„Pierwsza łza jest najtrudniejsza”. Recenzja „Nie jest już łatwo” Chinuy Achebego

Recenzję można przeczytać na stronie bookznami.pl

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [27.04.2013]

Umuofia to wioska Ibo we wschodniej Nigerii; tam urodził się Obi Okonkwo. Obi, jako jeden z najzdolniejszych młodzieńców, otrzymał możliwość studiowania w Anglii. Początkowo miało to być prawo – by po powrocie do ojczystych stron był w stanie walczyć o sprawiedliwość dla swoich ziomków. Niemniej jednak Obi wybrał filologię angielską. Po niemalże czterech latach spędzonych na obczyźnie Obi Okonkwo wrócił w glorii i chwale do Afryki. Świetliste ideały, marzenia o stworzeniu lepszego świata w Nigerii okazały się płonnymi snami, mrzonkami, nic niewartymi życzeniami. Nic nie zmienia się nagle. Potrzeba wiele czasu, bólu, łez i wyrzeczeń, by kolejne pokolenia stopniowo przystosowały się do nowego stylu życia…

 

Powieść jednego z (naj)wybitniejszych afrykańskich pisarzy, urodzonego w 1930 roku Chinuy Achebego, Nie jest już łatwo, rozpoczyna się przewrotnie – od zakończenia. Czytelnik jest świadkiem procesu, który został wytoczony Obiemu. Oskarżono go o przyjmowanie łapówek. Nieco cyniczny, a na pewno zdystansowany uśmiech Obiego ma pokryć łzy mimowolnie uronione na sali rozpraw. Czy Obi w istocie jest tak skorumpowanym i złym do szpiku kości człowiekiem? I kiedy odbiorca książki już oceni młodego Nigeryjczyka, kiedy wyda wyrok skazujący, wówczas Achebe rozpocznie rekonstrukcję drogi wiodącej do upadku moralnego świetnie zapowiadającego się młodego Afrykańczyka. Najistotniejsze bowiem w Nie jest już łatwo okaże się prześledzenie pewnych mechanizmów rządzących współczesnym światem, a szczególnie nigeryjskim społeczeństwem.

 

Fabuła Nie jest już łatwo umiejscowiona została w Nigerii  lat 50. XX wieku. (O)Powieść utkana z retrospekcji przybliża nam sylwetkę Obiego. Poznajemy jego rodzinę, oczekiwania, które z nim wiązała społeczność Ibo, a wreszcie jego problemy życiowe – porażki, niepowodzenia, przeszkody, małe radości szybko zamieniające się w powody do zmartwienia i zgryzoty.

 

Jednym z najdotkliwiej trawiących Nigerię problemów jest łapówkarstwo i to ono stanie się przyczyną zguby młodego Afrykańczyka. Obi-idealista przeciwstawia się korupcji z całą mocą i przekonaniem. Głośno i ostentacyjnie piętnuje przyjmowanie pieniędzy bądź innych form zapłaty za rzekomą „pomoc”. Chce być uczciwym człowiekiem. Nic więc dziwnego, że jedne z jego pierwszych słów, gdy – wracając do domu – mimowolnie staje się świadkiem łapówkarstwa, brzmią:

 

Co za stajnia Augiasza (…) Gdzie zacząć? Od mas? Edukować masy? (…) Bez szans. Zabrałoby to stulecia. Kilku ludzi na samej górze. Albo nawet jeden z wizją – oświecony dyktator. Ludzie boją się dziś tego słowa, ale jak demokracja może przetrwać w zetknięciu z taką korupcją i ignorancją? Może jakiś rodzaj kompromisu?

 

Walka z wiatrakami,  istna donkiszoteria w wykonaniu Obiego przyczyniają się stopniowo do coraz większych rozziewów między nim a mieszkańcami jego rodzinnych stron. Dodatkowo „nowoczesny”, pozbawiony zabobonów sposób myślenia młodego filologa potęguje wrażenie obcości i staje się zaczątkiem narastającego ostracyzmu. Obi bowiem zakochuje się w dziewczynie, która pochodzi z rodziny odizolowanej od społeczeństwa, rodziny traktowanej tak, jak odnosi się społeczeństwo do trędowatych. Usilne starania Obiego, by podążać własną drogą, doprowadzą w efekcie do tragedii. Obi straci wszystko to, na czym mu zależy i w końcu ulegnie pokusie, sprzeda się. Czy i jakie mamy prawo go osądzać? Kto zawinił najbardziej? Czy istnieją proste i jasne odpowiedzi na te i szereg innych, cisnących się na usta, pytań?

 

Dziewiętnaście rozdziałów powieści Achebego  napisanych zostało w języku angielskim (jest to język urzędowy w Nigerii, a sam autor mieszka obecnie w Stanach Zjednoczonych), ale pojawiają się także zwroty w trzech językach etnicznych (hausa, joruba, ibo) oraz w powstałym na bazie angielskiego – pidgin. Tłumacz zastosował interesującą metodę przekładu pidgin na język polski – wymieszał bowiem kilka polskich gwar. Efekt jest zadowalający. Warto zwrócić również uwagę na motto – fragment z Wędrówki Trzech Króli T.S. Eliota – z którego autor najpewniej zaczerpnął pomysł na tytuł powieści:

 

Wróciliśmy do swoich ziem, do dawnych Królestw,

Lecz nie jest nam już łatwo w starym ładzie,

Wśród obcych ludów wielbiących swych bogów.

Z wdzięcznością przyjmę inną śmierć.

(tł. K. Boczkowski)

 

Nie jest już łatwo to bardzo ważny głos w sprawie Nigerii i niszczących ją od środka problemów, jednak powieść Achebego odczytywać można także jako swego rodzaju parabolę. Idealiści muszą ponieść karę za próbę wcielania w życie swoich planów. Na przeszkodzie stoją (nie tylko w Nigerii) pieniądze, bo dług może zmurszeć, ale się nie zepsuje… Korupcja zaś rozpoczyna się od przekonania o konieczności dodatkowego opłacania ewentualnych decydentów. Dopóki nie zmieni się mentalność społeczeństwa, dopóty łapówkarstwo będzie na porządku dziennym. Każdy, kto będzie chciał się przeciwstawić w pojedynkę, zostanie skazany na samotność, opuszczenie i niechętne spojrzenia innych.

 

Chinua Achebe, Nie jest już łatwo, tł. Jerzy Łoziński, Zysk i S-ka, Poznań 2011.

 

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

2 thoughts on “„Pierwsza łza jest najtrudniejsza”. Recenzja „Nie jest już łatwo” Chinuy Achebego

  1. A no!
    I musiałam się przkierować na tamtą stronę, żeby przeczytać Twoją recenzję, ale się opłacało, bo naprawdę bardzo fajnie ją napisałaś :)
    Komentarz tam zostawiłam… :)
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s