„Proza to byt stworzony z niczego”* – parę myśli o „Górze duszy” Gao Xingjiana

Świat to złuda, fałsz stworzony przez innych,
oryginalne i autentyczne jest to, co ja proponuję
Xu Wei**

Pisarz przemierza przestrzeń. Samotnie. Podróżuje bez celu, chociaż właściwie to ucieczka przed konsekwencjami oskarżeń o „prawicowość” w komunistycznych Chinach. Wędrówka odbywa się zarówno na płaszczyźnie literackiej, jak i duchowej. Chociaż bez trudu możemy wyodrębnić jeszcze trzecią płaszczyznę – rzeczywistość. Pielgrzymka do miejsc znanych, ale jednak nieznanych, do miejsc nieznanych, ale jednak znanych. Duchowe Shangri-La (Shangri-La w duszy) okazuje się mirażem po drugiej stronie rzeki. Daleko, ale blisko. Blisko, ale zbyt daleko. Jak się tam dostać? Jak uratować swoje „jestestwo”?


Lingwistyczne balansowanie pisarza nad przepaścią bez-słowia. Doświadczenie zapisane w języku. Język zapisany w doświadczeniu i doświadczaniu. Codziennie. Od początku. Od świtu do zmierzchu i od zmierzchu do świtu. Słowa nie są wystarczające. Słowa milkną. Cisza wypełnia duszę. Trzeba coś opowiedzieć, aby nie zniknąć. Trzeba mówić, by zacząć istnieć naprawdę, by nie czuć tej samotności. Mówić do siebie. Ktoś musi cię zauważyć.

Wiem, że mówię do siebie po prostu po to, żeby stłumić samotność. Wiesz, że ta moja samotność jest nieuleczalna, nikt mnie z niej nie wybawi, mogę tylko mówić do siebie, sam sobie będąc rozmówcą. W tym długim monologu jesteś adresatem moich opowieści; jesteś mną, który bacznie mnie słucha – mówiąc krótko, jesteś mym cieniem. Jak ja słucham siebie i ciebie, tak tobie pozwoliłem stworzyć ją, bo jesteś do mnie podobny i także nie możesz znieść samotności, też musisz znaleźć sobie rozmówcę (…)***

Ekstatyczne doznania cielesne, zmysłowe i duchowe. Podróż w głąb siebie. Podróż jak najdalej od siebie, bowiem to, co we mnie, przeraża mnie najbardziej. Środek lasu, góra przede mną. Niepewnie, niebezpiecznie i ciemno. I cicho. Wyzbycie się świata jest jednak bolesne i trudne, chociaż nieuniknione, by odkryć to, czego się szuka. Czego się szuka? Niczego. Trzeba wyzbyć się przywiązania do świata, aby „to” odnaleźć. Jednakże wciąż uwodzi mnie świat ludzki, jeszcze się nie nażyłem. *****

„Ja” tworzy „ty”. Aby nie być samotnym. „Ty” (alter-ego „ja”) także obawia(sz) się samotności, toteż stwarza(sz) „ona”. Ja opowiada o ty i o ona. Ty (i ona) opowiada(ją) o ja. Pisarz-ja – osobliwy demiurg, władca słów, pogromca ciszy – walczy o przestrzeń utkaną z sennych słów, słów snów, słownych snów. Ty również mnożysz słowne byty. Ona ci nie wystarcza. Ty nie wystarczasz jej. Na scenie pojawia się on. „On” stoi plecami za „ja”. „On” jest odbiciem lustrzanym „ja”. On wywodzi się ze mnie. On jest mną i ja jestem nim?

(…) Nie istniało świadome rozróżnienie między „ja” i „ty”. Narodziny „ja” wywodzą się z lęku przed śmiercią; dopiero później istota, która jeszcze nie była „ja”, doszła do ustanowienia „ty”. W owych czasach ludzie nie żywili lęku wobec siebie, wiedza o własnym „ja” przyszła od tego innego, została potwierdzona przez fakt, że się posiadało lub zostało posiadanym, zawojowało lub zostało zawojowanym. „On”, trzecia osoba, która nie jest związana bezpośrednio z „ja” ani „ty”, wyodrębniała się stopniowo (…)****

Człowiek jest sam, toteż stwarza sobie inne byty, by nie czuć się samotnym. Wszystko się powtarza. Ja też. Świat istnieje o tyle, o ile ja sobie go wyobrażę i wymyślę. Beze mnie nie ma świata, nie ma „ty”, nie ma „ona”, nie ma „on”. Mężczyzna i kobieta, Yin i Yang – idealne połączenie, scalenie duchowo-cielesne. Wyuzdane, lubieżne, nieujarzmione żądze, pragnienia permanentnie nienasycone. Nie opuszczaj mnie.

