Bezideowe pokolenia. Recenzja „Chińskiej lalki” Chun Sue

Serce mi pękło, ale nie mam już kleju.
Xiaoshui*

Chun Sue, dokonując swego rodzaju „samospisu”, czyli wypełniając quasi-kwestionariusz, jeszcze przed lekturą książki pośrednio informuje czytelników o tym, co znajdą w jej utworze. Dziewczyna będzie opowiadać między innymi o gronie znajomych (przeważają wśród nich, co nie dziwi, mężczyźni) czy o muzycznych i literackich obsesjach. Autorka nadmienia, że naprawdę nazywa się Lin Jiafu, natomiast „Chun Sue” („Chūn Shù”) to jej pseudonim artystyczny. Dziewczyna urodziła się w roku 1983 w Chinach, rzuciła szkołę w 2000 roku i właśnie wokół wydarzeń bezpośrednio poprzedzających ten krok skupia się fabuła Chińskiej lalki (2002). Z transkrypcją jakże poetyckiego (Wiosenne drzewo) pseudonimu autorki Chińskiej lalki jest jednak mały problem. 春树 zapisać można jako Chūn Shù (czytanie mandaryńskie; zawieszam rozróżnienie między chǔn i chūn), chociaż w Internecie odnajdziemy też wersję Chunsue, która jest najprawdopodobniej międzynarodową transliteracją 春树.**

Chińska lalka formą przypomina hybrydę dziennikowo-pamiętnikową. Zapiski nastolatki, pełne sentymentalnych, a niekiedy uroczych i mniej bądź bardziej błyskotliwych myśli oraz opisów, oscylują wokół przekonania dziewczyny o bezsensie życia (trudno, żeby w wieku siedemnastu lat i bez uprzednich poszukiwań odnalazła sens życia). Jedyne wyjście zatem to umrzeć. A przecież słowo „śmierć” jest osobliwą obsesją i słowem-kluczem (słowem-wytrychem?) nastoletnich „buntowników”. Od słów do czynów droga długa – w efekcie nasza autorka żyje nadal, mając już przeszło dwadzieścia osiem lat. Egzystencję Chūn Shù, bohaterki Chińskiej lalki, wypełniają miłostki, zadurzenia, zauroczenia, inicjacja seksualna (oraz wiele seksualnych ekscesów), poszukiwanie ciepła i akceptacji ze strony najbliższych, amatorskie granie na gitarze, przebywanie w świecie muzyki rockowej (szeroko pojętej), czytanie poezji niekoniecznie wybitnej, wsłuchiwanie się w teksty piosenek.

Siedemnastolatka. Boleję nad tym, że nie potrafię układać pięknych zdań, nie znam z doświadczenia cudownie subtelnej melancholii, nie potrafię zatrzymać czasu, który pędzi tak szybko. [s. 160]

Dzielne dziewczę przegrywa w walce z wiatrakami, czyli z kompletnie jej nierozumiejącą większością przedstawicieli rodzaju ludzkiego (nie tylko dorośli są wrogami, nie mniej negatywne emocje wzbudzają nieinteresujące się niczym młodsze koleżanki i koledzy). Bezideowe i nudnawe życie konotuje dryfowanie po morzu modnych haseł z dekadencją na czele (jakkolwiek odrębną kwestią pozostaje rozumienie przez nastolatki takiej terminologii). Z czasem blaknie i niknie niegdysiejsza ekscytacja na punkcie zespołów muzycznych, niejasnego życia undergroundowych rockowców i przeprowadzanych z nimi wywiadów. Niepostrzeżenie wszystko staje się jałowe i nużące. Miłość? A czymże jest miłość?

Każdy ma w życiu swoją przestrzeń. [s. 15]

Kluczem do (skądinąd bardzo dobrego) tytułu stanie się po części wiersz jednego ze znajomych dziewczyny (Szklana lalka***). Co istotne, wnioski z interpretacji tytułowej lalki można rozszerzyć na młodziutkie dziewczęta z innych rejonów świata, szczególnie z szybko rozwijających się państw. Tym samym można zaryzykować twierdzenie, że Chince udało się stworzyć wiarygodny wizerunek współczesnych nastolatek – zagubionych w dzisiejszym bardzo szybkim i bezwzględnym świecie, szukających wsparcia i zrozumienia, by móc w swoim tempie poznawać otaczającą je przestrzeń, a także spokojnie zastanowić się nad własną przyszłością, wybrać najbardziej optymalną drogę dla (wyrażenia) siebie.

