Rejterada przed życiem. Recenzja „Palimpsestu” Catherynne M. Valente

Recenzję można (było) przeczytać na stronie bookznami.pl

[Bezpośrednio na blogu od 14.04.2013]

Rozsypane po ciele (nie)przypadkowych ludzi cząstki miasta przybierają formę negatywu odłamków lustrzanego świata. Czarne znamiona przekształcają się niespostrzeżenie w ulice, zaułki i… domy. To ślady miasta onirycznego. Czy pamiętasz, co śniło Ci się ostatniej nocy?

To jest Palimpsest. Prawdziwy świat. Tu nie przychodzi się bez bólu i śmierci.

Miasto nazywa się Palimpsest i można rzec, iż powstało na gruzach innego tworu. Jest swoistym „tekstem” wypełniającym przestrzeń zużytą, podziurawioną, zniszczoną, poranioną. Bohaterowie to czworo nieznajomych z różnych stron świata. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn – idealna harmonia, dopełnienie, Yin i Yang. Sei Amaya, młodziutka Japonka, to jedynka, dwójką jest November Aguilar, pszczelarka z Kalifornii. Trzecim (pionkiem w grze) staje się Oleg Sadakow, urodzony w Wołchowie, obecnie ślusarz w Nowym Jorku. Czwórka to Ludovico Conti, introligator z Włoch, jego pasją i specjalnością jest oprawianie białych kruków. Ich losy zostały związane czerwoną nicią przeznaczenia. Czytaj dalej

Koincydencja? Recenzja „Przygody z owcą” Harukiego Murakamiego

Na przełomie stycznia i lutego 2011 światło dzienne ujrzy zapewne tłumaczenie na język polski drugiego tomu 1Q84 Harukiego Murakamiego, a trzeci (ostatni) tom być może za rok. Tymczasem warto cofnąć się nieco w czasie i przyjrzeć się ostatniej części tak zwanej Trylogii Szczura (pierwsze dwie powieści składające się na tę swoistą „trylogię” nie zostały przetłumaczone na inny język poza angielskim – zgodnie z życzeniem autora), czyli… Przygodzie z owcą.


Główny bohater – typowy dla Murakamiego osobliwy Jedermann, everyman – świeżo po rozwodzie, czekający na trzydzieste urodziny, zwykły i przeciętny mężczyzna pewnego dnia otrzymuje równie przeciętne, jakby się wydawało, zdjęcie z Hokkaido, przedstawiające góry i… owce. Ot, niczym niewyróżniający się krajobraz. Za sprawą pozornie sielankowego widoczku mężczyzna wplątany zostanie w wir zdumiewających wydarzeń, bowiem jeśli dokładniej przypatrzeć się fotografii, to można dostrzec, iż jedna z owiec…

Haruki Murakami zmaga się z historią. Słowo „historia” rozumiem tu dwojako. Z jednej strony wyraz ten odnosi się dziejów ludzkości czy losów konkretnego narodu, a w utworach japońskiego pisarza nie brak nawiązań do współczesnej historii Kraju Kwitnącej Wiśni. Murakami musi (chce?, potrzebuje?) zmierzyć się z trudną i bolesną przeszłością swojego kraju (zwraca uwagę przede wszystkim na poczynania Japończyków w Chinach i Mandżurii). Można rzec, że w Przygodzie z owcą tak pojmowana historia jest jeszcze w fazie wstępnej, przygotowawczej, by później przybrać wyraźniejszy kształt, jak choćby w Kronice ptaka nakręcacza. Czytaj dalej

Podróż w głąb piekła. Recenzja „Włóczęgów” Yiyun Li

Recenzję można (było) przeczytać na stronie bookznami.pl

[Bezpośrednio na blogu od 14.04.2013]

Drogi czytelniku, wybierz się ze mną w trudną i bolesną podróż do Chin końca lat 70. XX wieku. Pewne rany nigdy się nie zagoją, a nawet jeśli tak, to blizny pozostaną na zawsze wątpliwą pamiątką po nieludzkiej (czaso)przestrzeni, w której kiedyś przyszło istnieć. Mimo iż to życie było życiem marionetki, igraszką bogów. Włóczędzy pozostaną w Twojej pamięci na długo.

