Pocztówka z Szanghaju. „Ostrożnie, pożądanie” Chang Eileen

Chang Eileen* (1920-1995) to chińska pisarka, a także autorka scenariuszy filmowych, tworząca zarówno w języku chińskim, jak i angielskim. Co ciekawe, ponad połowę swojego życia spędziła w Stanach Zjednoczonych. W 1979 roku opublikowała utwór o wymownym tytule Ostrożnie, pożądanie, który – mogłabym zaryzykować takie twierdzenie – przyniósł jej pośmiertną sławę międzynarodową, głównie za sprawą ekranizacji z 2007 (dopiero w 2007 roku ukazało się tłumaczenie utworu na język angielski). Jak się zdaje, jeden najbliższych Chang Eileen tematów literackich to relacje między kobietą a mężczyzną, miłosne interakcje, napięcie między pożądaniem a niepostrzeżenie rodzącą się miłością.

Akcja Ostrożnie, pożądanie rozgrywa się w ciągu jednego dnia, w Szanghaju, podczas japońskiej okupacji (niektórych rejonów) Państwa Środka; najprawdopodobniej to początek lat 40. XX wieku. Pan Yi, szef wywiadu w marionetkowym rządzie, wdaje się w romans z młodziutką dziewczyną, Jiazhi, nie zdając sobie sprawy, że studentka nie jest wcale żoną lokalnego biznesmana, za którą się podaje, ale piękną femme fatale, członkinią organizacji podziemnej, mającej na celu obalenie sprzedajnego rządu. Po dwóch latach sekretnego związku kobiecie wreszcie udaje się doprowadzić do sytuacji umożliwiającej schwytanie mężczyzny. Czy wszystko pójdzie zgodnie z planem? Czytaj dalej

Miasto nocą. Recenzja „Po zmierzchu” Harukiego Murakamiego

W nocy czas płynie inaczej.*

Spośród tłumu gwarnie wypełniającego ulice po zapadnięciu zmroku, narrator wybiera dziewiętnastoletnią studentkę języka chińskiego, Mari Asai. Dziewczyna siedzi w całodobowej restauracji Denny’s i czyta książkę. W pewnym momencie przysiada się do niej kolega jej siostry Eri – Tetsuya Takahashi. Pozornie zwyczajna i niezobowiązująca pogawędka dwojga młodych ludzi doprowadzi do splotu niezwykłych wydarzeń. Niezwykłością bowiem naznaczy je głęboka noc, ciemność, w której nic nie jest takie jak za dnia. Przestrzeń nieoświetlona, rzeczywistość w mroku percypowana bywa przez człowieka jako zniekształcona i zdeformowana. Przedmioty stają się potężniejsze, złowieszcze, bardziej przerażające niż w blasku słońca. Nie ma nikogo, kto przeniknąłby mrok… duszy.

Haruki Murakami sprawnie wykorzystuje wątek nocy i nocnego życia miasta, uzupełniając go w mniejszym stopniu motywem życia snem (Eri Asai), w większym zaś – bezsennością, stanem permanentnego czuwania, ucieczką od snu (Mari Asai). Szkoda tego życia snem, tak porzuconego przez japońskiego pisarza na pastwę nocy… Niemniej jednak w dość interesujący i przystępny sposób Murakami prezentuje kolejne wydarzenia, używając do tego techniki tyleż filmowej, ile zdjęciowej. Kolejne sceny, odsłony nocnego dryfowania bohaterów po ulicach generowane są przez poszczególne kadry, przybliżanie i oddalanie, wybór odpowiedniej ostrości obrazu. Czytaj dalej

„Zarzynanie człowieka drewnianym nożem” – „Zupa z trawy. Dziennik z chińskiego gułagu” Zhang Xianlianga

Tak jak żarna, obóz pracy miał za zadanie ciągłą obróbkę materiału,  ścieranie go i ujednolicanie, aż każda drobina będzie taka sama jak inne.*

Zhang Xianliang (Zhang jest nazwiskiem) urodził się w grudniu 1936 roku w Nankinie (czyli na rok przed nankińską masakrą**), po raz pierwszy trafił do obozu za słowo (za wiersz) w połowie roku 1958. Zupa z trawy. Dziennik z chińskiego gułagu spisany został w dniach od 11 lipca do 8 września 1960 roku. Dziennik czy raczej lakoniczne, wpierw jednozdaniowe zapiski, notatki, z czasem dopiero nieco bardziej rozbudowane „sprawozdania” z obozu pracy pozwalają Zhangowi przechować w pamięci wydarzenia i ludzi, a następnie umożliwić powrót w dowolnym momencie do konkretnych notek, nie tylko by snuć swoją historię, ale by przyjrzeć się człowiekowi zniewolonemu, „przestępcy myśli”.