Chińska lalka jest utworem, o dziwo, uniwersalnym – o tyle, o ile ową uniwersalność będziemy rozumieć właśnie jako wcześniej wspomnianą wspólnotę doświadczeń bardzo młodych ludzi, zwłaszcza pochodzących z krajów, które przeszły pewną transformację (ustrojową czy społeczną). Autorka w sposób wiarygodny, bez koloryzowania i przejaskrawienia pisze o współczesnej nastolatce. Owszem, perspektywa roku 2000 niekoniecznie jest zbieżna z 2011 rokiem, ale symptomatyczne jest, że pewne tendencje, trendy, mody, które odnajdziemy w Chińskiej lalce, obecnie nasilają się coraz bardziej. Szczególnie bezideowość. Wszechobecna, wszechogarniająca degeneracja, nijakość, bylejakość, brak chęci do myślenia o czymś więcej niż o trywialnych, błahych sprawach. Bezideowe pokolenia nadchodzą.

——————
* Chun Sue, Chińska lalka, przeł. Małgorzata Dobrowolska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007, s. 29. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego samego wydania i zostały umiejscowione bezpośrednio w tekście.
** Nie ukrywam, że w rozwiązaniu tego problemu liczę na pomoc osób, które znają język chiński.
*** Dla zainteresowanych wiersz:

Szklany (znajomy Chun Sue), Szklana lalka

Wczorajszego jak sen
Widzę siebie w twoich oczach
Niedzisiejszy jak sen, gubię drogę we śnie
Choć szukam ze wszystkich sił, nie mogę go odnaleźć
Mój sen ulatuje jak mgła
W moim splątanym, chaotycznym śnie stoję nago
W mającym kształt serca pudełku mojego snu biegam w kółko
Niebo ciemnieje i zasnuwa się mgłą, czuję dziwny strach
Przede mną szklane schody
Czu są kompletnie strzaskane?
Moje kompletnie strzaskane serce
Przeminęło jak sen

Cyt. za: Chun Sue, dz. cyt., s. 113-114.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

26 thoughts on “Bezideowe pokolenia. Recenzja „Chińskiej lalki” Chun Sue

  1. Uwagę moją zwróciły ostatnie zdania. I mi coś przypomniały. Kilka lat temu – trzy? cztery? – odwiedziłam dawną przyjaciółkę. Jej kuzynka, która jako mała dziewczynka się z nami często bawiła, była w tym czasie nastolatką już, miała coś w granicach 15-16 lat. Rozmawiając między sobą, gdy owa nastolatka wyszła z pokoju, zauważyłyśmy jedno: my w jej wieku pisałyśmy dziesiątki opowiadań, rysowałyśmy godzinami, pisałyśmy listy kilkunastostronicowe przynajmniej raz w tygodniu, pasjonowałyśmy się Japonią… Miałyśmy „coś”, w czym mogłyśmy wyrazić siebie i co wzbogacało nasz świat. Natomiast jedyne, co interesowało tę nastolatkę, to jej uroda. Uświadomienie sobie tej „pustki” charakterystycznej dla jej pokolenia, pozostawiło w nas jakiś taki gorzki posmak. Kilka lat później nastolatka owa nawet nie zdawała na studia, nie miała żadnych aspiracji, marzeń, planów. Jedyne, czego chciała, to zamieszkać ze swoim (równie pozbawionym aspiracji) chłopakiem.

  2. A ja obserwuję zanikanie wspomnianej bezideowości.

    „Niepostrzeżenie wszystko staje się jałowe i nużące Miłość?”
    Kropka uciekła.
    :)

  3. @ Ppaweł: A możesz podać przykład? Bo póki co, jest to dla mnie zdanie z rękawa wytrzaśnięte i nic poza tym. Środowisko nastolatków mam – że tak powiem – pod ręką i raczej nie widzę zanikania bezideowości. No, chyba że „ideowością” nazwę kult gadżetów…

    1. Mogę :)
      Wolontariat, współorganizacja projektów i uczestnictwo w projektach (warsztaty, koncerty,…).
      Pisanie do szuflady lub z myślą o konkursach, muzykowanie w garażu, kręcenie filmów, itd.
      W większych i mniejszych miastach, w miasteczkach…
      Nie mam na myśli jedynie młodzieży skupionej wokół ośrodków kultury (choćby słynne „Pogranicze” w Sejnach).
      Od kilku lat mieszkam w sąsiedztwie sali prób czterech „zespołów (dziś już) licealnych”… Próbują intensywnie, zadziwiają.
      Jestem mieszkańcem małego miasta.

