Recenzja „Huculszczyzny. Opowieści kabalistycznej z czasów elektryfikacji” Michała Kruszony

Recenzję można przeczytać na stronie bookznami.pl

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [01.05.2013]

 

Urodzony w 1964 roku Michał Kruszona to historyk, muzeolog, dziennikarz i podróżnik. Jest absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ukończył także studia podyplomowe w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ. Pracował między innymi jako nauczyciel historii, dziennikarz czy… sprzedawca samochodów. Obecnie zaś pracuje w muzeum i, oczywiście, pisze. Spośród jego książek warto wymienić trzy wydane przez wydawnictwo Zysk i S-ka: Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła, Kulturalny atlas ptaków oraz Huculszczyzna. Opowieść kabalistyczna z czasów elektryfikacji.

Przyjrzyjmy się najpierw tytułowi ostatniej z trzech wymienionych wcześniej książek Kruszony. Huculszczyzna to region znajdujący się w Karpatach, a dokładnie Karpatach Wschodnich, obecnie są to tereny należące do Ukrainy. Jednakże dawniej Huculi (czyli mieszkańcy Huculszczyzny) łączyli Polaków, Ukraińców, Rumunów, Czechosłowaków. Nie brakowało tu Żydów, katolików czy wyznawców innych religii. Współcześnie Huculi stanowią nieliczną grupę etniczną. Nie ma już zatem tej Huculszczyzny, która istniała jeszcze przed II wojną światową. Pozostała jedynie na fotografiach. Podtytuł książki Michała Kruszony wskazuje, że czytelnik ma przed sobą osobliwą opowieść ezoteryczną, naznaczoną wiedzą tajemną. Czy tak jest w istocie?

Michał Kruszona rozpoczyna od fotografii i na niej też kończy, budując tym samym klamrową kompozycję swojej książki. Zainspirowany zebranymi przez siebie przedwojennymi zdjęciami Kruszona postanawia wybrać się w podróż do niesamowitej krainy Huculi i zabiera czytelników ze sobą. Autor kompletuje niezbędne akcesoria jak buty, plecak czy aparat fotograficzny.

W wyprawie towarzyszyć będą Kruszonie (i nam, czytelnikom) autor Na wysokiej połoninie, czyli Stanisław Vincenz, oraz kabalista Jakub Czerniowiec. To tylko dwaj spośród wielu autorytetów, uczonych czy znawców Huculszczyzny wymienianych przez Kruszonę na kartach książki. Niemniej jednak zarówno Vincenz, jak i Czerniowiec stają się „osią”, „sercem” książki polskiego podróżnika. Mogłabym zaryzykować twierdzenie, że Stanisław Vincenz patronuje Huculszczyźnie. Opowieści kabalistycznej z czasów elektryfikacji. Czerniowiec zaś staje się swoistym przewodnikiem, obserwatorem, który nie komentuje, nie trwoni drogocennych słów, jedynie się przygląda.

Książka Michała Kruszony dzieli się na dwie części, każda z nich zaś składa się z kilku rozdziałów. O ile część pierwsza stanowi przygotowanie do wyprawy w świat Huculszczyzny oraz służy nakreśleniu i zakreśleniu pewnego tła, o tyle część druga jest zapisem (notorycznie przerywanym dygresjami) właściwej „wędrówki”. Po Huculszczyźnie jednak Kruszona nie podróżuje dosłownie, fizycznie, osobiście. To powołana i przywołana przez polskiego podróżnika postać profesora Czerniowca (a może Czerniowiec powołał i przywołał Kruszonę?) wędruje po obszarze zamieszkanym przez Hucułów. Opowieść Czerniowca dopełniają liczne, czarno-białe fotografie.

Trudno jednoznacznie przyporządkować do konkretnego gatunku Huculszczyznę. Opowieść kabalistyczną z czasów elektryfikacji. Z jednej strony jest to zbiór esejów, z drugiej książka quasi-historyczna, opowieść fikcjonalno-autentyczna, zapiski podróżnika (ale osobliwego, bowiem Kruszona odbywa podróż za pomocą fotografii), luźne impresje i wrażenia. Jest to także osobista podróż do świata, który niewątpliwie fascynuje autora.

