Ach, ci „Nihonjini”. Recenzja książki „Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii” Rafała Tomańskiego

Na początek wyjaśnienie, co oznacza słowo „Nihonjini”. W zapisie japońskim brzmi/wygląda to tak: 日本人, latynizacja zaś w ten sposób: Nihonjin. Nihonjin, czyli… Japończyk/Japończycy. Końcówka „-i” w tytułowym „Nihonjini” pochodzi ze spolszczenia, które uwypuklać ma liczbę mnogą, absolutnie nie będąc pejoratywnym określeniem, wręcz przeciwnie – należy poczytywać je za objaw sympatii.


Ach, ci Japończycy – chciałoby się rzec. Przyciągają i fascynują, co jasne, (nie)licznych Europejczyków i Amerykanów (jeśli mogę skupić się tylko na tych dwóch kontynentach), sporo osób pozostaje poza ich zniewalającym urokiem. Urok ów zaś nie zamyka się (jedynie) w tym, co niektórzy nazywają „egzotycznością”, „innością”, wszak „innych” (niż europejska) kultur na świecie nie brak. Czy jesteśmy w stanie zrozumieć częściowo (bo w pełni to chyba nie jest wykonalne) japońską mentalność? Ile prawdy jest w stereotypach od lat pokutujących w, przykładowo, polskim społeczeństwie? Pytania można mnożyć bez końca. Na niektóre z nich odpowiada albo stara się odpowiedzieć Rafał Tomański, polski japonista (i ekonomista), w swojej książce o „Nihonjinach”, Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii, właściwie pierwszej takiej publikacji na polskim rynku wydawniczym o współczesnych mieszkańcach Kraju Wschodzącego Słońca.

Książka Tomańskiego nie jest, co i sam autor zaznacza już na wstępie, mniej bądź bardziej wyczerpującą monografią. Rafał Tomański próbuje przybliżyć współczesną Japonię polskim odbiorcom, ale nie w sposób akademicki, naukowy sensu stricto. Coraz więcej osób interesuje się różnymi przejawami „japońskości”, jednakże zazwyczaj i przeważnie pozostają pod wpływem Japonii dzisiejszej, mniej uwagi poświęcając Japonii „dawnej” (a nie sposób zrozumieć narodu, nie znając jego przeszłości – jakkolwiek banalnym stwierdzeniem się to nie wyda). Nie ma ani sensu, ani powodu rozważać w kategoriach „dobrze”/”źle” takiego podejścia ludzi zafascynowanych Japonią. Warto jednak, przyglądając się Japonii i „japońskości” w XXI wieku, głębiej ująć pewne, nierzadko zdumiewające nas, zjawiska. Innymi słowy – dobrze jest zadać sobie trud poszukiwania informacji, pogłębiania wiedzy, by częściowo zrozumieć czynniki determinujące „dzisiejszy wizerunek” (mieszkańca) Kraju Wschodzącego Słońca.

Rafał Tomański zabiera nas, polskich odbiorców, w podróż do Kraju Kwitnącej Wiśni tyleż w celu zwiedzania co ciekawszych i atrakcyjniejszych miejsc, ile aby przybliżyć japońską mentalność, „rozgryźć” Japończyków. I to niezwykle cenne. Autor Tatami kontra krzesła nie zatrzymuje się na powierzchni zjawisk, nie dryfuje między jedną a drugą „egzotycznością”, „ekscentrycznością” i „dziwnością” („dziwacznością” – jakby może wielu w Polsce powiedziało), ale stara się nakreślić w miarę krótko i przystępnie tło historyczne, społeczne, gospodarcze, ekonomiczne, kulturowe. Tym samym łatwiej nie tyle wyjaśnić, ile rozszyfrować, odcyfrować przyzwyczajenia, nawyki, wybory, decyzje i preferencje współczesnego japońskiego społeczeństwa. Stąd niedaleko do prób(y) zrozumienia i porozumie(wa)nia (się) z Japończykami.