      Pozdrawiam.

      1. To ja powiem tak (zresztą to też widać w komentarzach Litery), że większość „bezideowców” to jednak, niestety, dziewczęta. Nie mówię, że brak wśród dzisiejszych nastolatków i studentów (studentów, sic!) ambitnych, chętnych i zaangażowanych w sprawy społeczne osób, ale nie stanowią oni dominującej grupy. Innymi słowy, wyjątki się zawsze znajdą, chodzi mi o główną (ogólną) tendencję.

      2. Hmm… A czy w przeszłości, bliższej i dalszej, ci ambitni, chętni i zaangażowani dominowali? Pytam bez drobiny złośliwości. Myślę, że nie byli większością.

        Koniec lat 90. uznaję za „erą (ogólnej) bezideowości młodych”.
        Uważam, że dziś nie jest gorzej, że nie nadciągają pokolenia zdominowane przez bezideowców. Dostrzegam zmęczenie nieszczęsną bezideowością. Zmęczenie, które przekształca się w idee.

  4. @ Ppaweł: Stoję w szatni szkoły podstawowej i słyszę, jak dziewczynki się licytują: ja byłam w Turcji, ja też byłam w Turcji… I nie ważne, czy dużo się o życiu w Turcji dowiedziały, nie ważne, czy rodzice na wycieczce poświęcili im czas, grunt, że były gdzieś poza Polską. Córka znajomej jest w gimnazjum – przyglądam się jej, odkąd się urodziła, pamiętam, jaką fajną dziewczynką była i jak stopniowo zaczęła się zmieniać. Dużo czyta, bardzo, ale już mówić o książkach za bardzo nie umie. Przynajmniej raz do roku zmienia komórkę, bo trzeba mieć najnowszą, bo starszy model to obciach. Na wakacje musowo za granicę, bo śnieg lepszy, bo plaże ładniejsze. Opowiadając o wakacjach, nie potrafi powiedzieć, co było w nich fajnego, rzuca tylko nazwy krajów/miejscowości. Nawet idąc z koleżanką na deskorolkę, licytują się, która ma lepszą. I już kilka lat temu, gdy była w podstawówce, pierwszym skojarzeniem do słowa „puma” była marka, a nie zwierzę. Wiem, że te dzieciaki nie są takie same z siebie, że stają się takie, bo takie mają wzorce w domach. I że nie są charakterystyczne dla swojego pokolenia. Tylko teraz jakoś tak ich więcej. I jakoś nie widzę w nich chęci, by tę „postawę” przełamać. Słyszę licealistki/maturzystki, które się oburzają, bo dostały do analizy wiersz (sic!), którego nie analizowały na lekcjach (sic!). Same myśleć nie potrafią?

    Nie mówię, że kiedyś było lepiej. Nie było. W swojej klasie niewiele znalazłam osób, które mnie rozumiały lub podzielały zainteresowania. Ale mimo wszystko, ludzi chcących coś zrobić razem, było jakby więcej – choćby biorąc pod uwagę, że nie mieliśmy komórek i internetu, które rzekomo ułatwiają kontakt i możliwości. Dla przykładu: w swoim mieście byłam bodaj jedyną fanką Japonii, mangi i anime. Ale znałam ludzi – listownie – z całej Polski. Codziennie odpisywałam na 4-6 listów. Potrafimy się zebrać i coś razem zorganizować, wymienić się kserówkami, filmami, muzyką. Teraz fani m&a mają jakby łatwiej, ale nie ma między nimi więzi. Potrafią powiedzieć na forum, że coś było fajne, ale nie uzasadnią, dlaczego. Nie chce im się? Czy nie potrafią?

    Jeśli mówisz, że to się zmienia, to ja się cieszę. I wierzę. Że gdzieś. Ale trend ogólny jest jakiś taki smutny jednak.

    1. „Ale trend ogólny jest jakiś taki smutny jednak” – Może w gronie pedagogów przydałaby się większa liczba pasjonatów/inspiratorów, animatorów? Przypominam sobie czasy podstawówki… Niestety, w mojej szkole brakowało charyzmatycznych nauczycieli…

      Zmienia się, zmienia… choćby „u mnie”, na tzw. prowincji. Wspomniałem o tym, aby w komentarzach pojawił się promyk nadziei ;).

      Będzie lepiej! :D

      1. Nie chodzi tylko o nauczycieli. W szkole nie nauczą Cię pasji, jeśli ktoś w dzieciństwie zabił Twoje pragnienie poznawania świata, eksplorowania nowych obszarów, pogłębiania zainteresowań itd.

