„Kto milczy ten mówi”. Recenzja „Lofotów i innych wierszy” Krzysztofa Karaska

Recenzję można (było) przeczytać na stronie PapieroweMyśli

[Bezpośrednio na blogu od 06.03.2020]

W naszej płynnej nowoczesności, w naszym ponowoczesnym świecie zapełnionym przez komputery, Internet i inne technologie tak zwanej przyszłości warto w zaciszu własnej duszy poszukać miejsca dla Słowa. Otworzyć się na Innego, niezwykłego, opalizującego znaczeniami, to otworzyć się na ogrom możliwości, niespełnionych i niewyśnionych snów. Drogi czytelniku, we wnętrzu wiersza, w środku słowa ukrywa się to, co najcenniejsze. Próbuj go szukać… przez całe życie.

Lofoty to archipelag na Morzu Norweskim. Krzysztof Karasek jednak nie odnosi się bezpośrednio do realnie istniejących Lofotów. Interesuje go, jak się zdaje, brzmienie tego słowa, jego moc semantyczna, znaczenia, które konotuje. Nigdy nie byłem na Lofotach / i zapewne nigdy nie będę. / Ale ta nazwa, to słowo. / Śni się / jak Florydy bajeczne / w „Pijanym statku” Rimbauda. Lofoty przeobrażają się zatem w osobliwe krainy dostępne jedynie dla języka (i) wyobraźni, (…) Lofoty, to raczej fantomy snów, / które się nie stały. / A jednak są konieczne / jeśli chcemy żyć / i coś znaczyć. I taki jest – jeśli wolno mi w ten sposób upraszczać – cały tom poetycki Krzysztofa Karaska, Lofoty i inne wiersze.

„Ja” mówiące, „ja” przeżywające, „ja” doświadczające w wierszach wchodzących w skład książki poetyckiej Karaska jest „ja” milczącym i „ja” obserwowanym (nie: obserwującym!). Innymi słowy – w utworach Krzysztofa Karaska mówi… sama poezja, samo słowo, płynie nieprzerwanym i wartkim strumieniem. Analogicznie z twórcą wierszy: To ja jestem pisany przez wiersze, nie wiersze przeze mnie. Poeta jawi się tym samym jako swoiste medium, przez które przepływają i wypływają słowa. „Ja”, utożsamiane przez odbiorców zwykle z podmiotem twórczym, nie percypuje przestrzeni. To raczej elementy przestrzeni percypują „ja”. Zgodnie bowiem z trzema stopniami „poetyckiego poznania” w finale optycznej gry przedmiot widzi mnie.

Najnowsza książka poetycka Karaska rozpoczyna się od swego rodzaju rozrachunku z rewolucją końca lat 60. i początku 70. XX wieku. Im bliżej końca tomu, tym częściej motyw rewolucji będzie powracał, ale poszerzony o (quasi-)bunty współczesności czy raczej ponowoczesności. Znów (po tylu minionych latach) Karasek walczy, jak się zdaje, z tak zwanym językiem „gazety”, czyli dominującą nowomową (teraźniejszości), językiem uproszczonym, zdegradowanym, zniszczonym i strywializowanym. Słowo dla poety jest najcenniejszym skarbem. Słowo bowiem posiada moc zarówno kreacji, jak i destrukcji. Gorzki ogląd rzeczywistości, krytyczne spojrzenie na ponowoczesność i (co z tego wynika) przeobrażanie się w outsidera, samotnika i poniekąd mizantropa kierują stopniowo uwagę odbiorcy ku istotnej dychotomii wynikającej ze słowa „samotność” – bycie samym a bycie samotnym. Bycie samym to bycie pod prąd, pod włos, na przekór. Człowiek jest samotny / z innymi. Człowiek nie jest samotny / kiedy jest sam. (…) Człowiek jest sam / kiedy jest sam, inni / to inni.

Zdumiewa i zachwyca różnorodność form poetyckich, wybieranych przez Karaska, aby nadać chwilowy kształt efemerycznym i ulotnym słowom. Przywodzi to na myśl Proteusza. Mikroobrazy poetyckie, słowne miniatury, proza poetycka, wiersze-fraszki, wiersze balansujące ku przewrotnym i (auto)ironicznym sentencjom, a także… haiku! Krzysztof Karasek czerpie z kultury Wschodu, lecz wciąż pozostaje silnie zanurzony w kulturze europejskiej. Dziedzictwo kulturowe, tradycje i wierzenia skłaniają poetę do pytania o Boga. Trudna to bolesna przeprawa w poszukiwaniu Absolutu, w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania nigdy nie wypowiedziane, nigdy nie „ubrane” w słowa. Oto permanentna noc duszy, zwątpienie, rezygnacja, ale i – paradoksalnie – pewność dążenia ku światłu.

Lofoty i inne wiersze to pielgrzymka w głąb słowa, zejście w słowo i wejście w słowo, choć pewnie należałoby napisać z wielkiej litery: Słowo. Peregrynacja w materię, w istotę wiersza jest trudną wyprawą, owocującą jednak nieziemskimi doznaniami, z pogranicza tyleż jawy i snu, ile słowa i bez-słow(i)a. Zachwycające.

——————

Krzysztof Karasek, Lofoty i inne wiersze, Czytelnik, Warszawa 2010.

Autor: Luiza Stachura

4 uwagi do wpisu “„Kto milczy ten mówi”. Recenzja „Lofotów i innych wierszy” Krzysztofa Karaska

  1. I mnie zahipnotyzowało to słowo, ta nazwa: Lofoty. :) Bardzo ciekawa recenzja. Dawno nie czytałam Karaska, tym bardziej z przyjemnością „w zaciszu własnej duszy poszuk[am] miejsca dla Słowa”. pozdrawiam. :)

  2. Gratuluję zachwycającej recenzji!
    Uświadomiłaś mi, że bardzo dawno nie przeczytałam „od deski do deski” tomiku poetyckiego. Pora to zmienić.:)
    Lofoty rzeczywiście brzmią tajemniczo. Chętnie wyruszę tam w poetycką podróż.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s