Efemeryczna bogini z drzeworytu. Recenzja „Cienia gejszy” Anny Klejzerowicz

Recenzję można przeczytać na stronie bookznami.pl

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [01.05.2013]

Japonia i „japońskość”, co ciekawe, do tej pory znacząco nie zaistniały w polskiej najnowszej literaturze współczesnej, mimo kolejnych fal zainteresowania Krajem Wschodzącego Słońca. Prędzej odnajdziemy pełne wrażeń i emocji zapiski z pobytu w Japonii gaijinów (obcokrajowców), niźli wplecione w fikcjonalną, literacką historię wątki dotyczące „krainy z papieru i stali”. Dlatego też (pozytywnie) zdumiewającym odkryciem okazuje się Cień gejszy Anny Klejzerowicz – napisana ze swadą powieść kryminalna, oscylująca wokół jednego z przejawów japońskiej sztuki, drzeworytów.

Pierwsze sceny książki przenoszą czytelnika do Kraju Kwitnącej Wiśni. Jest rok 1905, trwa wojna japońsko-rosyjska. Pewien Europejczyk z nieznanych nam powodów zabija piękną gejszę oraz jej adoratora – swojego niegdysiejszego kolegę, również gaijina. Następna odsłona Cienia gejszy to współczesny Gdańsk. Tu, z bliżej nieznanych powodów, ginie nauczyciel akademicki. Co łączy oba, tak oddalone w czasie i przestrzeni, wypadki? Jakby tego było mało, ktoś podszywa się pod dziennikarza śledczego, Emila Żądło (znanego niektórym czytelnikom z innej książki Anny Klejznerowicz, Sąd Ostateczny) i zamieszcza na forach internetowych prowokacyjną wiadomość, obok której Żądło nie może przejść obojętnie. Zaczyna zatem działać…

DO KONIA – WIEM, CO KRYJE JAPOŃSKI DRZEWORYT!!! ZNAM TWÓJ PARSZYWY SEKRET! NIEDŁUGO POZNA GO CAŁY GDAŃSK I CAŁA POLSKA! (D)RŻYJ!

Cień gejszy Anny Klejzerowicz (pisarki, publicystki, fotografa), zanurzony w japońskiej sztuce, zwłaszcza tej pochodzącej z okresu Meiji (Meiji obejmuje, z grubsza rzecz ujmując, lata 1868-1912), gdy Kraj Kwitnącej Wiśni otwierał się na świat, przyciąga polskiego czytelnika świeżością, ożywczym powiewem i oryginalnością. Na uwagę zasługują zarówno wnikliwość, jak i widoczna pasja autorki, przejawiające się dwojako – w interesującym (bo przywodzącym na myśl swego rodzaju miniesej) rysie historycznym ukiyo-e, shin hangi, czyli japońskich drzeworytów, oraz w minifelieton(ik)ach dotyczących gejsz i ich roli w japońskim społeczeństwie. Eseistyczne fragmenty są jak najbardziej funkcjonalne, świetnie dopełniając i uwiarygodniając książkę polskiej pisarki, chociaż dla niektórych czytelników mogą okazać się nie tyle nużące, ile pozbawiające literacką przestrzeń elementu niedopowiedzenia i zawieszenia. Innymi słowy, standardowa powieść kryminalna raczej unika tak dokładnego nakreślenia tła, nawet gdy prezentowane w niej wydarzenia dotyczą krajów obcych odbiorcom. Co jednak ciekawe (i o czym informuje sama autorka w posłowiu), Klejzerowicz, tworząc niecodzienną opowieść, opierała się na autentycznej historii jednego z dziewiętnastowiecznych japońskich artystów.

Zastanawiać może kilka pojawiających się w książce japońskich słów, a raczej ich latynizacja. Chociażby umieszczony pod blatem [stołu] porcelanowy piecyk zapisany został jako hibaschi – czyżby chodziło o hibachi? Imię tajemniczej gejszy brzmi Yukasan, ale zdaje się, iż „-san” będzie w tym przypadku japońskim honoryfikatorem – czy zatem nie powinno być Yuka-san (w wolnym tłumaczeniu: pani Yuka)? Nie mniej interesujący wydaje się zapis słowa gaijin, w książce Klejzerowicz całkowicie spolszczony – „gajdzin”. Co jasne, czytelnicy, których Japonia i język japoński nie zajmują, nie zwrócą kompletnie uwagi na owe niuanse. Sięgną jednak po powieść także ludzie mniej bądź bardziej zafascynowani Japonią, zwabieni tyleż piękną, subtelną okładką Cienia gejszy, ile wyjątkowym tematem – iluż bowiem polskich prozaików poświęca swoją książkę japońskim drzeworytom?

Napisany świetnym stylem (dlaczego wiele innych kryminałów nie brzmi po polsku tak wspaniale jak utwór Anny Klejzerowicz?) Cień gejszy stanowi bez wątpienia wartą uwagi powieść. Mimo iż trup ściele się gęsto, pojawiają się elementy political fiction, to jednak książka Klejzerowicz nie przywodzi na myśl utworu kryminalnego sensu stricto. Mogłabym zaryzykować twierdzenie, że wątek kryminalny stanowi niejako pretekst do zwrócenia uwagi czytelników na japońską sztukę drzeworytniczą. Albo… Cień gejszy jest zgrabnym połączeniem pasji autorki z wariacją na temat konstrukcji współczesnej powieści kryminalnej. Rozstrzygnięcie należy do czytelnika.

Jeśli natomiast literacko przetworzona epoka Meiji zainteresuje i zainspiruje polskich odbiorców Cienia gejszy, to warto sięgnąć po japońską literaturę piękną, zwłaszcza po satyryczną powieść Jestem kotem Sōsekiego Natsumego.

Anna Klejzerowicz, Cień gejszy, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2011.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

2 thoughts on “Efemeryczna bogini z drzeworytu. Recenzja „Cienia gejszy” Anny Klejzerowicz

  1. zaintrygowały mnie „minifelieton(i)ki”. minifelieton – mały felieton, felietonik. „minifelieton(i)ki” są mniejsze od minifelietonów… muszą być urocze (kawaii) :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s