Siedem rozdziałów obejmuje siedem, wybranych przez Tomańskiego, aspektów myślenia i mówienia o Japończykach: Pierwsze wrażenia (a zatem nakreślenie koncepcji książki); Porozumiewanie się w Japonii (nie tylko język, ale i gestykulacja); Mieszkanie, nauka i praca w Japonii; Japończycy i technologia; Co Japończycy robią w wolnym czasie?; Jedzenie i zakupy w Japonii; Syndromy i „amae” (podsumowanie, „diagnoza” Japonii i Japończyków – sporo ciekawych uwag). W obrębie powyżej przytoczonych „zagadnień” i tematów oscylują, w wydzielonych podrozdziałach, spostrzeżenia i refleksje autora. Niemniej jednak do kompozycji można by mieć drobne zastrzeżenia – ot, niektóre podrozdziały słabo łączą się ze sobą, toteż momentami czytelnik ma wrażenie zbyt nagłego przejścia z tematu w temat.

Książka Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii napisana jest bardzo dobrze – czyta się i szybko, i przyjemnie (momentami zanosząc się donośnym śmiechem). Na uwagę zasługują także interesujące (i piękne!) zdjęcia Japończyków oraz Japonii wykonane przez Tomańskiego. Autor ma jednak tendencję do stawiania zbyt wielu pytań retorycznych, co momentami może nieco irytować. Analogicznie z przywoływaniem polskich czy amerykańskich „odpowiedników” różnych zjawisk zachodzących w Kraju Wschodzącego Słońca (oczywiście, dla wielu czytelników, którzy o Japonii prawie nic nie wiedzą, zapewne takie paralele będą pomocne).*

Publikację Tomańskiego powinni przeczytać zarówno ci, którzy Krajem Kwitnącej Wiśni są zafascynowani (wszak autorem jest japonista – warto konfrontować swoje spostrzeżenia dotyczące współczesnej Japonii z jego uwagami), jak i ci, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej o „Nihonjinach”. Zamiast wybierać książki powstałe po krótkim pobycie w Japonii (tak, czynię nieznaczną aluzję do choćby Japońskiego wachlarza), najlepiej przeczytać Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii.

Fragmenty książki przeczytać można na stronie Wydawnictwa MUZA SA.

——————
* Nie tak znowu liczne literówki nie zakłócają odbioru książki, jakkolwiek nie wiem, czemu akurat taki przykład utkwił mi w głowie (chyba za dużo japońskiej muzyki słucham): nie ma piosenkarki „Amuro Nama”, ale jest „Amuro Namie” (Amuro to nazwisko). Czy rzeczywiście styl ganguro wprowadziła/zapoczątkowała Amuro Namie? Osobiście wątpię, ale pewnie się mylę.

Rafał Tomański, Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii, Wydawnictwo MUZA, Warszawa 2011.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

37 thoughts on “Ach, ci „Nihonjini”. Recenzja książki „Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii” Rafała Tomańskiego

  1. O to już zamawiam . Tytuł już wczeżniej przypadł mi do gustu, chociaż przeczytane fragmenty o Alfie jak na razie robią na mnie gorsze wrażenie niż czytane jak dotąd tylko fragmenty z Japońskiego wachlarza. mam wrażenie, że autor próbuje się uporać ze sterotypami za pmocą jednego zdania, ale może to taki rozbieg na wstęp.

    przy okazji, czytam Twojego bloga głównie za pomocą czytnika google, jako że te cłkiem ładne małe literki na czarnym tle nie są zbyt przyjazne dla moich zmączonych oczu. Toteż chociaż nie masz mnie zbyt często na swoim liczniku, to ja tu zaglądam :)

    1. Powiem Ci szczerze, że też wpierw czytałam fragmenty o Alfie i miałam mieszane uczucia. Czytając jednak kolejne rozdziały książki, widzi się, że „Alf” pisany był z ironię i stanowi jedynie wprowadzenie, zarysowanie tematyki (^_-).

      Przepraszam^^”
      To nawet nie czarne tło – brązowe xD”’ Ale zmienię, zmienię xD Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!^^

  2. Nie potrafię powstrzymać się…
    Zmienisz tło (i kolor literek)! Wykonuję taniec radości… bardzo autorski.
    Zastanawiam się nad zakupem „Tatami…”, ale wspomniane literówki zniechęcają.
    Ociepla(m) się , kiedy widzę poprawne „sensu stricto” :)
    W Twojej dzisiejszej recenzji nie znalazłem literówek :)
    (Moje zainteresowanie książkami H. Murakamiego słabnie, więdnie, „przezroczyścieje”… zmiany, zmiany… Ale wciąż czekam na „Underground” :))
    Kłaniam się i zmykam (tanecznie).

