Pusty pokój. Recenzja „Kroniki ptaka nakręcacza” Harukiego Murakamiego

Na szczycie (sporządzonej w połowie czerwca 2010 roku) listy stu najbardziej wpływowych Japończyków znalazł się, co mnie osobiście nie dziwi, wszechstronny artysta Takeshi Kitano, w Polsce znany głównie (o ile nie jedynie) z filmów, na przykład: Lalki, Hana-Bi, Zatoichi czy Scena nad morzem. Urodzony w 1949 roku Haruki Murakami* jest na trzydziestym drugim miejscu, czyli najwyżej spośród pisarzy, co też – jak się zdaje – nie wzbudza większych sensacji.


Podobno najlepszą (najbardziej cenioną, o największych bliżej nieokreślonych walorach literackich i pozaliterackich) książką Harukiego Murakamiego jest Kronika ptaka nakręcacza (1994-1995), za którą otrzymał prestiżową japońską nagrodę literacką Yomiuri. Czy to naprawdę jego najlepszy utwór? Wątpię. W przypadku żyjących pisarzy trudno mówić o ich największych osiągnięciach, o osobliwej przymiarce czytelników i niektórych krytyków do wyznaczenia magnum opus. Nigdy nie wiadomo, czy kolejne dzieło pisarza nie będzie pod wieloma względami albo chociaż pod jednym aspektem lepsze. Inną sprawą jest kwestia gustu, ale o guście się zwykle nie dyskutuje…

Głównym bohaterem (czy raczej jednym z pierwszoplanowych bohaterów) i częściowo narratorem Kroniki ptaka nakręcacza jest Tōru Okada. Trzydziestoletni bezrobotny (na własne życzenie odszedł z kancelarii prawniczej, w której sprawnie odgrywał rolę „chłopca na posyłki”), żonaty, ale bezdzietny. Pewnego dnia całe jego życie ulega gwałtownym zmianom i przemianom, poukładany świat przewraca się do góry nogami, Okada (metaforycznie mówiąc) przechodzi do świata po drugiej stronie lustra, a wszystko przez tajemnicze zniknięcie… kota (kot staje się substytutem białego królika, za którym podążała Alicja z powieści Lewisa Carrolla). Nie będę pisać więcej o fabule, bo część przyjemności z czytania mogłaby ulecieć w nieznane, a szkoda, bowiem pod względem fabuły powieści Murakamiego odznaczają się i to w wielu przypadkach pozytywnie. Japoński pisarz potrafi sprawnie poprowadzić akcję, łącząc kilka równoległych wątków w dość interesującą (jakkolwiek nadal postmodernistyczną) całość. Czytaj dalej