        Problem polega na tym, że teraz wszystko jest zbyt łatwo, szybko. Że jest tego za dużo. Że młodzi się gubią w natłoku impulsów ze świata zewnętrznego. Nie mają czasu na introspekcję, nie potrafią nie nudzić się, gdy są przez chwilę sami, gdy są odcięci od komputera itd. Teraz tylko – fejsbuk i inne społecznościowe portale. A w świecie rzeczywistym puby…

      2. Tak, nie chodzi tylko o nauczycieli. Zgadzam się, w szkole nie nauczają pasji. Mogą pomagać w jej rozwijaniu. Myślę, że pasji nie można zabić (można ją ukryć, zminiaturyzować)… Każdy ma pasję, ale nie każdy wie o jej istnieniu ;) Chyba jestem optymistą.

        Są młodzi, którzy rozwijają pasje w świecie rzeczywistym (podstawowym, kluczowym dla ich działań) i Internecie. Ich liczba rośnie (tak wynika z moich – acz nie tylko moich – „badań” ;)).
        Rośnie również liczba młodych, którzy porzucili portale społecznościowe, blogi…
        Moje serce rośnie :).

        Pozdrawiam serdecznie (optymistycznie) :).

  5. Luizo, nie wiem na ile jest bliska Ci współczesna literatura chińska, ale skoro recenzowałaś m.in. ten tytuł i masz dział lit. chińska, chciałabym poznać Twoją opinię na temat wartości tego typu literatury? Prywatnie mam takie zdanie i odczucie, że niestety wiele z ich najnowszych pozycji to nic innego jak niskiego lotu wynaturzenia o seksie, dragach, zakupach i balangach…

    1. Moje zdanie nt. „takiej” literatury jest zbieżne z Twoim. Zresztą w ogóle obecnie sporo (większość?) literackiej produkcji (światowej, nie zawężam tego tylko do jednego regionu świata) prezentuje się miernie, oscyluje wokół seksualnych ekscesów, narkotycznych wizji i niekończących się imprez, z których to tematów nie wynika absolutnie nic, poza obrazem współczesnego młodego człowieka – przedstawiciela pokolenia „bezideowców”. To „specyfika” współczesnych młodych ludzi, którym się wydaje, że taki wizerunek ich pokolenia jest atrakcyjnym literacko tematem, i dlatego też namiętnie piszą. Inną sprawą pozostaje kwestia, dlaczego „taka-niby-literatura” w ogóle znajduje wydawców…

      Pozdrawiam serdecznie!^^

    2. @ Alice. Literatura chińska (współczesna) powoli dostosowuje się do kanonów zachodnich, ba
      ! jest nawet bardziej brutalna obrazowo i językowo od tej zachodniej. Widac, to szczególnie w takich miastach jak Szanghaj czy Hongkong. Tamtejsza młodzież, jest znacznie bardziej zubożała i małostkowa od tej np. z Pekinu. Wkońcu i Chiny dopadnie, to co na zachodzie nazywamy „brakiem inspiracji”/ „zatraceniem moralności”. Obserwuję Chiny od 16lat i widzę jak się zmieniają. NAszczęście dbają wciąż o swoje tradycje kulturowe co daje nadzieję, że nie zatraca się w globalnej ekspansji

  6. @Paweł:
    „Koniec lat 90. uznaję za erą (ogólnej) bezideowości młodych.”
    Zgadzam się. Ba! Granicę przesunęłabym nawet na połowę lat 90. XX wieku.
    Z mojej jednak perspektywy teraz jest gorzej niż choćby dziesięć lat temu. Wolontariat (o którym mówisz), akcje pod tytułem „stwórzmy muzykę”, rysunek/malarstwo/grafika, fotografia, literatura, lingwistyczne pasje, sport (ale konkretny/-e, bez ogólników) itd. nie są, niestety, aż tak częste jak nam się czasami wydaje. W dodatku ja zauważam, że „przodują” w nich chłopcy. Dziewczęta zadowalają się bardzo często materialną stroną rzeczywistości ; )

    Nie każdy, Pawle, ma pasję – stwierdzam to z przerażeniem. Owszem, możemy idealistycznie powiedzieć, że każdy ma jakieś zainteresowania. Kiedyś tak sądziłam, ale pod wpływem różnych okoliczności i spotkania na swojej drodze różnych (młodych i bardzo młodych) ludzi, nie jestem w stanie podtrzymywać tego stanowiska.

