„Z ziarenek piasku wyrośnie mój portret…”[1], czyli literacki obraz Polaka końca wieku [tekst z 2005 roku]

Kiedy opadła groza pogasły reflektory
odkryliśmy że jesteśmy
na śmietniku w bardzo dziwnych pozach
jedni z wyciągniętą szyją
drudzy z otwartymi ustami z których sączyła się jeszcze ojczyzna (…)

Zbigniew Herbert, Przebudzenie[2]

Pierwsze wspomnienia z dzieciństwa są pełne kartek pokrytych nieporadnymi rysunkami, przedstawiającymi zazwyczaj rodziców, rodzeństwo. Dopiero z biegiem czasu, niektórzy spośród małych artystów, bystrych obserwatorów świata podejmują ważną decyzję, że sztuka portretowania będzie wypełniać ich życie. Niektórzy z nich skończą swą przygodę z malarstwem jak wujek Gucio z Gnoju Wojciecha Kuczoka[3]… Inni uciekać będą przed natrętnym spojrzeniem ciekawych, porzucą swą pasję, kiedy ta niepostrzeżenie zamieni się w katorgę…

Jak narysować portret? To proste, trzeba tylko pamiętać, żeby dokładnie oddać każdy szczegół, każdy grymas, by pamiętać, że osoba, którą się rysuje, ma duszę…

Są różne metody, sposoby rozpoczęcia obrazu. Można na przykład narysować kształt twarzy Polaka. Ja jednak wolę zacząć od oczu – zwierciadeł duszy. W głębi źrenicy dostrzec można obrazy, obrazy dnia, przywoływane przez przypadkowe słowo… Utrwalone, jak zdjęcie na kliszy, zdarzenia, których jesteśmy  mimowolnym świadkiem (niczym żebrak z opowiadania Żebracy Zbigniewa Kruszyńskiego[4]), ludzie, których widujemy na co dzień, wciąż gdzieś pędzących naszych rodaków (czasami mam wrażenie, że co dzień widzę nowych ludzi, że ci raz przeze mnie widziani, znikają, zapadają się pod ziemię albo zmieniają trasy wędrówek). Czytaj dalej