Anioł antynomii. „O bohaterach i grobach” Ernesta Sábata

(…) wydaje mi się, że w końcu spotykamy tych ludzi, których mamy spotkać, i przypadek nie gra w tym wszystkim zbyt wielkiej roli.*

W notce wstępnej wzmiankuje się o Aleksandrze Vidal Olmos, która zabiła swojego ojca i spłonęła w pożarze przez siebie wznieconym dwudziestego czwartego czerwca 1955 roku. Część pierwszą (Królewna i smok) oraz drugą (Niewidzialne twarze) utworu Ernesta Sábata w większości wypełnia dokonana przez Marcina Castilla nie tyle drobiazgowa i skrupulatna, ile nacechowana neurotycznością i chorobliwością analiza znajomości z o rok starszą od niego Aleksandrą. Młody mężczyzna rewiduje każdy gest, spojrzenie i słowo dziewczyny (chociażby jej niechęć do rozmowy o ślepcach i tajemniczym dla Marcina Fernandzie). Materią opowieści młodzieńca są sytuacje, gdy kobieta wymykała się jego percepcji (zwłaszcza momenty spotkań Aleksandry z innymi mężczyznami), gdy nie potrafił czy też nie mógł dotrzeć do jej świata wewnętrznego, w którym toczyła się demoniczna walka o duszę (w O bohaterach i grobach pojawiają się elementy współczesnej psychomachii). Mówienie o Aleksandrze wymaga odpowiedniego słuchacza, odbiorcy idealnego, który nie skazi żadną rysą portretu zapisanego w pamięci. Marcin wybiera Brunona (alter ego Sábata), beznadziejnie zakochanego w matce dziewczyny, na swój sposób kochającego również Aleksandrę.

Fikcje mają wiele ze snów, które mogą być okrutne, bezlitosne, mordercze, sadystyczne, nawet u osób normalnych, skłonnych za dnia do dobrych uczynków. Te sny to jakby wyładowania. A pisarz śni za ogół. Pewnego rodzaju sen kolektywny. Społeczność, która by zabroniła fikcji, naraziłaby się na wielkie niebezpieczeństwo.**

Wspominanie Aleksandry to mozolne budowanie jej wizerunku ze słów, z drobnych, pozornie nic nie znaczących okruchów zdarzeń, które po śmierci dziewczyny urastają do rangi znaków zapowiadających (nie)szczęśliwy finał. (Re)Konstruowanie obrazu ukochanej (chociaż – paradoksalnie – nieznajomej) kobiety, tej, która odmieniła życie Marcina, jest jednym z rezultatów przemierzania argentyńskiej przestrzeni naznaczonej widmami przeszłości, krwią, cierpieniem i walką o wolność, walką o Argentynę – kraj przywodzący na myśl osobliwą Babilonię. Pisanie o Argentynie, peronizmie, rebeliantach, rewolucjonistach, współczesnych i historycznych bojownikach, będzie drugim, paralelnym planem O bohaterach i grobach, natomiast punktem silnie łączącym tę płaszczyznę z sagą rodu Olmosów (czy raczej wyimkiem z sagi latynoskiego rodu) stanie się legenda o Juanie Galo de Lavalle. Innymi słowy, opowieść o Olmosach ukonstytuowana zostanie przez mity argentyńskie, zmory pisarza.

(…) jedną z tragicznych osobliwości ducha, ale też jedną z jego najgłębszych subtelności jest niemożność istnienia inaczej, jak za pośrednictwem ciała. [s. 120]

