Demoniczne kobiety. Recenzja „Dwóch opowieści o miłości okrutnej” Jun’ichirō Tanizakiego

Jakże wyśmienite możemy odnaleźć w literaturze wizerunki kobiet demonicznych! Kobiety niezwykłe, zmysłowe, wzbudzające niepokój, kryjące tajemne, mroczne piękno swej duszy, a piękno to jest zarówno niszczycielskie, destrukcyjne, jak i kierujące ku tworzeniu, kreacji, przekształcaniu. Inspirujące i niezmiernie porywające, przyciągające i odpychające jednocześnie, motywujące do doskonałości oraz szukania ideału, kuszące i niebezpieczne – zaiste Jun’ichirō Tanizaki jest jednym z tych pisarzy, którzy potrafią wydobyć owo ambiwalentne piękno, ba! istotę piękna.


Japoński twórca urodził się w 1886 roku w Tokio, zmarł zaś (jak podaje Mikołaj Melanowicz w posłowiu do jednego z dzieł Tanizakiego) „u szczytu sławy” w 1965 roku. Początkowo zafascynowany „europejskością” (estetyzmem, dandyzmem, a nawet… satanizmem!), z czasem zachwycił się rodzimym pięknem – klasyczną japońską sztuką, szczególnie literaturą. Tanizaki to jeden z najciekawszych i najwybitniejszych japońskich literatów, jakkolwiek jego późniejsza proza, zanurzona głęboko w „japońskości”, niekoniecznie przypadnie do gustu tym, do których nie przemawia japońska estetyka.

Dla mnie Tanizaki jest pisarzem prowadzącym czytelnika po labiryncie duszy tyleż każdego człowieka, ile właśnie kobiety, przy czym japoński twórca kieruje odbiorcę w stronę ciemnego, zamglonego, tajemniczego piękna – piękna rodzącego się na styku jasności (światłości?) i mroku (ciemności?). W Polsce możemy (o ile odnajdziemy w bibliotece, bo – niestety – książek Tanizakiego się nie wznawia) przeczytać: Dziennik Szalonego Starca, Niektórzy wolą pokrzywy, Tajemną historię pana Musashiego oraz kilka opowiadań (rozproszonych po antologiach i czasopismach), spośród których jedynie dwa zostały wydane pod wspólnym tytułem Dwie opowieści o miłości okrutnej jako odrębna publikacja książkowa (uzupełniona interesującym rysunkami Janiny Neuman).

Mogłabym zaryzykować twierdzenie, że w przypadku wyżej wspomnianych opowiadań Tanizakiego zmiana tytułu (czy raczej opatrzenie jednym tytułem dwóch dzieł) jest wyborem dobrym. Oto bowiem mamy dwa utwory: Ashikari (z polskim dopiskiem: czyli Źle mi bez ciebie)* oraz Shunkinshō (z dopiskiem: czyli Rozmyślania nad życiem Wiosennej Harfy). Pierwszy pochodzi z 1932 roku, drugi – 1933. Niewątpliwie tym, co zwraca uwagę odbiorcy podczas czytania czy raczej przeżywania (a jest to przeżywanie odbywające się na niemalże każdym poziomie, żeby wymienić tylko intelektualny i emocjonalny) dwóch opowiadań Tanizakiego, jest kompozycja – bezbłędna, mistrzowska, zachwycająca. Z (pozornie) wyeksploatowanego tematu, jakim jest miłość (a o miłości mówi się i pisze niemalże od zawsze), japoński pisarz potrafi skonstruować porywającą i zachwycającą prozę. Tak, o kilku aspektach miłości nie tej „sielskiej, anielskiej”, deifikującej, ale o miłości okrutnej będzie mowa.

Ashikari rozpoczyna się niewinnie – od wyprawy czy raczej spaceru. Narrator przy księżycowym świetle spotka tajemniczego mężczyznę, który opowie mu zaskakującą historię o miłości. Czy miłości idealnej? Na pewno niespełnionej, wiecznie tęskniącej, pragnącej, łaknącej, nienasyconej; opowie o miłości niemożliwej. Czytelnik na końcu przebudzi się ze snu i zapyta, czy oto przed chwilą nie przebywał w onirycznej rzeczywistości, w krainie zamieszkanej przez duchy?


Shunkinshō sprawia wrażenie tyleż opowiadania, ile… eseju. Narrator prezentuje życie niewidomej mistrzyni i nauczycielki gry na koto i samisenie, Shunkin. Niezwykle subtelnie, delikatnie, ale i zmysłowo odcyfrowuje historię Shunkin i jej ucznia, Sasukego. Przedstawiając kolejno dzieciństwo Shunkin, jej trudny charakter, złożone relacje z Sasuke, aż po kolejną (po utracie wzroku) tragedię, punkt przełomowy, Tanizaki nie ogranicza się jedynie do odtworzenia elementów życia Shunkin, czyli do rozwiązania wszystkich zagadek, do rozwiania tajemnic. Pogłębiona psychologia postaci, szukanie różnych możliwych tłumaczeń zachowania i decyzji zarówno Shunkin, jak i jej ucznia, składają się na nieprzeciętny, wybijający się nad inne, wyjątkowy portret kobiety demonicznej (w odniesieniu do dzieła japońskiego pisarza wyrażenie „kobieta demoniczna” rozumiem tak, jak zaprezentowałam je w pierwszym akapicie). Dodam tylko, że jedno z moich bardzo odległych i mglistych skojarzeń, którego nie mogłam się pozbyć podczas czytania Shunkinshō, wiąże się z pewną historią przedstawioną w pięknym filmie Takeshiego Kitano – Lalki (「ドールズ」)…