Nie unika Kruszona dialogów, fabularyzowanych (na poły fikcyjnych) opowieści o codzienności i świętach mieszkańców Huculszczyzny oraz nielicznych przyśpiewek. Wszystko to dodatkowo okraszone licznymi dygresjami, dykteryjkami, anegdotami – tyleż z życia Hucułów, ile z życia… Kruszony. Śmieszy, a czasami irytuje powracanie Michała Kruszony do tajemniczej Ani, od której (od)kupił drogocenny tekst (z 1942 roku) o rumuńskiej demonologii autorstwa profesora Czerniowca.

Huculszczyzna. Opowieść kabalistyczna z czasów elektryfikacji przypomina raczej wprawki do powieści, które niekiedy przybierają postać eseju, ale w większości zdumiewają swoją chaotycznością i odznaczają się kuriozalnością. Czytelnik momentami zastanawia się, czy autor pisze o Huculszczyźnie, czy o… sobie? Pod tym względem bliżej książce Michała Kruszony do chociażby Wołoki Mariusza Wilka.

Książka Michała Kruszona stanowi interesującą próbę uchwycenia życia zachwycających przedwojennych mieszkańców Huculszczyzny. Autor nie unika jednak nużących opisów swoich osobistych przygód (bynajmniej nie na terenie niegdysiejszej Huculszczyzny) bądź mnóstwa dygresji, bardzo często zakłócających odbiór i zaciemniających obraz. Brakuje uporządkowania, logiki wywodu, jest zamiast tego wiele rozpoczętych i nagle porzuconych, niedokończonych, zawieszonych w próżni wątków – zupełnie jakby autorowi brakło motywacji, siły, by udźwignąć tematykę, albo po prostu chęci. Początkowe historie o wampirach i wilkach zostają zepchnięte przez opisy leśnych Żydów czy Jezusa odwiedzającego mieszkańców Huculszczyzny, by następnie ustąpić opisom wędrówek profesora Czerniowca. Co ciekawe, Kruszona w pewnych momentach pisze szerzej o Żydach niż o samych Hucułach.

Huculszczyzna. Opowieść kabalistyczna z czasów elektryfikacji jest książką nierówną, mogłabym zaryzykować twierdzenie, że „przegadaną”. Jakkolwiek (poniekąd) stanowi inspirację do dalszych studiów nad Huculszczyzną i jej niezwykłymi mieszkańcami. Niewątpliwie największym walorem książki Kruszony są wspaniałe, niezwykle sugestywne, przemawiające do czytelnika-widza fotografie. Komentarz jest zbędny. Po Huculszczyznę. Opowieść kabalistyczną z czasów elektryfikacji warto sięgnąć choćby dla samych zdjęć.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

4 thoughts on “Recenzja „Huculszczyzny. Opowieści kabalistycznej z czasów elektryfikacji” Michała Kruszony

  1. Czytasz (i piszesz!) tak szybko? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, może lepiej się nie przyznawaj, w przeciwnym wypadku zakopię się pod kołdrą i nie wyjdę stamtąd przez tydzień. ;)

    1. To zależy od książki, ale recenzje zamieszczam z małym opóźnieniem ; ) Część jest z przeczytanych przeze mnie wcześniej książek.
      Recenzje na bookznami.pl umieszczane są zgodnie z jakimś nieznanym mi kluczem (recenzję książki Kruszony napisałam wcześniej niż recenzję książki Garavaglii).

      Nie wiem, dlaczego już drugi raz Twój komentarz wylądował w spamie oO Dziwne to dla mnie i niepojęte…

  2. jakis czas temu zaczarowala mnie ta ksiazka w ksiegarni. głownie dlatego ze kocham takie historie ze starymi zdjeciami, o ludziach z zapomnianych regionow…
    szkoda ze jak piszesz jest taka chaotyczna… ja jeszcze jej nie przeczytalam, wiec sie nie wypowiem.
    No ale chyba wiem na co sie nastawiac.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s