Futurologiczna wizja. Recenzja „Czwartej epoki” Kōbō Abego

Kōbō Abe znany jest przede wszystkim (o ile nie jedynie) jako autor powieści Kobieta z wydm. Urodzony w 1924 roku w Tokio, z wykształcenia lekarz, Abe przez kilka lat (dokładnie: w latach 50. XX wieku, czyli po wojnie, w okresie silnych przewartościowań oraz odbudowywania świata i światopoglądu Japończyków) był członkiem Japońskiej Partii Komunistycznej. Ciekawe to o tyle, że w Czwartej epoce pojawiają się aluzje odnośnie komunizmu oraz Związku Radzieckiego, a z perspektywy czasu różnie można je oceniać i odczytywać. Postulaty komunistów okazały się tylko postulatami, praktyka zaś mijała się ze świetlanymi hasłami, toteż Abe został wyrzucony z partii. W 1959 roku (jeszcze w czasach, gdy należał do partii komunistycznej) japoński pisarz wydał Czwartą epokę – powieść tyleż eksperymentalną, ile spod znaku… science fiction.


Od razu powiem – nie czytam wiele fantastyki, a jeśli już, to prędzej sięgam po fantastykę naukową Herberta George’a Wellsa oraz Stanisława Lema, niż po fantastykę baśniową (o ile taki prosty podział mogę zastosować). Kōbō Abe w Czwartej epoce zdecydowanie zmierza w stronę literatury science fiction, fantastyki naukowej, jednakże nie unika przy tym rozważań nad kondycją współczesnego człowieka oraz potencjalnej przyszłości ludzkości, uzupełniając tym samym swoją prozę pytaniami egzystencjalnymi, pytaniami ontologicznymi, fundamentalnymi problemami dotyczącymi istoty człowieczeństwa. Zmierza zatem Abe ku quasi-eseistycznym i quasi-filozoficznym rozważaniom – zmierza, ale nie wykorzystuje w pełni potencjału tematu, raczej skupiając się na nakreśleniu stosownego tła do zadawania, mnożenia i piętrzenia pytań. Spośród poruszonych problemów niezmiernie istotne okazuje się swoiste napięcie między teraźniejszością a przyszłością, ale o tym za chwilę.

Głównym bohaterem i narratorem jest profesor Katsumi. Naukowiec pracuje nad maszyną, która potrafiłaby trafnie prognozować przyszłość. Niestety cały projekt w mgnieniu oka uwikłany zostaje w dyskurs polityczny, bowiem równolegle i niezależnie prowadzone są badania nad podobną maszyną w Rosji. Rosyjskim naukowcom udaje się w końcu zaprezentować prognozę głoszącą, iż niechybnie zanikną kapitalistyczne rejony świata, a w niedalekiej przyszłości wszystkie państwa staną się komunistycznymi krajami. Katsumi wraz ze swoim najbliższym współpracownikiem Tanomogim postanawiają (a raczej są zmuszeni) odsunąć się i odciąć całkowicie od polityki, ale czy możliwe jest przepowiadanie przyszłości w jakimkolwiek sektorze gospodarczo-społecznym bez udziału czy wpływu dyskursu politycznego, ideologicznego? Na tak postawione pytanie, jak się zdaje, można odpowiedzieć (pozornie) twierdząco. Należy jedynie zrezygnować z prób prognozowania dla całego społeczeństwa, na rzecz przepowiadania przyszłości dla… pojedynczego człowieka. Tylko jak znaleźć odpowiednią osobę? Czy lepszy indywidualista, człowiek wyróżniający się z tłumu, czy „typ pospolity”, przeciętny? Mężczyzna czy kobieta? Kiedy już wydaje się, że idealny kandydat na królika doświadczalnego został wybrany, dzieje się coś niesłychanego, ale… o tym nie powiem nic więcej. Warto przeczytać i samodzielnie przekonać się, w jaki sposób potoczą się losy poszczególnych postaci, a w szczególności głównego bohatera. Nadmienię jedynie, że tytuł utworu po japońsku brzmi Daiyon Kampyōki, co można tłumaczyć jako: Czwarta epoka międzylodowcowa. Nie rozwinę szerzej znaczenia tytułu w kontekście całej powieści, bo i sam Kōbō Abe robi to dopiero na końcu, umiejętnie łącząc problemy, dylematy i pytania pojedynczego człowieka z dylematami ludzkości (ludzkości jako masy, ogółu, całości), rozszerzając przy tym perspektywę z mikroprzestrzeni na makroprzestrzeń. Abe stara się unikać dyskursu politycznego, ideologicznie zaangażowanego, przechodząc do zagadnień etycznych, moralnych i skupiając się szczególnie na konfrontacji stanowiska jednego człowieka z grupą fachowców, naukowców, intelektualistów, „projektantów” przyszłości.
Czytaj dalej