Fuxi stworzył struny „qin”,
Nüwa stworzyła piszczałki „sheng”,
Z Yin jest język,
Z Yang jest dźwięk.
Ze złączenia Yin i Yang jest człowiek,
Z człowieka jest dźwięk,
Z dźwięku jest pieśń (…)******

Góra duszy należy do tych utworów, które mnożą drogi interpretacyjne, nie poddając się łatwo próbom „rozbrajania” i szukania sensu. Sensu może nie być. Ba! najpewniej w ogóle nie ma sensu. Jest pewna potencjalność – są pewne potencjalności. Można mówić o konstrukcji „ja”, narratora, odbiorcy-czytelnika-słuchacza. Ale można mówić o kompozycji, układzie, pomyśle, fragmentaryczności, języku, budowie zdań, słowie. Też mówić można o Innym, obcym, wykluczonym, „Dzikim Człowieku”. Mówić o wędrowcu, poszukiwaczu, podróżniku można. Można uwagę zwrócić na aspekty historyczno-polityczno-religijne, na przykład stworzenie Chin, wojny, niekończące się walki o władzę, rewolucję kulturalną, ateizację i laicyzację, Konfucjusza, dao. Można…

Gao Xingjian stworzył (arcy)dzieło godne uwagi i przemyślenia. Góra duszy to nie powieść. Prędzej traktat (quasi-)filozoficzny, napisany językiem barwnym, żywym, poszukującym semantycznych możliwości słowa. Górę duszy śmiało można zaliczyć do literatury eksperymentalnej – pod niemal każdym względem eksperymentalnej, począwszy od stylu, poprzez konstrukcję (dzieło jako góra bądź dzieło jako dwie, symetryczne góry), aż po poziom semantyczny. Poetyckość, efemeryczność i subtelność przeplata się ze zmysłowością, cielesnością, ocierając się o wulgarność. Najlepiej oddać głos „ja”, aby zarysował(o) chociaż w części, z czego czerpie „ja”, co inspiruje „ja” – „ja”, czyli swoistego narratora-zbieracza (o)powieści, fragmentów i strzępków słów:

(…) To nie jest powieść! (…) To same fragmenty, niepoukładane, autor nie miał pojęcia, jak skomponować pozbierane epizody (…) Zrzuciłeś na kupę notatki podróżne, tasiemce moralizatorskie, impresje, uwagi, zapiski, wyzbyte koncepcji dyskusje, niebaśniowe baśnie, parę przepisanych pieśni ludowych, dodałeś parę ucharakteryzowanych na legendy niedorzeczności własnego pomysłu i nazywasz to prozą! (…)*******

Czy „ja” jest rzeczywiście narratorem? Można zaryzykować twierdzenie, że „ja” jest jedną z wielu „emanacji” narratora-niepełnego (niespełnionego) demiurga. Świat, przestrzeń, przecinające się płaszczyzny literacko-duchowe są poza kontrolą „ja”. Wszystko (wszystko, czyli co? góra duszy) wymyka się, przemyka i w nieświadomości, we śnie wychodzi na plan pierwszy, podporządkowując sobie zarówno „ja”, jak i tok opowieści. Opowieści? Baśni, legendy? Reportażu, podróżniczych notatek? Czy może snu? Percepcja załamuje się. Światło oświetla fragment sceny, na której rozgrywa się dramat człowieka zmagającego się ze sobą (z „ja”) i z innymi (z „ty”, z „ona”, z „on”). Każdy wytwarza swoją opowieść. Mów. Twórz byty. Niech świat się zaludni. Może znajdę swoje Shangri-La w twojej historii?

Tytułowa „góra duszy”, dodam na marginesie, prowadzi rzadziej w górę, ku (złudnej) światłości, częściej w mrok, w piekielne czeluście, w przepaść. Niczym Dantejska góra. Góra trudna, pełna drzew, kamiennych ścieżek zatartych przez czas i niepamięć. Góra krwi, krwawa góra, krwawiąca góra, nieczysta góra. Góra pod gór(k)ę. Za każdym zakrętem czyha wspomnienie – bolesne, radosne, nieistniejące istnienie i istniejące nieistnienie…