Im więcej Marcin mówi o dziewczynie, tym częściej wspomina swoje dzieciństwo. Niechciany przez matkę (pragnęła, by się nigdy nie narodził), zniechęcony do ojca malarza, któremu nic się nie udało, młody mężczyzna pod wpływem Aleksandry przechodzi ze świata naiwnego, chłopięcego, nieopierzonego i nieokreślonego ku przestrzeniom „metafizycznym”, otwierając się na inny wymiar rzeczywistości, inny wymiar istnienia. Aleksandra, typ kobiety demonicznej (królewna będąca jednocześnie smokiem), jest katalizatorem przemian zachodzących w Marcinie. Ale każda inicjacja, która otwiera oczy na nową, nieznaną wcześniej przestrzeń, prowadzi ku rozpaczy i licznym zwątpieniom. Cielesność, pożądanie, zbrukanie i grzech paradoksalnie są ściśle powiązane z duchowością, czystością i świętością. Balansowanie między sferą sacrum i strefą profanum spotęguje neurotyzm Marcina. Aleksandra bowiem to somnambuliczna, lunatyczna postać, przemieszczająca się ciemnymi, mrocznymi korytarzami i zakamarkami świata. Dręczona przez upiory opiera się długo, jej walka jest jednak skazana na przegraną. Zetknięcie się ze światem dziewczyny i niemożność uratowania księżniczki-smoka silnie wpłyną na kruchą psychikę Marcina. Młody mężczyzna ma dwie drogi przed sobą – albo wygra walkę o własną duszę i pozostanie po stronie nadziei (nadziei, która z rozczarowań i upokorzeń się rodzi), albo przepadnie w nihilistycznej otchłani, rozpadnie się na kawałeczki i stanie się pokarmem dla wiecznie nienasyconych upiorów.

Bruno powiada, że „osoba” znaczy maska, a każdy z nas posiada ich wiele: maskę ojca, profesora, kochanka. Która z nich jest prawdziwa? Czy naprawdę istnieje taka, która jest prawdziwa? [s. 163]

Aleksandra oraz jej najbliższa rodzina żyją i funkcjonują w, można rzec, odmiennym wymiarze, przebywają w innej rzeczywistości. Ich dom zdaje się zawieszony poza przestrzenią i poza czasem. Pradziadek dziewczyny, jako człowiek leciwy, istnieje tak naprawdę w świecie wspomnień – z punktu widzenia młodych tam, w krainie reminiscencji, starcy odtwarzają po wielokroć tę samą opowieść. Pamięć bowiem opiera się niszczycielskiej sile czasu. W rodzinie Aleksandry, jak się wydaje, dominuje linia psychicznie niezrównoważonych, emocjonalnie niestabilnych duchów, które penetrują przestrzeń w poszukiwaniu ulgi i ciszy. Wśród szaleństwa, chorób psychicznych, traumatycznych przeżyć, sadystycznych skłonności, zniszczenia i destrukcji rodzą się jednak niewinni, delikatni, subtelni – jak matka Aleksandry, Georgina, eteryczny kwiat. Ale im nie dane jest osiągnąć w życiu szczęście. Wręcz przeciwnie – stają się medium, pomostem między światem zbrukanym a niewinnym. Georgina pod wpływem ojca Aleksandry, Fernanda, przybiera postać marionetki, lalki bezwolnie wykonującej czynności „właściciela”. Jej ciepło staje się źródłem ukojenia dla rozedrganej duszy Fernanda, ale zarazem jest przekleństwem kobiety, której zabrano spokojne życie. Być marionetką to nigdy nie być sobą, to wiecznie grać określoną rolę. By być sobą, trzeba pozostać w samotności – gdy człowiek jest odsłonięty, nagi, bezbronny; bez drugiej osoby, wobec której należy przybrać pewną formę, założyć maskę (na przykład): lalki, antagonisty, mizantropa czy ekstrawertyka. Czyż nie względem innych permanentnie stwarzamy się i przetwarzamy, dopasowując do okoliczności?

Dość proste i klarowne rozróżnienie na przestrzeń dzienną, świetlistą (świat Marcina) i nocną, mroczną (dom Olmosów) załamuje się, gdy zaczniemy włóczyć się po argentyńskich uliczkach, zaułkach, korytarzach, podążając tropem ojca Aleksandry. Pamiętajmy jednak, że my gubimy się w mroku, ale ciemnością niewidzących*** jest cisza. Eksplorowanie świata ślepców (pamięć także jest osobliwym „ślepcem”) sprowadza obłęd, paranoiczne stany lękowe. Ci, którzy nie są gotowi, powinni zawrócić.

