Roznegliżowana poezja. Recenzja „Nagich wierszy” Krystyny Gucewicz

Kocham cię, ale
nie płonę, nie spalam się.
Ocalałam.

/Krystyna Gucewicz, Salamandra*/

Krystyna Gucewicz, właściwie Krystyna Gucewicz-Przybora (ps. Ewa Mińska), urodzona w 1947 roku, jest dziennikarką, krytykiem sztuki, satyrykiem, reżyserką, pisarką i poetką – chociaż ta wyliczanka zapewne nie wyczerpuje wszystkich profesji autorki (między innymi) tomu Serce na smyczy: wiersze nieprzytomnie miłosne. Do tej pory Gucewicz wydała już kilka książek poetyckich, nie wspominając o prozie. W tym roku nakładem Wydawnictwa MUZA SA ukazały się Nagie wiersze.


Tytuł najnowszego tomu poetyckiego Krystyny Gucewicz przyciąga i inspiruje. Zanim przystąpi się do lektury tekstów, dobrze jest prześledzić grę znaczeń intrygującego sformułowania „nagie wiersze”. Nagie, czyli bezbronne, otwarte, szczere (aż do bólu), wystawione na widok publiczny. W obrębie naszej kultury nagość może konotować zarówno niewinność (czyli biel), jak i grzech, rozpustę czy cielesność, seksualność. Ale „nagie”, bo nagie ciało czy naga dusza?, naga treść czy naga forma? Nagość należy łączyć (tylko) z cielesnością czy (przede wszystkim) z duchowością, psychiką, sferą emocjonalną? Jednym zdaniem: dualizm (ciało-dusza, forma-treść) obecny jest w sferze teorii, a jak to wygląda w praktyce? Nagie, toteż pozbawione odzienia, pozbawione osłony, obrony. Pulsujące, żywe, drżące, pozostawione bez opieki. Nagie jak kość. Nagie, czyli… puste? Wiersze są nagie, bo mówią do nas o nagości, obnażonej cielesności, fizyczności i duchowości. Wiersze są nagie i to czytelnik je odzieje w interpretację albo rozbierze jeszcze bardziej, na czynniki pierwsze, na środki artystyczne, na słowa, na litery… Wiersze są nagie, bezbronnie drżą ich słowa przed oczami (pod wzrokiem, pod przenikliwym spojrzeniem) odbiorcy. Wiersze są nagie. Czy są nagie i (jeśli tak) dlaczego takie są? Są czy zdają się być? Może tylko łudzą swoją nagością, skrywając się za (nie)szczelnym pancerzem słów, metafor… Grę słów można kontynuować, prowadząc myśl w dowolnych kierunkach. A jak prezentuje się „zawartość” Nagich wierszy?

Języki, z których Gucewicz konstruuje swój tom poetycki, przesycone są zarówno ulotnym, efemerycznym wdziękiem wyrazów „poetyckich”, metaforycznych, jak i… kolokwializmami, „wtrętami” rzeczywistości w postaci potocznej leksyki, która jednych będzie razić, dla innych stanie się oznaką współczesnych środków wyrażania, sposobem dzisiejszej ekspresji (czy dzisiejszym sposobem ekspresji). Zazwyczaj ostatnie dwa (rzadziej jeden), wyodrębnione wersy stanowią tyleż puentę, ile swoiste „przesłanie” utworu, zamknięte (szkoda, że nie otwarte) w sformułowaniu przypominającym quasi-aforystyczne (s)twierdzenie, osąd rzeczywistości. To, co przykuwa uwagę, to niewątpliwie liczne i namiętne stosowanie… wyliczeń wszelkiej maści. Z jednej strony przywodzi to na myśl wyliczanki dziecka czy raczej dziewczynki, lecz specyficznej. Ta dziewczynka (alter ego „ja”-kobiety?) przebywa w ambiwalentnej krainie miłości. Z drugiej – jest swoistą grą, polegającą na wiecznym wymienianiu dawnych, przeszłych obiektów adoracji, pożądania bądź nienawiści. To zaś prowadzi nas do wrażenia, iż „ja” dokonuje osobliwego rozliczanie (się) z przeszłością.

Kobieta, niewątpliwe „ja” (w) większości utworów wchodzących w skład Nagich wierszy, przebywa w stanie permanentnego pożegnania, a – co się z tym wiąże – wiecznego rozpamiętywania minionego, utraconego (i odzyskanego?) czasu, szczególnie tych chwil, które spędziła z mężczyzną (czy to mowa o tym jednym, ukochanym, czy o wielu, poznanych przez całe życie? – odpowiedzi powinni udzielić czytelnicy-interpretatorzy). Sporo zatem apostrof, zwrotów do mężczyzn(y), wiele inicjowanych przez kobietę konwersacji zwieńczonych ciszą – mężczyzna nie odpowiada, milczy uparcie, wymyka się, ucieka. Jednocześnie wiersze zdają się być swoistym zaklęciem, wołaniem, modlitwą, zaklinaniem szczęścia, przyzywaniem go.