W krainie piasków. Recenzja książki „Kobieta z wydm” Kōbō Abego

Kōbō Abe, jeden z najbardziej znanych i cenionych na świecie japońskich pisarzy urodził się w 1924 roku w Tokio i tam też zmarł w roku 1993. I chociaż można powiedzieć, że z zawodu (wyuczonego) był lekarzem, to jednak z medycyną nie związał swojego życia, a właśnie z literaturą. W 1962 roku światło dzienne ujrzała niezwykła i niejednoznaczna książka Abe – Kobieta z wydm. Autor podobno pracował nad kolejnymi częściami utworu, jednakże jego wysiłki przerwała śmierć. Może i dobrze, że nie dokończył tej powieści…


Mogłabym zaryzykować twierdzenie, że Kobieta z wydm jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie japońskich utworów prozatorskich. Być może przyczyniła się do tego ekranizacja, ale i fakt, iż Kōbō Abe to jeden z przedstawicieli japońskiego modernizmu, ale modernizmu już powojennego. Nie powinno zatem dziwić pewne odrealnienie (czy irracjonalność), zanurzenie w symbolach bądź absurdalność zdarzeń. Co ciekawe, japoński pisarz sięga często w Kobiecie z wydm po symbole uniwersalne, czytelne i zrozumiałe nie tylko w Japonii, ale i w Europie. W powieści Kōbō Abe widoczne są wpływy filozofii Arthura Schopenhauera oraz Immanuela Kanta, oczywiście, swoiście (z japońskiego punktu widzenia) (z)reinterpretowane i przetworzone (zakładając, że Abe zetknął się z dziełami wcześniej wymienionych filozofów…). Bez trudno dostrzeżemy także inspirację egzystencjalizmem, tyleż tym Sartre’owskim, ile Camusowskim.

Nie przeszkadza to jednak odczytaniom oderwanym od wyżej wymienionych kontekstów. Ba! proza Abe umożliwia mnożenie kontekstów, bowiem Kobietę z wydm jesteśmy w stanie odczytywać przez pryzmat mitologii czy historii Japonii, szczególnie drastycznego przejścia od przedwojennej mentalności do powojennego procesu przekształcania światopoglądu (Kobieta z wydm powstała przecież w 1962 roku), przejścia od tradycyjnego porządku społecznego i prymatu cesarza, do wkraczania w kapitalistyczny świat, w którym pieniądze odgrywają kluczową rolę, a ceremoniały stają się jedynie pustymi gestami bądź całkowicie przechodzą do lamusa. Dodatkowo istotne może okazać się ukształtowanie terenu Kraju Kwitnącej Wiśni czy… model społeczeństwa (role społeczne, hierarchia i inne). Bardzo często przywoływane bywa nazwisko Franza Kafki jako swoistego wzoru dla prozy Abe, a szczególnie dla Kobiety z wydm. Wszelkie porównania, paralelizmy i zestawienia wyczerpałyby się, jak się wydaje, na poziomie zarysu fabuły, bowiem bohaterowie stworzeni i powołani do życia przez Abe na kartach Kobiety z wydm niewiele mają (o ile w ogóle mają) wspólnego z Kafkowskimi postaciami. Na poziomie absurdalności i (pozornej) irracjonalności zdarzeń można zestawiać powieść Abe tyleż z prozą Kafki, ile na przykład z utworami… Sławomira Mrożka, co prowadziłoby zapewne do wielu interesujących odczytań.
Czytaj dalej

Umykająca pamięć. Recenzja „Głosu góry” Yasunariego Kawabaty

Jeden z najwybitniejszych dwudziestowiecznych japońskich prozaików i poetów, laureat literackiej Nagrody Nobla (1968), Yasunari Kawabata, przyjaźnił się z innym wielkim i niesamowitym japońskim twórcą – Yukio Mishimą. Dwa lata po samobójczej śmierci autora Zimnego płomienia, schorowany Kawabata popełnił samobójstwo. Jak się wydaje, Mishima to kolejna bardzo ważna osoba, którą stracił Kawabata, bowiem gdy był dzieckiem, zmarli jego rodzice, a niedługo później dziadkowie oraz siostra. Doświadczenie śmierci nie pozostało bez wpływu na późniejszą twórczość Japończyka…


