Tragedia w trzech odsłonach. Recenzja książki „Upokorzenie” Philipa Rotha

Recenzję można przeczytać na stronie bookznami.pl

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [14.04.2013]

 

Artystyczna doskonałość, moc przyciągania i czarowania publiczności, umiejętność słuchania cudzej mowy na scenie uciekają bezpowrotnie, wymykają się spod kontroli, by w jednej chwili zadać ostateczny cios – przynieść upokorzenie, uczynić z twórcy karykaturę artysty. Ten, który całe swoje życie poświęcił grze, musi odejść w sposób godny mistrza. Czy podoła nowej roli, przygotowanej dla niego przez los?

Upokorzenie z 2009 roku to trzydziesta książka w literackim dorobku jednego z najbardziej znanych współczesnych amerykańskich pisarzy – Philipa Rotha. Głównym bohaterem utworu jest ponad sześćdziesięcioletni aktor teatralny, Simon Axler, który pewnego dnia utracił swoją magię, z wielkiego scenicznego artysty stał się lichym odtwórcą, miernym prestidigitatorem. Nie tylko krytycy i publiczność odsunęli się od niego, ale pozostawiła go również żona. Samotnie zmagający się z depresją i samobójczymi myślami aktor odnajduje chwilowe ukojenie w… perwersyjnej miłości.

Jak się zdaje, Upokorzenie jest tyleż minipowieścią, ile dłuższym opowiadaniem. Narrator prowadzi czytelnika po ruinach świetlanej kariery Axlera, wprowadzając na scenę niewielu „aktorów”. Utwór Rotha składa się z trzech części, quasi-rozdziałów, niepostrzeżenie przeobrażających się w… akty. Pierwsza odsłona, zatytułowana W nicość, stanowi rejestrację upadku artysty, ostatniego z wielkich klasycznych aktorów teatralnych. Agent Axlera próbuje namówić go do powrotu w wielkim stylu na deski teatru. Zrozpaczony bohater odmawia, pogrążając się jeszcze bardziej w świecie mizantropa, by w końcu zdecydować się na… leczenie w szpitalu psychiatrycznym. Tam zaś Axler, który od zawsze czuł się postacią w grze, szybko odkrywa iście sceniczne przedstawienia niedoszłych samobójców. Eksplorowanie teatralnej przestrzeni targających się na własne życie, przyglądanie się widowisku szaleńców nie przynosi pożądanych skutków. Mężczyzna powraca do swojego pustego domu.

(…) [Axler] nie potrafił się uwolnić od słynnej kwestii Prospera (…) rozbrzmiewała mu w głowie tak regularnie, że wkrótce stała się pustą sekwencją złowieszczych dźwięków, które straciły znaczenie w odniesieniu do rzeczywistości, za to nabyły mocny zaklęcia o osobistym dlań znaczeniu. „Zabawa nasza skończona. Aktorzy, / jak uprzedzałem, są wszyscy duchami / i już w powietrze, w nicość się rozwiali”.

Drugi akt tragedii (Przemiana) oscyluje wokół niebywałej i niespodziewanej zmiany w życiu głównego bohatera. Oto na jego drodze pojawia się… młodsza o dwadzieścia pięć lat lesbijka, córka dawnych znajomych, Pegeen Mike Stapleford. Za jej sprawą życie aktora nabierze nowych barw i odmiennych kształtów. Kobieta porwie go w wir ekstatycznych doznań erotycznych, cielesnej afirmacji witalności. Apogeum rozkoszy, wątpliwe „imperium zmysłów” czytelnik ujrzy w trzeciej odsłonie degeneracji i zagłady Axlera – Ostatni akt.

Warto zwrócić uwagę na interesującą kreację bohaterów Upokorzenia. Każdy z nich gra swoją rolę, egzemplifikacją czego staje się tragikomiczna maska przywdziewana przez Axlera czy iście makbetowska przez Pegeen Stapleford. Wspólne życie z niegdysiejszą gwiazdą teatru to dla czterdziestoletniej Pegeen nowe doświadczenie, seksualny eksperyment, próba wykroczenia poza rolę lesbijki. Kobieta starannie aranżuje przestrzeń (sceniczną) wokół siebie – dokonuje selekcji aktorów (jej rodzice, zazdrosna kochanka i Axler), zmienia scenografię i kostiumy (z chłopczycy przeobraża się w kobietę ponętną). Czyżby ponownie od-grywała młodzieńczy bunt, tym razem wybierając dojrzałego mężczyznę zamiast kobiety? W kontekście całego utworu równie intrygująco prezentuje się postać Sybil Van Buren, którą Axler poznaje w szpitalu psychiatrycznym. Jak rozumieć jej rolę? Czy to ona, a nie Pegeen, stała się katalizatorem wydarzeń i pchnęła Axlera do ostatecznego kroku?

