W drodze. Recenzja „Ronda de Gaulle’a” Olgi Stanisławskiej

Afryka.
Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie z tym słowem?

A teraz spróbuj wyobrazić sobie samotną kobietę, przemierzającą przestrzeń pełną piasków.
Czy już się boisz się?

W polskiej (a nawet europejskiej) świadomości, na co słusznie zwraca uwagę Olga Stanisławska w Rondzie de Gaulle’a, zadomowiły się dwa literackie „obrazy” Afryki. Determinują one nasze spojrzenie na kontynent (nie)skończonych pustyń, dziewiczych puszcz i czarnoskórych mieszkańców.
Od dawna patrzyliśmy na Afrykę szeroko otwartymi oczami. A ona, czemu nie, hojnie dawała nam wszystko, co pragnęliśmy zobaczyć. Każdemu według jego potrzeb. Znajdowaliśmy tu metaforę na wszystko – cały pejzaż wnętrza człowieka. Dwie strony, jasną i ciemną.[1]

Jeden z wizerunków Afryki został wykreowany na kartach powieści Karen Blixen, Pożegnanie z Afryką. Biała kobieta jako dobra pani i wspaniała „władczyni”. Murzyni jako wierne sługi – wierne, bo nigdy nie (od)ważą się podnieść ręki na dobrodziejkę, „boginię”. Dom „bogini” w Kenii staje się swoistym Olimpem – zwykli śmiertelnicy mogą jedynie pomarzyć o tym, aby zbliżyć się doń choć na milimetr.
Afryka jest piękna, cudowna, subtelna. Zaginiony urok Czarnego Lądu udaje się wskrzesić tyleż przy pomocy delikatnego zapachu kawy, ile poprzez… zanegowanie stereotypów dotyczących prymitywizmu Afrykańczyków.
Afryka to Kenia.

Drugi literacki „obraz” stworzył Joseph Conrad. Afryka jawi się jako kontynent mroczny, atawistyczny, dziki. Afryka to „jądro ciemności” świata.
Każdy człowiek, nawet z silnie rozwiniętą moralnością, przebywając w Afryce, musi poddać się ciemności ukrytej we własnym sercu. Mrok duszy gwałtownie rozwija się i niepostrzeżenie przejmuje kontrolę nad nami od pierwszej chwili, gdy znajdziemy się na Czarnym Lądzie.
W gruncie rzeczy jednak Afryka staje się projekcją naszej wewnętrznej grozy, ciemności, pierwotności. Nasze lęki znajdują swoje ujście w wyobrażeniu o Afryce jako nieujarzmionej przestrzeni, na której moralność nie obowiązuje. Im dalej (w sensie zarówno fizycznym, jak i duchowym) znajdujemy się od Afryki, tym bezpieczniej i pewniej się czujemy.

Od sielskości do dzikości. Od kultury do atawizmu.[2]
To jaka jest Afryka?

Olga Stanisławska kobieco, subtelnie i bez zbędnych słów (a zatem oszczędnie) relacjonuje swoje afrykańskie przygody. Groźny kontynent w oczach Stanisławskiej staje się (paradoksalnie)… bezpiecznym dla kobiet (sic!).

Narracja zaczyna się i kończy nagle, bez ostrzeżenia. Tok „opowieści” „rodzi” się pod wpływem (często przypadkowej) rozmowy z tubylcem. Od rozmowy do rozmowy Olga Stanisławska przemierza Afrykę od Casablanki do Kinszasy. Każda z napotkanych osób odsłania nieco odmienne oblicze Czarnego Lądu. Nie ma bowiem jednej, jednolitej Afryki.
Jest za to kontynent różnych plemion siłą połączonych przez europejskich kolonizatorów i osadników.
Jest za to kontynent wewnętrznych sprzeczności, rozłamów, ale i własnego kodeksu etycznego, moralnego, własnych celów i priorytetów, własnych pragnień i ambicji.

Każda z historii opowiedzianych przez (nie)przypadkowo spotkanych ludzi jest inna, na swój sposób fascynująca, zachwycająca, ale często przerażająca. Niezmierzoną przestrzeń, dzięki zapisom Olgi Stanisławskiej, możemy oglądać oczyma mieszkańców. Afrykę podziwiamy, przysłuchując się pojedynczym słowom, ba! Afrykę poznajemy, przyglądając się faktom i zdarzeniom, ale przede wszystkim twarzom. Na nich „zapisanych” jest wiele historii wartych wysłuchania.

Na co dzień afrykański kontynent jest cichy i spokojny. Ta cisza jest ciszą przed burzą.
Ludzie powoli, niespiesznie przemieszczają się z miejsca na miejsce. Gdy upał staje się niemiłosierny – leżą nieruchomo. Przypomina to przygotowywanie się do śmierci. Afryka jest wszak kontynentem o nieprzychylnym dla człowieka klimacie. Mieszkańców Czarnego Lądu wyniszczają jednak przede wszystkim wojny (domowe)…

Niełatwo zaklasyfikować Rondo de Gaulle’a do konkretnego gatunku. To zarówno reportaż, jak i wywiad, dziennik białej kobiety pośród czarnych ludów, portret, szkic literacki, zbiór esejów, (quasi-)filozoficzne rozważania na temat życia i śmieci… Dookreślenia można mnożyć.
Książka Stanisławskiej stanowi niewątpliwie ciekawą próbę reinterpretacji tradycyjnie pojętego reportażu.

Olga Stanisławska zabiera nas w podróż po Afryce – kontynencie zachwycającym i przerażającym jednocześnie. Ile fikcji, a ile prawdy kryje się w stereotypach dotyczących Afryki i jej mieszkańców? Odpowiedzi można (po)szukać na karatach Ronda de Gaulle’a.

——————
[1] O. Stanisławska, Rondo de Gaulle’a, Warszawa 2001, s. 192.
[2] Oczywiście, warto przypomnieć też „Heban” Ryszarda Kapuścińskiego. Dość interesujące zdaje się zestawienie Ronda de Gaulle’a z Hebanem.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

2 thoughts on “W drodze. Recenzja „Ronda de Gaulle’a” Olgi Stanisławskiej

  1. Dzień dobry. Dodałam Twój blog do naszej blogowej linkowni. Znam Twoje recenzje z BiblioNETki. Piszesz interesująco, i chętnie będę do Ciebie zaglądać. Gratuluję wyróżnień w BilioNETce. :)
    Anima (z BiblioNETki)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s