Polski czytelnik miał możliwość zapoznać się z prozą Kawabaty z różnych lat. Nie licząc opowiadań włączonych do kilku wydanych w Polsce antologii prozy japońskiej, warto wspomnieć: o rozpoczętej przed wojną i dokończonej tuż po niej, bo w 1947 roku, Krainie śniegu (pierwsze polskie wydanie: PIW 1964), o powieści Tysiąc żurawi z lat 1949-1952 (pierwsze polskie wydanie: PIW 1986), o Śpiących pięknościach z 1961 roku (pierwsze polskie wydanie: PIW 1987) czy wreszcie o Głosie góry z lat 1949-1954 (pierwsze polskie wydanie: PIW 1982). Szczególnie ostatnia spośród wymienionych książek zasługuje na osobne omówienie, bowiem jest jednym z najpiękniejszych (obok choćby wspomnianej wcześniej Krainy śniegu) dwudziestowiecznych arcydzieł literatury światowej.

Akcja Głosu góry rozgrywa się zarówno w mieście Kamakura (położonym na południowy zachód od Tokio), jak i w Tokio. Centralne jednak miejsce to dom Ogatów położony w pierwszy z wymienionych miast. W domu Ogatów łączą się wszystkie ścieżki przemierzane po Kamakurze przez bohaterów. Z domu Ogatów także prowadzą wszystkie drogi – drogi w przeszłość oraz w przyszłość. Warto zwrócić uwagę, że akcja umiejscowiona została w latach 50. XX wieku, a więc w powojennej Japonii, o czym możemy przekonać się nie tylko z napomknięć czy wspomnień bohaterów o wojnie, nalotach i zabijaniu, ale także z faktu, iż japońskie ogrody, ulice i pociągi pełne są Amerykanów (po wojnie, do lat 50. XX stulecia Amerykanie okupowali Japonię). Obraz młodego pokolenia, wyłaniający się z powieści, również jest niezmiernie interesujący. Podczas gdy w Malarzu świata ułudy Kazuo Ishiguro dokonuje rewizji i refleksji na temat mentalności przedwojennych i powojennych Japończyków (i zwrotu od walki w imię cesarza ku walce w imię odbudowy kraju oraz podtrzymywania pokoju na świecie), Yasunari Kawabata zauważa wzrost liczby samobójstw wśród młodych oraz (co ciekawe) starszych ludzi. Dodatkowo japońskiemu pisarzowi nie umyka fakt niepokojąco rosnącej ilości dokonywanych aborcji tyleż wśród kobiety zamężnych, ile wśród… młodych dziewcząt. Obok tego sytuują się rozważania na temat kobiet, które straciły swoich mężów na wojnie – młode kobiety szukają swojego miejsca i celu życia, rozpaczliwie marzą o rodzinie, o spokoju i ukojeniu. Dzięki tym licznym wątkom (a jest ich, oczywiście, więcej niż wymienione powyżej) Głos góry można czytać na wielu poziomach, patrząc z różnych perspektyw i tym samym wzbogacając odczytania kolejnych symboli pojawiających się w powieści.
Czytaj dalej

Subtelnie i zmysłowo. Recenzja „Krainy śniegu” Yasunariego Kawabaty

Laureat literackiej Narody Nobla (za rok 1968), Yasunari Kawabata, urodził się w XIX wieku, a dokładnie w 1899 roku, w Osace, zmarł zaś w 1972 roku, popełniając samobójstwo. W latach 1935-1947 powstawała powieść Kraina śniegu. W Polsce pierwsze wydanie tego utworu ukazało się w 1964 roku nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego, zaś drugie (i ostatnie jak do tej pory) już w pięć lat później.


