„Cieszyłem się uczuciami świata, byłem kochany i nienawidzony”. O „Autobiografii” Charlesa Chaplina

Recenzję można przeczytać na stronie bookznami.pl

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [27.04.2013]

Charles Chaplin – wielka osobowość, jeden z najwybitniejszych i najoryginalniejszych twórców kina niemego, aktor, ale przede wszystkim reżyser, scenarzysta, producent i kompozytor muzyki filmowej – w 1964 roku, mając siedemdziesiąt pięć lat, wydał autobiografię zatytułowaną po prostu My Autobiography (obecna polska edycja przyjęła tytuł Autobiografia). Jakby ów zaimek „moja” miał wskazywać z jednej strony na pisanie dla siebie, rozrachunek z przeszłością, rewizję własnego życia, z drugiej zaś strony – informować potencjalnych czytelników, że żaden ghostwriter jej nie stworzył, a zatem jest autentyczna i na tyle szczera, na ile Chaplin był w stanie otwarcie opowiadać o sobie w połowie lat 60. XX wieku. Wiadomo wszak, że literatura intymistyczna (a zatem dzienniki, pamiętniki, autobiografie, wspomnienia) cechuje się swego rodzaju kokieterią, autokreacją i retuszem, które widoczne są przede wszystkim w przemilczeniach, zręcznym unikaniu pewnych tematów.

Charlie Chaplin urodził się w Anglii w 1889 roku jako drugie dziecko wodewilowej artystki. Kobieta dość szybko rozstała się z ojcem (artystą-alkoholikiem) przyszłego filmowca. Z przyrodnim bratem Sydneyem łączyła Charliego silna więź, ugruntowana zapewne wspólną opieką nad matką, która – gdy chłopcy byli jeszcze dziećmi – z biedy i niedożywienia popadła w obłęd, do końca życia cierpiąc na silne nawroty choroby psychicznej. Wychowany w ubóstwie Chaplin kilkakrotnie przebywał w przytułku, imał się różnych prac dorywczych. Szansą okazała się dla niego scena – począwszy od występów z trupą tancerzy aż po wyjazdy do Ameryki, które zaowocowały nieoczekiwanym przejściem od wodewili ku komediom. Wielki zachwyt niemymi filmami Chaplina nadszedł niespodziewanie, znienacka oplatając Anglika pochlebstwami i licznym gronem mniej bądź bardziej szczerych znajomych:

Wiele nonsensów napisano na temat mojej głębokiej melancholii i samotności. Być może nigdy nie potrzebowałem zbyt wielu przyjaciół – sława przyciąga ich bez wyboru. Lubię przyjaciół, tak jak lubię muzykę: kiedy jestem w nastroju. (…) U szczytu mej popularności przyjaciele i znajomi cisnęli się do mnie w nadmiarze. Ponieważ zaś jestem zarazem ekstrawertyczny i introwertyczny, więc kiedy brało górę to drugie, byłem zmuszony uciekać od tego wszystkiego.

Droga do oryginalnego stylu naznaczona była licznymi próbami i błędami. Chaplin walczył uparcie i wytrwale dążył do celu, wierząc w słuszność swoich racji, aż w końcu został reżyserem w wytwórni Keystone. Później wszystko potoczyło się bardzo szybko – kolejne wytwórnie, pisanie scenariuszy, tworzenie muzyki. Film ofiarował mu to, co najcenniejsze – twórczą swobodę i improwizację. Subtelność i powściągliwość, orientacja na scenie stanowiły, według Chaplina, o istocie gry aktorskiej. Niezwykle długo pozostał wierny filmowi niememu, włączając do niego jedynie samodzielnie skomponowaną muzykę, gdy kinematografia wkroczyła w nową erę – udźwiękowienia. Chaplin był przekonany, że owa moda na filmy dźwiękowe jest przejściową fanaberią, z niesmakiem patrzył na poczynania zachwyconych dźwiękiem filmowców. Być może te czynniki wpłynęły na ostateczny kształt Autobiografii, wypełnionej przecież licznymi (zrekonstruowanymi po latach!) dialogami, listami, przemówieniami, ba! pojawia się nawet fragment scenariusza Monsieur Verdoux.

