Jednorożec. Recenzja książki „Obfite piersi, pełne biodra” Mo Yana

Stare społeczeństwo było jak studnia,
Czarna, stara studnia, głęboka na dziesięć tysięcy zhangów.
W głębi tej studni żyliśmy my – lud,
A na dnie kobiety, tam, na samym dnie.
Nowe społeczeństwo jest zupełnie inne,
Jest jak jasne słońce o złotych promieniach,
Które oświetlają nasze chłopskie głowy.
Kobiety są wolne, są nareszcie wolne.*


Powyższe słowa to fragment komunistycznej pieśni, pojawiającej się kilkakrotnie na kartach Obfitych piersi, pełnych bioder z 1996 roku, książki chińskiego pisarza Mo Yana (ur. 1955, zgodnie z chińskim zapisem nazwisko poprzedza imię), autora między innymi Krainy wódki (1992, pol. wyd. 2006). Na tle całego utworu gorzka i ironiczna jest wymowa tekstu propagandowej piosenki chińskich komunistek. Dzieło o jakże sugestywnym i chwytliwym tytule staje się w swej istocie afirmacją kobiecości, ale kobiecości specyficznej, ogołoconej, spłyconej, gdyż sprowadzonej jedynie do aspektu cielesnego…

Tam gdzie jest życie, musi być i śmierć. Umierać jest łatwo, to życie jest naprawdę trudne. Im dłużej żyjesz, tym bardziej chcesz żyć. Im bardziej boisz się śmierci, tym zacieklej walczysz o życie. **

Fabuła powieści Mo Yana obejmuje praktycznie cały XX wiek. Narracja rozpoczyna się w 1938 roku i prowadzona jest aż do lat 90. XX wieku, aby w ostatniej części powrócić (na zasadzie retrospekcji, ale jak genialnie zastosowanej!, podważającej wiele czytelniczych podejrzeń i spekulacji) do roku 1900 i naszkicować wydarzenia, które rozgrywały się do 1938 roku. Tym samym historia zatacza koło, a rozszerzona wiedza odbiorcy dzieła przyczynia się do rewizji wcześniejszych spostrzeżeń i do ponownego odczytania całego utworu.

W głównym nurcie opowieści pozostaje rodzina Shanggun, mieszkająca w jednej z wiosek w powiecie Gaomi (prowincja Shandong). Shanggun Lu rodzi kolejne córki, podczas gdy cała rodzina niecierpliwie czeka na syna. Walka o życie, o przetrwanie, o skrawek nadziei w czasach burzliwych chińskich przemian (począwszy od powstania bokserów skierowanego przeciw obcokrajowcom, poprzez inwazję Japończyków na Państwo Środka, aż po walki Kuomintangu z Komunistyczną Partią Chin i wprowadzenie komunizmu, a skończywszy na latach 90. XX wieku) stanowi jeden z głównych tematów dzieła Mo Yana. Czy najważniejszy? Jak się wydaje, to od odbiorcy w dużej mierze zależy ustalenie hierarchii problematyki utworu chińskiego pisarza. Mo Yan stworzył bowiem powieść, która umiejętnie kieruje czytelnika ku kilku zagadnieniom, spośród których wymienić należy, obok wcześniej zasygnalizowanej walki o życie, także: rolę kobiet w (chińskim) społeczeństwie, rozmaite definicje kategorii „kobiecość”, przemiany zachodzące w wizerunku mężczyzny, relacje między bliźniętami i przyrodnim rodzeństwem, związki mieszkańców Państwa Środka z obcokrajowcami, uprzedzenia i społeczny ostracyzm, burzliwe dzieje dwudziestowiecznych Chin…

Czy kobiety rzeczywiście są wspaniałą rzeczą? Może i są. Owszem, kobiety są wspaniałą rzeczą, ale w istocie wcale nie są „rzeczą”.***

Mogłabym zaryzykować twierdzenie, że centrum książki Mo Yana pozostają kobiety. Przedstawicielki płci żeńskiej w rodzinie Shanggun stają się swoistą egzemplifikacją różnych potencjalnych dróg kobiet – od krępującej stopy (niemalże) niewolnicy, po komunistyczną, (quasi-)wyzwoloną działaczkę. Mężczyźni z krwi i kości – silni, władczy, ale przy tym z pewnym urokiem przyciągającym kobiety – odeszli już dawno. Pozostały niezdolne do samodzielnej egzystencji tchórzliwe maminsynki. Jakże bogaty jest świat kobiet, zaprezentowany przez chińskiego pisarza, w porównaniu do naszkicowanej jedynie męskiej rzeczywistości. Kobiety od wieków musiały być silne, musiały przystosowywać się do zmieniających się warunków. I ta siła wewnętrzna okazała się zarazem przekleństwem…

Mo Yan otwarcie pisze o kobietach wykorzystywanych, bitych, poniżanych, gwałconych. Kobiety w każdych okolicznościach (wszak autor kieruje nas wzrok na praktycznie cały XX wiek) stoją na straconej pozycji, bowiem nieustannie podlegają reifikacji, czyli permanentnie bywają sprowadzane do roli pięknych lalek (gorzej, jeśli kobieta nie mieści się w kruchym, ulotnym kanonie piękna), które – w wyobrażeniu wielu mężczyzn – można zarówno podziwiać (kobieta na piedestale, do niej wzdychają amanci), jak i (sic!) bić, jeśli nie spełniają „oczekiwań”.