Upokorzenie Philipa Rotha to osobliwe studium degeneracji kochanego i cenionego aktora, który w jednej chwili traci swój czar i powab. Zastanawiające, na ile wiek Axlera wpłynął na utratę magii. Czyżby intuicja, którą kierował się przez całe swoje aktorskie życie, zaprowadziła go na manowce? A może zwątpił we własny talent i tym samym otworzył drogę złośliwym i destrukcyjnym podszeptom (kryjącym się w duszy tego, kto permanentnie wciela się w kogoś innego), że to wszystko ułuda, iluzja, łgarstwo?

Można także odczytywać Upokorzenie jako interesujący głos w sprawie odgrywania ról społecznych przez każdego z nas. Kreacja Axlera-aktora zakończyła się, musi zatem odejść…

Philip Roth, Upokorzenie, przeł. Jolanta Kozak, Czytelnik, Warszawa 2011.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

18 thoughts on “Tragedia w trzech odsłonach. Recenzja książki „Upokorzenie” Philipa Rotha

  1. Nominowałam Cię na moim blogu do nagrody One Lovely Blog Award ;) Chyba nie bierzesz udziału w takich łańcuszkach, ale po prostu chciałam Cię jakoś wyróżnić. Prowadzisz chyba jednego z najoryginalniejszych blogów w sieci ;)

    1. Dziękuję Ci serdecznie, bardzo mi miło!*^^*
      Nie tyle nie biorę, co 16 blogów to raczej za mało – wszystkie, które mam w zakładce, bym nominowała. A jako introwertyczka nie czuję potrzeby uzewnętrzniania się, więc żadnych sekretów bym pewnie nie zdradziła ; )

      Pozdrawiam serdecznie! xDD

  2. „Wiesz, to też zależy, ile kto(ś) przeczytał książek Rotha spośród tych (już teraz) ponad trzydziestu.” – No tak. Nie przeczytałem trzydziestu książek Rotha. Przeczytałem zaledwie kilka. Po lekturze „Upokorzenia” straciłem ochotę na dalsze poznawanie twórczości Amerykanina. Może powinienem trzymać się chronologii… Pozdrawiam… słonecznie [odpędzając deszcz, choć lubię deszcz; chyba co za dużo, to nie zdrowo – mam na myśli opady i bibliografie] :)

    1. A ja wręcz przeciwnie – każda słabsza książka w bogatym dorobku literackim konkretnego pisarza motywuje mnie do poznania innych jego światów. „Upokorzenie” to – powiedziałabym – jedna z wariacji na temat… upokorzenia (a Roth, jak się zdaje, o upokorzeniach/upokorzeniu pisać lubi/musi).

      Dziękuję! Mamy (prawie) porę deszczową (jak w Japonii ; )).

  3. „„Upokorzenie” to – powiedziałabym – jedna z wariacji na temat… upokorzenia (a Roth, jak się zdaje, o upokorzeniach/upokorzeniu pisać lubi/musi).” – podzielam twoje zdanie, ciesząc się, że nie muszę poznawać tych wszystkich wariacji. Może wrócę do Rotha po porze deszczowej.
    „Pora deszczowa” – ładnie brzmi.

    Ach… „Lofoty…” wypełniają mnie w porze deszczowej. Dziękuję ci – odkryłem je dzięki tobie :) Pa.

    1. Hehe, tak sądzę, że Roth na porę deszczową nie jest najlepszym wyborem. Raczej Proust.
      Tak, „pora deszczowa” brzmi ładnie.

      O, cieszę się, że doceniasz poezje Karaska.

      Przyjemnego weekendu!^^

  4. Tak, Proust bardziej, ale najbardziej – dla mnie – cykl o Dolinie Muminków ;) Ha!
    Doceniam poezje Karaska. Mało tego! Doceniam również brodę Karaska.
    Dziękuję. Weekendu Wakacyjnego. Bez Internetu :).

  5. Przydałoby się w tej recenzji jakiś akapit, w którym oceniłabyś tę książkę. Moim zdaniem brakuje w twoim tekście wartościowania. Książka jest zdaniem wielu słaba, więc powiedz mi Luizjano (to celowe było), czemu nie dajesz nawet sygnału, że „Upokorzenie” nie zachwyca.Tylko mnożysz interpretacje, co robi się zazwyczaj, gdy powieść jest dobra, bardzo dobra, lub arcydzielna. Przyznasz, że tak? A czy „Upokorzenie” jest tego warte? Z drugiej strony, nie wchodziłbym na bloga tylko, żeby krytykować. Każdy się może mylić, nawet krytyk literacki. Początek recenzji megaśny (rozumiesz?), no i jak się czyta twoje recenzje, tą też, ma się wrażenie, że jesteś interpretatorką jak z tej raperowej piosenki – „jesteś Moby dick kreacji, masz brzuch pełen pomysłów”. Czasami może brać zazdrość, że nie wychodzi pisanie tak jak Tobie…pozdro600.