    1. Lepiej? xD”’
      (wordpress nie ma takich motywów, które mnie by satysfakcjonowały – i biały, i czarny bije po moich oczach @_@)
      Wielkości czcionek za bardzo w wordpressie zmienić nie można – chyba że ja tak słabo zapoznawałam się z jego funkcjami (o_O).

      Ależ, ależ – literówek aż tyle nie ma. Więcej jest w utworach Murakamiego xD Przy okazji – wypożyczyłam tę książkę, o której napisałeś ostatnio. I jest jeden taki cytat, który jednak potwierdza moją hipotezę – nie o słowa chodzi (^_-).

      Pozdrawiam (a jakże – tanecznie)^^

  3. Książkę już zamówiłam w księgarni, otrzymam ją po 9 marca, razem z nowym Dehnelem. :)
    Uwielbiam czytać książki o Japonii, więc nawet literówki mi nie straszne!
    Pod wpływem Twojej świetnej recenzji zamówiłam też książkę o Filipowiczu.
    Zmiana tła moim zdaniem korzystna.

    1. O, to świetnie xD Będę niecierpliwie czekać na recenzję zarówno „Tatami…”, jak i Dehnela!
      O Filipowiczu, mówisz? To bardzo się cieszę! I mam nadzieję, że podzielisz się wrażeniami.

      Dziękuję i pozdrawiam!^^

  4. „Więcej jest w utworach Murakamiego xD” – w polskich wydaniach utworów – tak,niestety jest sporo literówek.
    „I jest jeden taki cytat, który jednak potwierdza moją hipotezę – nie o słowa chodzi (^_-).” – Takich cytatów jest tam więcej :) Murakami określił siebie mianem „opowiadacza historii” (nie staje w jednym rzędzie z Kawabatą). Gdybym potrafił czytać książki w języku japońskim, mógłbym (ewentualnie) podjąć próby studiowania (możliwej) ewolucji pisarstwa Murakamiego na poziomie języka , a tak… pozostają mi przekłady i wiara lub niewiara w prawdę zawartą w słowach pisarza, krytyków itd.
    Zgadzam się (w oparciu o słowa autora i własne wrażenia z lektury przekładów) – nie o słowa chodzi. A dokładniej: myślę, że słowa nie są pierwszoplanowymi, drugoplanowymi bohaterami książek H. M. (w przekładach na j. polski).
    Uczmy się japońskiego! :)
    Hmmm… Zmiany na lepsze :) Zawsze mogę zmniejszyć jasność monitora. Kolor literek jest przyjazny mym oczom.

    1. Skrót myślowy ; ) Ale książkę w niedługim czasie przeczytam i podzielę się – a jakże – przemyśleniami na jej temat.
      Uczmy się japońskiego, tak! Ale nie tylko dla Murakamiego xD”’
      Kolor literek zawsze mogę zmienić, ale wielkości – nie (chyba ; )).

  5. Gdybyś na blogu prezentowała fotografie – przedstawiające literki zapisane lub wydrukowane na papierze ekologicznym – w formacie JPEG… marzenia ;)
    Zdecydowałem się – kupię „Tatami…”. :) Witamina C.

  6. Surfing the waves of the web I am pleasantly stranded in this beautiful blog.

    I write under the pseudonym of Josè Pascal (a descendant of the great Colonel Aureliano Buendía).

    I invite you to visit my italian writing blog http://parolesemplici.wordpress.com/mytinbox/. I define this blog “In parole Semplici” as a “virtuacultural tin” box where they are guarded thoughts, memories, images, sounds, and simple stories. ”

    If you want to participate and to have more informations send me a letter to inparolesempli@gmail.com

    Good life and I hope to soon
    Josè

  7. Ach najsłynniejsze ukiyo-e! To nawet nie będę się krygować, że ja przecież nie chciałam, bo bardzo mi się zmiany podobają! Dziękuję! A teraz to widzę, jakie literówki popełniłam ( znaki polskie piszę z pamięci), przepraszam serdecznie.