(…) jest takie stare porzekadło: im większy trud i cierpienie, tym mocniej trzeba zaciskać zęby i żyć dalej. ****

Utwór Mo Yana składa się z siedmiu części oraz sześćdziesięciu trzech rozdziałów (numerowanych niezależnie), przy czym siódma część to w całości retrospektywny obraz lat 1900-1938. Interesujące są kreacje dwóch, wzajemnie się uzupełniających narratorów. Pierwszy z nich, trzecioosobowy, dominuje w powieści Mo Yana, na swój sposób prowadzi czytelnika po chińskiej rzeczywistości, przeobrażając się jednak tyleż w przewodnika, ile obserwatora, relacjonującego beznamiętnym głosem następujące po sobie tragiczne wypadki w Państwie Środka. Drugim narratorem jest… syn Shanggun Lu, Jintong – nieudolny, obłąkany, o zwichrzonej psychice. Głównym bowiem jego „wypaczeniem” jest silny, wręcz obsesyjny, maniakalny pociąg do… kobiecych piersi. Niezaspokojone pragnienie, wieczne nienasycenie przyczynią się do zwielokrotnienia objawów psychicznego niepoczytania i staną się jedną z wiodących przyczyn zmarnowanego życia Jintonga (paradoksalne to o tyle, że jego imię oznacza: „Złoty Chłopiec”). Zarówno postać Jintonga, jak i jego matki oraz sióstr odczytywać można, oczywiście, rozmaicie.

Napisana z epickim rozmachem książka Obfite piersi, pełne biodra Mo Yana zachwyca i przeraża jednocześnie. Wspaniałym, żywym i pulsującym językiem posługuje się chiński pisarz. Umiejętnie kreuje sugestywną przestrzeń. Utwór Mo Yana nabiera cech realizmu magicznego, czytelnik przebywa w stanie permanentnego zawieszenia między jawą a koszmarem, odurzony zapachem sofory. (Nie)Rzeczywistość wyzierająca z kart powieści wzbudza odrazę, niechęć i łzy. A przecież to wszystko prawda, choćby się chciało usłyszeć, iż to kłamstwo, łgarstwo, fikcja. Bohaterowie (ach, raczej bohaterki!) niezwykle często płaczą. Płacz jest, jak się zdaje, jedyną „bronią” przeciwko cierpieniu i niesprawiedliwości…

——————
* Mo Yan, Obfite piersi, pełne biodra, przeł. Katarzyna Kulpa, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2007, s. 377.
** Tamże, s. 419.
*** Tamże, s. 425.
**** Tamże, s. 462.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

8 thoughts on “Jednorożec. Recenzja książki „Obfite piersi, pełne biodra” Mo Yana

    1. Polecałabym jako pierwszą chyba raczej „Krainę wódki” Mo Yana. Jeśli Ci się spodoba, to wtedy dobrze jest sięgnąć po „Obfite piersi…” – takie jest moje zdanie^^”
      Ja znalazłam tę książkę w bibliotece xD”
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!^^

  1. Hmm… A piszą, że nie jest to dobra książka. Twoja recenzja jest pierwszą, napotkaną przeze mnie, która tytułowi temu nadaje jakąś wartość. Sprawdzę sama – jak zawsze. Ale mnie zaskoczyłaś swoją jaskółeczką :)

    1. Nie czytałam innych recenzji, więc nie wiem, co krytykują, ale poszukam przy najbliższej okazji^^”’
      Zawsze najlepiej jest przekonać się samemu, ale przy literaturze chińskiej zalecam ostrożność – po prostu nie do każdego przemawia, nie każdego zachwyca czy inspiruje, motywuje do refleksji itp. Chociaż literatura chińska wydaje się być mniej hermetyczna niż japońska.

      Mam nadzieję, że podzielisz się swoimi spostrzeżeniami, gdy już przeczytasz tę książkę xD

      Pozdrawiam serdecznie!^^

  2. Kiedy się natknę i przeczytam, to coś tam pewnie gdzieś skrobnę, bo nie może być tak, żeby dobra książka przeszła bez zwielokrotnionego echa ;) Zła również :)

    Radę Twoją mieć będę na uwadze. Zawszeć to lepiej być ostrzeżonym :) Dzięki.

  3. Dziękuję za pozdrowienia. Osoba na bannerze przypomina mi Ayumi Hamasaki, więc tak sobie myślę, że poza literaturą, może Cię interesuje i japońska muzyka? W kategoriach widzę, że zrecenzowałaś blisko 50 książek japońskich autorów, z ciekawością sobie przejrzę, i może wybiorę coś dla siebie do czytania :-) Pozdrawiam.

    1. Cała przyjemność po mojej stronie xD
      Haha, no ba – ayu xD”
      Tak, j-music jak najbardziej mnie interesuje – od jakiegoś czasu (praktycznie) tylko tego słucham^^”

      Życzę udanych wypraw w świat japońskiej literatury.
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s