„Najstraszliwsze z ludzkich zobowiązań”. O „Nie wygłoszę tu mowy” Gabriela Garcii Márqueza

Najstraszliwszym z ludzkich zobowiązań według Gabriela Garcii Márqueza jest… wygłaszanie przemówień. Zebrane w tomie Nie wygłoszę tu mowy wystąpienia jednego z najbardziej znanych i cenionych kolumbijskich pisarzy stanowią świadectwo sprawnego i umiejętnego posługiwania się przez niego słowem mówionym, co widoczne jest już od pierwszej mowy z roku 1944, gdy Márquez miał… ledwie siedemnaście lat. Każde z przemówień zaopatrzone zostało nie tylko w datę dzienną, ale i – co niezwykle cenne – okoliczności jej wygłoszenia. Najwięcej przemówień (spośród tych, które udało się zgromadzić zarówno pisarzowi, jak i wydawcy książki) wygłosił Márquez w rodzinnej Kolumbii (sześć – w tym pierwsze z roku 1944 i ostatnie z 2007). Nieco mniej w Meksyku (cztery; co ciekawe, podczas wręczania Orderu Orła Azteków w 1982 roku pisarz stwierdził, że Meksyk jest dla niego azylem i ochroną przed sukcesem oraz nadmierną popularnością), po trzy mowy w Wenezueli i na Kubie, dwie w Szwecji (obie z okazji przyznania literackiej Nagrody Nobla) oraz po jednej w Panamie, Stanach Zjednoczonych i we Francji.

Tutaj bowiem (…) nie jesteśmy ani Europą, ani Ameryką, tylko złamaną krainą, nietrwałym, tragicznym miejscem złamania i rozdarcia. Dlatego też wszystko jest tutaj przejściowe i kruche, nie ma nic solidnego, czego by się można uchwycić, człowiek wydaje się bardziej śmiertelny, a jego istnienie bardziej krótkotrwałe.*

Nie oczekujcie niczego od XXI wieku, bo to wiek XXI oczekuje wszystkiego od Was.**

Rozpiętość tematyczna wbrew pozorom nie jest tak wielka – pisarz skupia się głównie na kulturze, dziedzictwie i tradycji Ameryki Łacińskiej, przemierzając w pamięci latynoskie przestrzenie od czasów najdawniejszych aż do początku XXI stulecia. W większości przemówień widoczne jest silne zaangażowanie Noblisty w sprawy Ameryki Łacińskiej. Tradycja, cywilizacja pierwotna, pełna czarów, magii, niezwykle wizjonerska i magnetyczna (dość powiedzieć, że jej wpływ odzwierciedla się między innymi w konstrukcji i kreacji latynoamerykańskiej sztuki, szczególnie w realizmie magicznym, który tak wprawia w zachwyt Europejczyków), jeszcze sprzed czasów kolonizacji, stanowi dziedzictwo kulturowe i powinna, według Márqueza, być stale żywa nie tylko w pamięci, ale przede wszystkim w życiu codziennym mieszkańców Ameryki Łacińskiej. Nie dziwi zatem, że pisarz angażuje się w przedsięwzięcia mające na celu promocję i podtrzymanie kultury owej niezwykłej przestrzeni. Wystarczy wspomnieć choćby o kilku projektach: Fundacji Kina Latynoamerykańskiej, inauguracji wystawy siedemdziesięciopięciolecia malarstwa w Ameryce Łacińskiej, spotkaniu na rzecz suwerenności (i konsolidacji) Narodów Nowej Ameryki czy wreszcie poświęconym rozwinięciu zagadnienia „Czy istnieje Ameryka Łacińska” roboczym zebraniu Grupy z Contadory, gdzie Noblista skierował uwagę uczestników na ochronę kultury, edukację oraz walkę z narkotykami, konkludując, że Ameryka Łacińska istnieje, ale:

Niewykluczone, że została skazana na edypowy los wiecznego poszukiwania swej tożsamości, twórczy los, który odróżni nas od reszty świata. Sponiewierana i rozproszona, wciąż nieukończona, ciągle poszukująca życiowego etosu, Ameryka Łacińska istnieje, jest. Dowód? Mieliśmy go w ciągu tych dwóch dni [zebrania roboczego Grupy z Contadory]: myślimy, więc jesteśmy. [s. 83]