Ludzie mają słabą pamięć. Żyją tylko teraźniejszością – bez względu na to, czy jest radosna, czy bolesna. Ale rzeczywistość i istniejący w jej ramach rodzaj ludzki są konsekwencją przeszłości, tak jak przyszłość wynika z przeszłości. Ludzie życie nie mija bez śladu, nie przepada, jakby go nigdy nie było. [s. 9]

Interesująca z perspektywy odbiorcy jest podwójna narracja w Zupie z trawy. To, co otrzymuje czytelnik, nie jest bowiem wyłącznie króciutkim zapisem dnia. Po każdym fragmencie z dziennika pisanego w obozie autor po latach dodał swego rodzaju przypisy (drugi tekst, niekiedy – sic! – poetycki, liryczny, wyraźnie kontrastujący z właściwymi notatkami), które nie mogły znaleźć się tam wcześniej z dwojakiego powodu. Czytaj dalej

Jestem deszczem. O „Mgle jedwabnej. Wyborze poezji koreańskiej XX wieku”

Kolejna odsłona poezji z Kraju Porannej Ciszy poświęcona jest twórczości trzech dwudziestowiecznych poetów: Kim Soweolowi, Yun Dong-ju, Seo Jeong-ju.* Tłumaczki, które zabierają polskiego czytelnika w podróż do ulotnych poetyckich światów Kraju Porannej Świeżości, to Choi Sung Eun, wykładowczyni na Wydziale Polonistyki Hankuk University of Foreign Studies, oraz Beata Bogusz – absolwentka koreanistyki na Uniwersytecie Warszawskim.

W twórczości pierwszego z artystów, Kim Soweola (1902-1934, zmarł śmiercią samobójczą), uważanego za jednego z pionierów współczesnej koreańskiej poezji (przypomnijmy, że alfabet koreański upowszechnił się dopiero w XX wieku!), widoczne są wpływy pieśni ludowych. Paralelizmy (między innymi paralelizmy leksykalne, przejawiające się zwłaszcza w anaforach, czy składniowe) „budują” piękne liryczne obrazki Kima, zaprezentowane w zbiorze koreańskiej poezji. Mnogość wyliczeń i powtórzeń, a także rytmiczność (jakkolwiek różnie z nią bywa w polskim przekładzie) zbliżają poezję Kima do swoistych pios(e)nek, pieśni. Wśród motywów dominują: przemijanie, odchodzenie, napięcie między zapominaniem a pamiętaniem, ból, samotność, tęsknota, płacz, senne marzenia. Subtelna twórczość poetycka Kima przywodzi na myśl szkice piórkiem, akwarelowe obrazy stanu duszy.

Twórca najpiękniejszej poezji, spośród wchodzącej w skład tej antologii, Yun Dong-ju (1918-1945), był koreańskim działaczem niepodległościowym (urodził się, gdy Korea już była pod japońską okupacją), aresztowany przez japońską policję zmarł w więzieniu sześć miesięcy przed wyzwoleniem. Czytaj dalej

(o.O’) hee~. „Bizarro dla początkujących: Antologia opowiadań”

Recenzję można (było) przeczytać na stronie PapieroweMyśli

[Bezpośrednio na blogu od 06.03.2020]

Tytuł antologii, Bizarro dla początkujących, kojarzy się tyleż z praktycznym przewodnikiem po obcej przestrzeni literatury, ile… z podręcznikami do języków obcych (bizarro fiction, jak każdy gatunek, można uznać za inny sposób komunikacji w literaturze i poprzez literaturę). Być może ewentualne kolejne (bardziej hardcorowe?) odsłony Bizarro na polskim gruncie zostaną oznaczone jako „dla średniozaawansowanych” i „dla zaawansowanych”. Wydawca jednak już na wstępie informuje czytelników, jakoby mieli oni do czynienia z nowym gatunkiem literackim (nowym to chyba tylko w Polsce, bo bizarro fiction istnieje już od dłuższego czasu), ba! gdzieniegdzie dorzucając jeszcze garść nośnych i chwytliwych słów-haseł typu: „awangarda”, „groteska”, „surrealizm”. Jeśli to nowy gatunek, jeśli awangarda i jeśli oryginalne podejście do literatury grozy czy światów absurdalnych, to gdzie… manifest? Chyba nie jest nim owych 11 przykazań inaugurujących zbiór, bowiem w perspektywie całego miszmaszu Bizarro dla początkujących jawią się one jako karykaturalne przepełnienie splatterowego dryfowania po bezmiarze przestrzeni obscenicznych, ohydnych, delirycznych, narkotycznych, zdegenerowanych, incydentalnie cyberpunkowych, zdeformowanych, nierównych i, niestety, nie zawsze przekonujących czy dopracowanych. Czytaj dalej