Pisarz i dramaturg Gao Xingjian (zapis chiński – nazwisko poprzedza imię) urodził się w 1940 roku, na wschodzie Chin. Z wykształcenia jest romanistą, a w Europie mieszka (na stałe) od roku 1987. W 2000 roku otrzymał literacką Nagrodę Nobla i zapewne dlatego możemy przeczytać w polskim tłumaczeniu powstałą w latach 1982-1989 (dokładnie do września 1989, co zaznacza sam autor), w Pekinie oraz Paryżu, liczącą osiemdziesiąt jeden odsłon (trudno nazwać je rozdziałami), Górę duszy. Podróż do kresu własnej duszy, do kresu duszy „ja”. Jeśli się nie boisz, to…

——————
* Gao Xingjian, Góra duszy, przeł. z ang. Wojsław Brydak, REBIS, Poznań 2004, s. 485.
** Cyt za: Tamże, s. 475.
*** Tamże, s. 334.
**** Tamże, s. 330.
***** Tamże, s. 504.
****** Tamże, s. 383.
******* Tamże, s. 479-480.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

14 thoughts on “„Proza to byt stworzony z niczego”* – parę myśli o „Górze duszy” Gao Xingjiana

  1. wow… coś niesamowitego, pokręcone, trudne ale chyba to jedna z wazniejszych książek literatury chińskiej – tak przynajmniej kiedyś mi się gdzieś rzuciło w oczy.
    I choć za chińską literaturą nie przepadam zbytnio, wolę zdecydowanie japońską, to ta pozycja brzmi dla mnie tak kosmicznie i niezwykle, że naprawdę warto przeczytać. Trzeba tylko mieć dużo czasu i spokojny umysł, a to póki co nie ta pora.
    Niemniej jednak, będe mieć na uwadze.
    Podziwiam Twój talent do pisania..

    1. O, szybka jesteś xD’
      Tak, trzeba mieć dużo czasu i otworzyć się na niezwykłą wędrówkę, którą proponuje Gao. Warto. Mam nadzieję, że kiedyś nadejdzie taki czas w Twoim życiu, że będziesz mogła podążyć za „ja” z „Góry duszy”.

      Współczesna literatura chińska, jak się wydaje (nie mogę generalizować, bo za słabo ją znam), jest… pełna seksualności (wbrew pozorom), jest rozwiązła, lubieżna, zmysłowa, okraszona „czarnym humorem”. Jest w niej coś niepokojącego i przyciągającego. Tak, jest zdecydowanie inna niż japońska. Podobnie jest z koreańską.

      Dziękuję^^”” i pozdrawiam serdecznie!

  2. no właśnie też mi się tak wydaje, co prawda niewiele czytałam z chińskiej literatury a koreańskiej to już w ogóle. Chociaż koreańskie filmy Kim Ki Duka są genialne. I te uwielbiam.

    Za górą duszy podążę na pewno za jakiś czas. Wydaje mi się że jest dość opasła.

    aha , jak czytałam „Czerwony pył ” Ma Jian to już tam chyba gdzieś wspominano o tej książce – być może gdzieś na okładce czy w streszczeniu że obraz Chin trochę koresponduje z tym w książce Gao Xingjian. ale nie potwierdzę tego nie znając tej ksiązki

    1. Kim Ki-duk jest kontrowersyjny – to ciekawe, że Tobie się tak bardzo podoba xD
      Moim ulubionym koreańskim reżyserem jest Park Chan-wook xD

      „Góra duszy” liczy 532 strony ; )

      Współcześni chińscy pisarze piszą przede wszystkim (w większości?) o rewolucji kulturalnej i rządach Mao – pewnie dlatego obraz Chin jest zbieżny.

      Teraz będę czytać książkę Ma Jiana – „Wytwórcę makaronu” (akurat tę znalazłam w bibliotece) – więc zobaczę, jak to się ma do dzieła Gao i do Mo Yana.

      Pozdrawiam!

    1. Hehe, to literatura chińska na pewno Ci się spodoba – z czasem xD
      Bardzo dobry reżyser – Park Chan-wook – polecam szczególnie jego „trylogię zemsty” („Pan Zemsta”, „Oldboy”, „Pani Zemsta”).
      Dziękuję i pozdrawiam^^

  3. Niesamowicie piszesz o tej książce. Niestety nie mam nic wspólnego z literaturą chińską, a przez Twoją recenzję zawstydziłam się takim stanem rzeczy:( Ale jeśli pisarz lubi bawić się słowem i jego znaczeniem, myślę, że mogłabym znaleźć z nim wspólny język:)

    Pozdrawiam!

    1. Dziękuję (szczególnie za odwiedziny xD)!
      Mam nadzieję, że spodoba Ci się „Góra duszy” i… swoje spotkanie z prozą Gao zapiszesz w formie dla Ciebie najdogodniejszej xD Innymi słowy, będę czekać na Twoją recenzję/przemyślenia.