Kobieta wędruje przez „dziwną”, osobliwą czasoprzestrzeń, w której współistnieją anioły i artyści. Zdaje się, iż bohaterka pragnie nawiązać (być może za pomocą aniołów i artystów) rozmowę z Bogiem, ale… w jakim celu? Czego od Niego żąda?, czy chce zanegować Jego istnienie, czy potwierdzić?, czy porozmawiać, czy wypłakać się, czy (p)oskarżyć? Więcej dryfowania w nieznanym i mglistym, niż możliwości poszukiwań odpowiedzi. Zastanawia także galeria postaci-artystów. Toczone z nimi (quasi-)dialogi przeistaczają się niepostrzeżenie w opowieści o twórcach, mistrzach, myślicielach. Znów to samo, uparcie powracające pytanie: czemu ten zabieg ma służyć? Skonstruowaniu inteligentnego, erudycyjnego potoku słów (żeby nie powiedzieć „bełkotu”), czy ma może jakiś ukryty cel nadrzędny, związany z koncepcją „nagości wierszy”, „nagich wierszy”? Innymi słowy – przywoływani artyści stanowią egzemplifikację zainteresowań „ja”-kobiety czy raczej powinni (meta)fizycznie rozebrać/ubrać wiersze? Zadecydują czytelnicy-interpretatorzy. Zapewne jednak przeważać będą czytelniczki, które (nie wszystkie, oczywiście) spróbują odszukać fragmentów siebie w utworach Gucewicz i poprzez empatyczny odbiór wierszy przypiszą wysoką notę autorce. Ja czuję się oszukana – pozostawiona na granicy Poezji i nadmiaru, przesytu słownego, co krok strącana w przepaść bez-słowia…

Krystyna Gucewicz w Nagich wierszach oscyluje między „poetyckością”, poezją kruchą i ulotną, liryką bardzo kobiecą i zmysłową a… kiczem, banałem, wtórnością i „prozaicznością”. Nagromadzenie metafor, piętrzenie symboliki w drugiej części niemal każdego wiersza niejednokrotnie zamazuje krystaliczność, która rodzi się (ale nie rozwija) na początku, przy pierwszym słowie, w tytule.

Prośba Eurydyki

Boże, jak on się wlecze
noga za nogą. Zgarbiony
zetlały starzec pergaminowy.

Seledynowy, błękitny Orfeuszu, błagam cię
przez pamięć naszej miłości
obejrzyj się.

Po co przyszedł.
Przecież ma wszystko – słońce, ordery, a może
nawet wrota –
za życia został Świętym Samotnym,
ikoną kochanków.
Ślepy na urodę świata, wypatrzył za mną
źrenice
głuchy na swoją muzykę.
I jak on wygląda –
jak żabi skrzek. Wyparowały z niego wszystkie
soki i
na pewno ma tę wstrętną brodawkę pod pachą.
A miał błękitne oczy, sznurki hippisowskiej
biżuterii, wdzięk i
nagrody grand prix na festiwalach gitarzystów
basowych.

Żeby się już odwrócił –
chcę tu zostać. Muszę.
Orfeuszu złoty,
który widzisz cud obłoków niespętanych
trwaj na zielonych pagórkach, tylko spójrz, proszę
odwróć się, szybciej, teraz, błagam –
będziesz miał mnie z głowy.
Już byłoby po wszystkim – rozdział zamknięty.

Ja teraz jestem jego.
Niczego nie rozumiesz –
tobie zostawiam mój ból i sławę.
Po co zawoziłeś mnie kolejką gondolową
do nieba
trzeba się wstydzić bezpłodnej miłości.
Teraz ja za ciebie będę śpiewać wiersze.
Dla niego.

Patrz,
to ten piękny.
Nazywają go Jan Krzysztof –
pewnie od Romain Rolanda, bo tu się jeszcze
czyta takie niemodne powieści.
Ręką jedwabną prowadzi mnie,
czuję dotyk boga.
Ma aksamitne wargi, kołyskę niepewności
w lędźwiach
uśmiech pod powieką. Jestem jego.

Odejdź Orfeuszu. Wynoś się, zostaw mnie
w spokoju.
To nie ciebie – jego mam pod skórą. To on
poparzył mi usta
poparzył mi serce
oparzył mi życie.**

——————
* Cyt za: Krystyna Gucewicz, Nagie wiersze, Wydawnictwo MUZA, Warszawa 2011, s. 117.
** Tamże, s. 121-123.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

8 thoughts on “Roznegliżowana poezja. Recenzja „Nagich wierszy” Krystyny Gucewicz

  1. „Zapewne jednak przeważać będą czytelniczki, które (nie wszystkie, oczywiście) (…)” – „dopowiedzenie” zawarte w nawiasie – czyżby znalazło się w tekście specjalnie dla mnie (i mi podobnych czytelników) ;)?
    Nad „apostrof” zastanawiałem się chwilkę… Przypomniałem sobie, iż istnieje apostrof i istnieje apostrofa :)
    Lektura powyższej recenzji – przyjemność wielopoziomowa :)

    1. Zakładam (nie wiem, na ile to prawda), że jednak większość czytelników poezji Gucewicz to kobiety ; )
      Tak, dla takich czytelników jak Ty.
      Dziękuję. Cała przyjemność po mojej stronie!^^

  2. Odczytałem założenie :).
    Abstrahując od poezji (poznałem jedynie przytoczoną „Prośbę Eurydyki”): mnie odstrasza okładka (pamiętam o tym, że – na szczęście – gusta są różne).

    1. Okładka wygląda niekorzystnie na komputerze – nie jest taka zła, jeśli na nią patrzeć w wersji drukowanej ; )

      Nie wiem, jak to się stało, ale Twój komentarz wylądował w spamie ; )

  3. To znak!
    Na dobre przemieniam się w Milczącego Komentatora.
    Wiesz już, że lubię czytać Twoje recenzje. Nie napiszę czegoś odkrywczego.

    Jeśli kiedyś zostanę blogerem – zaproszę Cię na blog :)
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s