    Mój mąż był wczoraj we wrocławskim empiku, ale książki jeszcze nie było. Podobno dzisiaj ma się pojawić, no ale mąż to już będzie tu. Przy następnej okazji zatem…

  8. Ja coś takiego mam, nie wiem, rodzaj… uprzedzenia… ? przed czytaniem publikacji o Japonii pisanych przez gaijinów. Jakiś artykuł, wpis na blogu, to OK, ale cała książka… hm. Chyba wynika to z tego, że uważam, że tylko Japończyk może pisać prawdziwie o swojej kulturze, a wszyscy inni zniekształcają jej obraz przez swoją europejską czy też amerykańską mentalność.

    Pamiętam, jak na youtubie, pod filmikiem, w którym Gackto na głos powiedział wiek dużo starszej od niego kobiety w jej obecności, zdziwił się, że ma tyle lat i spojrzał na nią znacząco – w komentarzach anglojęzycznych było bardzo dużo krytycznych uwag, że jak on mógł, jaki niewychowany, co za brak kultury, jak tak można itp.

    Ale pisali to ludzie z punktu widzenia własnej kultury, w której zwrócenie publiczne uwagi na wiek kobiety jest nietaktem. Ale to wcale nie jest nietaktem. On prawie że – z punktu widzenia Japończyków – powiedział jej komplement. No ale…

    Tego rodzaju nieporozumień właśnie spodziewam się po tekstach nie-Japończyków pisanych o japońskiej kulturze. Wydaje mi się, że jakby kto nie był wyedukowany japońsko, to i tak zawsze będzie patrzył przez pryzmat własnej kultury i fałszował przekaz… ;-)

    PS. Mamy podobne tło na blogach :-)

    1. Ja przełamuję opory wobec tekstów „gaijinów” ; )
      To też nie jest tak, że tylko Japończyk potrafiłby napisać prawdziwie o Japonii („japońskości” itd.), bo wielu rzeczy by jednak nie chciał opisywać, sporo by pominął, uznając je za takie, których się nie tłumaczy albo o których się nie mówi. Z wielu różnych względów nie napisałby „prawdziwie”.
      Pomijam kategorię „prawdziwości” (czy o Polsce ktoś mógłby napisać „prawdziwie” – tak, aby np. Japończycy pojęli chociaż w części naszą kulturę? ; )). Tobie pewnie chodzi o rzetelność, wiarygodność i rzeczywisty obraz Japonii, a nie trwanie w stereotypach, czyż nie? Hm, nie wiem, czy któryś z Japończyków zdobyłby się na taką odwagę i szczerość (mówię to z całą sympatią do nich) ; )

      „Tatami…” (wbrew pozorom xD”’) jest dobrą książką dla tych, którzy o Japonii chcą się czegoś dowiedzieć. Wiadomo, że jeśli ktoś interesuje się Krajem Kwitnącej Wiśni, to do zjawisk i spraw, które opisuje Tomański, sam dotarł (albo dotrze). Wolę osobiście, by Polacy czytali jednak książki pisane przez japonistów (albo osoby blisko związane z „japońskością”), niż tworzone przez osoby, które mają sporadyczny kontakt z Japonią (w tym: posiadające niewielką wiedzę nt. tego fascynującego kraju).

      Nie sugerowałabym się wpisami na yt – pisze tam sporo osób, którzy nie mają nic lepszego do roboty, niż podkreślanie na każdym kroku, że np. Shou z alice nine. czy inny j-rockowy/j-popowy wokalista wygląda w tej czy innej PVce „gejowsko” albo po iluż to operacjach plastycznych nie jest X albo Y. Innymi słowy – sporo przypadkowych osób wypowiada się na tematy, o których nie ma zielonego pojęcia xD”’ Taki już jest internetowy świat ; ) A tego filmiku z Gacktem nie widziałam – muszę poszukać xD Ostatnio oglądałam reklamy z Gacktem, do których linki zamieściłaś u siebie xDD

      Hehehe, rzeczywiście^^’

      1. Hm, może masz rację, a na pewno jeśli chodzi o japonistów, bo przypadkowi ludzie to różne dziwne rzeczy wypisują (coś jak ja ;-))), i na pewno masz rację co do tego, że ktoś z zewnątrz widzi inne rzeczy wyraźniej niż ktoś, kto tkwi w kulturze. Może to jest tak, że takie dwa obrazy – gaijina i nihonjina by się dopełniały.