Akcja powieści rozgrywa się w tytułowej krainie śniegu (w utworze nie odnajdziemy konkretnej nazwy), czyli w japońskiej miejscowości uzdrowiskowej, do której przyjeżdżają amatorzy górskich wypraw i narciarskich zjazdów. Główny bohater, Shimamura, tokijczyk, odziedziczywszy majątek po rodzinie, może pozwolić sobie na swobodne i długotrwałe wyjazdy z domu. Nie przeszkadza mu w tym nawet fakt, iż posiada żonę oraz dzieci. Shimamura właściwie nie ma określonego zawodu, ale związany jest raczej z artystyczną bohemą niż z elitą biznesowo-finansową. Kiedyś zainteresował go tradycyjny taniec japoński i o nim z pasją pisał, ale później przyszło nagłe i niespodziewane olśnienie tańcem europejskim. Co prawda, mężczyzna nigdy nie widział na własne oczy tańca europejskiego, ale to nie stało na przeszkodzie, aby na postawie artykułów i książek fachowców, Shimamura mógł pisać sporo na tak egzotyczny dla niego temat. W pociągu, kolejny raz zmierzając w stronę zajazdu położonego w kranie śniegu, Shimamura spotyka tajemniczą dziewczynę o imieniu Yōko, która troskliwie opiekuje się chorym mężczyzną. Yōko zachwyca Shimamurę swoją urodą, pięknem i subtelnością. Przyglądając się jej wizerunkowi odbitemu w szybie pociągu, zatraca poczucie rzeczywistości i znajduje się gdzieś na granicy jawy i snu. Gdy Shimamura dociera do uzdrowiska, dowiaduje się, że kobieta (dziewczyna właściwie) poznana przez niego rok temu, została gejszą – nazywają ją Komako. Od Komako próbuje dowiedzieć się czegokolwiek na temat Yōko, ale Komako go zbywa. Dlaczego Komako została gejszą oraz kim są Yōko i mężczyzna, których spotkał w pociągu? – Shimamura wciąż zadaje sobie te same pytania i, jak się wydaje, coraz bardziej oddala się od odpowiedzi… I na tym można by skończyć relację dotyczącą warstwy fabularnej, dużo ciekawsze bowiem są kreacje bohaterów oraz ich wzajemnie relacje. Godna uwagi wydaje się być także warstwa „liryczna”, czyli poetyckie i ujmujące opisy przyrody.
Czytaj dalej

„Dzieci nic nie mogą poradzić na śmierć”.* Recenzja książki „Zerwać pąki, zabić dzieci” Kenzaburō Ōe

Kenzaburō Ōe, laureat literackiej Narody Nobla (za rok 1994), urodził się na początku 1935 roku, studiował literaturę francuską na Uniwersytecie Tokijskim, ale szczególny wpływ wywarł na niego egzystencjalizm. Warto odnotować jeszcze, że w 1963 roku urodził się z poważną chorobą syn pisarza, Hikari, który znacząco wpłynął na twórczość literacką Ōe. W 1958 roku japoński pisarz wydał swoją pierwszą powieść, przerażającą powieść o wieloznacznym tytule Zerwać pąki, zabić dzieci.


Akcja Zerwać pąki, zabić dzieci rozgrywa się podczas II wojny światowej. Kierownictwo poprawczaka podejmuje decyzję o ewakuacji młodocianych przestępców. Podzieleni na dwie grupy chłopcy wędrują w głąb japońskich wsi. Prowadzone od wioski do wioski miastowe dzieci wzbudzają niemałą sensację. Ludzie oglądają chłopców niczym zwierzątka w ogrodzie zoologicznym. W jednej z wiosek chłopcy z pierwszej grupy zmuszeni są zostać nieco dłużej pod nadzorem miejscowych, gdyż strażnik zawraca po drugą grupę małoletnich przestępców. Podczas nieobecności strażnika okazuje się, że wioskę nawiedziła tajemnicza zaraza, która w pierwszej kolejności dopadła zwierzęta. Mieszkańcy uciekają zatem w popłochu, pozostawiając chłopców samych sobie, na pastwę losu (i zarazy), odgrodzonych od świata, bowiem położenie wioski umożliwiało odcięcie każdej potencjalnej drogi ucieczki. Dość powiedzieć, że w lasach otaczających wioskę wciąż szukano dezertera, ale wróżono mu rychłą śmierć ze względu na specyficzne ukształtowanie terenu. Co zrobią chłopcy? Jak sobie poradzą sami? Kto jeszcze z nimi (po)został w wiosce? Czy zaraza ich dopadnie? Jak zakończy się okrutna „kwarantanna”?

Pierwsze skojarzenie, które najczęściej przychodzi czytelnikowi na myśl, to oczywiście porównanie Zerwać pąki, zabić dzieci z Władcą much Williama Goldinga. Kolejne asocjacje przyczyniają się do mimowolnego zestawienia powieści Kenzaburō Ōe z Dżumą Alberta Camusa oraz (na zasadzie kontrastu) z japońską, późniejszą niż Zerwać pąki, zabić dzieci (bo z 1967 roku), książką Akiyukiego Nosaki o tytule Hotaru no haka (polska wersja językowa: Grobowiec świetlików**). Oczywiście, dostrzec można niemały wpływ egzystencjalizmu. Wystarczy przywołać kilka zbieżnych z powieścią Kenzaburō Ōe wątków, choćby niezrozumienie i osamotnienie człowieka, Sartre’owską „przypadkowość istnienia” czy rozważania nad istotą wolności. Ja jednak wolę przyjrzeć się powieści japońskiego pisarza z nieco odmiennej perspektywy.
Czytaj dalej