Ameryka Łacińska bowiem to największy na świecie producent twórczej wyobraźni, będącej najcenniejszym i najpotrzebniejszym surowcem nowego świata [s. 53], ów rejon świata przyciąga(ł) Europejczyków głównie ze względu na rozbudzone przez Latynosów fantazje i marzenia o Eldorado, złocie, bogactwie oraz szczęśliwości. Tymczasem Ameryka Łacińska nadal tkwi we własnym średniowieczu – naznaczona krwią, przemocą konkwistadorów, megalomańskich, nierzadko szalonych, obłąkanych kacyków i przywódców, licznymi wojnami (pisarz zwraca uwagę, że Latynosi przecierpieli XX wiek, lecz go nie przeżyli), rozprzestrzenianiem się śmierci, narkotykami, nielegalnym handlem bronią. Interwencja i silne zaangażowanie w sprawy społeczne widoczna jest również w jego przemówieniach dotyczących wyścigu zbrojeń, ogromnych kosztów przeznaczanych na tworzeń broni nuklearnej, chociaż pieniądze te można by przekazać na oddłużenie i rozwój krajów Trzeciego Świata.

Ze smutkiem Márquez stwierdza w 1982 roku, podczas uroczystości przekazania literackiej Narody Nobla: Interpretowanie naszej [Ameryki Łacińskiej] rzeczywistości za pomocą obcych nam schematów sprawia, że stajemy się coraz bardziej samotni. [s. 23] Niezrozumienie historii rejonów Ameryki Łacińskiej przez Europejczyków i mieszkańców Stanów Zjednoczonych przyczynia się do odosobnienia Latynosów, ich marginalizacji, alienacji i wykluczenia, pogłębiając dystans kulturowy między kontynentami. W walce o tożsamość kulturową – a kultura jest siłą spajającą twórczość: społecznym wykorzystaniem ludzkiej inteligencji [s. 34] – silnym bodźcem podtrzymującym wiarę w szczęśliwą przyszłość była, jest i będzie… poezja, o której wiele mówi kolumbijski pisarz, zwłaszcza przy okazji uczczenia siedemdziesiątej rocznicy urodzin byłego prezydenta Kolumbii, Belisaria Betancury, czy podczas świętowania urodzin jednego z największych przyjaciół Márqueza, Álvara Mutisa. Noblista konstatuje: Nie tylko wierzyliśmy w poezję, ale nie mieliśmy wątpliwości – jak miał powiedzieć Luis Cardoza y Argón – że stanowi ona jedyny niepodważalny dowód istnienia człowieka [s. 58]. Największym marzeniem (mrzonką?) Márqueza, podsycanym przez poetyckie natchnienie, magnetyczną sztukę Ameryki Łacińskiej, jest wizja, gdy nieszczęście i śmierć zostaną zastąpione przez miłość, zdrowie i długie życie…

Niekończące się godziny spędzone na autostradach Europy stały się dla mnie uniwersytetem sztuki i literatury, na jakim nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się gościć. [s. 65]

Márquez, jak sam przyznaje, został pisarzem tyleż z przekory, ile z przymusu. Urywki, fragmenty i aluzje do procesu twórczego, inspiracji czy warsztatu pisarskiego pojawiają się przy różnych okazjach, choćby podczas świętowania siedemdziesiątych urodzin wcześniej wspomnianego Mutisa, Noblista stwierdza: sam nie umiałbym powiedzieć, ile dokładnie jest Álvara w prawie wszystkich moich książkach, ale jest go dużo [s. 64] – Mutis bowiem to pierwszy krytyk Márqueza. W jednym z pierwszych przemówień Noblista konstatuje, że jedynie pomysł (sam w sobie) na powieść jest interesujący, ale już realizacja, czyli spisywanie, niekoniecznie. Najbardziej interesujące ze względu na interpretacje jego licznych utworów zdaje się szczególnie przemówienie z 1996 roku z Kolumbii, kiedy opowiadał o swoim stosunku do wojskowych oraz sił zbrojnych – jednym z motywów jego literackiej twórczości, jak sam zauważa, stało się pytanie o naturę władzy. Innego dnia stwierdza, że pisarze nie istnieją i nie tworzą w tym celu, by ich „koronować”, nagradzać laurami, ponieważ wszelkie publiczne hołdy to początek procesu mumifikacji. [s. 15]