    1. Zdaniem wielu jest słaba, tak, przyznaję (polskich recenzji nie czytałam, zapoznałam się z amerykańską recepcją „Upokorzenia”), ale… nie lubię się wpisywać w zdanie wielu, jeśli nie jestem całkiem przekonana. Potrzebuję więcej dowodów, niż tylko lakoniczne stwierdzenia, że to już było, że Roth potrafi lepiej. Może w tym momencie nie potrafi(ł)? Może tak mu się napisało („pisło” – za Białoszewskim)? Ot, domysły. Wybacz.

      Mnożenie interpretacji ma na celu też (poza wspomnianym przez Ciebie ukazaniem arcydzielności, jeśli mogę użyć takiego skrótu myślowego) zwrócenie uwagi na mnogość spojrzeń i wielość punktów odniesienia. „Upokorzenie” chcę czytać nie przez pryzmat poprzednich książek Rotha, co czyni większość osób krytycznie nastawionych do tego utworu.

      Dziękuję! Dziękuję zwłaszcza za zwrócenie uwagi na wartościowanie. Piszę przeważnie teksty interpretacyjne. Z drugiej jednak strony, jak sądzę, prawdziwa (czyt. bez domysłów) krytyka jest możliwa przede wszystkim w przypadku świetnej znajomości dzieł danego pisarza.

      Pozdrawiam serdecznie!

    1. A można w jakimś miejscu w Internecie albo w wersji papierowej, drukowanej przeczytać Twoje teksty?
      Ma sens – każdy komentarz, do-pełnienie – więc będę czekać.
      Że celowe, to nie wątpię ; )
      Dziękuję za link. Niezmiernie interesujące spostrzeżenia tłumaczki.

  6. Jeszcze nie mogę się pochwalić spisem publikacji w pismach kulturalnych, ani nawet w brukowcach. Mam zasadę, że w internecie tekstów nie zamieszczam. Mogę przesłać maila jakiś tekst. Np. niedawno chodziła mi głowie myśl, żeby napisać szkic, studium, w którym rzetelnie krytykowałbym wady i pozorne zalety pisarstwa Murakamiego. Muszę jednak się zastanowić, czy to ma naprawdę sens. Lepiej jest krytykować Murakamiego niż takiego Janusza Leona Wiśniewskiego – w „Książkach” tekst o nim uważam za zbędny. Ale nie będę się wywodził czemu.
    Więc jeśli coś napiszę i to opublikują, ci dam link lub namiary. Tylko ja ani Błońskim, ani Kijowskim, ani Bieńkowskim nie będę.

    1. Z wielką przyjemnością przeczyta(łaby)m coś Twojego!
      Pisanie o Murakamim ma sens, przede wszystkim dlatego, że nieustannie mówi się o nim jako o kandydacie do literackiej Nagrody Nobla; jego twórczość zaś jest podziwiana przez licznych czytelników (chociaż, moim zdaniem, większość z nich nie wie, czym się tak naprawdę zachwyca). Od jakiegoś czasu noszę się z podobnym do Twojego pomysłem. Mam zatem (cichą) nadzieję, że napiszesz o Murakamim.

      Hehe, Wiśniewski chyba już zniknął z orbity zainteresowań polskich czytelników. Jak się zdaje, tylko jedna jego książka przyciągnęła dość sporo ludzi głodnych literatury łatwej, lekkiej, niekoniecznie przyjemnej (a takich pisarzy mamy w Polsce teraz całkiem sporo – niestety). Nie wiedziałam, że w „Książkach” o nim napisali…

      Ależ to nie chodzi o to, by być takim, powiedzmy, Błońskim, ale by udoskonalić swój styl i wypracować swoje stanowisko wobec literatury – oryginalne, świeże, nowe. Tak sądzę ; )

      Pozdrawiam!

  7. Z wielką przyjemnością przeczytasz? Z tak wielką, jaką pięknej kobiecie może dać prawdziwa, niepowtarzalna, superhiperekstraultra, dodajmy okolicznik miejsca – samotną nocą, konsumpcja słodkiej rozkoszy – tej drogiej czekolady sprawiającej, że człowiek staje się chwilowo zadowolony jak po… i w ten wielokropek możesz, lub możecie wstawić słowo jakie chcecie, gdy to długie zdanie pojawi się w waszych myślach. Wyślę wieczorem maila.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s