Deszcz. O książce „Na południe od granicy, na zachód od słońca” Harukiego Murakamiego

Czytając byle co, mam wrażenie, że marnuję czas.*

Hajime w dzieciństwie zaprzyjaźnił się z Shimamoto. Piękna relacja między dziećmi została przerwana, gdy podjęli naukę w innych szkołach. Ich drogi rozeszły się, ale ideał, którym stała się Shimamoto, pozostał w pamięci Hajimego. Żadna kolejna dziewczyna nie mogła wyrugować obrazu stworzonego przez wspomnienie (o) pierwszej miłości. Co by się jednak stało, gdyby któregoś dnia znów się spotkali? Czy byliby gotowi porzucić dotychczasowe życie i na gruzach zbudować coś nowego, innego?

Powyższe zarysowanie treści Na południe od granicy, na zachód od słońca wskazuje, oczywiście, na schemat fabularny, z którego korzysta Haruki Murakami. Romans, powieść (quasi-)społeczno-obyczajowa, kolejny wariant pocztówki z krainy samotności – dla niektórych Na południe od granicy, na zachód od słońca będzie sztandarowym przykładem kuglarstwa japońskiego pisarza, efektem dzielnej pracy bricoleura, majsterkowicza, jego umiejętnego zwodzenia czytelnika, prowadzenia na manowce (a przecież prawie każdy czasami tego potrzebuje). Inni odnajdą w literackiej przestrzeni Murakamiego odpryski ze swojego świata, bo – jak przystało na całkiem przyzwoitą literaturę popularną – Na południe od granicy, na zachód od słońca wpływa przede wszystkim (o ile nie w ogóle) na sferę emocjonalną odbiorcy. Czytaj dalej