Niezwykle piękną mowę przygotował Noblista na pożegnanie Julia Cortázara, przedrukowaną później zarówno w dziesiątą (1994), jak i dwudziestą rocznicę śmierci pisarza (2004). Równie wspaniałym i zachwycającym świadectwem umiejętności eseistycznych (sic!) Márqueza jest przemówienie wygłoszone w Stanach Zjednoczonych w 1996 roku, gdzie jako przewodniczący Fundacji Nowego Dziennikarstwa Iberoamerykańskiego nakreśla historyczno-społeczne przemiany zachodzące w obrębie dziennikarstwa (od praktyki do teorii, od samouków po absolwentów studiów nawet nie tyle dziennikarskich, ile komunikacji społecznej), stanowiące doskonały punkt wyjścia do rozmowy o współczesnym dziennikarstwie na świecie – trendach, zjawiskach czy kwalifikacjach reporterów. Co ciekawe i jednocześnie paradoksalne na tle walki o kulturę, tradycję i narodową tożsamość oraz etos zawodu dziennikarza, na I Międzynarodowym Kongresie Języka Hiszpańskiego Márquez nawoływał do… drastycznego uproszczenia gramatyki języka hiszpańskiego.

(…) zawód pisarza jest być może jedynym, który wykonuje się coraz trudniej w miarę jego praktykowania. [s. 10]

Nie wygłoszę tu mowy zamyka przemówienie z 2007 roku z okazji milionowego egzemplarza Stu lat samotności, co staje się asumptem do stwierdzenia przez Noblistę, że czytelnicy czekają na teksty napisane po hiszpańsku. Konkluzja Márqueza stanowi doskonałe podsumowanie. Czytelnicy czekają na uwodzące, magiczne przestrzenie, przesycone duchem kulturowego dziedzictwa krajów Ameryki Łacińskiej. Zastanawiać może jedynie to, o czym marzy kolumbijski Noblista: czy europejscy odbiorcy przestaną patrzeć na Amerykę Łacińską z własnej perspektywy, a wysilą się na spojrzenie pogłębione, refleksyjne i oddające sprawiedliwość mieszkańcom tego niezwykłego rejonu świata?

Tymczasem, w oczekiwaniu na kolejne magiczne światy, otrzymujemy książkę niezmiernie cenną, bo nie autobiograficzną sensu stricto, ale jednocześnie przybliżającą nam wyimki z życia jednego z największych pisarzy. Zbiór przemówień Nie wygłoszę tu mowy nie został przefiltrowany przez typowe dla wszelkiego rodzaju „intymistyki” praktyki mitomańskie, autokreacyjne, retuszujące każdy zgrzyt. Jest zatem poniekąd świadectwem przemian społecznych, ale przede wszystkim stanowi interesujący portret Gabriela Garcii Márqueza.

——————
* Paradoksalnie nie jest to cytat z omawianej książki kolumbijskiego pisarza. Cytuję za: Ernesto Sábato, O bohaterach i grobach, przeł. Helena Czajka, przejrzała i poprawiła Ewa Nawrocka, Znak, Kraków 2006, s. 230. Sábato, co prawda, pisze o Argentynie, ale wizja argentyńskiej przestrzeni dobrze wpisuje się w marquezowskie spojrzenie na kraje Ameryki Łacińskiej.
** Gabriel Garcia Márquez, Nie wygłoszę tu mowy, przeł. Weronika Igans-Madej, Muza, Warszawa 2011, s. 110. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego wydania i zostały umiejscowione bezpośrednio w tekście.
Fragment przemówienia z 1999 roku, wygłoszonego podczas seminarium „Ameryka Łacińska i Karaiby w obliczy nowego tysiąclecia”.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

2 thoughts on “„Najstraszliwsze z ludzkich zobowiązań”. O „Nie wygłoszę tu mowy” Gabriela Garcii Márqueza

  1. znamienne: jedynie jedna wypowiedź została udzielona w USA. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, aby przedstawiciele pop-spłeczeństwa chcieli słuchać to, o czym on mówił. I chyba pewne tematy, pewna metafizyka przemyśleń, możliwa jest do zaakceptowania tylko w Ameryce Łacińskiej, która jest światem wydartym magii. Przegapiłem tą książkę, ale bardzo mnie zainteresowała. Trafnie dobrałaś cytaty, przynajmniej o tyle, że widać po nich, iż Marquez ma coś do powiedzenia i przekazania, a nie tylko do wypowiedzenia słowa, słowa, słowa…

    1. Tak, jedno przemówienie w USA, w 1996 roku, ale za to jakie – o dziennikarstwie! Warto przeczytać choćby tylko dla tego tekstu.
      Nie przegapiłeś, gdyż premiera tej książki w Polsce była 16.11.2011, zaś pierwsze wydanie – w 2010 roku.
      Márquez ma wiele do powiedzenia, to fakt.

      „I chyba pewne tematy, pewna metafizyka przemyśleń, możliwa jest do zaakceptowania tylko w Ameryce Łacińskiej, która jest światem wydartym magii.”
      – Świetnie to ująłeś.

      Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s