalnego leżakowania) Twój blog był pierwszym miejscem, w które postanowiłem zajrzeć. Recenzja bardzo ciekawa, chociaż myślę, że powieść jeszcze trochę skrywa.
    Nie powiem, żebym jakoś szczególnie zachwycił się tym pisaniem, jakoś tu za dużo i za łatwo mówi się o „duszy”, bohaterowie wciąż wygłaszają nauki, balansuje to wszystko według mnie niebezpiecznie na granicy banału i jakiejś dosłowności (znam osoby, które przez to Murakamiego nazywają japońskim Coelho, co jednak wydaje mi się grubą przesadą i nieszczególnym wyrafinowaniem krytycznym). Zastanawiam się tylko, czy to właściwość tej konkretnej książki czy w ogóle książek Murakamiego?
    To wszystko skłania mnie, by myśleć o „Kafce…” trochę w kategorii powieści dla młodzieży (wtedy wiele jestem jej w stanie wybaczyć) albo czytać go tak, jak ogląda się odrealnione filmy Miyazakiego. Miałem wręcz niezrozumiałe reminiscencje z moich młodzieńczych lektur (tu zwłaszcza niezapomniani „Bracia lwie serce” Astrid Lindgren).
    Z drugiej strony mnie zaciekawiła sama historia (po męczących przygodach z prozą polską, które ostatnio miałem wreszcie trafiłem na jakąś HISTORIĘ, opowieść O CZYMŚ).
    Przechodząc już do puenty: po którą książkę Murakamiego najlepiej sięgnąć, by zobaczyć go trochę inaczej?
    Ps. Klimatu Kafki nie czułem tu kompletnie. Jak dla mnie to ta powieść równie dobrze mogłaby się nazywać „KAŻDY INNY PISARZ ŚWIATA nad morzem” ;)
    Serdecznie!

    1. Witaj, Marku!
      Mam nadzieję, że wszystko w porządku.

      A swoją drogą, chyba Murakamiego najlepiej czyta się w takich miejscach jak szpital właśnie – odrealnienie gwarantowane.

      Czy powieść trochę jeszcze skrywa? Ależ tak. Może kiedyś pokuszę się o porządniejsze (nieblogowe) napisanie o powieściach Murakamiego, to się wtedy przyłożę ; )

      Murakami łączy w sobie pisarstwo Zachodu i Dalekiego Wschodu, więc z jednej strony sporo dosłowności (i m.in. to spłyca jego literaturę), z drugiej zaś – paradoskalnie – pojawia się w jego powieściach (i opowiadaniach) dużo niedopowiedzeń, mglistych wyrażeń, aluzji nie zawsze czytelnych dla europejskiego odbiorcy. Balansuje między literaturą a kiczem. Raz mu to wychodzi lepiej (jak w np. Kafce…), innym razem słabo albo wcale (vide: krótsze powieści, typu Sputnik Sweetheart).

      Młodzieżowa? Hehe, ciekawy punkt widzenia. O tym nie pomyślałam. To chyba jednak dobrze tłumaczy moje skojarzenie z anime, ilekroć czytam książkę Murakamiego (z tymi mniej ambitniejszymi anime niż filmy Miyazakiego).
      Z drugiej strony w Kafce… chyba nie ma (nie pamiętam) takich scen seksu, jak w większości jego powieści, więc… niekoniecznie. Raczej jako bajka dla dorosłych, którzy chcą powrócić do czasu, gdy przeszli od niewinności do dorosłości ; )

      To ja bym Ci poleciła przede wszystkim te najlepsze: Przygoda z owcą i jej swobodna kontynuacja Tańcz, tańcz, tańcz, a także Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland (2in1 -> co najmniej dwie historie w jednej książce: baśń i opowieść w konwencji kryminalnej – może zwłaszcza ten kryminalny wątek Cię zainteresuje, a później go ładnie… zdekonstruujesz ; )) i jeszcze Kronika ptaka nakręcacza, uznana przez wielu krytyków zagranicznych (w tym japońskich) za jego najlepszą powieść – mnie w pełni nie przekonała.
      Opowiadania są specyficzne – jak kartki wycięte z dłuższej historii, często bez początku i końca, część z nich wykorzystana została w jego powieściach.

      Inny Murakami (mniej „magiczny”, ale nie mniej nostalgiczny) jest w Norwegian Wood – takie Bildungsroman made in Japan (chociaż powieść pisał poza Japonią).

      Odnośnie historii. Tak, Murakami otwarcie mówi, że chodzi mu o historię. Dlatego chce, by szybko tłumaczono (bez względu na to, czy będzie to dobry przekład, czy „byle jaki”) jego książki na inne języki – pragnie zobaczyć, jak działa na czytelników na całym świecie historia przez niego opowiadana.

      P.S.
      To był Kafka w wersji light ; )

      Pozdrawiam ciepło i życzę dużo zdrowia!

  5. Luizo! Ileż się tu można ciekawych rzeczy dowiedzieć :) Swoją drogą, gratuluję świetnego blogu! W szpitalu byłem pozbyć się migdałków, więc nic poważnego. Poczytałem sobie, heh.

    Retusz: rzeczywiście „bajka dla dorosłych, którzy chcą powrócić do czasu, gdy przeszli od niewinności do dorosłości” brzmi dużo lepiej niż moja koncepcja powieści dla młodzieży (gdzież ja się chowałem, znać moje zepsucie i zobojętnienie ;) tam przecież tyle seksu, fizjologii, ale też i makabry!).
    Chętnie sięgnę po wskazaną przez Ciebie „Przygodę z owcą” i pomyślę, co dalej.

    Dzięki za długą odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie!

    1. Aha, rozumiem. To świetnie.
      Dziękuję. Cała przyjemność po mojej stronie ; )

      Haha, nie no… młodzieżowa też może być, przecież słowo „młodzież” jest pojemne i niejednolite (jakkolwiek to nie zabrzmi) ; )

      Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s