Yiyun Li zabiera europejskich i amerykańskich czytelników do Chin, a konkretnie do małej miejscowości o jakże odpychającej nazwie… Błotnista Rzeka. Akcja powieści Włóczędzy rozgrywa się w roku 1979, czyli trzy lata po śmierci Mao Zedonga oraz po zakończeniu procesu tak zwanej „bandy czworga”. W Państwie Środka zapanował względny spokój. W ciszy i chwilowym uśpieniu duch wolności usiłuje podnieść swoją głowę. Jednakże najmniejsze oznaki buntu zostaną krwawo stłumione. Pomimo tego że w Chinach zachodzą niewyobrażalne przemiany, to jednak komunistyczny reżim nie pozwoli na kontestację. Czytaj dalej

Czerwona nić przeznaczenia. Recenzja „Zagłady” Akiry Yoshimury

Akira Yoshimura (1927-2006), laureat prestiżowej japońskiej nagrody literackiej – Yomiuri Bungaku Shō, w 1982 roku wydał ze wszech miar interesującą książkę o wieloznacznym tytule Zagłada. I jakkolwiek patrząc na datę publikacji, podejrzewalibyśmy, że Yoshimura odwołuje się bezpośrednio do dwudziestowiecznej historii (Japonii), to jednak akcja utworu rozgrywa się na jednej z odciętych od świata japońskich nadmorskich wiosek, najprawdopodobniej w… okresie średniowiecza.


W pierwszym momencie mogłoby się wydawać, że głównymi bohaterami Zagłady są mieszkańcy wioski (bohater zbiorowy). Po dokładniejszym przyjrzeniu się warstwie fabularnej, zasadnym zadaje się być twierdzenie, iż centralną postacią w powieści Akiry Yoshimury jest dziesięcioletni chłopiec o imieniu Isaku. Jego oczami poznajemy świat dorosłych, tradycje i wierzenia przekazywane z pokolenia na pokolenia, spośród których najistotniejszą staje się wiara w potencjalne zjawienie się zimą „łaskawego statku”…

Mieszkańcy wioski żyją biednie, często głodują. Owszem, łowią ryby, ośmiornice, ważą sól, którą później wymieniają na ziarno w odległej i bogatszej wiosce, ale ich życie jest ciężkie i trudne, bowiem w pełni zależne od kaprysów natury. Niejednokrotnie sprzedają się w niewolę do sąsiednich wiosek, aby zarobić chociaż trochę pieniędzy na utrzymanie rodziny.

Nie powinno więc dziwić, że co roku mieszkańcy czekają na pojawienie się czerwonych liści, stanowiących niechybną oznakę zbliżania się zimy. Wówczas mieszkańcy ustawiają kotły do ważenia soli na plaży i nocą pilnują ogniska. Każdy marzy, aby podczas corocznego rytuału na morzu ukazał się zarys kupieckiego statku, który zwabiony ogniem zapewne rozbije się o skały. Wtedy mieszkańcy wioski… Czytaj dalej

Chińska „Kamasutra”? Recenzja „Kwiatów śliwy w złotym wazonie”

Recenzję można (było) przeczytać na stronie PapieroweMyśli

[Bezpośrednio na blogu od 05.03.2020]

Mogłabym zaryzykować twierdzenie, że chińska współczesna proza jest niezwykle… rozerotyzowana, lubieżna i wyuzdana. Pisarze odważnie i bez pruderii piszą o seksualności, nienasyceniu, pożądaniu i (nie)spełnieniu. Każdy, kto zamierza sięgnąć po współczesną chińską prozę, musi być tego świadom, w przeciwnym wypadku zapewne się rozczaruje. W Polsce bowiem (wbrew pozorom) nadal tematyka oscylująca wokół seksualności i cielesności wywołuje zgrzyt, dystans oraz niesmak – zupełnie niepotrzebnie.

Zdawałoby się, że dopiero współczesna proza z Państwa Środka przepełniona jest mniej bądź bardziej śmiałą i bujną erotyką. Nic bardziej mylnego. Wystarczy sięgnąć po utwór (najprawdopodobniej) z XVI wieku, o jakże poetyckim tytule – Kwiaty śliwy w złotym wazonie. Czytaj dalej

Nie oglądaj się za siebie. Recenzja „Prawdziwego świata” Natsuo Kirino

Paradoksem wydaje się być fakt, iż Japonię utożsamiamy bezwiednie z krajem dostatnim, względnie szczęśliwym i bezpiecznym. Tymczasem właśnie Kraj Kwitnącej Wiśni wiedzie prym w niechlubnej statystyce miejsc o największej zorganizowanej przestępczości. Japończycy żyją w niebywałym stresie – ktoś może powiedzieć (i słusznie), że sami taki tryb życia wybrali. Od świtu do zmierzchu, w niemal każdy dzień, bez wytchnienia, bez spokoju, wciąż przed siebie, aby zmierzyć się z wysokimi wymaganiami, aby sprostać ambicjom. Najgorzej jest wtedy, gdy owe dzikie ambicje są wypadkową społecznej (w tym rodzinnej) presji.


