„Wszystko będzie dobrze. Jutro…”* Na marginesie „Kobiety, którą porzuciłem” Shūsaku Endō**

(…) gdy ktoś choć raz jeden przejdzie przez nasze życie, pozostawia w nim ślad, którego nie można zatrzeć. Czy stąd się bierze moja samotność? [s. 152]

Historia rozpoczyna się trzy lata po wojnie. W jednej z tokijskich dzielnic pokój wynajmuje dwóch młodych mężczyzn, studentów – Shigeo Nagashima*** oraz jego kolega, a nasz przewodnik po części powieściowego świata, Tsutome Yoshioka, który w dzieciństwie przeszedł lekką postać choroby Heinego-Medina, toteż nieco utyka. Z tego też powodu, jak podejrzewa Yoshioka, kobiety nie wydają się nim zainteresowane. Dwie obsesje zaprzątają głowę współlokatorów – kobiety oraz pieniądze. A ponieważ płeć przeciwna nie zwraca na nich uwagi, pozostają im jedynie mozolne próby zaspokojenia finansowych potrzeb. Studenci w trudnych powojennych czasach imają się różnych dorywczych prac. Jednakże prawdziwy przełom w życiu Yoshioki przyniesie spotkanie z mówiącym łamaną japońszczyzną Koreańczykiem Kimem, przedstawicielem bliżej nieokreślonej firmy o jakże poetyckiej nazwie Swan. Pochodzący z Kraju Porannej Rosy Kim nie tylko uratuje finansowo Yoshiokę, proponując mu, co prawda, kuriozalne prace-zlecenia (chociażby rolę motesaseya, czyli tego, który pomaga „podrywać” – jak wyjaśnia w przypisie tłumaczka), ale i w międzyczasie udzieli kilku lekcji praktycznego „zdobywania” kobiet:

Nie wybierać sposobu, aby od pierwszego spotkania zrobić na kobiecie silne wrażenie. Nie liczyć się z zakłopotaniem i wstydem! Być w miłości (…) witalnym i energicznym (…) Jeśli zrobię silne wrażenie, to partnerka w każdym razie mnie zapamięta. Uczciwie czy nie, zdobyć przyczółek. Potem atakować i drążyć. Dzwonić, proponować randkę, a jeśli dojdzie do randki, już tego dnia, zaraz, mówić „kocham”. Choć cię odrzuci, choć dostaniesz kosza, nie przejmować się! Następnie pokazać się jej z inną kobietą. To z całą pewnością poskutkuje.
– Nie ma kopiety, która by nie pyła sastrosna. Jeśli rozpalisz jej sastrość, wystarczy, to jej przekrana. [s. 14-15]

Uzbrojony w taką wiedzę Yoshioka postanawia skorzystać z nadarzającej się sposobności. W jednym z czasopism odczytuje list Mitsu Mority, poszukującej przyjaciela. Odpisuje jej, proponując spotkanie. Randka z nieatrakcyjną dziewczyną, pracowniczką fabryki leków, tyleż rozczaruje Yoshiokę, ile wzbudzi w nim niesmak i pragnienie ucieczki. Mimo to mężczyzna nie omieszka wykorzystać nieświadomej i naiwnej Mority. Nie przewiduje jednak, że rozstanie z niechcianą kobietą stanie się niezwykle trudne… Yoshioka, ukończywszy z trudem studia, zdobywa nareszcie wymarzoną pracę oraz poznaje piękną i uroczą dziewczynę Mariko Miurę (nota bene Mariko pracowała przez krótki czas w fabryce leków z Mitsu – przypadek czy przeznaczenie?), z którą planuje ślub. Tymczasem co jakiś czas wraca do niego myśl o kobiecie, którą kiedyś potraktował jak psa i porzucił. Coś na kształt sentymentalnego uczucia czy też porywu sumienia każe mu odszukać Moritę…

Ludziom samotnym i smutnym potrzeba maski, mistyfikacji. [s. 16]

Na uwagę zasługuje ciekawa kompozycja Kobiety, którą porzuciłem (1963). Shūsaku Endō kontrastuje siedem segmentów oznaczonych jako „Mój pamiętnik” (tym samym Kobieta, którą porzuciłem staje się w całości retrospektywnym obrazem literackim) z pięcioma częściami o zagadkowym tytule „Plamy na nadgarstkach”. O ile w „Moim pamiętniku” po literackiej przestrzeni oprowadza nas Yoshioka, to w „Plamach na nadgarstkach” oglądamy świat z perspektywy Mority, ale – co ważne – japoński pisarz wprowadza trzecioosobowego narratora, oddając emocje Mority (kobiety niezwykle dziewczęcej, w typie naiwnej pensjonarki) za pomocą mowy pozornie zależnej. I trzeba przyznać, że to udany zabieg, dobrze wpisujący się w narrację Yoshioki.