Rozgwiazda. O „Kamiennej Wiosce” Guo Xiaolu* kilka słów

Nieważne, w jak daleką udajemy się podróż czy w jakim kierunku, ważne, żeby dokładnie znać miejsce swojego pochodzenia.**

Dwudziestoośmioletnia Koral Jiang, pracująca w wypożyczalni kaset wideo, mieszka w Pekinie ze swoim chłopakiem, Redem, który do pracy nie ma najmniejszej chęci, zajmując się głownie… grą we frisbee. Z dnia na dzień młodzi ludzie żyją tyleż ze sobą, ile obok siebie, dryfując ku niepewnej przyszłości. Pewnego dnia dziewczyna otrzymuje niecodzienną paczkę. Ktoś z Kamiennej Wioski, rodzinnej miejscowości Koral, przysłał jej… wielkiego solonego węgorza. Ryba z nadmorskiej wioski stanie się swego rodzaju katalizatorem – dziewczyna powoli wyłowi z mroków niepamięci Kamienną Wioskę, odbuduje jej obraz w swoim sercu, zmierzy się z trudnymi i bolesnymi wydarzeniami, by móc osiągnąć spokój ducha.

Dwoje ludzi nigdy nie stanowi jedności, to zawsze nie więcej jak tylko dwie różne osoby. To dlatego człowiek zawsze będzie samotny. [s. 17]

Dzieciństwo naznaczone opuszczeniem, samotnością, a przede wszystkim obezwładniającym i paraliżującym wstydem, naznaczyło dziewczynę piętnem inności, odrzucenia i wykluczenia. Kamienna Wioska jawi się jako ambiwalentna kraina dzieciństwa – zarówno osobliwe więzienie, mroczna forteca, miejsce wydarzeń okrutnych, spychane przez Koral do nieświadomości, jak i skrawek ziemi, skąd dziewczyna pochodzi i skąd wyruszyła w daleką podróż. Czytaj dalej

Sadyzm, masochizm i… kledalizm. O „Ukrytych twarzach” Salvadora Dali*

(…) na tym świecie można rozciągać i powtarzać w nieskończoność godziny wydarzeń, z wyjątkiem godziny śmierci, która jest ściśle określona (…)**

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że wielka osobowość XX wieku, Salvador Dali, poza podtrzymywaniem mitu ekscentryka  kontrowersyjnego twórcy oraz autokreacją ujawniającą się w literaturze intymistycznej (Dziennik geniusza czy Moje sekretne życie) stworzył jedną powieść – Ukryte twarze (1944). Swoją genialność w Ukrytych twarzach Dali zaznacza tylko kilkukrotnie, między innymi w przedmowie oraz (quasi-)autocytatach, czyniąc z siebie osobliwą postać literacką-kreatora, pojawiającą się na zasadzie wspomnienia, uzupełnienia, zwieńczenia. Nadaje tym samym powieści znamion przewrotnego dzieła – niby silnie zanurzonego w konkretnej epoce, ale tak naprawdę surrealistycznego i absurdalnego wytworu niezmierzonego świata artysty, gdzie nieświadomość bierze prym i czytelnik, eksplorując krainę szaleństwa, podąża w głąb przestrzeni naznaczonych niewinnością, czystością, świętością, zbrukaniem, bluźnierstwem, grzechem. Warto podjąć grę z Salvadorem Dali, jeśli preferujemy literaturę wizyjną, eksperymentalną, nieoczywistą, pełną tropów.