Uzupełnieniem relacji Marcina z dwóch pierwszych części O bohaterach i grobach będzie historia Fernanda oraz opowieść Brunona. Ojciec Aleksandry, bezwzględny i wyrachowany, od dziecka przejawiający skłonności sadystyczno-perwersyjne, później cierpiący na ostrą manię prześladowczą, pod wpływem przeżyć, które go spotkały w trakcie podróży w głąb ciemności, zatapia się coraz bardziej w świecie demonów i upiorów. Dręczony wizjami sprawia wrażenie rozchwianego emocjonalnie, chorego psychicznie. Trzecia część O bohaterach i grobach to skonstruowany przez Fernanda, złożony z antycypacyjno-retrospektywnych**** obrazów Raport o ślepcach. Ojciec Aleksandry staje się naszym przewodnikiem po mrocznym świecie niewidomych. Spotkana w 1947 roku ślepa kobieta oraz przeczytanie Tunelu (w którym Castel opisuje swoją zbrodnię) stają się katalizatorami przyszłych poczynań Fernanda, a mianowicie prowadzenia przez niego wnikliwych badań nad ślepcami i podążania w kierunku królestwa metafizycznych ciemności [s. 246]. Tym samym Raport o ślepcach ma być czymś w rodzaju studium ślepców. Sekta Ślepych, według zgromadzonych przez Ferdynanda faktów i danych, kontroluje świat za pomocą snów, koszmarów, narkotyków, somnambulizmu oraz czarnej magii…

(…) badanie ich [ślepców] świata (…) było badaniem mej własnej ponurej rzeczywistości. [s. 313]

Niebezpieczna, bo szaleńcza wyprawa doprowadzi Fernanda do surrealistycznej jaskini ślepców. Zaburzenia czasoprzestrzenne umożliwią mężczyźnie przedwczesne dojrzenie własnej śmierci. Niepokojące przeobrażenia, metamorfozy i deformacje ciała Fernanda w absurdalnym świecie obłąkanego umysłu każą przyznać rację Brunonowi. W jego ocenie bowiem raport ojca Aleksandry to wynik przywidzeń i majaczeń. Czwarta część O bohaterach i grobach (Nieznany Bóg) stanowi osobliwe studium degeneracji Fernanda – Bruno opowiada o swojej znajomości z mężczyzną (ale… komu opowiada? Kto jest odbiorcą jego narracji?) W oczach Brunona ojciec Aleksandry, obsesyjnie, chorobliwie i wrogo nastawiony wobec ślepców, był terrorystą myśli, pewnego rodzaju antyfilozofem [s. 385], który podporządkował sobie Georginę, czyniąc z niej swoistą kapłankę, z Bebe (opóźnionego w rozwoju kuzyna) zaś quasi-ministranta…

Chcecie oryginalności zupełnej i absolutnej? Takiej nie ma. Ani w sztuce, ani w czymkolwiek innym. To, co jest, buduje się na tym, co było. Nic, co ludzkie, nie jest czyste. [s. 181]

Utwór literacki, muzyczny, malarski czy filmowy to tylko pewien (zazwyczaj chybiony) wybór, wycinek, fragment rzeczywistości. Ideałem, do którego zmierza Sztuka, jest dzieło totalne. Makabryczny, mroczny quasi-mit Sábata, pretendujący (z powodzeniem) do miana powieści totalnej, przenosi czytelnika w obręb rytuałów, mistycznych i ezoterycznych obrzędów, do przedsionka śmierci – między wskrzeszeniem a przeobrażeniem się w upiora.

Ernesto Sábato jest mistrzem.