Filmowiec podróżował wiele, nie tyle po Stanach Zjednoczonych, ile po Europie, ale także… Azji (był między innymi w Japonii – zainspirowany jedną z książek Lafcadia Hearna). Niemało miejsca poświęca w autobiografii Chaplin swoim przyjaciołom, znajomym, wśród nich i wielkim twórcom, naukowcom, politykom, ludziom kultury i sztuki, przytaczając mnóstwo anegdot, historyjek, opowieści. Spotkał się między innymi z: Ignacym Paderewskim, Herbertem G. Wellsem, Polą Negri, Albertem Einsteinem, Johnem Steinbeckiem, Siergiejem Rachmaninowem, Bertoltem Brechtem, Winstonem Churchillem czy Gandhim. Co ciekawe, w niewielkim stopniu decyduje się Chaplin na opisywanie życia ze swoimi kilkoma żonami, jedynie szerzej pisząc o swoim największym szczęściu – ostatniej, czwartej małżonce, Oonie, młodszej od artysty o trzydzieści sześć lat (jej też zadedykował autobiografię). Nie można zaprzeczyć, że Chaplin zachowuje się taktownie i z szacunkiem wyraża o każdej kobiecie, z którą był związany. Nie zaspokaja jednak ciekawości czytelnika odnośnie do swoich ekscesów miłosnych, pozostawiając pewne sprawy w sferze prywatnej, intymnej, nie dla wszystkich i nie na sprzedaż. Jakkolwiek starał się uciekać od polityki, to jednak ona go pochłonęła, pożarła i (wespół z nadejściem filmu dźwiękowego) przyczyniła się do upadku ówczesnej sławy i umiłowania Chaplina przez tłumy, a także do licznych oskarżeń, między innymi o bycie komunistą czy, uderzając w twórcę po latach, o nieprzyjęcie obywatelstwa amerykańskiego i nieuczestniczenie w pierwszej wojnie światowej.

Na tym tle, kiedy legenda przesłania fakty, interesująca jest rekonstrukcja nie tylko życia Chaplina, lecz także przemian społecznych, politycznych, gospodarczych, kulturowych w Europie oraz w Stanach Zjednoczonych w pierwszej połowie XX stulecia. Autobiografia, wypełniona reminiscencyjnymi obrazami Londynu z przełomu XIX i XX wieku, pierwszych przygód z teatrem, cyrkiem, estradą, to nostalgiczna podróż w głąb przeszłości. Chaplin przygląda się swojemu życiu, drodze ku sukcesom i upadkom. Nie ma jednak o nic żalu, jest pogodzony ze światem i ludźmi, bo wie, że fortuna bywa zmienną. Dojrzała, świadoma książka, w której czytelnik pozna przede wszystkim Chaplina-człowieka (z jego słabościami, troskami i pomyłkami), a dopiero później Chaplina-twórcę:

Młodzi dochodzą do głosu. A my, którzyśmy żyli nieco dłużej, stajemy się coraz bardziej obcy, w miarę jak wędrujemy naszą drogą. Tak więc zakończę teraz moją odyseję. Zdaję sobie sprawę, że czas i okoliczności i sprzyjały. Cieszyłem się uczuciami świata, byłem kochany i nienawidzony. (…)

Charles Chaplin, Autobiografia, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2011.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

2 thoughts on “„Cieszyłem się uczuciami świata, byłem kochany i nienawidzony”. O „Autobiografii” Charlesa Chaplina

  1. Obserwuję Cię od dłuższego czasu, ale dopiero dzisiejsza recenzja spowodowała nieposkromioną chęć pozostawienia komentarza.
    Uwielbiam Charliego Chaplina. Jego filmy inspirują mnie, a życie intryguje. Mój egzemplarz „Autobiografii” z roku 1993 nosi wyraźnie znamiona częstego czytania, nie ma przede mną tajemnic.
    Twoja recenzja zachwyciła mnie – jeszcze nie spotkałam się z tak rzetelnie wykonaną pracą! Gratuluję i dziękuję za swoisty wehikuł czasu :)
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s