    Z drugiej strony my tu o Internecie – ale przecież sporo dzieci i młodzieży nie ma dostępu do Internetu. I nie chodzi o to, że Internet stwarza jakieś możliwości zdobywania pasji. Nie. Często zabija – młody człowiek, który przebywa po szkole/po zajęciach na uczelni wyłącznie albo prawie wyłącznie w świecie wirtualnym, zaczyna postrzegać świat tylko z perspektywy fejsbuka, forów internetowych, blogów, komunikatorów itd., czyli informacji poszatkowanej, szczątkowej, fragmentarycznej, z licznymi multimediami, które niejednokrotnie skutecznie odstręczają od czytania „czegoś” dłuższego niż parę równoważników zdań (bo często nie są to nawet zdania). Obecnie rośnie pokolenie esemesowe, które bez telefonu komórkowego, telefonu? haha, chyba ipada, nie jest w stanie funkcjonować w społeczeństwie. Sprzyja temu szkoła i dom – wszędzie komputeryzacja. A kiedyś była kartka papieru. I ołówek. A jak jeszcze miało się kredki, to dopiero była radość.
    Małe dziecko jest ciekawe świata i jeśli wtedy nie okaże się mu odpowiedniego zainteresowania, nie pokaże się piękna i różnorodności świata, to w przyszłości (gdy już pokończy z wielkim zniechęceniem szkoły) jego jedynym priorytetem w życiu stanie się permanentne delirium.

    I znów – nie mówię, „że wszyscy”, „że zawsze”, „że pod każdym względem”, bo wyjątki się zdarzają. I bardzo dobrze.

    No ale może moja perspektywa jest zaburzona krakowskim spleenem? (^_-)

    Życzę miłego dnia!^^

  7. „Małe dziecko jest ciekawe świata i jeśli wtedy nie okaże się mu odpowiedniego zainteresowania, nie pokaże się piękna i różnorodności świata, to w przyszłości (gdy już pokończy z wielkim zniechęceniem szkoły) jego jedynym priorytetem w życiu stanie się permanentne delirium.” – to jest, moim zdaniem, najistotniejszy element naszej pogawędki.

    Od lat mówimy, czytamy (my, czyli ogół) : „nie jest dobrze…”
    Dlatego nie powinniśmy poprzestawać na powtarzaniu „nie jest dobrze…”. Może być lepiej. Ale „lepiej” nie stanie się samo z siebie. Oczywistość.
    Pierwszym komentarzem chciałem zwrócić uwagę na mniejszość.

    Idealizm, idealizm, idealizm. I jeszcze raz – idealizm. : )

    Dziękuję.
    Pozdrawiam.

    1. Pewnie, że od samego powtarzania nie stanie się lepiej. Czasami jednak trzeba powiedzieć głośno o tym, co i jak się dzieje. Może ktoś usłyszy? (^_-)
      A ta książka Chun Sue, jakkolwiek (delikatnie mówiąc) o dość niskich walorach literackich, jest symptomatyczna (oczywiście, czas też robi swoje, dekadę temu było jednak inaczej niż dzisiaj). Warto przeczytać, jak sądzę.

      Idealista?

      Pozdrawiam serdecznie!^^

      1. „Może ktoś usłyszy?”. Właśnie! Warto zwracać uwagę na aktywną mniejszość (również na blogu, którego lektura może wpływać- między innymi – na wzrost czytelnictwa książek) :)

        Dziękuję za polecenie książki. I ośmielam się polecić „W obronie zwierząt” pod redakcją Petera Sigera. Ta książka to moja wielka miłość.
        Bardzo bardzo polecam, Luizo!

  8. @Paweł:
    Aktywna mniejszość nie jest tą grupą, którą ja bym się zajmowała nadmiernie. Więcej uwagi wolę poświęcić raczej tym „nieaktywnym” (^_-)
    Hm, czy blogi („książkowe”) przyczyniają się do wzrostu czytelnictwa? Dobrze by było zrobić jakieś badania (^_-)

    Ja o ludziach, a Ty o zwierzętach – jako uzupełnienie/dopełnienie?
    Dziękuję! Poszukam i, jeśli czas trochę zwolni, przeczytam.^^’

    Dobrej nocy.^^

    1. ludzi zaliczam do rodziny zwierząt. : )
      uzupełnienie/dopełnienie? chyba nie taki cel mi przyświecał (tym razem). poleciłem wydawnictwo w ramach podziękowania za twoje polecenie książki. z radości, Luizo. :)
      pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s