Jun’ichirō Tanizaki w powyżej zarysowanych przeze mnie opowiadaniach posługuje się narracją pierwszoosobową, a każdy z „opowiadaczy” preferuje długie, wielokrotnie złożone zdania, co wymaga skupienia i czujności czytelnika. W przypadku Ashikari mamy do czynienia z co najmniej trzema narratorami: narratorem inicjującym utwór, z narratorem snującym opowieść oraz z jego ojcem (swoistym narratorem przemawiającym ustami syna). Na Shunkinshō składają się zarówno źródła pisane (biografia), jak i niepisane (fotografia, historia opowiedziana przez uczennicę Shunkin), którymi posiłkuje się narrator podczas swoich rozważań. Co ciekawe, w obu utworach dostrzeżemy mnie bądź bardziej wyraziste aluzje Tanizakiego do często pomijanych w literaturze relacji pan-poddany, pan-władca, a dążących ku sadyzmowi i masochizmowi…

Nie sposób w skrócie opowiedzieć o Ashikari i Shunkinshō. Zbyt wiele chciałoby się dopowiedzieć, a przecież interpretacja należy do każdego czytelnika. Urzekająca, ale zarazem niepokojąca proza Tanizakiego każe się mieć na baczności, aby przypadkiem nie przepaść w krainie onirycznych rojeń. Wielka literatura.

——————
* Dopiski stanowią tłumaczenie tytułów – tak, aby polski czytelnik mógł pojąć chociaż w niewielkim zakresie sens tytułów.

Jun’ichirō Tanizaki, Dwie opowieści o miłości okrutnej, przeł. M. Melanowicz, PIW, Warszawa 1971.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

6 thoughts on “Demoniczne kobiety. Recenzja „Dwóch opowieści o miłości okrutnej” Jun’ichirō Tanizakiego

  1. Tak, wielka w każdym calu:) Strasznie mi się te opowiadania podobały, owe portrety kobiet, tak nietypowe dla literatury tamtego okresu, prawda?

    Swoją drogą, chętnie obejrzałabym taki jeden stary film, „Chichin-no ai” (reż. Yasuzo Masumura, 1967) – to na podstawie powieści Tanizakiego i właśnie z okresu fascynacji Zachodem i zachodnim trybem życia. Coś jakby „Lolita” w wersji japońskiej;)

    1. Zgadzam się całkowicie!
      Chciałabym, by w Polsce więcej tłumaczono książek np. Tanizakiego czy Kawabaty – to jest wielka japońska literatura! xD

      Oooo, nawet nie wiedziałam o istnieniu tego filmu^^”’
      Może któregoś dnia…, kto wie ; )

      Pozdrawiam serdecznie!

  2. Dopiero teraz odnalazłam Twój blog – jakby co to Poice z forum pinkspider. Szczerze powiedziawszy dopiero zaczynam interesować się literaturą japońską. Niestety bardzo trudno dostać polskie tłumaczenia…pozdrwiam :)

    1. Oooo, jak mi miło *^^*

      Teraz (naj)łatwiej dostać polskie tłumaczenia Murakamiego niż klasyków, ale może w swojej bibliotece kiedyś znajdziesz (a warto poszukać!).

      Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie! xD

  3. „Jakże wyśmienite możemy odnaleźć w literaturze wizerunki kobiet demonicznych!”

    Nieco parafrazując: „Jakże wyśmienite możemy odnaleźć na tym blogu recenzje i teksty poświęcone literaturze japońskiej”. Bogactwo Twojej internetowej przestrzeni jest wprost niebywałe i z chęcią do niej zaglądam, szczególnie by porównać wrażenia, płynące ze wspólnych lektur.

    Co do Tanizakiego, to rzeczywiście artysta pierwszej wody, do którego talentu nie można mieć jakichkolwiek wątpliwości. W Ashikari ogromnie podoba mi się ten oniryczny nastrój – wiersze, wspomnienia, łyk alkoholu połączone z niespieszną kontemplacją księżycowego piękna. Z kolei Shunkinshō to niezwykły obraz kobiety na wyjątkowy (i okrutny!) sposób niezależnej, wolnej, żyjącej poza schematem. Szkoda, że w naszym kraju jakoś nie możemy doczekać się wznowień książek i opowiadań tego artysty.

    Pozdrawiam!

    1. Dziękuję serdecznie za miłe słowa. Cała przyjemność po mojej stronie!
      Ostatnio mam mniej czasu na przyglądanie się recenzjom na blogach, a szkoda, bo Twój blog jest niezwykle interesujący i (pozytywnie) odznaczający się w blogowej przestrzeni.
      Dziękuję za cenne dopowiedzenia!

      Bardzo bym chciała, by twórczość Tanizakiego pojawiła się znów w Polsce – poza wznowieniami przydałyby się nowe przekłady.

      Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s