Kształt miłości. Recenzja książki „Dziki Imbir” Anchee Min

Na początku 1957 roku w Szanghaju przyszła na świat Anchee Min,* chińska malarka, muzyk, fotografik, ale i pisarka. W 1984 roku opuściła Chiny i wyjechała do San Francisco. Na początku lat 90. XX wieku wydała bestselerową książkę wspomnieniową o tytule Czerwona Azalia. W 2002 roku Anchee Min zaprezentowała czytelnikom utwór Dziki Imbir – znów (po wcześniejszych jej książkach) silnie zakorzeniony w trudnej historii Chin, a dokładnie odnoszący się do chińskiej rewolucji kulturalnej.

Zanim wyruszymy w daleką podróż do Szanghaju, kilka słów przypomnienia, czym była rewolucja kulturalna w Chinach i jak w ogóle do niej doszło. Druga wojna chińsko-japońska (koniec lat 30. XX stulecia) przyczyniła się do zawarcia osobliwego sojuszu. Otóż Kuomintang (czyli chińska Partia Narodowa) na czele z Czang Kaj-Szekiem połączyła siły z Komunistyczną Partią Chin (KPCh), aby pokonać Japonię. Po II wojnie światowej jednak (dokładnie w 1949 roku) Koumintang stracił władzę na rzecz Komunistycznej Partii Chin, toteż Czang Kaj-Szek wraz ze swoimi zwolennikami uciekł na wyspę Formoza (dziś: Tajwan). Jak powszechnie wiadomo, Partia Narodowa przebywa na Tajwanie do obecnych czasów. Mao Zedong (Mao Tse-tung), jeden z przedstawicieli KPCh, pod koniec lat 60. XX wieku zaproponował kampanię wielkiego skoku naprzód, która zakończyła się klęską głodu. Działacz został odsunięty od władzy, między innymi przez Liu Shaoqi. Mao nie zamierzał jednak rezygnować z raz już obranej drogi. Oskarżył Liu Shaoqi o to, że jego polityka gospodarcza to krok ku kapitalizmowi. Zedong zyskał poparcie u dowódcy wojsk, Lin Biao, toteż z łatwością udało mu się przejąć władzę i aresztować Liu Shaoqi… Wielka proletariacka rewolucja kulturalna była ruchem polityczno-społecznym, który zapoczątkowany został w 1966 roku przez Mao Zedonga. Oficjalnie rewolucja kulturalna zakończyła się w 1969 roku, ale w praktyce trwała aż do roku 1976 (wówczas miało miejsce aresztowanie tak zwanej bandy czworga, czyli działaczy Komunistycznej Partii Chin, którzy próbowali przejąć władzę w 1976 roku, po śmierci Mao Zedonga). Na czym polegała rewolucja kulturalna? Krótko rzecz ujmując, na eliminacji przeciwników politycznych oraz wdrożeniu systemu ideologicznego Mao Zedonga, czyli maoizmu. Maoizm oczywiście wyrósł na gruncie marksizmu i leninizmu, ale był bardziej radykalny…
Czytaj dalej

(Kim) Być? Recenzja wyboru opowiadań „Ślepa wierzba i śpiąca kobieta” Harukiego Murakamiego

Poniekąd współczuję Murakamiemu. Japoński pisarz posiada silny obóz przeciwników i niemniej zawzięty obóz zwolenników. Na pytanie jednak, co przemawia za (bądź przeciw) pisarstwem (pisarstwu) Murakamiego, nie dowiemy się wiele. Nie dowiemy się wiele, bo każdy czyta japońskiego prozaika przez pryzmat indywidualnych fascynacji czytelniczych i prywatnych oczekiwań od kultury dalekowschodniej. Innymi słowy, nieomal każdy wyczytuje w jego prozie to, co chce. Nadmierna krytyka bądź niegasnący zapał czytelników pozostaje bez prób sięgnięcia po dwudziestowieczną historię Kraju Kwitnącej Wiśni, bez prób zanurzenia się w konteksty tyleż biograficzne, ile społeczno-gospodarcze (a warto zaznaczyć, że Murakami urodził się w 1949 roku). Spojrzenie na prozę Murakamiego przez pryzmat europejskiej literatury skutkuje w dużej mierze pływaniem po powierzchni, zawodem, niechęcią, negacją albo ekstatycznymi stwierdzeniami, że proza japońskiego pisarza jest dziwna, inna i przez to niezmiernie interesująca. Migotanie sensów, złudne blaski metafor, powierzchowna głębia… O ile jeszcze nie dziwi i nie przeszkadza to przy odczytaniach czytelników zawodowo niezwiązanych z literaturą, o tyle zdumiewa w odniesieniu do krytyków czy „profesjonalnych” recenzentów, spośród których wywodzi się najwięcej przeciwników. Dodatkowo, niestety, Murakami nie ma szczęścia do polskiej tłumaczki, która rozpoczęła przekłady książek japońskiego pisarza, będąc jeszcze na studiach.