Mitsu Morita któregoś dnia zauważyła na swoich rękach czerwone plamy, nie miała jednak pojęcia, skąd się wzięły. A ponieważ nie bolały, dziewczyna nie zaprzątała sobie nimi głowy do czasu, gdy w szpitalu lekarze nie zaczęli podejrzewać, iż zachorowała na… Nie, nie zdradzę. Ale czy owe tytułowe plamy – „Plamy na nadgarstkach” – to naprawdę ta, wyniszczająca nie tylko ciało, ale przede wszystkim duszę, choroba, czy raczej swego rodzaju stygmat, znak, piętno, odróżniające i wyróżniające ludzi takich jak Morita? Mogłabym zaryzykować twierdzenie, że Morita jest jednym z Endōwych „szaleńców”, poczciwych i dobrodusznych „głupców”, łatwowiernych dzieci, niewinnych, wyzbytych wyrachowania istot, które mogą dostąpić mistycznego połączenia z cierpiącym, nie uświadamiając sobie wymiarów własnego miłosierdzia. Tragiczna historia zmagania się Mority z poczuciem bycia niepotrzebną, odrzuconą, wykluczoną, przyniesie zaskakujący finał  i do pewnego stopnia odmieni życie Yoshioki.

(…) ciemność ma głos. Głos ciemności, bliski ciszy, ale od ciszy zupełnie różny, po prostu głos wpędzonego w samotność ludzkiego serca. [s. 119]

Shūsaku Endō nie należy do „wirtuozów pióra”, do mistrzów słowa. Bezpośrednie przekłady obnażają niedostatki jego stylu. Nadmierny sentymentalizm nierzadko obniża wartość utworów Endō. A przecież japoński pisarz porusza zagadnienia niezmiernie interesujące i ważkie. Nie tylko bowiem przygląda się istnieniu i funkcjonowaniu chrześcijaństwa w japońskim społeczeństwie (Endō jako dziecko został ochrzczony), ale w sobie właściwy sposób prezentuje ludzi uwikłanych zarówno w konwenanse, jak i w normy etyczne, zastanawia się nad kondycją człowieka w czasach trudnych, w stanach granicznych, gdy wybór określonej drogi tyleż konstytuuje, ile pieczętuje przyszłość. Endō porusza także problem „sensu cierpienia”, rozważając, czy cierpienie samo w sobie ma sens, czy może to człowiek nadaje mu znaczenie (i z jakich powodów, motywów tak czyni). Należy przy tym do jednego z najczęściej tłumaczonych pisarzy japońskich (w języku polskim, nie licząc opowiadań rozproszonych po antologiach i czasopismach, można przeczytać: Morze i truciznę, Szaleńca?, Milczenie, Samuraja oraz Głęboką rzekę). Warto przeczytać, choćby jako przyczynek, pre-tekst do pozaliterackich rozważań o istocie człowieczeństwa.

Kobieta, którą porzuciłem tamtego dnia,
gdzie teraz żyje,
co teraz robi… [s. 44]

——————
* Shūsaku Endō, Kobieta, którą porzuciłem, przeł. Izabela Denysenko, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1978, s. 112. Następne cytaty umiejscowione bezpośrednio w tekście.
** Nazwiska pisarza nie zapisuję zgodnie z normą obowiązującą dla nazwisk japońskich (nazwisko poprzedza imię), a zatem Shūsaku to imię, a Endō – nazwisko. W polskiej recepcji japońskiej literatury przyjął się bowiem inny zapis – „imię, nazwisko”. Teoretycznie powinnam też odmienić nazwisko Endō – Endā, ale z uwagi na zanik iloczasu w języku polskim pozostawiam formę mianownikową.
*** Problem z japońskimi nazwiskami oraz honoryfikatorami (brak spójnego zapisu, raz z dywizem: „Morita-san”, innym razem bez: „Mitchan”) w Kobiecie, którą porzuciłem wynika zapewne z przekładu pośredniego (chociaż opis bibliograficzny książki w katalogu Biblioteki Narodowej zawiera informację, iż Izabela Denysenko tłumaczyła z języka japońskiego). W tekście stosuję zapis: „imię i nazwisko” (nie: „nazwisko oraz imię”). Może się oczywiście zdarzyć, że popełnię błąd, a wynika to z zamiennie stosowanego przez autorkę „szyku” (najczęściej zdarza się zapis „nazwisko, imię”; ale pojawia się też „imię, nazwisko”). Dodatkowo tłumaczka w całej powieści pozostawia formy mianownikowe imion i nazwisk japońskich, które ja odmieniam.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

4 thoughts on “„Wszystko będzie dobrze. Jutro…”* Na marginesie „Kobiety, którą porzuciłem” Shūsaku Endō**

    1. Tak, pod tym względem Kobieta, którą porzuciłem może być zachęcająca – jako swego rodzaju wstęp do pisarstwa Endō.
      Jeszcze bym Morze i truciznę poleciła (^_-)
      Najsłabsza, moim zdaniem, jest Głęboka rzeka.
      A pozostałe to już japońskie spojrzenie na chrześcijaństwo.

      Ale. Przecież znasz Endō! xD Opowiadanie Pająk znajduje się w antologii Ballada o Narayamie xD

      Pozdrawiam!^^

  1. O!, rzeczywiście;) Pająka rzeczywiście pamiętam. Ale wiesz, z antologiami jest tak, że mi nazwiska autorów opowiadań – zwłaszcza, gdy w danym czasie są dla mnie nowe – jakoś uciekają. Później coś mi dzwoni, ale nie wiem, gdzie;) Dlatego pomyślałam sobie, że muszę się czasem przyjrzeć nie tylko antologiom jako całości, ale i pojedyncze opowiadania omawiać, wybiórczo. Może wtedy zapamiętam te wszystkie nazwiska, poskładam klocki, łącząc autora z obrazem, jaki mi w głowie po lekturze opowiadania pozostał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s