        Z tym uprzedzeniem, to jak się zastanowię, chodzi mi bardziej o to, że obawiam się zawartej w opisie zjawisk również ich oceny. A nie interesuje mnie to, jak jakiś X czy Y ocenia dane zjawisko z kultury japońskiej. Interesuje mnie samo zjawisko, jego opis (który oczywiście też jest przefiltrowany, ale tego się nie da uniknąć ;-))). Pewnie to uprzedzenie wyrosło z czytania opinii na różnych forach itp. na temat muzyków japońskich… Hm… Spróbuję mieć do tego uprzedzenia bardziej racjonalne podejście :-))

        Jednak uważam, że zawsze osoba obserwatora zawiera się w jego opisie zjawiska, oczywiście może to być w większym lub mniejszym stopniu. To, co redaktor wybiera, co opisuje, co uważa za interesujące – mówi też coś o nim samym, nie tylko o zjawisku, ale i o jego osobistym odbiorze.

        Tak samo, jak to, o czym mówią Japończycy w swoich tekstach czy filmach, a również to, o czym nie mówią i co pomijają – także o nich mówi :-))

        Wolę relację Japończyka dlatego, że dowiaduję się wtedy dwa razy o kulturze japońskiej – poprzez opis zjawiska i poprzez formę przekazu. :-)

        Pozdrawiam.

        PS. Taki jasny blog bardzo mi się podoba :-)

      2. Pięknie tu u Ciebie :)
        Ja też stanę w obronie autorów piszących o Japonii, a nie będących Japończykami (zresztą dotyczy to każdej kultury). Gdybyśmy polegali na autochtonach piszących o swojej własnej kulturze, nie mielibyśmy wielu książek na rynku. Osoby „z zewnątrz” wiele spraw widza wyraźniej, widzą, co trzeba i warto wytłumaczyć (i często wiedzą JAK wytłumaczyć), by daną kulturę przybliżyć. Wiele z nich też nie stosuje wcale oceny danego zjawiska, ci dobrzy są na tyle wrażliwi i mają tak szerokie horyzonty, że wiedzą, iż ocenianie danej kultury jest nie na miejscu. Co nie przeszkadza krytykować pewnych zjawisk (np. honorowych morderst w Turcji).
        Ma rację Miriel pisząc o punkcie widzenia osoby opisującej. Ale dlatego też nie ma na rynku książek, których autorzy twierdzą, że opisują CAŁOŚĆ danej kultury. To zawsze jest wycinek, czyjeś subiektywne spojrzenie, nawet jeśli podawane są fakty, statystyki i badania. Subiektywny jest sam wybór tematów i nie ma tu znaczenia, czy książkę pisze osoba „z zewnątrz” czy „z wewnątrz” danej kultury – a najciekawsze relacje, tak sądzę, pochodzą od osób wyrosłych w danej kulturze, które potem wyjechały na granicę i zyskały dystans, perspektywę do owej kultury. Ale w przypadku Japonii nie kojarzę takich książek.

  9. Nawiązując do słów Miriel:
    Kim Mun-Hak „Koreańczycy Chińczycy Japończycy” w przekładzie Marii Kalisz, wyd. Kwiaty Orientu :)

    Pa-pa.

      1. Nie czytałem, ale wpisałem jej tytuł na listę książek (spis tytułów), które chcę przeczytać :)

        (poszukuję (w internecie) nagrań tradycyjnych pieśni koreańskich (wykonywanych przez kobiety). jako poszukiwacz – nie mam szczęścia.
        może wiesz gdzie mógłbym znaleźć to, czego szukam?
        przepraszam, że piszę o muzyce na Twoim blogu, poświęconym literaturze)

  10. @ Miriel, a konkretniej odnośnie stwierdzenia: Chyba wynika to z tego, że uważam, że tylko Japończyk może pisać prawdziwie o swojej kulturze, a wszyscy inni zniekształcają jej obraz przez swoją europejską czy też amerykańską mentalność.