      Pozdrawiam serdecznie^^

  4. Shangri-La ostatnio mi się z anime jednym kojarzy, „NOEIN – Mou hitori no kimi e”;)

    I – zaczytując się w komentarzach – przyznaję Ci rację, „trylogia zemsty” jest świetna:) Choć Oldboy‚a to jeszcze nie widziałam.

    A z Mary też się zgodzę, Kim Ki-Duk tworzy niezłe obrazy. Zawsze mnie czymś zaskakują, jakimś elementem, nad którym później siedzę i się głowię, jak to zinterpretować;)

    Wiesz, tych Twoich parę myśli wygląda całkiem zgrabnie i dobrze się czyta, miła alternatywa do klasycznej recenzji – podoba mi się.

    Pozdrawiam! dobrej nocy – w sumie;)

    1. O, oglądałaś „Noein” xD I jak, i jak?
      Trochę mnie ta seria zawiodła – spodziewałam się nieco lepszego anime ; )

      „Oldboy” jest (chyba) najlepszy xD

      Kim Ki-duk jest nierówny. Sama mam z nim kłopot (podobnie jak z… Murakamim, tylko że na nieco innej płaszczyźnie ; )). Moje ulubione „obrazy” Kim Ki-duka to: „Pusty dom”, „Samarytanka”, „Address Unknown” i „Wiosna, lato, jesień, zima i… wiosna”. Reszta („Krokodyla” nie oceniam, bo nie widziałam) jest bardzo nierówna – np. dobry początek, ciekawy pomysł, ale rozwinięcie albo zakończenie słabe. Chyba najsłabszym jego filmem jest „Sen” – o mało nie usnęłam wraz z bohaterami ; )

      O „Górze duszy” trudno pisać inaczej, niż tworząc własny tekst, ale nie recenzję. Co prawda, miałam w planach nieco inaczej to napisać, ale może kiedyś, kto wie ; )

      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie^^

  5. „Noein” mnie nie zawiódł, choć, po prawdzie, nie miałam wobec tegoż anime żadnych oczekiwań, więc pewnie stąd się to wzięło;) Pomysł na wykorzystanie założeń mechaniki kwantowej był bardzo dobry. Realizacja, cóż, niekoniecznie. Niemniej – jak już powiedziałam – nie zawiodłam się. Moim zdaniem jest to anime kierowane do grupy takich kilkunastolatków, coś między 10 a 14 lat, nie więcej, więc trudno o bardziej skomplikowane rozwinięcie teorii światów równoległych, nieskończonej możliwości światów wynikających z nieskończonej możliwości wyboru jednego człowieka. Myślę, iż dzieciaki zagubiły by się w tym wszystkim. Wiesz, Pchełka (lat 6) oglądała „Noein” ze mną i ona była zachwycona. Rozkochała się w Karasu na amen i teraz rysuje jego podobizny w przedszkolu;) Więc chyba to anime nie jest takie złe?

    Myślę, iż z oceną anime jest tak – jak w sumie z każdym obrazem przecież – że powinno się zwrócić uwagę na przedział wiekowy, dla jakiego zostało ono nakręcone. Coś, co dla mnie może być nudne, dla mojego dziecka może być rewelacyjne. A ludzie dorośli często zapominają, że i oni młodsi byli, i świat inaczej odbierali. No, i też chcieli zobaczyć happy end. ;)

    Gdybym miała porównywać, wyżej pewnie oceniłabym „Serial Experiments Lain” – też burzy w odbiorcy (lub poddaje w wątpliwość) obraz świata widzianego. Ale i „Noein” polubiłam, jakoś tak;)

    Że tak na koniec spytam – a co konkretnie Cię zawiodło?

    1. Wiem, że taki był przedział wiekowy, ale jednak, np. Sailor Moon miało przedział wiekowy do 12. roku życia, a odbiór zupełnie inny (tak, wiem mechy to nie magical girls xDD).

      Lain to w ogóle inny przedział wiekowy – bez porównania, tak jak GITS czy NGE.

      „Noein” też mnie wciągnęło, ale po obejrzeniu całości czułam niedosyt, jakoś się to rozmyło, dobry/ciekawy/intrygujący potencjał gdzieś uleciał. Zakończenie zakończeniem – to zawsze jest kwestia gustu – mnie raczej chodzi o pewne niewykorzystane w pełni motywy, relacje (a przecież takie anime odbiera się nie „intelektualnie”, ale emocjonalnie).

      Jasne – dzieci inaczej odbierają konkretne anime, ale dorośli też na pewne sprawy patrzą inaczej. Liczyłam na anime, które potrafi ofiarować coś nie tylko dzieciom czy młodzieży do 12-13. roku życia ; )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s