Prawdziwy świat Natsuo Kirino poświęcony został młodzieży. Nie bez powodu, jak się wydaje, autorka dookreśliła świat przetworzony na kartach swojej książki słowem „prawdziwy”. Czy istnieje świat „nieprawdziwy”?, iluzja?, mrzonka?, wyobrażenie? Tak. Owe wyobrażenie (iluzoryczny świat) możemy rozpatrywać na co najmniej dwóch poziomach. Pierwszą płaszczyzną będzie świat kreowany w mediach wszelkiego rodzaju – i to zdaje się bardzo oczywiste.

Kolejny poziom nie jest już tak czytelny. Z jednej strony bowiem (na planie mikro) rodzice nie mają pojęcia, jak wygląda świat ich dzieci. Czasy się zmieniają, problemy niby te same, ale jednak inne. Dorośli patrzą raczej z własnej, ale teraźniejszej perspektywy, niż z własnego, ale młodzieńczego punktu widzenia (czyli z punktu widzenia z czasu swojej młodości). Na planie makro dają się zauważyć takie tendencje, jak tworzenie sztucznych, wyimaginowanych obrazów danej społeczności. Innymi słowy – obcokrajowcy widzą Japonię (i każdy inny kraj) odmiennie niż sami mieszkańcy tego państwa, bo w oparciu o wyobrażenia, które często nijak się mają do rzeczywistości, do „prawdziwego świata”. Czytaj dalej

Gra (pod)świadomości. Recenzja „Zejścia pod wodę” Lidii Czukowskiej

Pierwszym utworem Czukowskiej, który przeczytałam, była Sofia Pietrowna. Powieść o terrorze 1937 roku. Tytuł tej (o)powieści tłumaczy się także jako Opustoszały dom. Przerażająca nierzeczywistość „jeżowszczyzny”, czyli jednego z najbardziej krwawych, najokrutniejszych okresów w historii dwudziestowiecznej Rosji, uchwycona i zapisana przez Czukowską pozostaje jednym z nielicznych świadectw tamtego czasu. Co ważne, jest właściwie jedynym świadectwem spisanym zaraz po „jeżowszczyźnie”, czyli wtedy, gdy emocje, ból i pamięć były nadal żywe.


Lidia Czukowska urodziła się na początku XX wieku, bo w 1907 roku, w Petersburgu. Jej ojciec, Korniej Czukowski, był pisarzem i czołowym krytykiem literackim czasów przedrewolucyjnych. Nic więc dziwnego, że w domu Czukowskich zjawiali się (naj)wybitni(ejsi) poeci i pisarze. W, można rzec, artystycznej atmosferze dorastała Lidia Czukowska. Aż nadeszła rewolucja… Prześladowana, gnębiona i niszczona w czasie terroru sianego przez Nikołaja Jeżowa, Czukowska doświadczyła, jak wiele innych kobiet w tamtym okresie, bolesnej niewiedzy o losie ukochanego człowieka. Myśl o mężu, aresztowanym i najprawdopodobniej niedługo później rozstrzelanym, będzie powracała w jej prozie. Na ustach bohaterek prozy Czukowskiej zamarznie szereg pytań bez odpowiedzi, pytań, których nie będą w stanie wymówić na głos, w obecności innych ludzi.

Do tej pory polski czytelnik mógł zapoznać się z dwiema książkami Czukowskiej. Pierwszą jest wspomniana wcześniej Sofia Pietrowna, drugą są Zapiski o Annie Achmatowej – pod koniec lat 30. XX wieku Czukowska zaprzyjaźniła się z jedną z najlepszych i najbardziej znanych rosyjskich poetek, Anną Achmatową. Dopiero teraz czytelnicy w Polsce mogą przeczytać niezwykły utwór Czukowskiej, o wprawiającym w konsternację tytule Zejście pod wodę. Akcja (jakkolwiek należałoby powiedzieć raczej o substytucie akcji) rozgrywa się na przełomie lutego i marca 1949 roku w podmoskiewskim sanatorium dla pisarzy. Czytaj dalej