——————
* Ernesto Sábato, O bohaterach i grobach, przeł. Helena Czajka, przejrzała i poprawiła Ewa Nawrocka, Znak, Kraków 2006, s. 418. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego wydania i zostały umiejscowione bezpośrednio w tekście.
W przypadku tego wydania warto zwrócić uwagę na przedruk przedmowy Witolda Gombrowicza (przedmowy do francuskiego wydania O bohaterach i grobach).
** Cyt. za: Ernesto Sábato, Abaddon – Anioł Zagłady, przeł. autoryzowany Heleny Czajki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1978, s. 108.
*** „Niewidzący” nie jest najfortunniejszym sformułowaniem w kontekście powieści argentyńskiego pisarza, bowiem zakłada, że konkretna osoba niczego nie widzi. Tymczasem inaczej ma się rzecz ze ślepymi – oni percypują (poniekąd „widzą”) przestrzeń, ale na różne sposoby.
**** Złożony z retrospektywnych obrazów, gdyż ojciec Aleksandry wraca myślą do wydarzeń minionych, nie wszystko spisuje na bieżąco. Antycypacje zaś widoczne są zwłaszcza wtedy, gdy odczytuje się Raport o ślepcach w pewnym oderwaniu od O bohaterach i grobach czy też z pewnym dystansem względem powieści. Załamuje się wówczas linearny porządek opowieści.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

14 thoughts on “Anioł antynomii. „O bohaterach i grobach” Ernesta Sábata

  1. Napisałaś recenzję naprawdę ważnej powieści. Brawa za decyzję. Poza tym, oryginalny tytuł recenzji. Choć dla mnie, osoby nie znającej się na poezji, najbardziej poetyckie jest ostatnie zdanie recenzji: „Ernesto Sabato jest mistrzem”.

    1. To nawet nie tyle recenzja (tak bym tego tekstu nie nazwała), ile kilka moich uwag na marginesie. Na więcej mnie na razie nie stać.
      Poetyckie? To było zamanifestowanie mojego uwielbienia dla Sabata.
      Skąd taki wniosek, że na poezji się „nie znasz”?

      Pozdrawiam, Tymku

  2. Wniosek stąd, że gdy omawiano na studiach „Ziemię jałową”, milczałem jak grób i czekałem na koniec tego omawiania jak polscy kibice na końcowy gwizdek w meczu Polska- Niemcy. Niestety, spotkanie skończyło się wynikiem 2:2.
    Nie chcę rozwijać dywagacji co jest recenzją, a co poezją. Definicję są w słownikach terminów literackich.
    Ja twój test nazwałem recenzją, ale jakby dłużej pomyślał, to nazwałbym go impresją, szkicem, a może i wypracowaniem. Cokolwiek. Ważne, że wyszło nieźle.
    Pozdrawiam Cię, Luizo.

  3. Jak chcesz znać więcej przesłanek, to napisz maila, żeby tu prywatnej konwersacji nie rozkręcać. Ja poezji nie czytam regularnie, więc się na niej nie znam. Jak się coś robi regularnie to się to czuje, zna się na tym. Dotyczy to czytania poezji i wielu innych, bardziej skomplikowanych czynności. Zresztą, to co piszę, doskonale wiesz.

  4. Dobrze, że znam się na żartach. Dobrze, że mam poczucie humoru. Dobrze, że poza tym, że umiem pływać kraulem i żabką, także swobodnie dryfuję między ironią a powagą, ironią a sarkazmem, ironią a całą resztą. I widzę jak ty „dryfujesz”. A teraz wracam do lektury książki, którą mam zrecenzować. A raczej próbuję to zrobić. A na bloga wrócę jak znajdę kolejny wyjątkowy tekst, według mojej oceny.

  5. Czytałam to w liceum, hmmm… jakieś 20 lat temu i nadal pamiętam. Piękna i poruszająca powieść. Ciekawy tekst, faktycznie przybliża tematykę. Gratuluję i pozdrawiam :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s