Przed i podczas II wojny światowej Japonia odznaczyła się wyjątkowo krwawym i bezlitosnym podejściem do sąsiednich państw, ba! brutalnym potraktowaniem jednostki, pojedynczego człowieka. W imię cesarza zabijała, niszczyła, degradowała, pozbawiała godności. Po wojnie i po długiej okupacji Amerykanów Kraj Kwitnącej Wiśni musiał poddać się oczyszczającej autorefleksji. Swoiste katharsis umożliwiło względne doprowadzenie do ładu zewnętrznej strony tego, co nazywamy „japońskością”. Odbudowano budynki, otworzono się na Zachód, wpuszczono świeże powietrze, zmieniono orientację: od walki w imię cesarza i cesarstwa ku świetlanej przyszłości pacyfizmu, pokoju na świecie. I wszystko byłoby pięknie i ładnie, gdyby nie… powierzchowność. Przebudowa światopoglądu (czyli tego, co wewnątrz) dokonuje się permanentnie od czasu zakończenia wojny. Łatwiej dostrzec (i docenić) to, co na zewnątrz (materialna strona świata). Lata 60. i 70. XX wieku przyniosły wielki postęp gospodarczy Kraju Kwitnącej Wiśni. Japonia pięła się w górę – już nie jako armia żołnierzy doskonałych, ale jako elita ekonomiczna. Tym razem w imię nie cesarza, ale w imię bycia najlepszym, w imię osiągnięcia miana najprężniej rozwijającej się gospodarki, Japonia podporządkowała sobie ludzi – zagospodarowała im czas, dostarczyła minimum rozrywki, ale ograniczyła swobodę ruchów, zatrzymała rozmach młodości i niepokorności. Jedno z nielicznych ujść fantazji, jak się zdaje, dały niektóre technologiczne rozwiązania. Odnotujmy też protesty młodych – strajki studentów z końca lat 60. XX stulecia (między innymi oskarżanie władz uczelni o korupcje), wiece przeciwko próbom nuklearnym i wiele innych. Lata 60. XX wieku to jednak wchodzenie pełną parą na wielu obszarach w kapitalizm. Poszerzenie sektora prywatnego. Rozrost komercji w mediach (komercja staje się tanią rozrywką Japończyków), wejście kiczu, łatwej i szybkiej uciechy. Dodatkowo społeczeństwo trawione alkoholizmem (mogłabym zaryzykować twierdzenie, że w dużej mierze Japończycy po pracy piją albo grają w salonach pachinko, a inne formy spędzania skąpego czasu wolnego nie wchodzą w grę), narkomanią przestało w gruncie rzeczy zajmować się tym, co nazywamy „jednostkowością”, autorefleksją, pogłębioną analizą własnego wnętrza, duchowości. Warto zauważyć także nasilającą się ilość młodych ludzi zamykających się w domach (hikikomori) czy wzrost liczby samobójstw, co jest efektem między innymi presji społecznej, niesamowitego tempa życia, ciągłej (niekończącej się) pracy, walki o świetne wyniki sprzedaży, walki o doskonałość pod każdym niemal względem. Koniec lat 80. XX stulecia to japońska ekspansja na rynki europejskie – ekspansja drastycznie zahamowana kryzysem w latach 90. XX wieku (tak zwana gospodarcza „bańka mydlana”). A kryzys ten trwa do dziś…
Czytaj dalej

„Najlepsze rzeczy (…) to te, które się zdarzają w nocy i znikają o poranku”.* Recenzja „Malarza świata ułudy” Kazuo Ishiguro

Kazuo Ishiguro, jeden z najciekawszych współczesnych pisarzy, urodził się w Japonii, dokładnie w Nagasaki, w 1954 roku. Sześć lat później (1960) wyjechał wraz z rodzicami na stałe do Anglii. Mieszka obecnie w Londynie. Zdaje się, że najbardziej znaną książką Ishiguro są Okruchy dnia, które doczekały się ekranizacji (1993) z Anthonym Hopkinsem, Emmą Thompson oraz Christopherem Reeve’em w rolach głównych. Za Okruchy dnia Kazuo Ishiguro otrzymał w 1989 roku Nagrodę Brookera. Przyjrzyjmy się jednak wcześniejszej książce pisarza. Malarz świata ułudy przyniósł bowiem Ishiguro inne cenne wyróżnienie – Nagrodę Withbread (1986).