Dlaczego napisałem tę powieść? (…) Po drugie, dlatego że współczesna historia stanowi wyjątkowo udane tło dla powieści poświęconej rozwojowi i konfliktom wielkich ludzkich namiętności i dlatego że historia wojny, a jeszcze bardziej gorzkiego okresu powojennego, musiała zostać napisana. Po trzecie, dlatego, że gdybym ja jej nie napisał, ktoś inny zrobiłby to za mnie i zrobiłby to źle. Po czwarte, dlatego że zamiast „naśladowania historii” bardziej interesujące jest jej antycypowanie oraz pozwolenie jej w miarę możliwości naśladować to, co wymyśliłeś (…) [s. 10]

W przedmowie Dali wprowadza termin „kledalizm” na oznaczenie trzeciej wielkiej namiętności człowieka. Triada ta – w mniemaniu malarza – składa się z sadyzmu, masochizmu oraz wspomnianego kledalizmu, który (…) oznacza rozkosz i ból wysublimowany dzięki posuniętej do granic ostateczności identyfikacji z przedmiotem uczuć.” [s. 10] Nazwa pochodzi od Solange de Cléda, postaci z Ukrytych twarzy. Kontrapunktem dla tak rozumianej „trzeciej namiętności” stanie się wszechobecna obsesja niemal wszystkich bohaterów na punkcie krwi (bogata symbolika krwi została przez malarza uruchomiona w całej powieści), niewinności, dziewictwa, rozwiązłości, rozpusty, szatańskości i grzeszności, sacrum i profanum, sublimacji, ekstazy religijnej i cielesnej. Czytaj dalej

Deszcz. O książce „Na południe od granicy, na zachód od słońca” Harukiego Murakamiego

Czytając byle co, mam wrażenie, że marnuję czas.*

Hajime w dzieciństwie zaprzyjaźnił się z Shimamoto. Piękna relacja między dziećmi została przerwana, gdy podjęli naukę w innych szkołach. Ich drogi rozeszły się, ale ideał, którym stała się Shimamoto, pozostał w pamięci Hajimego. Żadna kolejna dziewczyna nie mogła wyrugować obrazu stworzonego przez wspomnienie (o) pierwszej miłości. Co by się jednak stało, gdyby któregoś dnia znów się spotkali? Czy byliby gotowi porzucić dotychczasowe życie i na gruzach zbudować coś nowego, innego?

Powyższe zarysowanie treści Na południe od granicy, na zachód od słońca wskazuje, oczywiście, na schemat fabularny, z którego korzysta Haruki Murakami. Romans, powieść (quasi-)społeczno-obyczajowa, kolejny wariant pocztówki z krainy samotności – dla niektórych Na południe od granicy, na zachód od słońca będzie sztandarowym przykładem kuglarstwa japońskiego pisarza, efektem dzielnej pracy bricoleura, majsterkowicza, jego umiejętnego zwodzenia czytelnika, prowadzenia na manowce (a przecież prawie każdy czasami tego potrzebuje). Inni odnajdą w literackiej przestrzeni Murakamiego odpryski ze swojego świata, bo – jak przystało na całkiem przyzwoitą literaturę popularną – Na południe od granicy, na zachód od słońca wpływa przede wszystkim (o ile nie w ogóle) na sferę emocjonalną odbiorcy. Czytaj dalej

Wymiary literackiej melancholii po ’89. O „Melancholii w poezji polskiej po 1989 roku” Aliny Świeściak

Tekst można (było) przeczytać na stronie PapieroweMyśli

[Bezpośrednio na blogu od 06.03.2020]

We wstępie do Melancholii w poezji polskiej po 1989 roku Alina Świeściak, patrząc z perspektywy badań kulturologicznych i literaturoznawczych, przywołuje przede wszystkich dwa, wyraziste polskie stanowiska wobec melancholii – propozycję Anny Zeidler-Janiszewskiej (uproszczając, melancholia jako spojrzenie pesymistyczne, mniej konstruktywne) oraz Marka Bieńczyka (melancholia jako „forma samoświadomość” współczesnej kultury). Świeściak zwraca uwagę na przemiany zachodzące w obrębie samej kategorii – melancholia bowiem wyewoluowała (…) w pojęcie wieloznaczne, w odniesieniu do którego nie tylko trudno ustalić obiekt straty, ale trudno go jednoznacznie jako taki zwaloryzować. Należy zatem przypuszczać, że dobrze wpisuje się w kondycję obecnej kultury (ponowoczesnej) – labilnej, chwiejnej, symulakrycznej. Dlatego też, konkluduje badaczka, melancholia stać się mogła kategorią filozoficzną. Perspektywa ponowoczesności, postmoderny będzie jednak jedynie towarzyszyć literackim podróżom w głąb melancholijnych przestrzeni. Autorka zaznacza już na początku publikacji, że (…) utrata jest pojęciem o konsekwencjach przede wszystkim psychologicznych, idealnie przylegającym do myślenia modernistycznego, do kategorii ponowoczesności stanowczo trudniej aplikowalnym. Literackie światy poetów, których bierze pod uwagę w swojej książce Świeściak, z ducha są, paradoksalnie, (przeważnie) modernistyczne… Czytaj dalej