    Myślę, że nie do końca. Zniekształcają ci, którzy z tematu kultury japońskiej robią halo, szukają sensacji, podkreślają odmienność, dziwność tego kraju i jego mieszkańców. Ci, którzy jadą do Japonii turystycznie, a później biorą się za pisanie wspomnień pt. byłem tu, byłem tam, a oni tacy dziwni. Takie relacje wprowadzają później czytelników w błąd, a że zazwyczaj fajnie i/bo lekko się je czyta, więc czytają je całe masy, te same masy, które do innych, poważniejszych opracowań nie sięgną, bo to już zbyt ciężkie i nudne. I pojawiają się stereotypy plus mylne wyobrażenia. Natomiast jest dużo naukowców, którzy życie poświęcili na badanie kultury japońskiej i ich prace są naprawdę wnikliwe i wartościowe. Nie zgodzę się, że tylko (o ile w ogóle) autochtoni są w stanie opisać własną kulturę – czy przeciętny Kowalski poda obcokrajowcom właściwy obraz Polski? Czy opisze tradycje, zwyczaje, skąd się wzięły, jaka jest historia konkretnych powiedzeń w języku etc? Wątpię.

    „Tatami…” nie czytałam, jeszcze, więc się nie odniosę;)

    1. Zgadzam się z Tobą poniekąd… a poniekąd nie, i już wiem, dlaczego ;-) Chodzi o to, że nauczona jestem krytycznie podchodzić do każdego tekstu, jaki mam w rękach, generalnie, każdy tekst rozpatruję jako nie sam w sobie byt, ale jako źródło informacji napisane przez jakiegoś ktosia lub ktosiów – a każdy twórca swoją osobą wpływa na kształt i treść działa, co by to nie było. Wpływa w sposób zamierzony i w sposób niezamierzony. Stąd wynika moja, akurat w kwestii książek o Japonii to wynikło, ale dotyczy sprawy szerszej, podejście do tekstu pisanego.

      Dlatego też każdy Japończyk pisząc o Japonii napisałby inaczej – bo opisałby to, jak on to widzi.

      I uświadomiłam sobie, że właśnie moje obawy przed książkami pisanymi przez gaijinów wynikają z tego, co napisałaś: boję się, że natrafię właśnie na takiego autora, co to pojechał, nic nie zrozumiał, wrócił i napisał „jacy to oni dziwni” :-))

      I nie chodzi mi o to, żeby ktoś mi podał „właściwy obraz” Polski czy Japonii. Może po prostu bardziej mnie interesuje, jak myślą Japończycy funkcjonujący w swojej kulturze niż jak ich kulturę odbierają obcokrajowcy :-)) Ale to właśnie sobie uświadomiłam teraz ;-)))

      I oczywiście z pełnym szacunkiem dla wszystkich, którzy studiowaniu kultury Japonii poświęcili wiele lat :-)

  11. Bardzo zainteresowałaś mnie tym tytułem. Przeczytałam właśnie fragment, do którego podałaś link i z przyjemnością przeczytałabym całość. Pozostaje mi teraz tylko ruszyć na poszukiwania książki. Swoją drogą znasz może jakieś godne polecenia książki o Japonii, ale niekoniecznie naukowo i niekoniecznie całkiem poważnie?

  12. Miriel,
    nie mówimy tu o bezkrytycznym podejściu do tekstów – każdy tekst (pop)kultury (na miarę własnych możliwości, umiejętności, wiedzy itd.) należy czytać/odbierać krytycznie. To jednak dwie różne postawy: czytać krytycznie a nie czytać w ogóle, bo się ma uprzedzenia (tak a priori zakładając, że będzie stereotypowo itd.) ; )

    Hm, na ile można poznać jakiś naród, bazując jedynie na jego własnym siebie postrzeganiu?
    Nie wiem, czy Japończyk rzeczywiście opisze dokładnie tak, jak postrzega swój kraj/najbliższe otoczenie. Wynika to z wielu czynników.
    /Nie podchodziłabym bezkrytycznie do tego, o czym Japończycy mówią gaijinom – w wielu przypadkach mówią to, co obcokrajowcy chcą usłyszeć./

