„Bohema w wigilię rewolucji”.* Recenzja książki „Koniec święta” Eisuke Nakazono

Eisuke Nakazono naprawdę miał na imię Hideki, urodził się w 1920 roku w Fukuoce, zmarł zaś na zapalenie płuc w 2002 roku w Kawasaki (w prefekturze Kanagawa). Przez osiem lat mieszkał w… Chinach (z Japonii wyjechał po skończeniu szkoły średniej) i tam też, a dokładnie w Pekinie, ukończył studia. Później pracował jako dziennikarz. Do Japonii powrócił po wojnie, dziesięć lat spędził, zajmując się dziennikarstwem, a następnie zaczął wydawać swoje powieści – przede wszystkim szpiegowskie, sensacyjne, których tło stanowią konflikty polityczno-społeczne. Nie brak jednak wśród jego publikacji reportaży.


Akcja Końca święta rozgrywa się w późnych latach 60. i początkach lat 70. XX wieku (a zatem w czasie wzmożonego wprowadzania i rozwoju kapitalizmu), w Japonii, przede wszystkim w Tokio (Tokio znajduje się na wyspie Honshū, pol. Honsiu), zaś ostatnie rozdziały przenoszą czytelników na wyspę Kyūshū (pol. Kiusiu). Bohaterami są młodzi ludzie (Włóczędzy), poszukujący wyzwolenia, wolności i swobody, zasłuchani w muzykę jazzową (modern jazz) i r’n’b. Osobliwe „dzieci kwiaty” przebywają w eklektycznych klubach (przeważnie w dzielnicy Shinjuku), w których obok portretów Trumana (on zadecydował o zrzuceniu bomb na Hiroshimę i Nagasaki) pojawiają się zdjęcia obozów koncentracyjnych. Młodzi i pozornie wyzwoleni wikłają się w świat narkotyków, pokrętnych interesów, żyją z dnia na dzień czy raczej z minuty na minutę. Uciekają od rodziców, od szkoły, od presji społecznej, zapatrzeni we wzorce zachodnie, osobliwie przefiltrowane przez marzenia i wyobrażenia młodych Japończyków. Pozornie kolorową (nie)rzeczywistość zamieszkują dogłębnie samotni ludzi, a ich eskapizm jest, jak się zdaje, jedynie ucieczką przed samym sobą. Z jednej niewoli (zakazów społecznych) płynnie przechodzą w inne formy zniewolenia tyleż fizycznego, ile mentalnego. Czym bowiem jest wolność? Co jest istotą wolności?

Koniec święta to świetny opis przemian zachodzących wśród młodych Japończyków – i w ich wyglądzie, i w sposobie zachowania, i w osobliwej filozofii. „Bohema w wigilię rewolucji” wierzy bowiem, że bierność należy wykazywać w każdej dziedzinie życia – tak w pracy, jak w działalności przestępczej. Innymi słowy, trzeba żyć powoli, niespiesznie, najczęściej pod wpływem środków odurzających. Dryfowanie na falach życia przerywane bywa jedynie ucieczką przed prywatnymi detektywami, których wynajmują co zamożniejsi rodzice Włóczęgów, aby sprowadzić dzieci z powrotem do świata społecznych ról. Wieczny eskapizm od życia w zwartym i jednolitym społeczeństwie przemienia się, paradoksalnie, w tworzenie własnego małego społeczeństwa, mikroświata. Nie ma tu jednak zależności, podległości, nakazów i zakazów. Można zaryzykować twierdzenie, że jedynym „obowiązkiem” jest bierność.

I gdzieś pośród tego pochodu młodych zjawia się nagle adwokat Sakuo Shinjō. Poszukuje syna o imieniu Kurita, który niespodziewanie uciekł z domu i został złapany na kradzieży wraz z kolegą, „Connie” Onoderą. Dla ojca to cios. Nie potrafi poradzić sobie z tym, że syn powoli przeistacza się w przestępcę, że wyrywa się ze sztywnego gorsetu zasad i norm wpajanych mu przez lata. Rozpaczliwa walka o syn tak naprawdę staje się walkę z synem. Shinjō niewprawnie, nieumiejętnie „przeczesuje” ulice i nieznane sobie wcześniej dzielnice. Tropienie śladów syna staje się jego obsesją i asumptem do porzucenia ustabilizowanego życia – życia wyznaczanego przez pracę oraz (pozornie) spokojny dom. Przewodniczą po labiryncie tokijskich ulic zostaje zatem młoda dziewczyna, koleżanka Kurity – Nonko. Dziewczyna prowadzi zdesperowanego ojca krętymi ścieżkami, ciemnymi korytarzami, zmysłowym traktem.

Shinjō czeka mnóstwo zdumiewających i kuriozalnych wypadków, przypadków i zdarzeń, zanim zdoła przybliżyć się do syna. Ojciec niepostrzeżenie sam zamieni się w o wiele młodszego człowieka, który przeżyje tyleż drugą młodość, ile spróbuje spełnić swoje marzenia. Zanurzając się w nierealnym świecie, Shinjō na chwilę zapomni, że jest ojcem i niepomny zadania, które przed sobą postawił, rzuci się w wir młodzieńczych eskapad. Czy uda mu się zbliżyć do syna?

Styl Eisuke Nakazono jest porywający i wciągający. Świetnie wybrał centralnego bohatera – ojca nieświadomego prawdziwego życia młodych ludzi, prawdziwych przeżyć i emocji targających młodymi ludźmi, adwokata, który wraz z czytelnikami stopniowo poznaje świat „bohemy w wigilię rewolucji”, zagłębia się w młodzieńcze „święto”, toteż nie powinno dziwić, że Nakazono decyduje się na mowę pozornie zależną. Wkroczenie w eklektyczną rzeczywistość młodych buntowników okazuje się w efekcie wyprawą w głąb siebie. Sakuo Shinjō dokonuje mimowolnie rewizji tego, kim był, w co wierzył i jak się zachowywał względem syna. Na uwagę zasługuje swoista gra między ojcem a synem – permanentne napięcie, przypływy i odpływy uczuć, trudna miłość, brak dialogu, brak ustępstw, brak kompromisów, walka tyleż psychiczna, ile fizyczna (dość powiedzieć, że Shinjō jest wybuchowy, reaguje impulsywnie, jeśli ktoś go wyprowadzi z równowagi, to bije bez opamiętania).

Właściwie trudno jednoznacznie powiedzieć, co jest tłem w książce Nakazono, a co jest pierwszy planem. Z jednej strony bowiem mamy ojca dramatycznie walczącego o swoją dobrą reputację i z tego powodu ścigającego syna, z drugiej zaś strony poznajemy pozornie kolorowy tłum młodych ludzi, którzy pragną oswobodzić się z więzów społeczeństwa – społeczeństwa nakazów, zakazów i obowiązków. Oba plany wzajemnie się dopełniają, przenikają i przemiennie wiodą prym w całej powieści. Widać dziennikarski warsztat autora. Przejawia się on już choćby w sprawnym przestawieniu szerokiej panoramy młodzieńczych fascynacji, świata młodych ludzi i świetnym nakreśleniu charakterów kluczowych (dla rozwoju wybranej przez Nakazono fabuły) bohaterów. Intrygująca i niejednoznaczna to książka. Co istotne, Koniec święta Nakazono doskonale wprowadza w świat prozy takich pisarzy jak Haruki Murakami, czyli przeżywających swą młodość na przełomie lat 60. i 70. XX stulecia.

——————
* Eisuke Nakazono, Koniec święta, przeł. Krystyna Okazaki, PIW, Warszawa 1977, s. 43.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s