Na początek kilka ważnych faktów z historii Japonii. Ich przywołanie ułatwi recepcję książki Ishiguro. II połowa XIX wieku to restauracja władzy cesarskiej – obalono shōgunat, Japonia wybrała modernizację na wzór zachodni. Mniej więcej w tym czasie pierwsza z wojen chińsko-japońskich zakończyła się zwycięstwem Japonii. Początek XX wieku przynosi wygraną Japonii w wojnie z Rosją, a także przyłączenie Korei do Kraju Kwitnącej Wiśni. Japonia stopniowo umacnia swoją pozycję na Dalekim Wschodzie. 1931 rok to przejęcie władzy w Mandżurii (stworzenie marionetkowego państwa Mandżukuo), a niedługo później druga wojna chińsko-japońska. Na przełomie 1937 i 1938 roku miała miejsce masakra chińskiej ludności w mieście Nankin – Cesarska Armia Japońska dokonała ludobójstwa. 1940 rok to pakt Japonii z III Rzeszą oraz Włochami (oś Berlin – Rzym – Tokio). W 1945 roku na Hiroshimę oraz Nagasaki zrzucono bomby atomowe. Japonia skapitulowała, a Amerykanie rozpoczęli okupację Kraju Kwitnącej Wiśni i zostali tam (jako okupanci) aż do początku lat 50. XX wieku.

Akcja powieści Malarz świata ułudy rozgrywa się pozornie tylko od 1948 do 1950 roku. W rzeczywistości bowiem sięgamy także po wczesne wspomnienia z dzieciństwa głównego bohatera (i zarazem narratora) – Masujiego Ono. W momencie, gdy wkraczamy w świat opowieści, Masuji Ono jest na emeryturze. Kiedyś był uznanym i cenionym malarzem, był człowiekiem o niemałych wpływach, cieszył się estymą, poważaniem. Warto zaznaczyć, iż Ono cechuje się naiwnością typową dla artystów i dzieci – ufa niemal bezgranicznie i jest przekonany o dobrych intencjach ludzi, którzy go otaczają. Przed wojną za namową znajomego dokonał znaczącego zwrotu w swoim malarstwie – zrezygnował z uwieczniania „świata ułudy” na rzecz walki w imię przywrócenia cesarstwa… Po II wojnie światowej ze zdumieniem dostrzegł, iż młodsze pokolenie zalicza go do generacji zdrajców. Nawet dwie jego córki dają mu niemal na każdym kroku znaki, iż tak jest w istocie. Sięga zatem Ono pamięcią do swej przeszłości. Wyprawa w zamierzchłe czasy momentami jest bolesna, dotkliwa, trudna, ale przynosi i odrobinę satysfakcji, uczucie spełnienia… Masuji Ono oprowadza nas po swoim świecie, przystając co chwilę i ze wzruszeniem, ale i niemałym żalem spoglądając na to, co pozostało z czasów jego młodości.
Czytaj dalej

„Smok zawraca strumień czasu”.* Recenzja „Fruwającej duszy” Yōko Tawady

Yōko Tawada, urodzona w 1960 roku, z pochodzenia jest Japonką, ale pisze zarówno w języku japońskim, jak i niemieckim (mieszka obecnie w Niemczech). Studiowała literaturę rosyjską i niemiecką, jest laureatką Nagrody Akutagawy** (za rok 1993). W 2009 roku krakowskie wydawnictwo Karakter zapoznało polskiego czytelnika z utworem zatytułowanym  Fruwająca dusza (z 1998 roku – sięgamy po jedną z wcześniejszych książek Tawady). Co ciekawe, Fruwająca dusza napisana została w języku japońskim.

Główną, centralną postacią i zarazem narratorką jest dziewczyna o imieniu Risui. Pewnego dnia postanawia wstąpić do tajemniczej Szkoły, w której poprzez zagłębianie Księgi, można podążyć Drogą Tygrysa. Szkoła prowadzona jest przez Kikyo – ze wszech miar dziwną, zaskakującą kobietę. W oczach niemal każdej dziewczyny przebywającej w Szkole, Kikyo odznacza się innymi cechami zarówno charakteru, jak i… wyglądu. Czy to świat ze snów? Oniryczna kraina zapomnienia (się)?