    Ale jak najbardziej rozumiem niechęć do tekstów gaijinów. Jak mówię, sama z tą swoją niechęcią walczę, zmagam się. Nie przeczę, bliżej mi do tekstów naukowych (książek badaczy, znawców itd.), a nie do „wspomnień-z-rocznego/dwuletniego-pobytu-w-Japonii”. Ta druga kategoria publikacji ma to do siebie (w większości przypadków), że bazuje na stereotypach, a autor ma być tyleż ich pogromcą, ile poszukiwaczem „dziwności” – wszystko ku radości gawiedzi ; )

    Litero,
    będę czekać na Twoją opinię o tej książce! xDD

    aigneis
    Na chwilę obecną – z książek nienaukowych – to właśnie „Tatami…” Ci mogę polecić^^’
    Litera sporo pisze o literaturze (nie tylko tej naukowej) poświęconej Japonii, więc pozwolę sobie podlinkować –> tu xD
    Pozdrawiam serdecznie!^^

  13. Pawle,
    szczerze mówiąc, koreańskiej muzyki słucham mało i nie trafiłam jeszcze na tradycyjną pieśń koreańską, ale poszukam, poszukam – może coś znajdę, a wtedy dam Ci znać xD Zapewne jednak szukałeś w googlach, wpisując np. „traditional korean music”, czyż nie?
    Ależ pisz o muzyce – mnie to nie przeszkadza.

  14. Luizo,
    dziękuję za odpowiedź i chęć pomocy!
    Tak, szukałem w Google, YouTube, Internet Archive. Wpisywałem „traditional korean music”, „traditional korean songs” itd.
    Znalazłem fragment występu, który został zarejestrowany przez słuchacza-widza (słaba jakość) :(.
    YouTube poleciło mi wiele koreańskich utworów popowych, ale one nie znajdują się w kręgu mych muzycznych zainteresować.
    Być może pozostaje mi podróż do Korei (w poszukiwaniu tradycyjnych pieśni; myśl o sporządzaniu nagrań terenowych wywołuje uśmiech :)).

    1. A, rozumiem. Chociaż może w niedługim czasie zmieni się cokolwiek. Sporo osób jest zafascynowanych Koreą, a taka pasja prędzej czy później prowadzi do poszukiwań muzyki tradycyjnej – może wówczas pojawi się więcej nagrań. Będę jednak szukać.
      O, podróż do Korei – marzenie! („nagrania terenowe”? czemu nie xD).
      Pozdrawiam!^^

  15. Pozwolę sobie na wklejenie „sznureczka”…

    „Haru no Umi” Michio Miyagi (Michia Miyagiego?) – Skarb Narodowy Japonii :), który pięknie koresponduje z dziełem Hokusaia. W tej wersji partię shakuhachi „śpiewają” skrzypce. Ale koto jest – niezmiennie :)
    Ten komentarz to jednorazowa wycieczka „linkowa”.
    („Haru no Umi” jako nieoficjalny hymn bloga ;))

  16. O nie! Chciałem zamieścić jedynie odnośnik do nagrania i króciutki opis.
    Luizo, czy możesz usunąć poprzedni komentarz?
    Powstający komentarz też kwalifikuje się do usunięcia, tuż po przeczytaniu (moim zdaniem).
    Uciekam gdzie pieprz rośnie :)

  17. Dziękuję za recenzje :)
    Na książkę natrafiłam przez przypadek na jakiejś reklamie a że mnie zainteresował temat to szukałam jakiejś informacji na jej temat i tu proszę Twoja recenzja, która jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu kupna książki :) Czytałam już książkę o bardzo podobnej tematyce Pana Marcina Bruczkowskiego „Bezsenność w Tokio” i muszę powiedzieć że zrobiłam na mnie bardzo pozytywne wrażenie wiec mam nadzieję że książce „Tatami kontra krzesła.” również się to uda:)
    Pozdrawiam!

    1. Cała przyjemność po mojej stronie xDD
      Mam nadzieję, że książka pana Tomańskiego Ci się spodoba xD Warto ją przeczytać.
      „Bezsenności…” jeszcze nie znam, ale zamierzam to nadrobić^^’
      Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s