Japońska pisarka porusza kilka istotnych problemów, z którymi boryka się tyleż Japonia, ile niemal każde szybko rozwijające się państwo. Społeczeństwo klasowe, uznawane za relikt zamierzchłych, archaicznych epok, kultur i tradycji, niemające nic wspólnego ze współczesnością, jest paradoksalnie realnym znakiem nigdy nieodchodzącej od nas przeszłości. Im bowiem silniej próbujemy wyrwać się spod jarzma reguł, zasad, norm, tym boleśniej odczuwamy, że nic się w istocie nie zmienia. Natrafiamy na „szklany sufit”. Wewnętrzne rozwarstwienie społeczeństwa widoczne jest w skali mikro w Szkole, do której trafia Risui. Podział na inteligentniejszych, pojętniejszych, zdolniejszych i tych, który pogardliwie określa się mianem „ciemniaków”, zacofanych, głupich, obecny jest nie tylko w japońskiej rzeczywistości, ale i w każdym kraju. Nie ma znaczenia, czy przebywamy w elitarnej szkole albo w prężnie rozwijającej się firmie, czy mieszkamy w mieście albo na wsi.
Czytaj dalej

Wziąć odpowiedzialność. Recenzja „Sprawy osobistej” Kenzaburō Ōe

Urodzony w 1935 roku Kenzaburō Ōe jest japońskim prozaikiem, eseistą i laureatem literackiej Nagrody Nobla (za rok 1994). Państwowy Instytut Wydawniczy w 2005 roku wznowił jedną z prezentowanych już w Polsce książek Ōe – Sprawa osobista (1964).* Co istotne dla pełniejszego odczytania utworu japońskiego pisarza, syn Kenzaburō Ōe, o imieniu Hikari,** urodził się chory. Opieka nad dzieckiem wymagającym stałej uwagi i poświęcenia znacząco wpłynęła na twórczość literacką Ōe. Sprawa osobista jest swoistym preludium do kolejnych książek, w których pojawiają się wątki zmagania się z chorobą dziecka. Mogę zaryzykować twierdzenie, że Sprawa osobista to studium narodzin odpowiedzialności rodzicielskiej.

Dwudziestosiedmioletni Ptak (główny bohater i porte-parole Ōe) samotnie musi stawić czoło informacji o upośledzeniu dziecka. Musi podjąć decyzję o ewentualnej operacji i kontynuowaniu leczenia. Lekarze powiadamiają Ptaka, że jego syn urodził się z przepukliną mózgową. Dziecko jest niczym roślinka. Czy cierpi? Czy czuje cokolwiek? Czy jest szansa, że po operacji będzie rozwijało się w miarę normalnie? Co znaczy „normalnie”? Matka dziecka nic jeszcze nie wie, a teściowa stanowczo i kategorycznie zabrania wyjawienia jej całej prawdy. Wszyscy po cichu liczą, że dziecko umrze: rodzina obawia się potencjalnych kłopotów związanych z wychowywaniem chorego chłopczyka, lekarze czekają na możliwość przeprowadzenia sekcji zwłok, by medycyna mogła prężnie się rozwijać. Dziecko jednak – jakby z przekory – jest silne, energiczne, żwawe.

Ptak to przezwisko jeszcze z młodzieńczych czasów – przezwisko związane w gruncie rzeczy z wyglądem mężczyzny. Dosłownie wszyscy (nawet żona) mówią do niego Ptak. Ptak ma wielkie marzenie. Pragnie pojechać do Afryki. Afrykański kontynent przyciąga go, nęci i kusi. Mężczyzna miał kiedyś problem z alkoholem. Wpadł w cug i cudem się z niego wyrwał. Odtąd unika sytuacji granicznych. Jest nauczycielem – prowadzi kursy przygotowawcze na studia, chociaż mógłby pracować na uczelni. Ożenił się, ale tak naprawdę nie kocha żony – zdaje się, że jest z nią z uwagi na rolę społeczną, którą musiał podjąć. Dziecko zaś miało „scementować” związek głównego bohatera z małżonką… Można zaryzykować twierdzenie, że Ptak jest jedną nogą w świecie młodzieńczych fantazji, fascynacji, chuligańskich wybryków, a drugą zanurza się i wtapia powoli w przestrzeń ludzi ustatkowanych, poważnych, przeraźliwie dorosłych, samotnych.
Czytaj dalej